ROZBRAT

historia
skłot

kolektyw

biblioteka
galeria

INICJATYWY
ACK
Antywojenna
Obiadki filmowe
FC Rozbrat
Jedzenie Zamiast Bomb

Oficyna "Trojka"

Pracownicza
Region

Rowerowa
Samba
SIS "Ulica"
ARCHIWUM

kalendarium
relacje imprezy
foto.rozbrat
.org
przegląd prasy
publicystyka
ulotki
wydawnictwa

HURTOWNIA
KONTAKT
LINKI











katalog i informacje







główna
zapowiedzi
english

Wybór artykułów z pisma Robol nr 1

Wstępniak

Czy nie czujecie, że traktują Was jak jakiś debili - w szkole i pracy ciągłe poniżanie i obrzucanie błotem. Czy nie macie już tego dość? Jeśli tak, to właśnie dla Was przeznaczona jest ta gazetka. Mamy nadzieje, że dzięki niej poznacie swoje prawa i nauczycie się, jak o nie skutecznie walczyć!
Pamiętajcie, przepisy mówią wyraźnie, że:

- uczniowie pracownicy nie mogą pracować więcej niż 8 (a do 16-tego roku życia) 6 godzin dziennie
- nie wolno im pracować w nocy
- powinni otrzymywać pensję - nie mniej niż 4% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w pierwszym roku, nie mniej niż 5% w drugim roku i nie mniej niż 6% w trzecim roku nauki
Aby pismo to spełniało swoje zadanie, musicie je współtworzyć. Piszcie jak wygląda sytuacja w Waszej szkole i zakładzie pracy, co Was wkurwia, co chcielibyście zmienić, piszcie jeśli łamane są wasze prawa. Przysyłajcie to, co chcielibyście aby znalazło się w tej gazetce, np. wasze rysunki, komiksy, artykuły i wszelkie inne pierdoły (w miarę możliwości będziemy umieszczać te rzeczy)
Adresik:

Jeśli macie pilną sprawę, jakiś problem itp., albo nie chcecie marnować kasy na znaczki, serdecznie zapraszamy do Biblioteki Wolnościowej ul. Pułaskiego 23 (skręca się przed salonem Peugota i idzie cały czas ścieżką, aż do chatki Baby Jagi), we wtorek lub czwartek w godz. 15:00 - 18:00 - można tam zastać redakcję "Robola"

Pamiętajcie, że cudów nie ma - i jeśli nie chcecie być dalej traktowani jak bydło - czas zacząć walczyć! Razem będzie nam łatwiej. Nie ma na co czekać- zacznijmy już dziś!
Redakcja

Horoskop

Baran - czas pomyśleć o przyszłości - ta frezarka już długo nie pociągnie. Poza tym, uważaj na emulsję. Pamiętaj, że nie samą pracą człowiek żyje... a gdzie obliczenia !

Byk - Pilnuj się, aby twe skłonności do impulsywnego zachowania nie były czynnikiem konfliktów - pomyśl zanim rzucisz młotkiem w kolegę...

Bliźnięta - Nie zrzucaj wszystkiego na tę zwichrowaną śrubę pociągową - takich gwintów naprawdę powinieneś się wstydzić. Ale nie przejmuj się - masz u majstra oko...

Rak - Nie łap wielu obrabiarek za imak - a zajdziesz daleko. Skoncentruj się na podręczniku Rutkowskiego i wystrzegaj się Jurasa

Lew - Od samego początku pilnie przykładaj się do pracy, a nie tylko wtedy, gdy grunt zaczyna ci się palić pod nogami. Przez ostatnie 5 dni nie zdążysz nadrobić miesięcznych zaległości... i będzie po premii

Panna - Oprzyj się przemożnej pokusie by wypróbować nowy frez Jarka- twój jest wystarczająco ostry, a zamiast zawiści wyników koledze czas wziąć się solidnie za pracę

Waga - W sumie nic nowego. Uważaj na zdrowie - może czas zacząć palić z filtrem? Od choroby wyniki jeszcze nikomu nie podskoczyły. Nie zapomnij wyjmować klucza z obrabiarki!

Skorpion - Wreszcie dostaniesz tak dawno obiecany awans na tokarkę TUC-200P. Możesz jednak przeżyć niepowodzenia w miłości, które miną gdy zaczniesz używać do mysia mydła i szamponu, a nie tylko pasty BHP

Strzelec - Nie wiesz co zrobić z miedzianymi wiórami? To bardzo proste! Ładuj wszystkie do worka i idˇ z nimi do skupu metali kolorowych. To rozwiąże twe kłopoty finansowe w tym miesiącu. Uważaj jednak na portiera!

Koziorożec - Ależ z ciebie egoista! Nie jesteś w brygadzie sam! Zostaw swym towarzyszom (oni też chcą pracować) choć 2 koła i kilka metrów pręta (na sworznie) do obróbki.

Wodnik - Z poprzednich miesięcy wynika, że dla ciebie liczą się tylko tokarki. Jednak świat się nie kończy na Dziale Obróbki Mechanicznej! Otwórz oczy i dojrzyj te wspaniałe piły, dłutownice, frezarki, wiertarki, przeciągarki, prasy i gilotyny!

Ryby - Pociąganiem za włosy nie zdobędziesz sympatii magazynierki. Istnieją przecież inne sposoby podrywania - choćby zaproszenie na wspólną wycieczkę do fabryki obrabiarek w Pruszkowie


Wybór artykułów z pisma Robol nr 2

Nihilizm dla początkujących (akcja bezpośrednia)

Miast zaprzątać sobie mózgownice ucząc się różnych niezbyt potrzebnych, za to wymaganych w procesie edukacyjnym od młodej jednostki rzeczy i marnować czas wkuwając nieistotne w obliczu rewolucji pierdoły, uczniowska brać korzysta od dawien dawna z wielu metod zapobiegania intelektualnemu przepełnieniu. Znana i praktykowana powszechnie taktyka podkładów odgrywa w tym przypadku istotną rolę, przyczyniając się jednocześnie do destrukcji i dezinformacji wewnątrz uciskającego nas społeczeństwa obywatelskiego. Oto kilka drogocennych i praktycznych wskazówek, jak usprawnić i uefektywnić ten proceder, które otrzymałem u pewnych mazurskich licealistów.

Zacząć wypada od zdobycia klucza od sali, w której pedagog przechowuje wasze wypociny. Osoba o silnych nerwach udaje się do pokoju nauczycielskiego i oświadcza, że taki i taki prosi o klucz od takiej i takiej klasy. Ktoś, np. rowerem, migiem udaje się do najbliższego zakładu dorabiania kluczy i ekspresowo wykonuje nowy egzemplarz. Naturalnie sytuacje ułatwia prośba samego nauczyciela o odniesienie klucza, zamknięcie sali po dzwonku itd. Kiedy znajdujemy się już w posiadaniu naszego arcycennego klejnotu robimy z niego użytek. Pilnujemy uważnie, czy i gdzie nauczyciel umieścił nasze sprawdziany w klasie. Podczas najbliższej przerwy stawiamy na czatach rządek osób (najlepiej na drodze od pokoju nauczycielskiego do klasy będącej obiektem naszej dywersji), które będą uprzedzały o ewentualnych niekorzystnych ruchach ciał pedagogicznych. Dwie osoby otwierają drzwi i wchodzą do klasy zamykając się od środka. Podkłady powinny być zawczasu przygotowane i wymieniane sprawnie, ze zwracaniem szczególnej uwagi na eliminowanie pierwotnych, w nerwach można się czasem nieźle pierdolnąć, zostawiając np. podkład bez usunięcia oryginału. Naturalnie właściwe rozwiązanie zadań, dobre odpowiedzi na pytania to już sprawa jakiegoś klasowego orła (zawsze znajdzie się jakiś dekiel oblatany w danej dziedzinie wiedzy, która jest dla was z kolei obiektem takich cierpień). Oczywiście podkład piszecie nie przesadzając z poziomem zawartej w nim wiedzy, w końcu orłami nie jesteście, bowiem nauczyciel łatwo zorientuje się, że coś nie tak, jak posypią się same piątasy. W przypadku zbliżania się kogoś niepożądanego do klasy stojąca przed drzwiami osoba daje wcześniej ustalony znak np. lekki kopniak w drzwi (uwaga: nie róbcie żartów!). ewentualny eskejp na parterze przez okno, w innym przypadku pozostaje ukrycie się np. za mapami, w kantorku etc., albo kręcenie, że zostaliście niechcący zamknięci w klasie itp. Jeśli jednak informacje o sytuacji na korytarzu będą przepływać sprawnie, do takiej krańcowej sytuacji dojść nie powinno. Teraz już możecie oczekiwać spokojnie waszej wyśnionej w zmasturbowaną noc trójki z matmy.

