ROZBRAT

historia
skłot

kolektyw

biblioteka
galeria

INICJATYWY
ACK
Antywojenna
Obiadki filmowe
FC Rozbrat
Jedzenie Zamiast Bomb

Oficyna "Trojka"

Pracownicza
Region

Rowerowa
Samba
SIS "Ulica"
ARCHIWUM

kalendarium
relacje imprezy
foto.rozbrat
.org
przegląd prasy
publicystyka
ulotki
wydawnictwa

HURTOWNIA
KONTAKT
LINKI











katalog i informacje







główna
zapowiedzi
english

policja rasizm represje SIS ulica wojny wolny Kaukaz wybory

9.07.2006

Zmieńmy Poznań nie przejmując władzy!!!

W odpowiedzi na list intencyjny Niezależnego Porozumienia Społecznego
w sprawie jesiennych wyborów samorządowych.

Zbliżają się wybory samorządowe. Niektóre grupy uznały za zasadne powołać w Poznaniu Niezależne Porozumienie Społeczne i wystosować list intencyjnym nawołujący do udziału w wyborach do rady miasta. Nasze środowisko długo dyskutowało nad ewentualnym udziałem w wyborach i doszliśmy do przekonania, że byłoby to błędem z wielu względów.

1. Jedynym uzasadnieniem udziału w wyborach do rady miasta byłoby dla nas to, gdybyśmy mieli szansę głęboko przekształcić dotychczasowe stosunki społeczne; gdybyśmy wzięli władzę, aby ją oddać ludziom. Uznaliśmy, że dotychczasowy niezależny ruch jest zbyt słaby, aby móc w istotny sposób zmienić w Poznaniu rzeczywisty układ sił po wyborach. Dlatego udział w wyborach jawi się wielu z nas jako mistyfikacja. Wzięlibyśmy udział w przedstawieniu, które byłoby parodią demokracji, a dodatkowo mogłoby zostać odebrane jako forma walki o stołki i synekury. Opinia publiczna dla przegranych nie będzie miała litości. Sądzimy bowiem, że Poznaniacy oczekują realnych zmian, a nie obietnic, dobrych chęci, czy szczerych intencji. Obietnice, chęci i intencje w takich okolicznościach stanowić będą jedynie listek figowy dla systemu, który w dalszym ciągu będzie wykorzystywał, nadużywał i wyzyskiwał. Stalibyśmy się alibi dla korupcyjnego systemu sprawowania władzy w tym mieście: "oto chcieli, ale im się nie udało, ludzie ich nie popierają i nie słuchają, ludzie ufają nam, ich postulaty nie mają sensu". W starciu z partyjna machiną, za którą stają ogromne pieniądze z budżetu państwa, interesy różnych biznesowych lobby, media schlebiające często swoim idolom i reklamodawcom, wreszcie konserwatywny kler, musimy być wyposażeni w potężną broń, jaką jest masowa mobilizacja społeczna. A mobilizacji tej brak.

2. Dla nas przedstawicielstwo ma sens, jeżeli stanowi delegację oddolnego ruchu czy wspólnoty. Jeżeli oddolny ruchu jest słaby, przedstawiciele - nawet jeżeli dostaną się do rady - szybko się wyalienują i nie będą poddani żadnej oddolnej kontroli. Patologia władzy się powieli, a my w tym procesie nie chcemy brać udziału.

Problem leży w tym nie, kto kandyduje, ale kogo reprezentuje i to nie w sensie własnych deklaracji, lecz realnie. Sądzimy, że ci, którzy pomimo, iż zdają sobie sprawę z tych wszystkich ograniczeń, jednak decydują się wziąć udział w wyborach, często dla spełnienia swoich własnych politycznych ambicji, są faktycznie sprzymierzeńcami obecnego systemu sprawowania władzy. Pojedynczy radni, którzy od wielu kadencji kontestują na zewnątrz ten system, w istocie są jego nieodłącznym elementem. Są częścią problemu, a nie częścią rozwiązania tego problemu.

