Zaczęła się jesień, temperatura spada, ale to nas nie odstrasza, by po wakacyjnej przerwie zebrać się przy garnkach i ruszyć z termosem pełnym zupy. Tym razem zebraliśmy się w dniu 9 października na Placu Wolności ( a nie jak zazwyczaj na Dworcu Zachodnim) o godz 16:00.
Zmiana miejsca i czasu nie jest przypadkowa, 9 października miały miejsce wybory parlamentarne, więc nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności wyjścia w miasto i pokazania, co na temat władzy myślimy. Razem z innymi przeciwnikami szopki zwanej wyborami, rozdawaliśmy okolicznościowy komiks-ulotkę i gorący krupnik do miski.
Co jakiś czas na ulicach Poznania można obserwować efekty działania ekipy ManuFAktura. Tym razem odnieśli się do wyborów.
Dlaczego ludzie pchają się do władzy? Dlatego, że ją kochają? Dla splendoru? Być może. Ale ani chęć kierowania innymi, ani prestiż dla większości ambitnych jednostek nie wystarcza. Nie wyjaśnia tej bezwzględniej rywalizacji o władzę, jaką obserwujemy. Konflikty polityczne między ugrupowaniami i w szeregach tych samych partii, które wydają się często zwykłemu zjadaczowi chleba kompletnie irracjonalne, pod płaszczykiem szczytnych haseł i retoryką poświęcenia, ukrywają swój realny sens. To wojna o pieniądze, o udział w podziale łupów, o lepszą pozycję startową w wyścigu, którego zwycięzca nie musi się już nigdy martwić o swoją przyszłość. Dopiero pochodną pieniądza jest zarówno realny autorytet, jak też prestiż. „Mieć to być” – oto podstawowa zasada, jaka kieruje ludźmi władzy. Opowieści o zapracowanych, biednych i skromnych reprezentantach narodu to z reguły legendy, nie mające realnego odzwierciedlenia w historycznych faktach.
W 1917 roku Włodzimierz Lenin wyobrażając sobie jak będzie wyglądać Rosja Radziecka zakładał, że pensja delegata i reprezentanta ludu nie może przekraczać przeciętnego zarobku robotnika. W kilka lat po rewolucji okazało się, że nierówności majątkowe w ZSRR szybko się pogłębiają, osiągając – w latach 30. XX wieku - niekiedy rozmiary większe niż na kapitalistycznym Zachodzie. „Czerwona burżuazja” żyła dostatnio, choć wolała się nie obnosić ze swoim dobrobytem. Robotnicy z „bloku wschodniego” walczyli o to, aby te nierówności znieść. Tymczasem z biegiem czasu wmówiono wszystkim, iż problemem nie jest to, że nierówności istnieją, ale że się je ukrywa. Dlatego dziś reprezentanci narodu, w odróżnieniu od „czerwonej burżuazji” obnoszą się ze swoim majątkiem.
Najbogatszym posłem mijającej kadencji jest Mirosław Koźlakiewicz (PO), którego majątek szacuje się na ponad 50 mln zł. Jak zauważyło wielu dziennikarzy, posłowie z roku na roku są coraz bogatsi, co nie powinno nas oczywiście dziwić. Zdziwiłoby nas, gdyby zubożeli, co przytrafiło się parlamentarzystom Czech, którzy z powodu kryzysu finansów publicznych, obcięli sobie – po części przez przypadek – apanaże o nawet 1/5, czego wielu dziś tego żałuje. Jednak Czechy to dziwny kraj do tego ateistyczny. W katolickiej Polsce, gdzie posłowie i senatorowie szorują kolonami posadzki po kościołach, oddając cześć „biednemu cieśli”, pomysł zrównania swoich zarobków do poziomu przeciętnego robotnika, czy choćby obcięcia o 1/5, na pewno nie zaświta w głowie.
Tyle tytułem wstępu. Teraz zajmę się „ekonomiczno-klasową wiwisekcją” poszczególnych wybrańców narodu z Poznania (okręg nr 39) . Choć w Internecie znajdziemy przykłady ujawnienia majątku posłów i senatorów z różnych regionów i okresów (na podstawie ich deklaracji), to nie jest tych analiz przesadnie dużo, zwłaszcza jeżeli chodzi o Wielkopolskę, która zdaje się w dalszym ciągu wierzyć, że zaglądać w czyjś portfel nie wypada. Jak łatwo odgadnąć, jestem innego zdania.
Od kogo zaczniemy? Może od Krystyny Łybackiej (LiD, ściślej SLD), której wiek i pochodzenie polityczne wskazuje, że słowa Lenina nie powinny być jej obce. Łybacka regularnie wygrywa wyścigi o miejsce w ławach poselskich z ramienia „lewicy”. W tym roku zamierza ubiegać się o reelekcję. W 2010 roku dochody Krystyny Łybackiej z tytułu funkcji poselskich wyniosły ponad 160 tys. złotych, z tego blisko 30 tys. w większości (jak i inni posłowie i posłanki) nieopodatkowane diety. Ale to nie wszystko. Do tego dochodzi „skromna” emerytura – ponad 52 tys. złotych, a także honoraria za wykłady na Poznańskiej Politechnice 5700 zł. Łączne dochody Łybackiej w 2010 r. znacznie przekroczyły 200 tys. złotych. Dzięki temu posłanka może się pochwalić całkiem niemałymi zasobami gotówki (ok. 150 tys.) i nieruchomościami wartymi ok. 500 tys.