Na koniec należy nadmienić, że daje się słyszeć o niecnym postępowaniu co po niektórych posiadaczy klucza, którzy monopolizują szkolny rynek podkładów i czerpią z tego stanu rzeczy finansowe profity. Z drugiej jednak strony nie należy przesadzać z hojnością w obdarowywaniu przedstawicieli innych klas dorobionymi kluczami, lepiej pożyczać je zaufanemu człowiekowi na konkretną akcje. W szkołach o wieloletniej tradycji tego typu działalności sabotażowej akt przekazywania odchodzącej najstarszej klasy kluczy młodszej nie odbywa się bez wypłacenia na konto oddających sporej daniny. Te pożałowania godne praktyki można jednak w pewnym sensie wyzyskać pozytywnie, zarobioną w ten sposób kasę przeznaczając na różne pożyteczne cele, i nie mam tu na myśli knajpianych posiedzeń

Kenet


Wybór artykułów z pisma Robol nr 4

PRZEMOC

Ostatnimi czasy bardzo dużo i często powtarza się jak to brutalne stało się życie ile przemocy dookoła itd. Prasa alarmuje, politycy obiecują radykalne zmiany, policja się zbroi, ludzie wychodzą na ulice. Co chwile słychać o kolejnym czarnym marszu, pikiecie itd. Nasilenie tego typu akcji nadchodzi w momencie wzrostu zagrożenia, czyli wtedy gdy znowu ktoś padnie ofiarą brutalnego morderstwa.
Z jednej strony należy zgodzić się że na ulicach rzeczywiście nie jest bezpiecznie, częste morderstwa, rabunki, jednym słowem nie przelewa się. Jednak kiedy posłuchamy czego żąda "społeczeństwo" w walce z przemocą, wtedy dopiero przejdą nas ciarki: Kara śmierci dla morderców, zwiększenie uprawnień policji (najlepiej żeby mogła tak jak w stanach najpierw strzelać, a dopiero potem myśleć), obniżenie wieku karalności (czyli niesforne 13, 14 latki do paki, żeby tam ich "wychować" na "porządnych obywateli") itp. Skracając to wszystko - "Więcej przemocy w walce z przemocą !"Troszkę to dziwne zwłaszcza że obok tych haseł przewija się w kółko inne: "PRZEMOC STOP!" Odnoszę przez to wrażenie że ludziom wydaje się, że przemoc spadła do Polski razem ze stonką zrzucaną jak każdy na pewno wie przez amerykanów. Nie zastanawiając się dlaczego jest tak a nie inaczej . "Społeczeństwo" pozwala ,wręcz żąda zaostrzania restrykcji prawnych (czyli sami zaciskamy sobie pętle na szyi) Dzięki takiemu obrotowi sytuacji "produkuje się" samoistnie nowych przestępców np.: nie masz 18 lat, a chodzisz bez opieki po 22 - jesteś przestępcą, pijesz w miejscach publicznych - jesteś przestępcą, zamiast państwowego narkotyku np. wódki, wolisz zapalić jakiś gras - jesteś przestępcą, odmawiasz służby wojskowej - jesteś przestępcą itd., itp. Naprawę w polskim prawie jest całe mnóstwo "przestępstw" które bezpośrednio nie wyrządzają nikomu krzywdy i są mało szkodliwe.

Po co jednak te rozważania ,lepiej nie myśleć jakie są przyczyny wzrostu przemocy, lepiej chodzić po cichutku w "czarnych procesjach" i wtedy ona na pewno sama zniknie.

Agresja na ulicy, w telewizji, polityce itp. to normalna konsekwencja systemu jaki sobie "wybraliśmy" (tudzież wybrały za nas elity polityczne).Kapitalizm charakteryzuje się właśnie tym że aby być i trwać w nim należy posiadać. Samo posiadanie oczywiści nie wystarczy, ponieważ ciągła konkurencja zmusza do ciągłej walki o swoje i cudze. Ludzie radzą sobie różnie, jedni zostają bankierami, politykami, grają w totka, drudzy kradną radyjka i załatwiają interesy przy pomocy łomu. Tą pogoń za sukcesem nakręcają jeszcze dodatkowo media i cała masowa kultura. Ciągła wspinaczka po szczeblach kariery to również duży stres, czasem trzeba odreagować, a najlepiej to komuś w mordę dać. Masa sfrustrowanych kretynów którym coś nie wyszło po prostu musi się wyżyć. I tak to system pożera wszystkich, nie ważne czy jesteś z "dobrego domu" czy z "marginesu", każdy jest potencjalnie narażony na to by stać się kryminalistą roku.

Czy tą sytuacje da się zmienić? Można oczywiście czekać aż policja i prokuratura złapie wszystkich przestępców. Jednak czy jest im to na rękę, przecież teraz mają większy budżet, coraz więcej uprawnień . Po za tym kto obroni cię przed policjantem? Rząd i polityczna śmietanka też nie musi się niczego robić, w końcu zawsze mogą powiedzieć, że gdyby nie oni to było by jeszcze gorzej. Co najwyżej przed wyborami jakiś "spektakularny sukces"

Trzeba przyznać szczerze że sytuacja jest raczej kiepska. Z jednej strony warto walczyć o poszerzenie prawa do samoobrony obywateli, legalnego posiadania broni itp. Cały czas należy przy tym pamiętać że działania w tym kierunku mogą być tylko początkiem. Bez konkretnych zmian systemowych, doprowadzi się jedynie do tego, że każdy co prawda będzie mógł się bronić sam przed przestępcą, ale ze strachu przed drugim człowiekiem zacznie strzelać do wszystkiego co się rusza (np. złodziei kradnących drut miedziany itp.) Idealnych rozwiązań nie ma, ale warto się nad całą sprawą zastanowić. Może ktoś też ma jakieś przemyślenia w tym temacie? Piszcie!
W


Wybór artykułów z pisma Robol nr 5

O RELATYWNOŚCI W POLITYCE

Z tego, co w ostatnich dniach ważne, na pierwszy plan wysuwają się oczywiście wydarzenia w Kosowie. Obłudny spektakl, jaki dzięki błogosławieństwu telewizji satelitarnej możemy oglądać w bezpośrednich relacjach, wręcz rozwala swoją naiwnością. Państwa NATO mówiące o swojej misji i moralnym obowiązku zapobiegania eksterminacji Albańczyków. Te same państwa przyglądające się rzezi Kurdów w Iraku i Turcji, obozom laogai w Chinach, Rosjanom pacyfikującym całe wioski w Czeczeni. Wybiórcze traktowanie praw człowieka? Czemu nie?! Najważniejsze są przecież przyszłe wybory, kontakty gospodarcze i wskaźniki przyrostu krajowego brutto. Jeśli między tym wszystkim znajdzie się jeszcze miejsce na prawa człowieka, to ewentualnie można coś z tym zrobić. Dziś, w wielkim światowym kole fortuny, wydaje się, że szczęście mają Albańczycy. Nawet Polacy mają ponoć jechać im pomóc, aby tradycyjnie bić się za " wolność naszą i waszą ''. Jeżeli ktoś mnie pyta o zdanie, to mi się ten pomysł podoba - czemu nie? Z tym, że ja bym tam wysłał nie jednostki doborowe, ochotnicze, tylko zwykłych, dwudziestoletnich chłopaków z poboru. Tych z małych miasteczek, z mazurskich wsi, tych, którzy z kolorowymi chustami terroryzują pasażerów w pociągach aby pokazać jak bardzo cieszą się, że wyszli z syfu. Niech pojadą do Kosowa, a po powrocie opowiedzą swoim dziewczynom, kumplom, rodzinie czym naprawdę jest służba. Jak to jest naprawdę liczyć się przez 24 godziny na dobę z tym, że w każdej chwili można zginąć. Bo jeżeli decydujesz się służyć, uczyć się zabijać, to musisz liczyć się z tym, że ktoś gdzieś właśnie uczy się aby zabić ciebie. I jeżeli świadomie przyjmujesz na siebie to ryzyko... Droga wolna! Innym ciekawym aspektem wciąż tego samego problemu jest obłudne stanowisko rządu polskiego. Zresztą, sam już nie wiem - może dla nich to jest całkiem normalne i zgodne ze zdrowym rozsądkiem, że zgodnie z założeniami akcji Obcy wyrzucamy z kraju wszystkich bez prawa pobytu, nieważne czy pracują, żebrzą czy co tam jeszcze robią, a potem ściągamy sobie na głowę 1000 biednych, głodnych Albańczyków. Ktoś może powiedzieć - piękny gest, prawdziwie chrześcijański, mi zaś coś tu nie pasuje. Wypieprzyliśmy z kraju, między innymi oczywiście, wszystkich emigrantów ze Sri Lanki, którzy starali się w Polsce o status politycznych, argumentując to tym, że nie mamy pieniędzy żeby im pomóc. Tak się składa, że w ich kraju toczy się od x lat brutalna wojna domowa, my zaś tych, którzy stamtąd uciekli bo groziło im śmiertelne niebezpieczeństwo, niefrasobliwie odesłaliśmy z powrotem w diabły. Właśnie - w diabły. Wyrażenie pasuje tu jak ulał, mało kto przecież wie gdzie leży to państwo, a zdrowy rozsądek podpowiada, że raczej nie mieszkają tam bliscy nam oświeceni chrześcijanie. W wielkim kręceniu kołem fortuny Albańczycy po raz drugi mają szczęście w nieszczęściu. Oni są na ustach całego świata, im dzisiaj przysługuje pomoc światowa i uwaga wszystkich felietonistów w kolorowych tygodnikach. I proszę mnie źle nie zrozumieć. Współczuję Albańczykom, jak każdy cywilizowany człowiek nie mogę patrzeć bez bólu na to, co wyrabiają z nimi Jugosłowianie. Uważam, że bezsprzecznie trzeba im pomóc wszelkimi dostępnymi środkami. Chodzi mi tylko o różnicę wynikającą ze ˇródeł, z których płynie owo współczucie. Moje jest podyktowane ogólnie pojętą wrażliwością i poczuciem sprawiedliwości. Nie jest podporządkowane żadnym interesom. Nie zmienia się w zależności od sondaży społecznych. Nie jest w żaden sposób powiązane z przynależnością do bloków wojskowych. Nie ma nic wspólnego z opcją polityczną. Nie jest wybiórcze. Po prostu jest.
Łukasz