3. Ponadto program wyborczy musi być jasny i klarowny, nie może posługiwać się ogólnikami w rodzaju: "rozwój zrównoważony", "problemy społeczne narastające", "brak nowoczesności", "kultura i nauka ignorowane", "przestrzeń miasta komercjalizowana", "rodzimy biznes lekceważony". Nasze żądania muszą iść dalece dalej: żądamy rekomunalizacji sprywatyzowanych usług publicznych, żądamy obniżki cen usług publicznych (przede wszystkim woda i kanalizacja oraz transport), żądamy zniesienia "podziałów klasowych" w publicznych placówkach oświatowych i likwidacji szkół dla dzieci z dobrze sytuowanych rodzin, żądamy budżetu partycypacyjnego, żądamy parytetu płci we władzach miejskich, żądamy pełnej swobody demonstrowania, żądamy zaangażowania się miasta w budownictwo komunalne dla najuboższych, itd. Dodatkowo musimy zapytać, czy program ten ma powstać tylko w opozycji do władz miasta Poznania, czy też do całości systemu. Jeżeli bowiem postulujemy, jako jedno z głównych ogniw naszego programu, budżet partycypacyjny, to musimy mieć świadomość, że władze lokalne rozporządzają jedynie ok. 1/3 wszystkich środków publicznych, a władze centrale pozostałymi 2/3. Trwały sukces nie jest zatem możliwy bez zmiany całego systemu, który w dalszym ciągu pozostaje silnie scentralizowany. Nie da się zatem uczciwie postawić zasadniczych kwestii programowych bez stwierdzenia, że głównym naszym wrogiem jest kapitalizm i państwo.

Jako alternatywę dla udziału w wyborach samorządowych proponujemy - po pierwsze - zaangażowanie się w ruch kontr-władzy i powołanie - na przykład - w październiku/listopadzie własnej 30-osobowej rady, do której swoich przedstawicieli oddelegowałyby różne środowiska: lokalne komitety protestacyjne, organizacje społeczne, związki zawodowe, ruchy. Przez cztery lata będziemy "radą cieni", która będzie kontrolować nowo wybraną radę i organizować ruch społeczny na rzecz radykalnie prodemokratycznego i prosocjalnego programu, wspierając aktywność społeczną w dzielnicach i fabrykach angażując się w wybory do rad dzielnicowych i przedstawicielstw pracowniczych. Powinniśmy brać udział w komisjach rady miasta i szeroko informować, w sposób systematyczny, opinię publiczną o najważniejszych kwestiach dotyczących życia naszego miasta.

Po drugie - uważamy czas na przygotowanie i zaangażowanie w kampanię wyborczą za stracony. Trzeba się skoncentrować na konkretnych działaniach. Politycznie ruch nasz powinien zostać określony poprzez zaangażowanie się w "demonstrację trzech dat", uznając je za symboliczne i w jakimś sensie znaczące dla praktyki oddolnego ruchu społecznego w Poznaniu: 16 listopada (Marsz Równości), 8 marca (manifestacja w Dzień Kobiet) i 1 maja (demonstracja pracownicza). Dyskusje, które już się odbywają w wielu środowiskach na temat kolejnych demonstracji, powinny doprowadzić do porozumienia politycznego, które będzie posiadało klarowne cele. Czytelne oblicze polityczne jest potrzebne. W innym przypadku będziemy kojarzeni jako całość z poglądami politycznymi poszczególnych liderów. Ta deklaracja bierze się z przekonania, że obecnego systemu sprawowania władzy nie da się zmienić od środka, jedynie nacisk z zewnątrz i faktyczna społeczna aktywność może doprowadzić do realnego wpływu na decyzje w mieście.