Może teraz przejdźmy do Marka Zielińskiego (PO), który jawi nam się jako swego rodzaju odbicie kariery Krystyny Łybackiej. To następne pokolenie zawodowych polityków, tym razem nie z postkomunistycznym, ale postsolidarnościowych rodowodem. Jak przystało na „młodszego kolegę” posłanki Łybackiej, dochody Zielińskiego są nieco mniejsze i wynoszą łącznie rocznie ponad 160 tys. złotych. Zmusiło go to do wzięcia z kasy pożyczkowej Kancelarii Sejmu, na preferencyjnych zasadach jak rozumiem, pożyczki w wysokości 20 tys. złotych. Poseł Zieliński będzie walczył o 160 tys. dochodu poselskiego także w tym roku. I ma szansę. Uchodzi za „miernego, ale wiernego” sługę neoliberalnych elit ze związkowym rodowodem.
Jan Filip Libicki z PiS (obecnie poza PiS), który jak wiemy zastąpił w sejmie schorowaną Zytę Gilowską. Jego dochody poselskie sięgnęły blisko 150 tys., ale w tym samym roku otrzymał on zwrot podatku (!!!) na kwotę – bagatela – 147 tys. złotych. Bez wątpienia można stwierdzić, iż młody Libicki jest krezusem, którego było stać na zaciągnięcie pół miliona franków szwajcarskich kredytu. Oszczędności w gotówce to 70 tys. ale w nieruchomościach poseł Libicki posiada 1,2 mln. złotych. Aktywnie działa na rynku nieruchomości, obracając licznymi pożyczkami i dając się poznać jako bezwzględny kamienicznik.
Płynnie przejdźmy od PiS do PO dzięki Grzegorzowi Tomczakowi, renegatowi z partii Jarosława Kaczyńskiego, obecnie w szeregach PO. Ale czego to ludzie nie zrobią i nie powiedzą, żeby zdobyć zdolność kredytową? Tomczak może się poszczycić kredytem w wysokości pod 162 tys. franków szwajcarskich i 269 tys. w złotówkach. Nieruchomości – „skromnie” 420 tys. zł. Dochody poselskie w okolicach 140 tys.zl.
Waldy Dzikowski (PO) wsławił się karierą od „pucybuta do milionera”, czyli w naszym kraju powinniśmy napisać „od wójta do prominentnego posła”. Jako wójt podpoznańskiego Tarnowa Podgórnego, zdobył popularność wchodząc w dupę zachodnim inwestorom. Diety i uposażenie poselskie Dzikowskiego to ponad 160 tys. złotych. Poseł najbardziej lubi inwestycje w polisy ubezpieczeniowe, które wykupił na kwotę 130 tys. zł. Nieruchomości to kolejnych 500 tys. złotych.
Z kolei Michał Stuligrosz (PO) preferuje różnego rodzaju papiery wartościowe, których posiada na sumę prawie 240 tys. zł. Nieruchomości: 1.250 tys. zł. Diety i uposażenie poselskie pobiera poseł Stuligrosz w wysokości 180 tys. zł. Nic dziwnego, że przy tak wysokich dochodach, Stuligrosz zafundował sobie mercedesa, na którego zakup wziął kredyt w wysokości… 122 tys. złotych.
Arkady Fiedler (PO) który dostał się do sejmu przede wszystkim dzięki nazwisku, jest z pewnością naszym poznańskim najdroższym posłem. Jego roczne uposażenie wynosi co prawda „jedynie” 120 tys. zł., ale w ciągu 4 latach zabrał w sejmie głos… 10 razy. Przeciętnie jedna, z reguły krótka, wypowiedź Arkadego Fiedlera w sejmie kosztowała poznańskiego podatnika ok. 48 tys. złotych. W nieruchomościach Fiedler posiada blisko 1,5 mln. złotych zł.; w gotówce ponad 100 tys. zł.
W tym kontekście posłanki Agnieszka Kozłowska – Majewicz (PO) i Bożena Szydłowska (PO) to tytani pracy (89 i 129 wypowiedzi w sejmie). Pierwsza podaje dochód w wysokości 120 tys. a druga ponad 160 tys. złotych. Szydłowska dodatkowo posiada w gotówce 100 tys. zł. i w różnych nieruchomościach 700 tys. złotych. Wreszcie Dariusz Lipiński (PO); uposażenie poselskie ponad 160 tys. zł. 500 tys. zł. w nieruchomościach i 175 wystąpień w sejmie.
Piszemy tu o posłach, a co z senatorami? Weźmy przykładowo Marka Ziółkowskiego (PO), Uposażenie senatorskie 257 tys. złotych, do tego Ziółkowski, jako profesor socjologii, pobiera wynagrodzenie za swoje wykłady w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie – ponad 98 tys. złotych. Wreszcie dodatkowo dostaje ponad 10 tys.zł. od Fundacji Nauki Polskiej. Razem 338 tys. złotych. Żona profesora pobiera swoją emeryturę (chyba na fryzjera) w wysokości 21 tys. złotych.
Pensje najlepiej zarabiających pracowników z reguły nie przekraczają rocznie 45 tys. złotych brutto. Spora część musi zadowolić się dochodami o połowę mniejszymi, a ci którzy popracują za minimalne wynagrodzenie uzyskują dochody na poziomie co najwyżej 17 tys. rocznie. Jeżeli są posiadaczami swoich mieszkań, a wielu nie jest, to ich wartość przeciętnie nie przekracza ok. 250-300 tys. złotych. Reprezentanci narodu zarabiają zatem wielokrotnie więcej od przeciętnego pracownika, bezrobotnego, emeryta, czy rencisty. Dysproporcje są ogromne nie tylko w dochodach, ale także w posiadanym majątku i zabezpieczeniu na przyszłość. Właśnie rozpoczyna się kolejny wyścig o nagrody ufundowane przez ogłupiany naród.