TELEWIZJA
Wszystko zaczyna się za raz po powrocie z budy, skok na fotel i cyk, już oglądamy. W czasie jedzenia, "odrabiania lekcji", cały czas nam towarzyszy, zastępuje, odpoczynek, zabawę, naukę i życie - telewizja.
N

ajczęściej zupełnie nie zdajemy sobie sprawy z tego jak wiele czasu spędzamy przed szklanym ekranem i jak duży wpływ ma na nasze życie serwowana przez telewizje papka. Tak to już jest że człowiek uzależniony nie zdaje sobie sprawy (lub nie chce) z tego, że jest uzależniony. Chwileczka ale przecież już słyszeliście to wszystko, przecież mówili o tym chyba wczoraj na 1, ....... No właśnie Telewizja jest wszędzie, a o jej złej stronie też nie raz się mówiło, mówi i będzie mówić i mimo wszystko ludzie nadal spędzają przed telewizorem znaczną część swojego życia. Cała siła polega na odpowiedniej sztuce uwodzenia i manipulacji. Do najważniejszych "sposobów" należy na pewno zaliczyć metodę dobierania informacji. Media są wybiórcze, wiadomo nie można pokazać wszystkiego, ale przy tym cholernie tendencyjne. Oczywiście wszystko niby jest ok, bo przecież do informacji ogółu trafiają tylko te wiadomości które są ważne, a dziennikarze są przecież "bezstronni"? Skoro tak jest to oglądajcie sobie tylko wiadomości. Dojdziecie wówczas do wniosku że świat to jedno wielkie pasmo wojen, zamachów, morderstw i skandali. Oczywiście te wszystkie negatywne rzeczy to tylko drobne incydenty, zakłócające harmonię, jednak jak powszechnie wiadomo w telewizji zawsze zwycięża dobro wiec nie ma się czym martwić. Wszystko to jest wielkim show, jeżeli się np. nie podpalisz przed parlamentem to szansę że trafisz do głównego wydania Wiadomości znacznie spadają. Informację są świetnie przygotowane, nie mogą przecież odbiegać zbytnio od reszty, dlatego stosuję się taktykę: na początek trochę sensacji, potem nudna relacja np. z obrad rządu, sytuacja na świecie by podgrzać atmosferę, potem jakiś banał, a na końcu żarcik serwowany przez prowadzącego. W ten sposób oglądając informację np. w czasie kolacji zrobią one na nas podobne wrażenie jak serial lecący po nich. Możemy mieć tutaj przecież wszystko od komedii po horror, wystarczy tylko dobrać odpowiednie fakty, a przecież rosnąca konkurencja zmusza do tego by stale zwiększać oglądalność.

Oczywiście pewne fakty i wydarzenia domagają się czasem bardziej dogłębnego omówienia, w tym celu stworzono programy publicystyczne. Ważną rolę w owych programach spełniają tak zwani eksperci. Już samo postawienie pewnych problemów na osobnym forum, powoduje że mamy wrażenie iż są one wyjątkowo skomplikowane. Dodatkowo udział ekspertów i ich często rozbieżne opinie utwierdzają nas w tym przekonaniu. Wynik takiej debaty jest zazwyczaj taki, iż przeciętny obywatel zostaje utwierdzony w przekonaniu że: po pierwsze nie wiele wie, a po drugie skoro tak dużo się o czymś mówi to znaczy że wielu ludzi się martwi i zastanawia, więc ja nie muszę.

Na pewno najważniejszą sferą którą telewizja manipuluje jest polityka. Polityka bez, telewizji praktycznie nie może obecnie istnieć. Czy dziś tak jak dajmy na to 100 lat temu osobiście spotykamy się z politykami? Jest to raczej rzadkość, częściej widzimy ich przecież w telewizorze. Najbardziej widoczna manipulacja polityką odbywa się w czasie wyborów. Kapania wyborcza to spektakl dla milionów widzów. Kandydat musi więc być odpowiednio przygotowany, by chcieli go oglądać, a potem wybrać (takie same zasady obowiązują w przypadku partii politycznych). Na czas wyborów spece od reklamy i sprzedaży zaczynają "zajmować się politykami. Najważniejszy jest dobry wygląd, śnieżnobiałe zęby, miłe spojrzenie ogólnie rzecz biorąc gra się przede wszystkim na ludzkich emocjach. Programy polityków i partii są zazwyczaj w najważniejszych kwestiach bardzo podobne, dlatego trzeba bardzo się natrudzić by "reklama" odniosła zamierzony skutek. Ułatwieniem jest na pewno to że wszystkie chwyty są w tym przypadku dozwolone. Wygrywają jak zwykle "najlepsi".

To wszystko jest jednak podporządkowane głównemu celowi czyli dostarczaniu "rozrywki". Rozrywką są w telewizji zarówno informacje, publicystyka i polityka. To jeden wielki serial i reklama. Z czasem przestajemy zauważać co jest rzeczywistością, a co fałszem. Zaczynamy wierzyć w to co "karze" się nam wierzyć. Dzięki temu wiemy już ,że aby coś "znaczyć" trzeba być : pięknym, młodym, bogatym, inteligentnym, odważnym jednym słowem doskonałym. Takie są przecież współczesne "gwiazdy" muzyki, filmu, polityki (jeżeli nie posiadają wszystkich wspaniałych cech na raz to muszą mieć przynajmniej kilka). Reklamy które są w TV wszechobecne pokazują nam co jest nam potrzebne, co jest modne, odlotowe, rewelacyjne. Kształtują nasze nowe potrzeby. Niczym podglądacze z zapałem oglądamy seriale, filmy i reportaże by zobaczyć "życie z bliska". "Nowoczesny" reportaż potrafi dostarczyć "sensacji i rozrywki" lepiej niż rzeczywistość - telewizor można przecież zawsze wyłączyć.
Telewizja stała się częścią naszej masowej kultury, bez której nie potrafimy już normalnie funkcjonować. Przesłania nam realne życie. Powoli zapominamy co to znaczy dyskusja czy rozmowa ( lepiej posłuchać jak rozmawiają inni w tok-show), o czytaniu lepiej nie będę wspominał, nie mamy "własnych" poglądów, nie potrafimy wyciągać wniosków i uczyć się na błędach, stajemy się dobrowolnymi niewolnikami swoich mieszkań wybierając telewizor zamiast spędzenia czasu w jakikolwiek inny sposób (powoli nie wiemy jaki jest ten inny sposób ). Tracimy naprawdę wiele z życia, tylko że życie samo nas dogania. W spotkaniu z tym prawdziwym światem często poddajemy się nawet bez walki. Tak powstają rzesze frustratów, samobójców i szaleńców. Mimo tego całego bajzlu udajemy cały czas, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, a kiedy się nie udaje po prostu zmieniamy kanał .....
Atom

P.S Jeżeli ktoś uważa że na niego telewizja wcale nie wpływa to proponuję eksperyment - wytrzymać bez niej przynajmniej chociaż tydzień!


Wybór artykułów z pisma Uczeń i uczennica (dawniej Robol) nr 6

Wstępniak:
Po wakacjach trochę rzeczy się pozmieniało, a więc po kolei :
Co po niektórzy pamiętają nas pod znamiennym tytułem "Robol". W ten czas nasze opryskliwe i niewybredne wywody były skierowane głównie do uczniów ZSZ i Techników. Postanowiliśmy jednak rozszerzyć pole rażenia tak by wymioty z naszych zgniłych mózgów dotarły do wszystkich uczniaków i uczennic ( dlatego też panuje mały chaos w numeracji, bo właściwie ciężko stwierdzić czy jest to pierwszy, czy też kolejny numer?) . Stąd właśnie nowa nazwa "UCZJENIK I UCZJENICA" (tak to się mniej więcej wymawia).

Reszta zasadniczo pozostaje bez zmian, czyli nadal chcemy: umilać życie dyrektorom, nauczycielom, pedagogom, psychologom, i całemu gronu pedagogicznemu siejąc niezdrowy ferment w głowach "nie winnych i bezbronnych" młodych ludzi. Pisać o tym o czym nie napisze na pewno żadna gazetka szkolna tworzona pod "czułą" opieką dyrekcji. No i zmusić co poniektórych do pomyślunku, a być może i do ruszenia dupy, by zmienić to gówno które nas otacza !
Zachęcamy wszystkich do współtworzenia tego szmatławca. Podsyłajcie swoje wypociny (byle by to niebyły prace magisterskie, bo miejsca mamy niewiele), wierszyki, grafiki, rysunki, donosy, pogróżki, oferty matrymonialne i zdjęcia prywatne. Postaramy się dawać wszystko, ale zastrzegamy sobie prawo wybierania i doboru materiałów ze względu na skromną objętość.
Fajnie by było by odezwali się również ludzie chętni do dilowania, rozrzucania tudzież rozdawania gazetki na terenie swojej budy. Pismo jak na razie finansuje się samo dzięki wydatniej pomocy przyjaciół z Izraela (Aszalem alejkum Rabi!A), i jest 100% darmowe. To by było na tyle:
P.S 1 Ponieważ "UCZJENIK I UCZJENICA" jest gazetką otwartą, opinię w niej zawarte nie muszą być koniecznie opiniami redakcji. Wszelką krytykę i polemikę można zsyłać do nas, w miarę możliwości będziemy ją drukować lub przekazywać bezpośrednio autorom textów.
P.S 2 Nadal dysponujemy wcześniejszymi wypocinami czyli egzemplarzami "ROBOL"a nr 1/99,2/99,3/99. Dostępne za podesłaniem koperta + znaczek za 1,2 zł

Kolektyw RedakcyjnyH
Nasz adres:
Rozbrat
PO. BOX 5,
60-966 POZNAŃ 31
lub osobiście
Biesiady Wolnościwe w każdą środę o godz 1800, ul. Pułaskiego 21 a