Podsumowując: nasze środowisko nie może i nie poprze w wyborach Niezależnego Porozumienia Społecznego, bowiem akcja polityczna bez odpowiedniego przygotowania i poparcia społecznego, jest mistyfikacją, która szkodzi idei oddolnej demokracji. Apelujemy natomiast o poparcie dla idei "kontr-władzy" i "ruchu trzech demonstracji". Jesteśmy przekonani, że Poznań może zostać uwolniony od wszelkich rodzajów nierówności, obojętnie czy na gruncie ekonomicznym, płci, czy preferencji seksualnych. Poznań może być miastem wolnym, gdzie są respektowane prawa nie tylko obywatelskie, ale także pracownicze. Poznań może być miastem dla wszystkich jego mieszkańców, a nie dla elit. Jesteśmy przekonani, że możemy zmieniać świat nie przejmując władzy!

Federacja Anarchistyczna s. Poznań


5.10.2005
BOJKOT WYBORÓW PREZYDENCKICH
PRECZ Z KACZĄ ZARAZĄ

Wybory parlamentarne przyniosły najniższą od 1989 roku frekwencję - tylko 40% uprawnionych do głosowania poszło do urn. Jest to w pełni zrozumiałe, bo choć elity polityczne i prasa starają się utrzymywać społeczeństwo w przekonaniu, że na transformacji 1989 roku skorzystała większość z Polaków, to wiemy, że jest inaczej. Rośnie zróżnicowanie materialne społeczeństwa, przybywa ludzi biednych, w dalszym ciągu trwa wysokie bezrobocie, dramatycznie wzrosła ilość samobójstw. Wszystkie te procesy wskazują na kryzys, z którym obecne - rządzące przez 15 lat - elity nie dają sobie rady.

Dziś PiS i PO, wyczuwając radykalne nastroje społeczne, obiecują rewolucję polityczną. Jednakże martwiejącym strukturom państwa nie pomogą kosmetyczne zabiegi typu: likwidacja Senatu, jednomandatowe okręgi wyborcze, czy nowa preambuła do konstytucji. Społeczeństwo oczekuje zasadniczych zmian, które muszą dotyczyć także, a nawet przede wszystkim, ustroju gospodarczego. Na straży jednak obecnego ekonomicznego systemu będą stać liberałowie z PO. Trudno w tym układzie spodziewać się radykalnej poprawy położenia najbiedniejszych grup społecznych. Trudno oczekiwać, że przestrzegane będzie prawo pracy, a zarobki robotników wzrosną. Że stanieją leki, bilety tramwajowe czy woda. Że przybędzie tanich mieszkań dla najbiedniejszych. Że wzrosną wydatki na ochronę środowiska. Tego żadna ze zwycięskich partii w kampanii nawet nie obiecywała. Straszono co najwyżej ludzi, że może być jeszcze gorzej .
Nie ma różnicy pomiędzy Kaczyńskim i Tuskiem. Politycy ci najwięcej energii poświęcają na budowę swojego wizerunku, identyfikacji, dzięki której wyborca byłby w stanie odróżnić jednego od drugiego. W tym celu dziesiątki milionów złotych wtopiono w kampanie wyborcze. Zbliżające się wybory prezydenckie to jednak fasada, gra pozorów.

Wybierając bojkot wyborów jednoznacznie dajesz do zrozumienia, że odcinasz się od polityków, ich niedotrzymanych obietnic, od ich zachłanności na władzę i pieniądze, kłamstw i zwyczajnego łajdactwa. Ci politycy nie reprezentują nas, lecz tylko siebie i swoje roszczenie by kierować całym społeczeństwem. Są jak zaraza, od której musimy się uwolnić.

Federacja Anarchistyczna s. Poznań
www.bojkot-wyborow.org

Tekst zamiesczony w TEJ - pismo poznańskich anarchistów
nr 17,wrzesień 2002 r.
październik 2005 r.


