![]() |
||||
DOŚĆ
HIPOKRYZJI USA! USA TEŻ MA BOMBY ATOMOWE! (oraz m.in. Izrael- sojusznik USA- ponad 200 głowic), a irański program atomowy to tylko pretekst dla usprawiedliwienia dążeń do nowej wojny. Bush coraz częściej mówi o użyciu broni atomowej przeciw irańskim instalacjom nuklearnym w Isfahanie i Natanz. Prowadzona przez USA oraz jej sojuszników "wojna z terroryzmem", nie zaczęła się po 11 września 2001 r.. Pretekstów do nalotów, jak poka-zuje historia, było i jest wiele. Obecnie, szykując się do wojny, państwa zachodnie i USA oskarżają Iran o próbę skonstruowania własnej bomby atomowej. Czy jest to powód prawdziwy? W Iraku rozpoczęto wojnę pod podobnym pozorem, który okazał się kłamstwem i katastrofą dla cywili. Władze irańskie twierdzą, że prace dotyczą badań nad pokojowym wykorzystaniem energii jądrowej. USA nie zależy na szerzeniu pokoju i wolności na świecie, a zwłaszcza w Iranie. W 1953 r. CIA zorganizowała obalenie demokratycznie wybranego premiera Mossadeka, ponieważ odważył się on znacjonalizować irański przemysł naftowy. USA wspierała okrutną dyktaturę szacha Rezy Pahlaviego, podobnie jak wiele innych dyktatorów, jeśli tylko zechcą oni współpracować z USA. Każdy konflikt zbrojny powoduje rozpowszechnienie się wszelkich form przemocy, łącznie z ludobójstwem, gwałtami i przemocą seksualną. Podczas konfliktów przemoc stosowana jest jako broń. Większość dorosłej ludności cywilnej, która ginie i jest obiektem nadużyć w czasie wojny, stanowią kobiety. Kobiety i dzieci przeważają wśród uchodˇców i wysiedleńców, zmuszonych do opuszczenia domostw z powodu konfliktów zbrojnych. Amerykański
Departament Stanu opublikował raport na temat światowego terroryzmu
według niego w zeszłym roku miało miejsce 11 tysięcy ataków terrorystycznych.
Zginęło w nich 14 i pół tysiąca osób. Jednak jedna trzecia zamachów
i ponad połowa przypadków śmierci miały miejsce w Iraku i była konsekwencją
zbrojnej interwencji USA i innych państw (w tym Polski) w tym kraju.
W sam Iraku - jak pokazują dane specjalistów - na skutek trzyletniej
wojny poniosło śmierć ok. 100 tysięcy osób, w większości cywili. Czy
Iran będzie pod Afganistanie i Iraku, trzecim celem ataku?
WOJNA
W IRAKU 20 marca 2003 roku Koalicja Sił Międzynarodowych pod przywództwem wojsk USA zaatakowała Irak. Wojna zakończyła się już 1 maja 2003, kiedy ogłoszono rozpoczęcie misji stabilizacyjnej, w której nadal biorą udział polskie wojska. Jednak to, co ma miejsce w Iraku nie można nazwać inaczej niż okupacją. Pod pretekstem walki z terroryzmem w Iraku nadal giną ludzie - nie tylko domniemani terroryści, ale niewinni cywile, ich dzieci, dziennikarze, lekarze czy w końcu żołnierze. Dziś już wiemy, że w Iraku nie było żadnej broni masowego rażenia oraz, że rząd Saddama Husaina nie współpracował z Al Kaidą. A ludzie nadal cierpią i umierają...