WYJŚCIE EWAKUACYJNE
Stado baranów dorwało się do władzy i wzięło się za "cudowne" reformowanie szkolnictwa, tyle tylko że ta cudowność nie ma zbyt pozytywnego znaczenia. Czuję tylko tubylczą radość, że te systemowe nowinki nie obejmą mnie. Nie znaczy to wcale, że stary program yest the best, bo nigdy nie był i nie będzie. Więc po co coś zmieniać? Proste, żeby wprowadzić jeszcze więcej chaosu i debilizmu. Ludziska nigdy nie zaiwaniali do budy z chęcią. I nic dziwnego, bo kto na ochotnika strawi 8 godzin przymusowego ciumania w więzieniach epoki kamienia łupanego z równie wiekowymi psorami. To właśnie sedno sprawy ( uwaga! To będzie bardzo poważne "dorosłe" zdanie, ale "dorośli" by go nie powiedzieli) : z młodzieżą pracują ludzie, którzy powinni mieć zakazane wszelkie kontakt z nią. Zarówno dla dobra własnego jak i jej ( czyli naszego). Osobnicy ci może kiedyś uczyli, ale teraz wolą pełnić funkcje papieskie. Ubrać nas w mundurki i wsadzić do jednej szuflady. Po nocach śnimy im się jako "ciche-ciemne popychadełka", ach te ich narzekania. A niech ktoś spróbuje mieć zdanie, bronić swojego i nie daj Romek - być indywiduum, to już obrywa po zawiasach, a dla familii staje się zaraz skazą rodową. W taki sposób człowieczek, który szuka sensu życia zostaje punktem porozumienia i wspólnego nawrócenia dla grona pedagogicznego i szanownych rodzicieli. Istnieje jeszcze "nowy towar" ale w momencie podejmowania pracy jest tak niewyżyty, że chciałby wszystko na raz i też zapomina o uczniach. Tymczasem my "nienormalni i zdegradowani" czekamy wytrwale (albo i nie czekamy) zbawczego dzwonka, aby wyjść na świat i uwolnić myśli z karcerów. Aby nauczyć się żyć, bo tej wiedzy owa instytucja nawet nie dostarczy. Uczniami jesteśmy tylko po to aby:
polonistka miała kogo poniżać, matematyk mógł dostarczać pacjentów zakładom psychiatrycznym itd. itp.

Kochamy te ciepłe klimaty, w których jest 0% tolerancji, szacunku, zrozumienia i my też jesteśmy "zerami". Tylko te fajniutkie babulki zamknięte w domach starców dziwią się, że "dzisiejsza młodzież nie wykazuje chęci życia i targa się na nie".

Mając za krąg rodzinny klan nauczycielski (całe 10 osób!), wszystkim tym pedantom życzę, aby chociaż w następnym życiu mieli szansę być ludźmi.
A póki co ewakuujmy się na Marsa...
Qarfa

BURDEL PUCHATKA
Jeśli macie słabe żołądki to nie czytajcie, bo część rozdziału jest obrzydliwa

Kubuś obudził się z potwornym kacem. Próbował sobie przypomnieć co robił wczoraj, ale daremnie. Jego wzrok spoczął na zarzyganej pościeli "Ale dałem w palnik" pomyślał z dumą. Wstał z łóżka i poślizgnął się na licznych butelkach z napisem "MIÓD PITNY". Z głośnym pierdnięciem wylądował mordą w rzygowinach. Po chwili pozbierał się, popierdując przy tym żałośnie. Kac stał się nie do wytrzymania.

Poszukiwania małego co nie co nie dały rezultatu, wczoraj wypił cały zapas miodu, więc Kubuś postanowił pójść do Króliczka i pożyczyć na piwo. Aby w drodze nie zasłabnąć przyjął dożylnie poranną dawkę ziemniaków z dżemem. Od razu poczuł się lepiej. Przekroczył próg swojego baraku i poślizgnął się na olbrzymim gównie. Gdy podniósł głowę zobaczył pryszczatą dupę Prosiaczka, na którą właściciel z wielkim pośpiechem naciągał wątpliwej czystości slipy w czerwone grochy. "Prosiaczku" - rzekł zdumiony Puchatek - "Jak takie małe zwierzątko jak ty, mogło puścić tak wielkiego kloca". Ale Prosiaczek był na haju, więc nie usłyszał Kubusia. Jego penis nosił ślady licznych ukłuć a z nosa sterczał banknot tysiąc dolarowy. Po jego wyglądzie można było wywnioskować, że wywąchał dzisiaj co najmniej 20 rządków cukru-pudru. Prosiaczek pierdnął pogardliwie i poszedł z godnością, ciągnąc za sobą pasmo smrodu. Kubuś nie zatrzymywał go bo Prosiaczkowi śmierdziało z gęby. Nie zwlekając skierował kroki do bimbrowni Króliczka, nie uszedł nawet pięciu kroków, gdy z krzaków wypadł Tygrysek i potężnym uderzeniem swojej fujary posłał go z powrotem w gówno Prosiaczka. Trzeba tu zaznaczyć, że Tygrysek cieszył się posiadaniem największej pały w Stumilowym Lesie. Gdy Kubuś się podnosił, Tygrysek naszczał mu na głowę, czym też doprowadził go do niekontrolowanego orgazmu. Kubuś wytrysnął z taką mocą, że ładunek jego spermy trafił w najmniejszy palec u nogi Tygryska, zabijając go na miejscu. Puchatek miał chcicę więc zerżnął stygnące zwłoki Tygryska, chrząkając przy tym jak knur. Ścierwo rzucił na pożarcie do Kłapouchego. Kłapołuchy wprawnym ruchem siekiery wyłuskał jądra Tygryska. Gdy zaczął je przeżuwać, wyraz błogości zagościł na jego syfilistycznym obliczu. Kubuś ponownie podążył w stronę bimbrowni Królika. Tym razem nic nie zakłóciło jego drogi. Wszedł nie pukając z tego powodu, że po prostu nie było drzwi. Pierwszy rzut oka na krostowaty pysk Królika potwierdził jego obawy, Królik był na prochach. W jego dupę wbita była szpryca - "Zapewne całą kasę wydał na prochy" - pomyślał Puchatek. Rozwścieczyło go to. Odchrząknął i umieścił olbrzymią flegmę na lewym oku Królika. "Kurwa ty skurwysynie, kurwa ty! Dla kolegi, chuju niedomyty, nic nie zostawiłeś, Prosiaczek ci dopierdoli !!". Królik zlizał zieloną flegmę z lubością z twarzy. Zawsze to lubił. Już jako dziecko uwielbiał jeść babole z nosa. Gdy skończył zabrał się za wyciskanie pryszczy. Zebrał je do miseczki i wręczył Kubusiowi. Kubuś przyjął podarunek i poczuł, że złość mu mija. Dobry kumpel z tego Królika. Pryszczy była cała miseczka, starczy na małe co nie co. Skierował się w stronę domu. Przechodząc przez pole makowe króliczka (z którego właściciel wyrabiał opium), Kubuś myślał o niedostępnym luksusie zwalenia konia. Ale niestety, był Misiem o Bardzo Małym Penisie i zapomniał z domu pincety. Została w klaserze ze znaczkami, przedstawiającymi przystojnych nagich mężczyzn. Puchatek postanowił pójść do Krzysia. Może się jeszcze nie schlał i obciągnie mu druta. Nie zwlekając skierował się ku slumsom, gdzie mieszkał Krzyś. Po drodze zjadł pryszcze, były wyśmienite. Królikowe pryszcze zawsze były w najlepszym gatunku.
C.D.N (a może i nie...)

A B C AKCJI BEZPOŚREDNIEJ
To że szkoła to nie raj, wie chyba każdy kto tylko przekroczył jaj próg. Ciągle jesteśmy w niej sprawdzani, odpytywani, zmuszani do uczenia się o rzeczach które zupełnie nas nie interesują. Nie pozwala się nam na rozwijanie własnych zainteresowań, tłumi się naszą kreatywność i ciągle poddaje presji - musisz być najlepszy/a. Szkoła po prostu zabija powoli. ( jeżeli nie zgadzasz się z powyższym stwierdzeniem to nie czytaj dalej)

W zasadzie uczeń oprócz całego groma obowiązków i przepisów które powinien znać i przestrzegać, ma też swoje prawa. Jednak te prawa są gówno warte. Klika dyrektorsko- nauczycielska, potrafi sobie dobrze radzić w łamaniu bądˇ dyskretnym "omijaniu" naszych praw. Czasami jeśli sprawa jest naprawdę poważna udaje się coś zdziałać dzięki pomocy rodziców, kuratorium czy Rzecznika Praw Ucznia. Każdy jednak zdaje sobie sprawę, że i tak to nauczyciele i dyrekcja najczęściej "wygrywają". To przecież oni mają władzę, mogą uprzykrzyć życie na 1000 sposobów i nic nie da się zrobić. Czy aby na pewno?
Jeżeli naprawdę wyczerpaliście już wszystkie możliwe formy legalnego oporu (interwencja w kuratorium, rzecznik praw ucznia itp.) to czas na trochę akcji bezpośredniej - czyli uderzenia tam gdzie najbardziej zaboli! Zamiast gnoić "koty" i na nich wyładowywać swoją frustrację. Zamiast załamywać się i "podcinać" sobie żyły bo baba od matmy chce was usadzić, warto razem, solidarnie i przede wszystkim bezlitośnie uderzyć w pieprzoną państwową edukacje. Jeżeli będziemy potrafić działać wspólnie to żadna pieprzona dyrekcja, czy chujowy nauczyciel nam nie podskoczy. (jeżeli nadal nie zgadzasz się z powyższymi stwierdzeniami, to naprawdę daj sobie spokój). Oto kilka sposobów na obronę i "umilenie" życia tym którzy niszczą je nam na co dzień