PO WYBORACH PARLAMENTARNYCH 2005

Najniższa od czasów wyborów w 1989 roku 40% frekwencja nie jest
zaskoczeniem. Na podstawie wcześniejszych badań opinii publicznej
przewidywano taki wynik. Dla przypomnienia: w wyborach parlamentarnych 2001 roku frekwencja wynosiła 46,2%, w 1997 - 47,9%, w 1993 - 52,1%, w 1991 - 43,2%, a w 1989 62,3%. Obserwujemy zatem coraz większą społeczną apatię i - bierne wprawdzie - ale odrzucenie obecnego systemu sprawowania władzy. Jest to w pełni zrozumiałe, bo choć elity polityczne i neoliberalna prasa starają się utrzymywać społeczeństwo w przekonaniu, że na transformacji 1989 roku skorzystała większość z Polaków, to nawet pobieżna lektura GUS-owskich raportów, wyraˇnie wskazuje na coś zgoła innego. Rośnie zróżnicowanie materialne społeczeństwa, poszerza się margines ludzi biednych, w dalszym ciągu trwa wysokie bezrobocie, dramatycznie wzrosła ilość samobójstw, a ostatnio nawet spożycia alkoholu. Wszystkie te procesy wskazują na kryzys strukturalny, z którym obecne - rządzące przez 15 lat - elity nie dadzą sobie rady. Elity, które od wyborów do wyborów tracą poparcie i legitymizację swoich rządów.

Dziś PiS i PO, wyczuwając nastroje społeczne, obiecują rewolucję polityczną, ale oczywiście w obecnych ramach ustrojowych. Jednakże martwiejącym strukturom tego państwa (kryzysu państwa w ogóle) nie pomogą kosmetyczne zabiegi typu: likwidacja Senatu, jednomandatowe okręgi wyborcze, czy nowa preambuła do konstytucji. Społeczeństwo oczekuje zasadniczych zmian, które muszą dotyczyć także, a nawet przede wszystkim, ustroju gospodarczego. Na straży jednak obecnego ekonomicznego status quo będą stać liberałowie z PO. Trudno w tym układzie spodziewać się radykalnej poprawy położenia najbiedniejszych grup społecznych. Trudno także oczekiwać, że przestrzegane będzie prawo pracy, a zarobki robotników wzrosną. Tego żadna ze zwycięskich partii w kampanii nawet nie obiecywała. Straszono co najwyżej ludzi, że może
być jeszcze gorzej oraz łudzono reklamowymi sloganami. A polski wyborca -
choć coraz rzadziej - na takie zabiegi jest bardzo podatny. Najpierw
złudzeniem było AWS; "kryzys rosyjski" w 1998 roku i wzrastające bezrobocie zmiotło tę formację z mapy politycznej. Następnie SLD, które dziś słono zapłaciło spadkiem poparcia społecznego w wyniku masowych bankructw przedsiębiorstw, połączonych z zamieszkami pracowniczymi w latach 2002-2003 roku. W obu przepadkach mówiono, że taka wolta elektoratów to rzecz w Europie kuriozalna. Czy taki sam los spotka zwycięski PiS i PO?

Jeżeli nie będzie zasadniczych zmian (a nie będzie), to nie ulega wątpliwości, że erozji ulegnie poparcie jakim obdarzyło 6 milionów Polaków
PiS i PO. Nie sądzę jednak, aby za 4 lata, po raz kolejny, udało się jakieś
grupie politycznej z dotychczasowego establishmentu (mniej lub bardziej
konserwatywnych liberałów), pozyskać odpowiednie poparcie elektoratu. Odnowa (w formie głosowania) współudziału w skompromitowanych strukturach władzy będzie postępować.

Wielu ludzi sądzi, że bojkot wyborów, odmowa udziału w głosowaniu jest bez
sensu, bez znaczenia politycznego. Jeżeli jednak tak jest, to skąd tyle
zabiegów ze strony rządu i oficjalnych instytucji, całego państwa, aby
zachęcić ludzi do udziału w wyborach? Ta władza zdaje sobie sprawę, że nawet bierny bojkot jest groˇny i zwyczajnie oznacza, że ludzie przestają się identyfikować z tym państwem, czy z tym ustrojem; nie wierzą w sprawczą moc swojego głosu i nawet ten pojedynczy akt wyborczy nie "zakotwicza" ich w tym systemie. A to toruje drogę do poszukiwania innych sposobów wpłynięcia na politykę - mniej dla systemu bezpiecznych. Demokracja jest w pewnym sensie słabością tego systemu i im bardziej władza traci społeczną legitymizację, tym chętniej sięga po rozwiązania policyjne. Podziały i sprzeczności stają się coraz bardziej widoczne, a obecny system, w sensie społecznym, polityczny i ekonomicznym, przestał być stabilny. Absencja wyborcza jest tylko jednym z przejawów kryzysu politycznego. Wysokie bezrobocie to - znowu tylko jeden z wielu - przejawów kryzysu ekonomicznego. I tak dalej. Sytuacja w Polsce jest jednocześnie odbiciem kryzysu systemu globalnego, który pęka w wielu miejscach naraz i sądzę, że niebawem pękniecie zarysuje się i u nas. Przypuszczam (a absencja wyborcza mnie w tym utwierdza), że
jesteśmy coraz bliżsi momentowi kiedy systemowa przemiana stanie się
jednocześnie niezbędna i możliwa.