Podczas najgłośniejszej napaści na Faludżę w listopadzie 2004 roku siły okupacyjne zaatakowały i kompletnie zniszczyły szpital w centrum miasta i dwa lazarety. Według norweskiego Instytutu Nauk, UNICEF i Medact to kolejny przykład zbrodni wojennych w Iraku. Liczba ofiar w Faludży pozostaje nieznana z powodu blokady wojskowej (i informacyjnej). Odbudowa
Iraku przynosi odwrotny skutek do zamierzonego i prowadzi do powolnego,
biologicznego wyniszczenia populacji. Jednak polski rząd w styczniu
2006 roku zadeklarował dalszy udział w okupacji. Raport Centrum Badania
Opinii Społecznej z 2 lutego 2006 r. mówi, iż 72% Polaków sprzeciwia
się dalszej obecności polskich wojsk w Iraku, a tylko 19% zauważa korzyści
dla Polski związane z udziałem w misji stabilizacyjnej. 135 milionów
złotych czyli ok. 33 miliony dolarów to poniesiony przez Polskę koszt
pierwszych 12 miesięcy okupacji. W wypadku dalszego pozostawania w Iraku
takie wydatki zawsze wzrastają powyżej planowanych. Takie postępowanie
rządu jest skandaliczne w sytuacji, gdy w budżecie brakuje pieniędzy
na opiekę zdrowotną i pomoc społeczną. Żądamy
natychmiastowego zakończenia wojskowej okupacji Iraku, gdyż oprócz głodu
i nędzy narodu irackiego nie przynosi ona korzyści nikomu poza politykami
i korporacjami czerpiącymi z bogatych złóż ropy w Iraku. To nie kurs
ceny ropy za baryłkę, ale naród iracki powinien decydować o swojej przyszłości,
sam powinien dzielić swoje zasoby naturalne, a pomoc międzynarodowa
powinna się ograniczać do akcji humanitarnych, ponieważ tylko tego potrzebuje
teraz wyniszczone okupacją społeczeństwo irackie. Jesteśmy przeciw! A Ty? Wojna to symbol zła niszczącego ludzkość. Sprzeciwiamy się jej nie tylko wrocznice, nie tylko wykrzykując slogany czy rozdając ulotki. Kiedy wojska koalicji antyterrorystycznej "bronią" nas w ...Czeczenii,Afganistanie, Iraku... my co tydzień w niedzielę o godz. 16:00 na Dworcu Zachodnim dzielimy się ciepłym wegetariańskim obiadkiem z potrzebującymi. Bez wsparcia ze strony państwa, a dzięki pomocy zwykłych ludzi. Jedzenie
Zamiast Bomb to protest przeciwko wydawaniu publicznych pieniędzy na
nieustanną rozbudowę arsenałów i pobudzaniu przemysłu zbrojeniowego
kolejnymi konfliktami. Zapraszaamy
na wyjątkowe niedzielne rozdawanie potrzbującym wegańskiego jedzenia-
PROTESTUJEMY! Absurd konfliktu w Wietnamie oraz wojny w ogóle tak obrazowały słowa jednej z piosenek legendarnego musicalu "Hair:" "biały człowiek wysyła czarnego człowieka, by walczył z żółtym człowiekiem o ziemię czerwonego człowieka." Trawestując ten opis do dzisiejszej roli Polski w tak zwanej "wojnie z terroryzmem" można by rzec, że: bogaty człowiek wysyła biedniejszego człowieka by walczył z jeszcze uboższym człowiekiem, aby uczynić bogatego człowieka bardziej bogatym... Zabawa w wojnę - odwieczna i krwawa rozrywka elit władzy pociąga za sobą oczywiście ogromne koszty. A któż za nie płaci? "Pan płaci, pani płaci... Społeczeństwo, proszę pana..." Doprawdy
w egzotycznym przyszło nam żyć kraju; niby europejskim, a chyba jednak
obciążonym jakimś dalekowschodnim dziedzictwem, azjatyckim temperamentem.
Nieprzypadkowo widać de Custine pisał, że "Syberia zaczyna się
już za Wisłą," choć słowa te padły blisko dwieście lat temu i moglibyśmy
dziś żywić nadzieję, że coś się od tamtego czasu w Polsce zmieniło.