12 lutego, zgodnie z zapowiedzią, odbyła się w Poznaniu debata „Wybory samorządowe – odmowa czy partycypacja?” zorganizowana przez lokalną sekcję Federacji Anarchistycznej i PKM OZZ "Inicjatywa Pracownicza" pod patronatem Przeglądu Anarchistycznego.
Wybory samorządowe dobiegły końca. W Poznaniu strona społeczna, związana ze Stowarzyszeniem „My-Poznaniacy” tę rywalizację w sensie formalnym przegrała. Trzeba to powiedzieć jasno. Jednak zdobywając blisko 10 procentowe poparcie i nie uzyskując żadnego mandatu, przypadek „My-Poznaniaków” jawnie pokazuje, jak trudno wyjść poza obowiązującą ordynację wyborczą, preferującą silne partie finansowane z budżetu państwa i marketingowy styl zabiegania o głosy, które się po prostu kupuje. Wbrew wysławianiu zalet demokracji przedstawicielskiej przez oficjalny dyskurs, agencję reklamowe są bliższe prawdy, kiedy bezwstydnie ogłaszają, że bez ich zabiegów politycy nie mają szans. Obecny układ władzy potrafił się okopać na własnych pozycjach tak, iż każdy frontalny atak narażony jest na klęskę. Po wyborach pozostała nam ponownie „partyzancka walka”, która wszak nie jest już tylko szeregiem aktów desperacji. Teraz przebiega ona – moim zdaniem – w zdecydowanie zmienionych i korzystniejszych dla nas warunkach.
W Poznaniu trwają przygotowania do drugiej tury wyborów na prezydenta miasta. Z wielkich tablic uśmiechają się do nas twarze znane od lat. Obecny prezydent Ryszard Grobelny i jego przeciwnik oraz kolega Grzegorz Ganowicz.
Wyłoniona przez wybory samorządowe Rada Miasta ma przez najbliższe lata reprezentować interesy wszystkich mieszkańców. Legitymizacja władzy osiągnięta w ten sposób ma ogromne znaczenie dla całego systemu społeczno-politycznego, jak i dla zwycięskich partii politycznych. Potencjał propagandowy podkreśla sposób prezentacji wyników wyborczych, nigdy nie uwzgledniających frekwencji wyborczej. Powstrzymanie się od głosowania ma różne przyczyny, dla części osób nie biorących udziału w wyborach to świadomy wybór, część pozostaje w tym w dniu w domu wyrażając swoją obojętność wobec polityki. Nawet jednak obojętność ma swoje bodźce systemowe. Cała misterna konstrukcja systemu wyborczego, sprawia, że stwierdzenie „to, i tak nic nie zmieni” jest stwierdzeniem jak najbardziej racjonalnym.
Każdy nowy ruch polityczny dążący do zmiany społeczeństwa musi stoczyć „batalię o serca i umysły” opinii publicznej. Musimy przekonać ludzi, że to, czego się domagamy jest sprawiedliwe, i że wolne, ekologiczne, wspólnotowe społeczeństwo – bazujące na demokracji bezpośredniej i uczestniczącej – jest pożądane i niezbędne zarazem. To jednak nie wystarczy. Musimy pokazać, jak nasze idee mogą być zastosowane w praktyce. Ludzie muszą zobaczyć, że nowe społeczne zasady, których jesteśmy orędownikami, mogą naprawdę funkcjonować w realnym świecie. To może brzmieć jak banał, ale przecież namawiamy ludzi do radykalnej, nowej idei, która będzie stanowiła wyzwanie dla ich utartego sposobu myślenia i próbowała zrewolucjonizować ten sposób myślenia. Sama rozmowa na temat przyszłych społecznych zmian jest niewystarczająca. Musimy tu i teraz pracować nad konkretnymi zmianami – mają one zbliżyć i nakierować nas w stronę społeczeństwa, w którym chcemy żyć – między innymi nad budową alternatywnych struktur władzy, które kiedyś będą musiały skonfrontować się i spróbować zastąpić obecną oligarchię.
W czwartek 11 listopada odbyła się debata prezydencka w telewizji WTK. Brali w niej udział wszyscy kandydaci na prezydenta wraz z komitetami wyborczymi. Na spotkanie zaproszono również dziennikarzy, profesorów, działaczy społecznych. Nadzieja uczestnictwa w czymś ważnym była płonna. Debata okazała się kolejną pyszną kreacją kandydatów, jak i elit Poznania.
Na kogo głównie będą głosować Poznaniacy w wyborach na prezydenta miasta w zbliżających się wyborach samorządowych? W zasadzie, obojętnie kogo nie wybiorą, głos przypadnie Platformie Obywatelskiej. Okazuje się, że nikt bez bezpośredniego czy pośredniego namaszczenia PO w tych zawodach szansy nie ma: czy to będzie urzędujący prezydent Ryszard Grobelny, czy dotychczasowy przewodniczący rady Grzegorz Ganowicz, czy wreszcie przedstawiciel mieszczańskiej opozycji, Jacek Jaśkowiak ze Stowarzyszenia My-Poznaniacy. Ten ostatni kilka dni temu odebrał błogosławieństwo z rąk pani Marii Pasło-Wiśniewskiej, kontrkandydatki Ryszarda Grobelnego sprzed czterech lat z ramienia - jakżeby inaczej - PO. Zapomniałbym o kandydacie poznańskiej „lewicy” - Dariuszu Bachalskim, byłym pośle PO. Jak zatem nie wybierzemy, prezydentura pozostanie w rodzinie.
Poznań :: 23 maja :: Komentarze (0)