System w stanie kryzysu zwykle ulega "rozwidleniu" i wówczas niewielki wkład aktywności społecznej, może przenieść duże zmiany. W momentach zachwiania równowagi, więcej zależy od woli człowieka niż od determinujących jego egzystencję czynników. Ale właśnie dlatego, choć zmiana jest nieunikniona, kierunek zmian z góry nie jest przesądzony. Możemy jako całe społeczeństwo stać się na przykład ofiarą "sfrustrowanej demokracji", która uchyli za 4 lata wrota do władzy, którejś z frakcji "leperowskiej" (Leppera lub LPR-u). Przyznajmy że byłaby to jakaś zmiana jakościowa, choć nie o taką zmianę, jako ruch anarchistyczny, zabiegamy. Z tych też powodów nasze zaangażowanie nabiera szczególnego znaczenia. "Zaleˇliśmy się na systemowym rozstaju dróg, - pisał I. Wallerstein w "Końcu świata jaki znamy" - co oznacza, że jakieś nieznaczne działania grup tu i tam mogą przesunąć wektory i formy instytucjonalne w zupełnie odmiennych kierunkach". Przy założeniu, że zbliżają się zmiany o fundamentalnym znaczeniu, wezwanie do bojkotu wyborów nie było i nie jest pozbawione sensu.

Jarosław Urbański


"GDYBY WYBORY COŚ ZMIENIAŁY,
JUŻ DAWNO BYŁYBY NIELEGALNE"
Emma Goldman

Oświadczenie

Do ugrupowań i ruchów altergolobalistycznych
Do związków zawodowych
Do całego społeczeństwa

Zbliżają się kolejne wybory. Skompromitowani politycy zabiegają o poparcie, aby dostać się do Parlamentu Europejskiego - głosowanie 13 czerwca. Głośno się mówi o wyborach do Sejmu. Możemy być pewni, że kolejne wybory niczego nie zmienią. W momencie, kiedy bezrobocie przekracza 20%, w życie wprowadza się kolejne plany cieć socjalnych, rośnie korupcja, wyzysk i bezprawie pracodawców, kryzys przeżywają instytucje demokratyczne, policja i służby specjalne zyskują więcej uprawnień - staje się jasnym, że potrzebujemy zmian głębokich, zasadniczych w swym wymiarze ekonomiczny, politycznym i społecznym. Gra pozorów, jakim są obecne wybory, zasługue na jedno:

BOJKOT!

Wzywamy wszystkie ugrupowania i ruchy alterglobalistyczne oraz związki zawodowe do bojkotu wyborów 13 czerwca.

Ostatnie wydarzenia dotyczące brutalności policji, deportacji i prześladowania działaczy opozycyjnych dowodzą, że mamy do czynienia z systemem, którego warunków zaakceptować nie możemy.

Naszą alternatywą jest organizować się dom po domu, zakład po zakładzie, dzielnica po dzielnicy, gmina po gminie - "od dołu ku górze". Dopiero wówczas demokracja może zacząć funkcjonować właściwie, jako forma społecznej samoorganizacji, a nie polityczny marketing, gdzie społecznymi oczekiwaniami i nadziejami handluje się jak proszkiem do prania.


Federacja Anarchistyczna / Inicjatywa Pracownicza s. Poznań