Na próżno jednak, gdyż polski rząd stylem i subtelnością swojej polityki
przypomina raczej rozwrzeszczane hordy Tatarów pędzące na oślep po mongolskim
stepie niż decyzje ludzi zdolnych do jakiegokolwiek intelektualnego
wysiłku. Ułańska fantazja naszych polityków sprawiła, że z chłopięcym
entuzjazmem odpowiedzieli na wezwanie szalonego kowboja z Teksasu i
wskoczywszy na koń z szablą w ręku, pogalopowali na wojenkę, która okazała
się nie taka prosta ani moralnie jednoznaczna, jak im to z początku
tłumaczono. Sytuacja mocno się skomplikowała: broni masowego rażenia
u Husaina nie znaleziono, w całym Iraku pożoga, zamiast wiwatujących
na cześć wybawców tłumów - kule, bomby i porwania, a każdy dzień przynosi
nowe ofiary wśród cywilnej ludności, których nikt nawet nie liczy, bo
od początku tej wojny nikt się nimi nie przejmuje. Nie wiele ciekawiej
dzieje się w Afganistanie - stygnącym już polu chwały "koalicji
antyterrorystycznej," która nie dość, że nie złapała Osamy ibn
Ladena to jeszcze pogrążyła kraj w chaosie, w żadnej mierze nie poprawiając
ani realnej sytuacji jego mieszkańców, ani bezpieczeństwa na świecie.
Afganistan pogrążył się w krwawych konfliktach między lokalnymi watażkami,
ludzie cierpią, jak dotąd cierpieli, a faktyczna kontrola Amerykanów
ogranicza się jedynie do Kabulu i jego najbliższych okolic. Obecni tam
pracownicy zachodnich organizacji mających realizować ambitne plany
i nieść pomoc cywilom nie wychylają głów z pilnie strzeżonej dzielnicy
konsularnej w stolicy obawiając się nie tyle terrorystów, co wściekłości
rozczarowanego i zdesperowanego tłumu... Oto sukces iście godny pogratulowania.
Tekst
zamiesczony w TEJ - pismo poznańskich anarchistów 11
września USA - straszne obrazy w telewizji: walące się budynki grzebią
tysiące ofiar, zrozpaczeni ludzie, szok. Miesiąc później na drugim krańcu
świata - podobne sceny. Nie widzimy ich jednak w telewizji. Dlaczego?
W obu przypadkach giną przecież niewinni ludzie. Z tą różnicą, że ci
pierwsi to obywatele bogatej, uprzywilejowanej Ameryki, ci drudzy to
tylko ofiary "pomyłek" pilotów amerykańskich myśliwców i "wojenna
propaganda Talibów". Czy to nie jest przypadkiem hipokryzja!? Przemoc
jest zawsze zła, bez względu na intencje. Ben Laden i jego towarzysze
twierdzą, że walczą ze złem, które muzułmanom wyrządza Ameryka. Jak
to się dzieje, że rządy Talibów spowodowały dotychczas więcej ofiar
wśród ludności Afganistanu, niż atak na wieżowce WTC w Nowym Jorku?
Dlaczego Ben Laden zamiast ograniczyć swój atak do Pentagonu, czy Białego
Domu, uderzył w obiekt cywilny, dając tym samym pretekst władzom amerykańskim
do inwazji na Afganistan? Biały Dom z kolei twierdzi, iż chce walczyć
z terrorystami. Dlaczego zatem przez lata szkolił ich i finansował?
Dlaczego wówczas nie skorzystał z możliwości aresztowania Ben Ladena
oferowanej mu przez rząd Sudanu? I wreszcie dlaczego - inaczej niż wywiady
europejskie - Ameryka " nie wiedziała" o grożącym jej ataku?