- Weż mocny klej i pozaklejaj wszystkie zamki przed lekcjami.
- Podczas W-F lub na głównym korytarzu zrób akcję szukania "zgubionych" szkieł kontaktowych
- Wsadź tlącego się papierosa do pudełka z zapałkami tak, że zapalą się dopiero w czasie potrzebnym ci by znaleźć się na drugim końcu szkoły. Obwiń niespodziankę papierem i zostaw w sekretariacie lub innym fajnym miejscu.
- Kup w sklepie z "Śmiesznymi Rzeczami" skoncentrowany zapach zgniłych jaj (lub sam spreparuj ten zapach używając surowych jaj - to przecież proste). Jeśli nie wiesz co masz z tym zrobić to chyba nie powinieneś/aś tego czytać.
- Zjedz coś niestrawnego i zwymiotuj na widok nauczyciela.
- Nastaw w różnych punktach szkoły budziki by dzwoniły np. co 10 minut.
- Stwórz grupę ludzi noszących śrubokręty, powoli rozkręcicie szkołę
- Zorganizuj uroczystość pożegnalną dla jakiegoś nauczyciela. Tak naprawdę to on nie musi wcale odchodzić.
- Nauczyciele czasami pozostawiają dzienniki bez opieki. Wykorzystaj każdą okazję by pomóc sobie i innym
- Jeden uczeń może położyć się na chodniku przed szkołą. Ty w tym czasie narób dużo krzyku i wskazując na okno klasy na trzecim piętrze krzycz np.: "To przez ten sprawdzian z chemii!"
- Jeśli nie możesz znaleźć skunksa to puść kurę, gołębie lub inne zwierzątko, luzem po korytarzu
- Możesz przebijać im opony w samochodach lecz upewnij się, że masz śmiertelnego wroga zanim wsypiesz cukier do baku
- Zabaw się kablami podczas apelu
- Jeżeli jesteś uczniem ZSZ to nie zapomnij o swoim ukochanym majstrze i wspaniałym zakładzie pracy:

Przyłóż się trochę do maszynoznawstwa i zapoznaj się z budową swojej ukochanej tokarki, frezarki itd. Od razu załapiesz że wiele jest rzeczy które mogą się popsuć, a to pas transmisyjny się przetrze, a to łożysko zatrze itp. itd. Pamiętaj także by: PRACOWAĆ POWOLI!
- Umieść ten artykuł w gazetce szkolnej, zostaw tę gazetkę w bibliotece

Czekamy na wasze propozycje i pomysły. Zanim weźmiecie się do ich realizacji dobrze to przemyślcie! Jeśli wiecie już co chcecie zrobić to po prosu: NIE DAJCIE SIĘ ZŁAPAĆ !!!


Wybór artykułów z pisma Uczeń i uczennica (dawniej Robol) nr 7

KTO POCIAGA ZA SZNURKI? - czyli ranking najbardziej wpływowych kleryków w kraju.

"Kiedyś rządziła nami komuna - dzisiaj rządzi nami kler.
Kiedyś rządziła czerwień sztandarów - dzisiaj rządzi habitów czerń ...!"

Człowieku! Zanim następnym razem rzucisz pieniądze na tacę w Kościele, zastanów się co wspierasz! Czy naprawdę wierzysz, że za te nędzne srebrniki kupisz sobie zbawienie? Czy ty nie widzisz i nie słyszysz tego, co się naokoło Ciebie dzieje? Czy nie rozumiesz, że jesteś oszukiwany?! Oto lista ludzi, którzy zarabiają na Twojej naiwności. Kierują oni ogromnymi multikorporacjami religijnymi, handlującymi "czystymi sumieniami" swych wyznawców. Manipulują ludˇmi, wmawiając im co jest dobre, a co złe. W imieniu "boga" sieją nienawiści i doprowadzają do wojen religijnych, a wszystko po to by zyskać jak najwięcej potulnych owieczek wspierających ich interesy. Tu chodzi tylko o pieniądze i władzę. Zrozum - prawdziwy Bóg nie ma z tym nic wspólnego. Jeżeli gdzieś On jest, to nic o tym nie wie. Tymczasem ci ludzie decydują o losach świata. Jakie oni mają do tego prawo? To zniewaga czyniona naszej wolności ! Powiedz NIE religijnym multikorporacjom!

Obecnie w kraju liczą się tylko dwie, najsilniejsze grupy religijne: katolickie i sekciarskie. Bóg jeden wie, którzy są gorsi.

ORGANIZACJE KATOLICKIE
> Kościół S.A.:organizacja ogólnoświatowa
- papież Xavery Yb-5 - formalny zwierzchnik formacji kościelnej i właściciel ponad 70 % jego akcji
- wielebny Hilary - biskup, dowódca gwardii papieskiej. Po zwycięstwie nad islamistami i zdobyciu Jerozolimy - dyktator niemal całej Azji Mniejszej.

> Katolickie Biuro Do Walki Z Sektami (KBDWZS)
- ojciec Honorat - szef biura, były agent Urzędu Bezpieczeństwa
- ojciec Gardenty - kierownik wywiadu anty-sekciarskiego
- ojciec Pankracy -specjalista od propagandy i reklamy (były ZOMO- wiec)
- pani Gertruda Korcipała - przewodnicząca organizacji "Nie pornografii"
- kilka tys. skinheadów w Polsce - bojówki katolickie

> Multimedia religijne: Radio "Ma - ryja" i Telewizja "Yoo Zef"
- błogopłacony ojciec Tadeusz R. (jak "Rydzyk") - szef krajowej rady radiofonii i telewizji, założyciel Komisji Do Spraw Zwalczania Zmowy Żydowskiej i Masonerii
- ojciec Piotr - główny manipulant, specjalizacja: moralistyka
- ojciec Zefiryn -kierownik biura marketingowego, zarządca majątku Radia - handluje bronią w Pakistanie
- legiony starszych pań z wąsami - władza wykonawcza w kraju

ORGANIZACJE SEKCIARSKIE
Sekta "Dzieci wnuków Kriszny"
- Kriszna - podobno nowe wcielenie Kriszny, wg katolików - antychryst. W rzeczywistości - bezzębny staruszek zamknięty w klasztorze. Moralny zwierzchnik wszystkich sekt na świecie.
- Krisztyna - piętnastoletnia żona Kriszny, kochanka Zau - Faj - Mi'ego
- Zau - Faj - Mi - fanatyczny przywódca koalicji sekciarskiej. Szef Biura Rekrutacyjnego, specjalista od środków odurzających
- Dzieci i Wnuki - pozostali wyznawcy

ORGANIZACJE NEUTRALNE
§ Biuro Ekumeniczne:
- Ks. Hijacynt Biedny - faktycznie biedny

Wyżej wymienieni ludzie są odpowiedzialni za toczącą się bezustannie, krwawą wojnę, w której stawką bynajmniej nie jest Twoje zbawienie, lecz pozyskanie nowych funduszy do prowadzenia własnej polityki. Oto jej przykłady z ostatniego miesiąca. Czy nadal myślisz, że kogokolwiek z nich obchodzi choć trochę Twoje nędzne życie?!
(Wyciągi z prasy)

"W specjalnym oświadczeniu dla prasy rzecznik Telewizji "Yoo Zef", ojciec Piotr oznajmił że: "Twierdzenie, jakoby Jezus miał by być Żydem jest wynikiem propagandy żydowskiej i jest całkowicie bezpodstawne. Jezus był czystej krwi aryjczykiem"

"Gertruda Korcipała, przewodnicząca organizacji "Nie pornografii", podała do sądu autorów podręcznika do biologii pt. "Człowiek", oskarżając ich o "obsceniczność" i "wulgaryzmy" oraz żądając ocenzurowania rozdziału "Rozmnażanie"."

"Grupa skinheadów zaatakowała chińską szkołę walki "Smok". Jednakże skini mieli pecha. Trafili na trenujących boks Murzynów, którzy dotkliwie ich pobili. Ojciec Honorat, szef KBDWZS, określił pobicie skinów jako "kolejny przykład rozzuchwalenia mniejszości etnicznych, będących w większości sektami"."
"Radio Ma - ryja i Telewizja Yoo Zef, wysłały na orbitę trzeciego już satelitę. Błogopłacony ojciec Tadeusz R. Stwierdził, że satelita ten umożliwi katechizację istot rozumnych, które ewentualnie zamieszkują kosmos. W planach jest też wykucie logo Radia Ma - ryja na Księżycu"."

"Przyrost naturalny członków sekty "Dzieci wnuków Kriszny" jest siedmiokrotnie wyższy od przyrostu katolików. Papież Xavery Yb - 5 rozważa możliwość zdjęcia z osób duchownych obowiązku celibatu"."
"Podczas spotkania ekumenicznego w Poznaniu doszło do walk pomiędzy przedstawicielami różnych nurtów religijnych. Używano broni palnej i ładunków wybuchowych. Po wkroczeniu policji budynek, w którym odbywało się spotkanie został dostrzętnie zniszczony. Organizator imprezy - ks, Hijacynt Biedny ma dług u miasta w wysokości 3 mln. zł"

CZY JUŻ ZROZUMIAŁEŚ? NIE DAJ SIĘ OSZUKAĆ - KLER TO ZBIÓR ZER !!

Ateistyczne Biuro Do Spraw Walki Z Głupotą
Made by Adam

Karlheinz Deschner
Alternatywa dla świąt Bożego Narodzenia

Chrześcijańska baśń o Bożym Narodzeniu jest nam wszystkim tak dobrze znana, iż wielu sądzi, że znajduje się w każdej Ewangelii. Ale opowiada ją tylko Łukasz, a wywiódł ją niemalże w całości z żydowskich i pogańskich legend. I ponieważ jedynie na zmyślenia zdobyli się także Marek, Mateusz i Jan, to i sam Albert Schweitzer dochodzi do następującego wniosku: "Nie ma niczego, co byłoby bardziej negatywne niż rezultat badań nad życiem Jezusa. Ów Jezus z Nazaretu, który pojawił się jako Mesjasz, zapowiedział Królestwo Boże i zmarł, by nadać dziełu swego życia znamiona świętości, nigdy nie istniał".

Zastąpmy więc pasterkę, uroczyste kazania i Bóg raczy wiedzieć, jakie jeszcze inne chimery szczęśliwości, bodaj chwilową refleksją historyczną.

