![]() |
||||
Zmieńmy
Poznań nie przejmując władzy!!! Zbliżają się wybory samorządowe. Niektóre grupy uznały za zasadne powołać w Poznaniu Niezależne Porozumienie Społeczne i wystosować list intencyjnym nawołujący do udziału w wyborach do rady miasta. Nasze środowisko długo dyskutowało nad ewentualnym udziałem w wyborach i doszliśmy do przekonania, że byłoby to błędem z wielu względów. 1.
Jedynym uzasadnieniem udziału w wyborach do rady miasta byłoby dla
nas to, gdybyśmy mieli szansę głęboko przekształcić dotychczasowe
stosunki społeczne; gdybyśmy wzięli władzę, aby ją oddać ludziom.
Uznaliśmy, że dotychczasowy niezależny ruch jest zbyt słaby, aby móc
w istotny sposób zmienić w Poznaniu rzeczywisty układ sił po wyborach.
Dlatego udział w wyborach jawi się wielu z nas jako mistyfikacja.
Wzięlibyśmy udział w przedstawieniu, które byłoby parodią demokracji,
a dodatkowo mogłoby zostać odebrane jako forma walki o stołki i synekury.
Opinia publiczna dla przegranych nie będzie miała litości. Sądzimy
bowiem, że Poznaniacy oczekują realnych zmian, a nie obietnic, dobrych
chęci, czy szczerych intencji. Obietnice, chęci i intencje w takich
okolicznościach stanowić będą jedynie listek figowy dla systemu, który
w dalszym ciągu będzie wykorzystywał, nadużywał i wyzyskiwał. Stalibyśmy
się alibi dla korupcyjnego systemu sprawowania władzy w tym mieście:
"oto chcieli, ale im się nie udało, ludzie ich nie popierają
i nie słuchają, ludzie ufają nam, ich postulaty nie mają sensu".
W starciu z partyjna machiną, za którą stają ogromne pieniądze z budżetu
państwa, interesy różnych biznesowych lobby, media schlebiające często
swoim idolom i reklamodawcom, wreszcie konserwatywny kler, musimy
być wyposażeni w potężną broń, jaką jest masowa mobilizacja społeczna.
A mobilizacji tej brak. Jako alternatywę dla udziału w wyborach samorządowych proponujemy - po pierwsze - zaangażowanie się w ruch kontr-władzy i powołanie - na przykład - w październiku/listopadzie własnej 30-osobowej rady, do której swoich przedstawicieli oddelegowałyby różne środowiska: lokalne komitety protestacyjne, organizacje społeczne, związki zawodowe, ruchy. Przez cztery lata będziemy "radą cieni", która będzie kontrolować nowo wybraną radę i organizować ruch społeczny na rzecz radykalnie prodemokratycznego i prosocjalnego programu, wspierając aktywność społeczną w dzielnicach i fabrykach angażując się w wybory do rad dzielnicowych i przedstawicielstw pracowniczych. Powinniśmy brać udział w komisjach rady miasta i szeroko informować, w sposób systematyczny, opinię publiczną o najważniejszych kwestiach dotyczących życia naszego miasta. Po drugie - uważamy czas na przygotowanie i zaangażowanie w kampanię wyborczą za stracony. Trzeba się skoncentrować na konkretnych działaniach. Politycznie ruch nasz powinien zostać określony poprzez zaangażowanie się w "demonstrację trzech dat", uznając je za symboliczne i w jakimś sensie znaczące dla praktyki oddolnego ruchu społecznego w Poznaniu: 16 listopada (Marsz Równości), 8 marca (manifestacja w Dzień Kobiet) i 1 maja (demonstracja pracownicza). Dyskusje, które już się odbywają w wielu środowiskach na temat kolejnych demonstracji, powinny doprowadzić do porozumienia politycznego, które będzie posiadało klarowne cele. Czytelne oblicze polityczne jest potrzebne. W innym przypadku będziemy kojarzeni jako całość z poglądami politycznymi poszczególnych liderów. Ta deklaracja bierze się z przekonania, że obecnego systemu sprawowania władzy nie da się zmienić od środka, jedynie nacisk z zewnątrz i faktyczna społeczna aktywność może doprowadzić do realnego wpływu na decyzje w mieście. Podsumowując: nasze środowisko nie może i nie poprze w wyborach Niezależnego Porozumienia Społecznego, bowiem akcja polityczna bez odpowiedniego przygotowania i poparcia społecznego, jest mistyfikacją, która szkodzi idei oddolnej demokracji. Apelujemy natomiast o poparcie dla idei "kontr-władzy" i "ruchu trzech demonstracji". Jesteśmy przekonani, że Poznań może zostać uwolniony od wszelkich rodzajów nierówności, obojętnie czy na gruncie ekonomicznym, płci, czy preferencji seksualnych. Poznań może być miastem wolnym, gdzie są respektowane prawa nie tylko obywatelskie, ale także pracownicze. Poznań może być miastem dla wszystkich jego mieszkańców, a nie dla elit. Jesteśmy przekonani, że możemy zmieniać świat nie przejmując władzy! Federacja Anarchistyczna s. Poznań