Czy po to by móc się nim "oburzyć" i zastosować "środki
nadzwyczajne" także wobec swoich obywateli (cenzura w mediach,
uznanie włamań komputerowych za akt terroru, zakaz wspierania organizacji
antyglobalizacyjnych). Ben Laden wyrządził również "niedˇwiedzią
przysługę" walczącym o niepodległość Czeczenom, Palestyńczykom,
czy Kurdom, dajac pretekst do represji, na które opinia światowa przymknie
teraz oko zupełnie "bo to przeciez terrorysci". Putin już
dogaduje się z zachodem a Izrael ma wolna rękę w walce z Intifadą. Wojna
uderza więc często we własną stronę a rywalizacja z drugą jest najczęściej
pretekstem dla wzmocnienia władzy kosztem własnych obywateli. To nie
znaczy, iż rezygnuje się z narzucania własnego obłędu ideologicznego
(fanatycznego islamizmu) czy układu ekonomicznego (tzw. wolnego rynku)
innym krajom - w końcu wojna jest zawsze przedłużeniem polityki. Ostatnio
coraz częściej pytano o celowość istnienia Sojuszu Północnoatlantyckiego,
teraz NATO i Ameryka znalazły nareszcie wroga mogącego wypełnić lukę
powstałą po upadku ZSRR a co za tym idzie rząd USA będzie mógł odwrócić
uwagę od kwestii wewnętrznych (problemy z federalistami i antyglobalistami
, czy choćby rozchwianą gospodarką). W obecnej sytuacji rząd amerykański
może wskazywać dowolnie wybranych wrogów jako terrorystów winnych zbrodniczego
ataku i co gorsza, nie musi nawet przedstawiać jakichkolwiek dowodów.
Bez pytania o zgodę ONZ, czy kogokolwiek może także rozpoczynać operacje
odwetowe. Przecież nikt nie podważy "racji" takiej potęgi
jaką jest USA. To bardzo niebezpieczny precedens, mogący wkrótce otworzyć
drogę dalszym procesom poszlakowym z dowodami ukrytymi dla społeczeństwa,
któremu pozostaje jedynie wierzyć w prawdziwość zarzutów. Nie bez znaczenia
w sprawie afgańskiej jest także kwestia uzbeckiej ropy, którą Amerykanie
będą mogli teraz spokojnie transportować ku Oceanowi Indyjskiemu, przez
przyjazny Afganistan, z pominięciem Rosji, czy wrogiego Iranu i Iraku.
Dla nas najważniejsza jest nasza sytuacja, szczególnie nadgorliwość
władz w chęci "umierania za Nowy Jork" i wysyłania "naszych
chłopców" na rzeˇ (o co wcale nikt nas nie prosił nawet). Cała
ta wojna to przecież nie nasza sprawa. Już wówczas gdy Polska przystępowała
do NATO podkreślaliśmy, iż nie zwiększy to naszego bezpieczeństwa a
wręcz przeciwnie, wkręci nas w cudze problemy związane z polityką Zachodu
wobec Trzeciego Świata, z której my nie mamy żadnej korzyści, lecz będziemy
za innych ponosić jej konsekwencje. Dlatego zarówno z przyczyn etycznych,
jak i politycznej pragmatyki uważamy, iż należy w owej wojnie zająć
stanowisko czynnie neutralne (tzn. potępić przemoc i ujawniać fałsz
postępowania obu stron, odmawiając zarazem jakiegokolwiek udziału w
tym spektaklu). Są bowiem ważniejsze problemy, które dotykają nas bardziej
realnie niż wojna z telewizora - rosnąca bieda i bezrobocie jednych,
zachłanność i bezkarność innych, państwo służące wzbogacaniu się elit
kosztem obywateli i nie robiące nic dla ich dobra etc. Ludzie to czują,
mało kto dał się wkręcić w palenie świeczek, czy noszenie żółtych kokardek
na znak posłuszeństwa Amerykanom. Podobnie większość społeczeństwa nie
poszła na wybory, co jest jedynie biernym oporem wobec spektaklu władzy,
gdy tym czasem potrzeba naszej czynnej samoorganizacji dla walki o nasze
sprawy, a nie na cudzej wojnie. MILITARYZM
I TERRORYZM TO DWIE STRONY TEJ SAMEJ FAŁSZYWEJ MONETY! HUMANITARNY
BLEF!!! Tekst
zamiesczony w TEJ - pismo poznańskich anarchistów |
|
|||