Radzę zostawić choinki w lesie, a świece w domu towarowym i raczej zapalić światło z myślą o sobie samych. Już bowiem nawet przy nikłym oświetleniu staje się jasne to, że niewiele jest rzeczy tak błahych, jak cały ten bożonarodzeniowy blichtr i fałsz dookoła, prawie nic zaś nie ma tak wielkiego znaczenia, jak niedostatek dotykający bliźniego. Lepiej nakarmić głodującego, niż się samemu przejeść i wrzucić swoje pieniądze w paszczę przemysłu. Zamiast rok w rok wsłuchiwać się w słowa rzymskiego "świętego Mikołaja", należałoby się zainteresować kapitałem, jakim dysponuje Kościół, jago nadal olbrzymimi posiadłościami ziemskimi oraz zarobkami purpuratów. Niejednego zdziwiłyby one bardziej niż wszystkie bożonarodzeniowe cuda opisane przez Łukasza i niejeden zrozumiałby pewno, dlaczego już w dniu narodzin Pana znalazł się w pobliżu wół i osioł. "Lud - mówi Arno Holz - ma duże szare uszy, a jego poganiaczami są rabini, księża i pastorzy". Krótko mówiąc, zamiast śpiewać " o świeczkach na choince", warto byłoby sobie przypomnieć, gdzie jeszcze się coś pali na tym świecie; można by odtąd odwrócić tę ohydną zabawę: codzienne swoiste Boże Narodzenie, a tylko w Boże Narodzenie - dni powszednie. Proponuję: od zaraz zrezygnować z poruszenia w pełnym tajemnic dniu narodzin Pana - przez najdawniejszy Kościół, który przecież musiał to wiedzieć najlepiej, wiązany z datą 19 kwietnia, 20 maja lub 14 listopada - słynnego tematu "A na Ziemi pokój ludziom dobrej woli" i kazać zamilknąć wszystkim chórom dziecięcym, dzwonom katedralnym i klechom. Niech wszelkie przejawy popadania w nastrój sentymentalny zasłużą na potępienie, niech zostanie surowo ukarany każdy, kto będzie miał w domu choinkę, kto zaintonuje kolędę, kto złoży życzenia "Wesołych Świąt", kto będzie z namaszczeniem rozprawiał o pokoju albo wypowie jakieś inne nabożne słowa.

Zamiast tego niech stanie się obowiązkowe uprawianie właśnie w owym dniu - intensywniej, z większą koncentracją i, jakże by inaczej, z całym chrześcijańskim elan vital i elan d'amour - tego, co zwykle rozkłada się równomiernie na cały rok: szerzenia niezgody, nienawiści, jadu, przemocy, ledwo skrywanego barbarzyństwa, wojny wszystkich przeciw wszystkim. Teraz intrygujmy w Boże Narodzenie, dopuszczając się iście diabelskich oszustw, rzucajmy oszczerstwa, judˇmy i niszczmy bliˇnich. Aut Caesar aut nihil, aut vincere aut mori. Kto zabijał przez cały rok, niechże teraz popełnia swe mordy rabunkowe, seksualne, z mocy prawa - już tylko w Boże Narodzenie. I niech odtąd wszystkie wojny toczą się właśnie w ater dies.

A w pozostałe trzysta sześćdziesiąt cztery dni niechaj panuje bezwzględny rozejm, najwspanialszy pokój, niech każdy postępuje tak, jak postępowalibyśmy pewno, gdyby była choć odrobina prawdy w tym, co słyszymy tutaj spomiędzy choinek, ze szklanych ekranów, w kościołach. "A na Ziemi pokój ludziom..." - gdy tymczasem ludzkość w każdej minucie każdego roku trwoni bez mała milion marek na zbrojenia i co kilka sekund umiera z głodu jakieś dziecko. "Cicha noc, święta noc, wszystko śpi [...]". Otóż to.


Wybór artykułów z pisma Uczeń i uczennica (dawniej Robol) nr 8

Sabotaż rewolucyjno uczniowski - czyli trochę historii papieru

Dawno dawno temu za siedmioma górami, za siedmioma lasami, mieszkał sobie człek co mu się bardzo żywot nudził. Dni jego wyglądały tak samo, według dawno ustalonego schematu - szkoła, dom, knajpa, zgon, dom, szkoła, knajpa... jednym słowem był to przeciętny tak zwany - nastolatek. I zapewne długo jeszcze trwał by w owym stanie gdyby nie - niewydolność nerek, bóle wątroby a przede wszystkim potworny ból głowy. Trudno powiedzieć czy za jego stan zdrowia odpowiedzialny był styl życia jaki prowadził, jednak chcąc nie chcąc sytuacja zmusiła go do głębokiej refleksji nad samym sobą. Po przemyśleniu sprawy postanowił skończyć z dręczącym i wyniszczającym go nałogiem czyli - szkołą. W zasadzie nic go w niej nie trzymało więc jej rzucenie wydawało się proste. Jednak kiedy spojrzał na sprawę szerzej zrozumiał, że jego czyn co prawda jak najbardziej słuszny, nie wiele zmieni. Nawet jeśli wyeliminuje tą parszywą instytucje ze swego życia to nigdy nie wyeliminuje jej do końca. Przecież nadal otaczać go będą masy uczniów, absolwentów i wychowanków tej szacownej instytucji, którzy swą postawą i zachowaniem (czytaj: głupotą, ignorancją itp. itd.), niszczyć będą jego odrobinkę z trudem zdobytej wolności. Zasadniczo przecież szkoła jest tylko jednym małym elementem wielkiej układanki zwanej systemem, a gdy tak zaczął się nad tym zastanawiać to nie jest ona najgorsza, jest przecież jeszcze...

No właśnie tyle się w nim myśli nazbierało, że już nie wiedział co z nimi zrobić, duszenie ich w sobie nie miało większego sensu. I tak oto zaświtała myśl o stworzeniu gazetki, w której to można by było pisać do woli o tym i owym. Oczywiście trochę musiało potrwać zanim udało się sklecić pierwszy numer gazetki, czyli:

Robol - pismo młodego sabotażysty (listopad 97) - ską ta dziwaczna nazwa? Tak to się złożyło iż nasz bohater był uczniem ZSZ. Jak wiadomo jednym z najważniejszych celów zawodówek wszelakiej maści ( o czym rzadko się wspomina) jest przerobienie mas młodych ludzi, w masę biernych, tępych i ograniczonych - Roboli. Dlaczego "pismo młodego sabotażysty"? Bo jednym z jego celów było nakłonienie do zbiorowego sabotażu, czyli przeszkodzeniu w realizacji zbrodniczego planu ZSZ, poprzez nakłonienie do świadomego podejścia do życia, myślenia i aktywnego tworzenia rzeczywistości. W pierwszym numerze można było sobie poczytać o: uzależnieniu zwanym szkołą, sabotażu , wywody na temat tego czym jest praca, horoskop + 2 komiksy i inne pierdołki. Gazetka była odbijana na ksero, miała 16 str A5 i była darmowa (nakład ok 300 egz.)

Robol nr 2 ukazał się dopiero w marcu 98'. Był składany przez naszego początkującego redaktora metodą "zrób to sam" na komputerze. Nie był to zbyt dobry pomysł, ale jakoś to wyszło. Zawartość numeru to: coś o samorządzie szkolnym, charakterystyka nauczyciela, wierszyk, nihilizm dla początkujących, coś o policji i prawach wobec niej + obowiązkowo komiks. Objętość i nakład taki sam jak w przypadku pierwszego numeru.

Reakcja na Robola była łatwa do przewidzenia. Nauczyciele i dyrekcja się wkurwiała (choć były podobno od tego wyjątki), uczniakom się podobało (choć nie pchali się do czynnego współtworzenia pisemka). Robol w większości trafił do góra trzech zawodówek, a to z powodu małego nakładu no i ciękiej dystrybucji. Zasadniczo rzecz biorąc musi minąć sporo czasu by świat ujrzał numer #3. W tym czasie pomysłodawca i główny ideolog owej herezji, jakimś cudem kończy znienawidzoną zawodówkę i udaję się głosić słowo bezbożne do innych szkół. Przekonuje się że nawet wieczorówki to bagno, więc postanawia wydać w końcu z pomocą innych heretyków - Robola - z tym że w większym nakładzie. I tak to trzeci atak Robola (styczeń 99') ma siłę 1000 egz. Oprócz podtytułu "pismo młodego rewolucjonisty", zmniejsza się też ze względów ekonomicznych objętość - 8 str. A5. A zawiera: wywody o szkole, artykuł o Summerhill czyli przykład na to że można stworzyć dobrą szkołę, opowiadanie, wierszyki, psycho-zabawę i obwieszczenie Federacji Anarchistycznej. Gazetka jest rozdawana nadal głównie w zawodówkach i technikach. Ponieważ wydawca chwyta wiatr w żagle w marcu 99' jest już czwarty numer, w którym można poczytać o: historii związków zawodowych, przemocy, sektach, rowerach, poczytać opowiadanko no i komiksy.

Robol nr 5 to maj 99' znaleźć w nim można teksty o: historii święta 1 maja i Światowego Związku Pracowników I.W.W, grupie Jedzenie Zamiast Bomb, wywody na temat telewizji, relatywności w polityce, trochę rozrywki i komiks.

Po wakacjach przychodzi czas na zmianę formuły pisemka. Uznając że fajnie by było gdyby trafiało ono do większej grupy ludzi, a nie tylko uczniów zawodówek i techników. Zmienia się trochę tematyka i nazwa gazetki: G@zetka dla Ucznia i Uczennicy (pazdziernik 99'). Dziwaczny tytuł i w dodatku po rosyjsku, tylko dla tego że nikt nie potrafił wymyśli nic innego. Zawartość nawet ciekawa czyli: artykuły "Nas polityka nie obchodzi", "Wyjście ewakuacyjne", "Abc akcji bezpośredniej" znowu trochę o przemocy i policji + komiksy, poezyjka i recenzje wydawnictw drugiego obiegu. Nr 2 z powodu problemów w drukarni ukazuje się dopiero w styczniu 2000'. Mimo to jego zawartość jest nadal aktualna i ciekawa: trochę sprośności czyli "Matka jest tylko jedna", opowiadanko w gwarze poznańskiej, alternatywa dla świąt bożego narodzenia + jeszcze coś o katolikach, wymiana pozytywna, o samobójstwie, przeciwko deportacjom oraz wiersze i komiks.