Wybory
parlamentarne przyniosły najniższą od 1989 roku frekwencję - tylko
40% uprawnionych do głosowania poszło do urn. Jest to w pełni zrozumiałe,
bo choć elity polityczne i prasa starają się utrzymywać społeczeństwo
w przekonaniu, że na transformacji 1989 roku skorzystała większość
z Polaków, to wiemy, że jest inaczej. Rośnie zróżnicowanie materialne
społeczeństwa, przybywa ludzi biednych, w dalszym ciągu trwa wysokie
bezrobocie, dramatycznie wzrosła ilość samobójstw. Wszystkie te procesy
wskazują na kryzys, z którym obecne - rządzące przez 15 lat - elity
nie dają sobie rady. Tekst
zamiesczony w TEJ - pismo poznańskich anarchistów PO WYBORACH PARLAMENTARNYCH 2005 Najniższa
od czasów wyborów w 1989 roku 40% frekwencja nie jest Dziś
PiS i PO, wyczuwając nastroje społeczne, obiecują rewolucję polityczną,
ale oczywiście w obecnych ramach ustrojowych. Jednakże martwiejącym
strukturom tego państwa (kryzysu państwa w ogóle) nie pomogą kosmetyczne
zabiegi typu: likwidacja Senatu, jednomandatowe okręgi wyborcze, czy
nowa preambuła do konstytucji. Społeczeństwo oczekuje zasadniczych
zmian, które muszą dotyczyć także, a nawet przede wszystkim, ustroju
gospodarczego. Na straży jednak obecnego ekonomicznego status quo
będą stać liberałowie z PO. Trudno w tym układzie spodziewać się radykalnej
poprawy położenia najbiedniejszych grup społecznych. Trudno także
oczekiwać, że przestrzegane będzie prawo pracy, a zarobki robotników
wzrosną. Tego żadna ze zwycięskich partii w kampanii nawet nie obiecywała.
Straszono co najwyżej ludzi, że może Jeżeli
nie będzie zasadniczych zmian (a nie będzie), to nie ulega wątpliwości,
że erozji ulegnie poparcie jakim obdarzyło 6 milionów Polaków Wielu
ludzi sądzi, że bojkot wyborów, odmowa udziału w głosowaniu jest bez System w stanie kryzysu zwykle ulega "rozwidleniu" i wówczas niewielki wkład aktywności społecznej, może przenieść duże zmiany. W momentach zachwiania równowagi, więcej zależy od woli człowieka niż od determinujących jego egzystencję czynników. Ale właśnie dlatego, choć zmiana jest nieunikniona, kierunek zmian z góry nie jest przesądzony. Możemy jako całe społeczeństwo stać się na przykład ofiarą "sfrustrowanej demokracji", która uchyli za 4 lata wrota do władzy, którejś z frakcji "leperowskiej" (Leppera lub LPR-u). Przyznajmy że byłaby to jakaś zmiana jakościowa, choć nie o taką zmianę, jako ruch anarchistyczny, zabiegamy. Z tych też powodów nasze zaangażowanie nabiera szczególnego znaczenia. "Zaleˇliśmy się na systemowym rozstaju dróg, - pisał I. Wallerstein w "Końcu świata jaki znamy" - co oznacza, że jakieś nieznaczne działania grup tu i tam mogą przesunąć wektory i formy instytucjonalne w zupełnie odmiennych kierunkach". Przy założeniu, że zbliżają się zmiany o fundamentalnym znaczeniu, wezwanie do bojkotu wyborów nie było i nie jest pozbawione sensu. Jarosław Urbański "GDYBY WYBORY COŚ ZMIENIAŁY, JUŻ DAWNO BYŁYBY NIELEGALNE" Emma Goldman Oświadczenie Do
ugrupowań i ruchów altergolobalistycznych Zbliżają się kolejne wybory. Skompromitowani politycy zabiegają o poparcie, aby dostać się do Parlamentu Europejskiego - głosowanie 13 czerwca. Głośno się mówi o wyborach do Sejmu. Możemy być pewni, że kolejne wybory niczego nie zmienią. W momencie, kiedy bezrobocie przekracza 20%, w życie wprowadza się kolejne plany cieć socjalnych, rośnie korupcja, wyzysk i bezprawie pracodawców, kryzys przeżywają instytucje demokratyczne, policja i służby specjalne zyskują więcej uprawnień - staje się jasnym, że potrzebujemy zmian głębokich, zasadniczych w swym wymiarze ekonomiczny, politycznym i społecznym. Gra pozorów, jakim są obecne wybory, zasługue na jedno: BOJKOT! Wzywamy wszystkie ugrupowania i ruchy alterglobalistyczne oraz związki zawodowe do bojkotu wyborów 13 czerwca. Ostatnie wydarzenia dotyczące brutalności policji, deportacji i prześladowania działaczy opozycyjnych dowodzą, że mamy do czynienia z systemem, którego warunków zaakceptować nie możemy. Naszą alternatywą jest organizować się dom po domu, zakład po zakładzie, dzielnica po dzielnicy, gmina po gminie - "od dołu ku górze". Dopiero wówczas demokracja może zacząć funkcjonować właściwie, jako forma społecznej samoorganizacji, a nie polityczny marketing, gdzie społecznymi oczekiwaniami i nadziejami handluje się jak proszkiem do prania.
|
|
|||