Jutro, 24 maja, o godzinie .13:30 w sali nr 300 Sąd Rejonowego przy ulicy Młyńskiej rozpocznie się proces aktywisty związanego z Federacją Anarchistyczną. Zarzuca mu się przewodzenie nielegalnemu zgromadzeniu w dniu 28 października pod Urzędem Miasta. Kilkudziesięciu lokatorów kamienicy przy ulicy Piaskowej, wspartych przez działaczy społecznych, pikietowało wówczas z powodu...
Więcej...Poznań :: 22 maja :: Komentarze (1)

Nieudany atak na Festiwal sztuki na Rozbracie, w którym brał udział min. czynnie wspierający środowisko skrajnej prawicy współwłaściciel pubów "U Honzika" i "Brogans" Maciej Witzberg (Więcej tutaj) wywołał sprzeciw poznaniaków, którzy zaczęli organizować akcje przeciwko tego typu napadom. Na portalu Facebook powstał profil nawołujący do bojkotu pubów, których współwłaścicielem jest...
Więcej...Poznań :: 21 maja :: Komentarze (0)

Dziś grupa Partyzantów Krytycznych wywołała „Wrzenie” na poznańskim Wydziale Nauk Społecznych. Wśród studentów i studentek rozprowadzono kilkaset broszur i ulotek, zachęcających do współpracy i zapraszających na manifestację „Chleba zamiast igrzysk”, która odbędzie się 10 czerwca w Poznaniu. Rozdawane materiały spotkały się z zainteresowaniem.
Więcej...Kraj :: 21 maja :: Komentarze (0)