Tak o to prezentuje się historia papieru który trzymacie teraz w ręce. Oczywiście nie powstał by on gdyby nie życzliwość lub brak życzliwości ze strony całego grona osób (WIELKIE DZIĘKI) . Mimo upływu latek i zmiany nazwy, nakładu, składu, ludzi pomagających i piszących, główna idea jest nadal taka sama: sabotować działania mające zrobić z młodego człowieka, starego głupca, bezmyślnie goniącego za mamoną, sukcesem, tępego ignoranta, nie zastanawiającego się nad życiem, a jedynie biernie przyjmującego podawane mu "prawdy". Nadal głównym zadaniem jest wrzucenie z siebie przemyśleń na tematy które podsuwa życie w tej chorej rzeczywistości. Nadal gazetka jest otwarta na to co ludzie do niej podeślą, a więc czekam na waszą akcje i reakcje !!! - Piszący te słowa (z łezką kręcącą się w oku), pomysłodawca i współtwórca gazetki od dnia jej poczęcia - Webciu

 

szMERY, BajerY, p o m p k i, rOWERy

Zostałem poproszony by napisać o tworzeniu ręcznie gazetki. Trudno mi opisać to co dla mnie jest od wielu lat zwykłą formą realizacji siebie, za każdym razem niezwykłą. Ktoś zada pytanie, a na co tak, skoro komputer wszystko załatwi i ani czasu i energii tyle nie trzeba. Do tego jakaś inna estetyka. Nie mam zamiaru nikogo pouczać ani przekonywać o jakiejś wyższości, co kto lubi i jak, zostawiam każdemu z osobna. Postaram się trochę przybliżyć sposób robienia gazetek w nie tak już dziś konwencjonalny sposób. Nakład tego typu pism jest zwykle niewielki, choć bywają wyjątki, rzecz tu bardziej w tfurczej realizacji i zabawie (nie przekreśla to wcale przekazywania treści poważnych). Skoro posiadamy wiele zebranych tekstów które chcielibyśmy zamieścić w naszym piśmie, to można podzielić się robotą i przepisać na maszynie do pisania czy komputerze lub przepisywać ręcznie. Jeśli ręcznie to poprosić kogoś kto lubi bawić się zapisywaniem jakąś fajną czcionką, w miarę czytelnie. Bywają pisma z artykułami i opowiadankami w taki sposób tworzone i to bardzo czytelne. Ja lubię mieszać różne formy i tematy choć dla mnie stanowią jedność. Jest to jednak pisemko artowe i nie każdemu musi to odpowiadać.

Przepisane teksty traktujcie jako surowce do obróbki w waszych brudnych łapskach. Pierwsze to tytuły, które fajnie wykleja się z literek z gazet i nieoczekiwane efekty się przez to osiąga. Pamiętajcie o dostosowaniu wielkości wycinanych literek do miejsca zostawionego na cały tytuł. Nazbierajcie siatę gazet i z tego korzystajcie co jakiś czas wymieniając. Polecam mix gazet lokalnych, czarno-białych z kolorowymi (najlepsze kobiece), kilka "Strażnic" świadków jehowy, a od brata wyciągnijcie jakiegoś pornusa, a może sami posiadacie, no i co tam wam będzie odpowiadało. Najlepsze do wykorzystania są literki w tonacji czarno-białej (różnie bywa z kserem). Starajcie się nieufaflać klejem wyklejanej strony, a jeśli zależy wam na schludności to używajcie korektora i smarujcie na liniach doklejanych elementów. Z całych tytułów gazetowych można wyklejać dłuższe teksty i wiersze D@D@ (a dada odpada hi). Jeśli wyjdą za duże to pomniejszcie na ksero. Wychodzą z tego niezłe kolaże tekstowe w stylu: /premier w Poznaniu/ Złowił największego suma/ Ona tego chce/2 pnkt. zabrakło do mistrzostwa/.

Najlepiej robi się to z kilkoma znajomkami przy winie, dobrej muzie i ciekawych rozmowach. Po prostu każdy dokleja cosik naprzemian i wychodzi z tego choćby wysokich lotów poezja (hi). Przyjemność takich spotkań jest nie tylko w tworzeniu czegoś, a i też w spotkaniu z przyjaciółmi nie ograniczającym się do - co słychać, czy wypicia alkoholu. Jeśli nie macie ilustracji to zacznijcie wyklejać kolaże. Tutaj przydadzą się gazety ilustrowane lub wszelkie wcześniej zebrane ilustracje (podręczniki i zbędne książki) oraz kserówy. Co warto zbierać, nie wiadomo kiedy nas zakręci na wyklejanie. Jednym ze sposobów jest łączenie elementów, coś w rodzaju wyklejanych puzzli np. rycina z machiną rolniczą i doklejanie do odpowiednich jej części kawałki ludzi. Innym sposobem jest znalezienie podobającego się wam podkładu choćby i zdjęcia i na bazie jegoż doklejanie różnych elementów np. pejzaż sielski i wiejski, a w niego wklejony hotel mariot. Warto bawić się w szczegółowe wycięcia profili, efekt murowany, nieraz wygląda jakby istniało w rzeczywistości. Łączyć można to z wyklejonymi tekstami z literek czy tytułów gazetowych. Przydatne jest to nie tylko do klecenia pisma, ale i do zupełnie użytkowych tworów jak plakaty, zaproszenia na imprezy, okładki czy przerobić plakat Rambo i powiesić sobie na drzwiach.

Wracając do surowo przepisanych tekstów, wytnijcie je i przegotujcie sobie kartki pożądanego formatu, zacznijcie rozplanowywać układ stron z ilustracjami, tekstem i tytułami. Niektóre teksty warto wklejać na podkładzie, choćby wiersze wycinając wersami lub całość naokoło części zadrukowanych, do tego tytuł z gazety i strona poezji gotowa. Na okładkę proponuję jakiś fajny papier, sztywniejszy i w kolorze, w razie co polecam stary karton z wyprawy po śmietnikach. By nadać pismu charakter niepowtarzalności w każdym egzemplarzu możecie na okładce odbijać szablony (najlepiej wałkiem) lub wklejać różne bzdety np. papierki po cukierkach, kawałki urzędowych druków, kolaże a i widziałem też kawałki pociętych puszek po piwie, postacie wycięte w wykładzinie (tą z pokoju starych lepiej zostawcie). Czemu by nie porobić okładki w kolorze, weˇcie młodszą siostrę czy brachola i kolorujcie czy malujcie farbkami. Często koloruje wcześniej kserowane strony kredkami świecowymi lub maluje plakatówkami. Proces tfurczy może trwać i po wydaniu pisemka, farbki zabarwiają tylko miejsca białe (owszem przy dobrej jakości ksera ale i przy gorszej nieˇle wygląda), ot mamy gazetkę kolorową. Co do szablonów, najlepiej wycinać w folii (np. stare zdjęcia rentgenowskie) nożykiem tapicerskim, ale można też w sztywnym kartonie choć wytrzymałość owiele krótsza takiego szablonu. Jeśli będziecie mieć ich więcej, można porobić wklejaną wkładkę z odbitymi szablonami lub zostawiając w swym piśmie puste strony. Chcielibyście, a nie macie w swoim piśmie jakieś komiksy to polecam wyciągnąć jakiś stary komiks, zakleić lub zamalować korektorem dymki i wpisać swoje najbardziej idiotyczne teksty, wychodzi z tego niezła historyjka. Zabawić też można się formatami po kilku stronach go zmieniając, wycinając z prostokąta trójkąt, możliwości jest wiele. Bywają pisma trójkątne, okrągłe, w harmonijkę itd.

Numerujcie każdy egzemplarz lub wstawiajcie swoje znaczki, ja kiedyś wklejałem kod, za każdym razem inny, ze starych niekompletnych kart do gry, choćby ¨¤Š. Wracając do kolaży, jeśli forma tradycyjna was znużyła to można doklejać do kserowanych na papierze formy przestrzenne. Smarując klejem, poklejony element tylko na brzegach a całą resztę wycinając. po otwarciu strony osoba oglądająca z ciekawości odgina, a tutaj choćby zdjęcie aparatu fotograficznego do którego doklejony jest w pionie dokładny kształt wybuchu jądrowego i zdjęcie gotowe. Zakupić też można folie samoprzylepne odblaskowe i wyklejać lusterka lub inne badziewia jak kawałki sznurków i zużytych sznurowadeł. Zapewne znacie tzw. okienka (pewnie z pamiętników) gdzie po otwarciu pojawiał się nam jakiś element z następnej kartki. Jeszcze pewne szczegóły techniczne. Pamiętajcie zawsze, iż ksero obcina na brzegach kilka milimetrów, jeśli nie posiadacie zszywacza lub pisemko wasze jest dość grube to zszywajcie grubą igłą i nićmi (robiąc dwie dziury, obcinając nić i wiążąc). Dobrze doklejajcie wszystkie elementy, krew mnie zalewała gdy kserowałem, a tutaj brakuje kilku literek (zawsze sprawdˇcie pierwszą odbitkę). Mógłbym dalej się tak rozpisywać, przychodzą mi do głowy własne odkrycia i pomysły oraz zaobserwowane, to może innym razem. Przyjemnej i tfu-rczej zabawy. Gdy już macie gotowe dziecko to je jakbyście pierwszy raz je widzieli odczytajcie i oglądnijcie, prawda że radocha. Przysyłajcie lub przynoście do naszej Biblioteki Anarchistycznej (patrz Obwieszczenie - dop. red.) tfory waszych brudnych łapsk. Tyla już
Metys


