ACTA nie sprzyja rozwojowi kultury

  • Katarzyna Szymielewicz
  • wtorek, 24 styczeń 2012
W Polsce i na świecie trwają protesty przeciwko ustawodawstwie, które internauci uznają za zagrożenie dla ich podstawowej wolności. Jakie byłyby konsekwencje wprowadzenia w Stanach Zjednoczonych SOPA i podpisania ACTA przez kraje Unii Europejskiej?Aleksandra Bilewicz: Plany wprowadzenia w Stanach Zjednoczonych SOPA (Stop Online Piracy Act) wywołały falę protestów internautów, na jeden dzień wyłączona została anglojęzyczna Wikipedia, a Google przyodział się w czerń. Plany wprowadzenia w Polsce ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) wywołały przez ostatni weekend serię ataków na polskie strony rządowe. Jakie jest rzeczywiste zagrożenie tych ustaw dla dzielenia się własnością intelektualną?

Katarzyna Szymielewicz, prawniczka z Fundacji Panoptykon:
Obydwie inicjatywy, SOPA i układ handlowy ACTA, przewidują zaostrzenie nie samego prawa własności intelektualnej, ale metod jego egzekwowania. Jest to zmiana o tyle kontrowersyjna, że regulacje prawne, które mamy dziś w Polsce i Europie, są z punktu widzenia internautów niejasne, trudne do zastosowania, a czasem po prostu niezrozumiałe. Ludzi oburza, że za ściągnięcie jednego pliku z muzyką, nieuprawnione wykorzystanie mapki czy zdjęcia na swoim blogu albo remiks utworu mogą ponosić odpowiedzialność karną. Dlatego pomysł ostrzejszego, bardziej bezwzględnego egzekwowania prawa własności intelektualnej w sieci jest tak kontrowersyjny. ACTA dopuszcza m.in. wyższe, bo inaczej niż obecnie kalkulowane, odszkodowania za naruszenia praw autorskich, bezwzględne ściganie nawet drobnych naruszeń na drodze karnej, a przede wszystkim zaangażowanie prywatnych firm – dostawców usług internetowych takich jak sklepy, serwisy aukcyjne czy blogosfery – w ściganie naruszeń i zapobieganie im. To w praktyce może oznaczać po stronie przedsiębiorców internetowych konieczność monitorowania tego, co w sieci robią ich klienci, a dla samych użytkowników – naruszenie ich podstawowych praw, szczególnie prawa do ochrony danych osobowych.

Do protestu oprócz wspomnianego Googla dołączyły się inne wielkie internetowe korporacje: Mark Zuckerberg wystosował list, poparcie wyraził Twitter. Czy interesy tych wielkich firm rzeczywiście zbiegają się z interesami zwykłych internautów?

Oczywiście. Firmy bronią się przed obciążeniem ich dodatkowymi obowiązkami, o których wspomniałam powyżej. Nie chcą – a naszym zdaniem też w żadnym razie nie powinny – przyjmować na siebie roli policji internetowej czy arbitra w sporach między właścicielami praw autorskich a użytkownikami. To jest rola sądu. Dla firm to oznacza dodatkowe koszty, ryzyko ponoszenia odpowiedzialności za błędne decyzje a przede wszystkim – jak w przypadku Google czy firmy Zuckerberga – poważne ryzyko utraty reputacji.

O układzie handlowym ACTA głośno zrobiło się dopiero tuż przed jego podpisaniem (które ma nastąpić 26 stycznia), ale prace nad nim trwały już od dawna. Jaki jest związek tego porozumienia z zaproponowanymi przez Kongres amerykański ustawami „antypirackimi”?

Bardzo ścisły. To właśnie amerykański przemysł rozrywkowy jest najsilniejszym lobby wspierającym ACTA. USA są znaczącym eksporterem dóbr audiowizualnych na światowym rynku i zwalczanie podrabianych towarów, piractwa czy innych naruszeń praw własności intelektualnej ma dla nich znaczenie ściśle ekonomiczne. Jednocześnie, to państwo rzadko przyjmuje na siebie wiążące zobowiązania międzynarodowe. Formalnie rząd USA traktuje ACTA jak „niewiążące porozumienie”, co dla Europy oznacza nierówną pozycję konkurencyjną. Celem SOPA było właśnie wprowadzenie podobnych rozwiązań, jakie przewiduje ACTA, do amerykańskiego prawa, żeby uspokoić inne państwa i pokazać, że Amerykanie traktują walkę z piractwem poważnie. To się może nie udać ponieważ, jak wiadomo, w wyniku protestów prace nad SOPA zostały zawieszone.

Czy fakt, że polski rząd nie zgłosił żadnych uwag do projektu ACTA wiąże się jedynie z pospiechem i nieudolnością, czy też z szerszą polityką rządu wobec własności intelektualnej w internecie?


Uważam, że obydwa względy mają znaczenie. Polska rzadko kiedy zajmuje mocne stanowisko w Unii Europejskiej – z zasady czeka na to, co powiedzą silniejsze państwa, w tym przypadku Wielka Brytania czy Francja. I to podejście z pewnością zaważyło na sprawie ACTA. Z drugiej strony Ministerstwa Kultury i Gospodarki od dawna podkreślają, że ich – a wręcz rządu polskiego – priorytetem jest walka z naruszeniami prawa autorskiego. Jest to cokolwiek niezrozumiałe, bo wydaje się, że równie ważna dla Polski powinna być troska o rozwój kultury, szeroki dostęp obywateli do utworów i wspieranie innowacyjności oraz konkurencyjności polskich przedsiębiorstw. A temu ACTA nie sprzyja.

Jeśli ACTA zostanie podpisany, to czy jest jakiś sposób, żeby wprowadzać progresywne ustawodawstwo dotyczące internetu, czy przynajmniej zachować stan obecny?

Tak, możemy próbować zadbać o odpowiednie gwarancje na etapie ratyfikacji, jeśli rząd zdecyduje się na tzw. pełną ratyfikację z udziałem Sejmu.

Wywiad pochodzi ze strony internetowej pisma "Res Publica Nowa"

Ludzie czytają....

Guzik dostaniesz, Rozbrat zostaje!

17-06-2019 / Rozbrat zostaje!

Poniedziałkowe popołudnie na pewno zostanie zapamiętane przez komornika Bartosza Guzika. Zgodnie z medialnymi szacunkami nawet kilkaset osób zgromadziło się przed...

„Alarm!” Fałszywe informacje dziennikarzy z TVP

06-06-2019 / Poznań

5 czerwca TVP wyemitowała „reportaż” z serii „Alarm!”. Jak podaje TVP jest to: „Reporterski program telewizyjnej Jedynki, w którym pojawiają...

Licytacja Rozbratu: najczęściej zadawane pytania

04-07-2019 / Rozbrat zostaje!

Teren Rozbratu jest zagrożony licytacją za długi pewnej prywatnej firmy. Poniżej znajdziesz odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania wokół tego problemu.

Co dalej z Rozbratem? Dyskusja w WTK

15-06-2019 / Rozbrat zostaje!

Wartość terenu Rozbratu szacowana jest na sześć milionów złotych. Przy zbudowaniu tam budynków mieszkalnych zysk deweloperski może wynieść kilkanaście milionów...