24 maja polscy artyści zamierzają przeprowadzić strajk. Zamkniętych zostanie ponad 50 galerii, sal wystawowych i muzeów. W Poznaniu do strajku przyłączyły się Galeria Miejska Arsenał, Pies, Stereo i Ego. Domagają się m.in. prawa do ubezpieczeń społecznych i stabilnych warunków zatrudnienia. Poniżej publikujemy odezwę strajkujących:
Więcej...Poznań :: 20 maja :: Komentarze (1)

19 maja br. pod Marychem w Poznaniu odbyła się demonstracja inicjatywy Jedzenie Zamiast Bomb. Zebrani na akcji ludzie delektować się mogli kaszą z gulaszem warzywnym i surówką. Na deser podano tort posypany zieloną herbatą symbolizującą murawę stadionową. Rozdano ponad 150 porcji vegan jadła przygotowanego przez aktywistów...
Więcej...Analizy :: 22 maja :: Komentarze (0)

Tydzień temu, 15 maja 2012 w sali C2 w Collegium Novum (UAM), odbyło się interdyscyplinarne seminarium dotyczące zeszłorocznych wydarzeń, które miały miejsce w Hiszpanii. Organizacją jednodniowej konferencji zajęło się Koło Naukowe Hispanistów UAM. Wykłady na tę okazję przygotowali: Przemysław Wielgosz z polskiego „Le Monde Diplomatique”, hispaniści dr Alfons Gregori i...
Więcej...Aktywizm :: 21 maja :: Komentarze (0)

Od ponad dwóch dekad osoby uprawiające zawody twórcze są pozbawione realnej możliwości uczestnictwa w systemie ubezpieczeń społecznych. Bo trudno za taką uznać możliwość samodzielnego opłacania pełnych składek przez cały okres aktywności zawodowej. Po prostu w ten sposób to nigdzie nie działa - praktycznie w każdym kraju tzw. starej Europy ta...
Więcej...Walka klas :: 19 maja :: Komentarze (0)

Musimy zacząć się organizować i walczyć o to, aby nasze potrzeby były zaspokojone! – mówią pracownice miejskich żłobkówJaki jest Wasz stosunek do mistrzostw UEFA EURO 2012? – Wśród nas są zapalone fanki piłki nożnej, mimo to uważamy, że decyzja o organizowaniu w Polsce mistrzostw była błędem. Naszego kraju po prostu...
Więcej...Kontrola społeczna :: 13 maja :: Komentarze (0)

Jak donosił z początkiem roku Dziennik Polski w Graboszycach i Frydrychowicach pięć rodzin mieszka w kontenerach socjalnych. Woda cieknie po ścianach, a dzieci chorują z powodu grzyba, który pojawił się w pomieszczeniu. Cierpią na duszności, kaszel i mają niepokojące plamy na ciele. Lekarze mieli stwierdzić, iż to efekt wilgoci. Urzędnicy...
Więcej...Aktywizm :: 09 maja :: Komentarze (1)

Los przeciętnego studenta i mizerna kondycja samego ruchu studenckiego w ponad dwadzieścia lat po transformacji nie doczekały się niemal żadnych rzetelnych opracowań. Kwestie takie, jak „uniwersytet zaangażowany” czy „demokracja na uczelniach” po dziś dzień stanowią niemal temat tabu w kręgach akademickich. Równie kiepsko prezentuje się większość organizacji zrzeszających studentów, które...
Więcej...