Wybór artykułów z pisma Uczeń i uczennica (dawniej Robol) nr 9

SADOMASOCHISTYCZNA ISTOTA CHRZEŚCIJAŃSTWA
Chrześcijaństwo będąc w gruncie rzeczy zreformowaną mutacją judaizmu drogą kulturowo-genetyczną podstawowe założenia monoteizmu semickiego. Dziedzicząc starotestamentową tradycje biblijną nowa religia zaakceptowała żydowską koncepcje Stwórcy - apodyktycznego, okrutnego, mściwego i bezwzględnego władcy, brutalnie i bezwzględnie pacyfikującego wszelkie przejawy ludzkiego indywidualizmu i wolności. Księga Rodzaju zaszczepiła potomstwu mitycznej Ewy degenerującą człowieczeństwo koncepcje grzechu pierworodnego, zatruwając dusze ludzką idiotycznym poczuciem winny za grzechy Stwórcy. Stary Testament zawierający historie narodu wybranego od inspirowanych sumeryjskimi mitami i wierzeniami legend Księgi Genezis aż po rebelie Machabeuszy jest podręcznikiem tresury semickiej nacji ze strony sadystycznego kreatora obficie serwującego całym asortymentem swej mocy celem totalnego i bezgranicznego uprzedmiotowienia trwożliwych czcicieli. Żyd - przedstawiciel narodu wybranego jest w stosunku do swego Jahwe bezwolną i bezradną kukłą pokornie wyznającą "O wszechmocny Panie! Miłości Najwyższa! Czym jestem wobec ciebie. Jestem NICZYM!". Bezgraniczna miłość i uwielbienie połączone z bezwzględną pokorą i posłuszeństwem zakładają ekstremalne i totalne rozpuszczenie indywidualnego "ja" w okrutnym absolucie - oto istota judaizmu. Pozbawiona krytycyzmu miłość wobec obiektu tyranii jest błogosławieństwem, kultem i czcią w stosunku do dawcy cierpienia często nieuzasadnionego. Czyż Hiob nie powinien zostać patronem sadomasochizmu. Sponiewierany i zniewolony człowiek obficie obdarowywany razami kreatora rzuca na kolana swe skrwawione ciało, w geście kultu podnosi ku niebu dłonie wypowiadając formułę wdzięczności "Dzięki ci Panie". Chrześcijaństwo dziedzicząc teologiczną oraz etyczną podstawę mozaizmu rozwinęło własną wersje sadomasochistycznego niewolnictwa.

Chrześcijanina personifikuje baranek a więc ofiara - ofiara na krzyżu. Cierpienie oto cel chrześcijaństwa. Naszym przeznaczeniem jest ofiara. Wszyscy mamy cierpieć na krzyżu. Teistyczna formuła uprzedmiotowienia istoty ludzkiej wobec Boga zakłada proces definitywnego unicestwienia indywidualizmu przejawiającego się poprzez pęd ku autokreacji. Negując przedmiotowość człowieka oraz tezę harmonijnego wkomponowania indywiduum w otaczającą ją rzeczywistość judeo-chrześcijaństwo dąży do negacji obok świeckich nurtów laicyzmu, religii samo-zbawienia takich jak buddyzm. Poddaństwo wobec Boga może być zrealizowane w sposób maksymalny tylko za cenę całkowitego i totalnego wyrzeczenia się "ja". Dążąc do załamania ludzkiej woli w opasłym dekalogu win i grzechów religia światłości wymieniła wolnomyślicielstwo oraz instynkt. Wolnomyślicielstwo jest prostym następstwem grzechu pierworodnego - pierwszy akt ludzkiej woli niesie z sobą poznanie, a w konsekwencji zdolność samodzielnego myślenia która poprzez autokreacje czyni człowieka podmiotem wyzwolonym spod bożej supremacji. Owoc poznania skonsumowany w imię poznania, a więc grzechu prowadzi prostą drogą do usamodzielnienia się człowieka w sensie duchowym, mentalnym oraz intelektualnym. Konsekwencją owego wyzwalającego aktu ludzkiej woli są pełne wewnętrznej niezależności słowa Protagonasa "Miarą wszechrzeczy jest człowiek". Antropocentryzm tego myśliciela będący radykalnym zerwaniem z teocentryczną wykładnią teizmu znalazła swoje uwieńczenie w postaci afirmujących człowieczeństwo, choć niekiedy wypaczonych, humanistycznych ideologii opartych na idei metafizycznej wolności takich jak :anarchizm, liberalizm oraz komunizm. Hasła francuskiej rewolucji "Wolność, Równość, Braterstwo" mogła realizować tylko wykluczająca boską supremacje idea humanistyczna negująca jako sprzeczną z humanistycznym hasłem wolności przedmiotowość człowieka w stosunku do umieszczonych na piedestale pojęć oraz istot wyższych. Wszelka idea ludzkiej wolności musi zawierać w sobie wykładnie antropocentryzmu. Głoszone przez semicki monoteizm ideały kapitulanctwa wobec fatum i świata, realizowane poprzez rozbrojenie człowieczej wojowniczości na rzecz afektów niewolniczych takich jak pokora, uległość, posłuszeństwo tłumaczone w kategoriach metafizycznych uświęcają oraz gloryfikują metafizyczny sadyzm ze strony bezlitosnego demiurg a także ziemski masochizm z człowieczych pozycji. Religia na linii Bóg - Człowiek nabierają charakteru perwersyjnego - czciciel jest ofiarą błogosławiącą ból i cierpienie dokonywane przez kata - Stwórcę. Kult dawcy cierpienia jest czcią samego cierpienia, sakralna perwersja stanowi decydujący komponent chrześcijańskiej etyki rozkoszy i szczęścia opartego na cierpieniu. Nieprzeliczone tabuny średniowiecznych pokutników utwierdzają chrześcijaństwo w swoich fundamentach, cierpienie jest rozkoszą niewolnika. Ból realizowany jest nie tylko w kategoriach fizycznej przemocy ale także unicestwiającej szczęście siłę i moc sakralizacji ascezy.

Chrześcijanin jest nie tylko barankiem odartym z wojowniczości ale także wzgardzicielem wszelkiej radości egzystencji. Krępując wspaniałość instynktu chrystianizm neguje człowieczeństwo i ludzką naturę odzierając ją z najpiękniejszych swych elementów. Pojęcie grzechu jest jednym z największych biblijnych potworów, samym synonimem dekadencji i upadku ludzkiej natury skażonej trucizną słabości, niemocy i miernoty. Wszelka jutrzenka radości, bogactwa, siły, rozkoszy, wytworności i upojenia jest natychmiast rozstrzeliwana jadem resentymentu i miernoty chrześcijaństwa. Bogactwo jest grzechem niesie z sobą szczęście (?! - red.), wolnomyślicielstwo trucizną prowadzącą do duchowej wolności, wykwintności stołu - kulinarna rozpusta poprzez obfitość doznań prowadząca do rozkoszy, kobieta podkreślająca swoją piękność wytwornością stroju razi zawistny wzrok ubogich nieskromnością, fizyczna zmysłowość - apogeum i personifikacja wszelkiej rozkoszy wzbudza największy ogień nienawiści ze względu na swoją wspaniałość, wojowniczość i buntowniczość - pycha afirmująca pęd ku mocy, nieskromność a więc sprzeczne z chrześcijańskim masochizmem niewolnictwo oraz kapitulanctwo wobec rzeczywistości. Wszelkie twarde, silne i władcze aspekty ludzkiej natury są pożerane pełnym jadu, trucizny i nienawiści ogniem resentymentu słabych, skrzywdzonych, nieudolnych, zniewolonych dzieci natury - szarą banalną normą pochłaniającą żarem mściwości wszelką wspaniałości pod znakiem krzyża - znakiem cierpienia i nieudaczności. Żaden sadysta nie prześcignie chrześcijanina który na błagalną prośbę masochisty "uderz mnie" kierując się swoją okrutną czystością obyczajów odpowie swym tępym lodowato-zimnym wzrokiem "NIE". Słowa Zbawiciela "Kochajcie swoich nieprzyjaciół", "Nadstaw drugi policzek" są dobitnym potwierdzeniem sadomasochistycznej istoty chrześcijaństwa, jego destrukcyjnej oraz represyjnej roli w stosunku do ludzkiej natury. Niemożność realizacji tych haseł po upływie dwóch tysięcy lat w sposób doskonały podkreśla utopijność samej idei chrześcijaństwa.
Tomasz Szefer

Sprostowanie: W numerze 2/2000, w tekście "Sadomasochistyczna istota chrześcijaństwa" wkradły się następujące błędy:1) Pierwsze zdanie tekstu powinno brzmieć następująco - "Chrześcijaństwo będące w gruncie rzeczy zreformowaną mutacją judaizmu przejęło drogą kulturowo-genetyczną podstawowe założenia monoteizmu semickiego".
2) Autorem słynnej sentencji "Miarą wszechrzeczy jest człowiek" był oczywiście grecki myśliciel Protagoras.

Błędy wkradły się z naszej winy za co bardzo przepraszamy zarówno autora - Tamasza Szefera - jak i czytelników

 

Listy z ....

Kochana mamo. Jestem tutaj już piąty tydzień i nie wiem ile mnie tu będą jeszcze trzymać. Osiągam granicę wytrzymałości. Wczoraj byłem na przymusowym kursie uśmiechu. To było straszne, po 2 minutach pięciu wywieziono z sali z powodu szału histerycznego.

Chcą mnie tutaj nauczyć czerpać radość z tego podłego i uwłaczającego rodzaju egzystencji który zwą życiem. Usiłują nawet wywołać pozytywny stosunek do przeciętności. Mamo! Dłużej już nie wytrzymam. Nie wolno mi rozmawiać o przemijaniu, rozpaczy, bólu i tęsknocie za nieskończonością. Za to mam przymusowe lekcje włażenia w dupę, fałszywej szczerości i życzliwości oraz płycizny odczuwania, które nazywają tutaj blokiem umiejętności społecznych. Nie wiem co robić. Jestem pusty.
N

Najdroższy.
Nie wiem ile mnie tu jeszcze będą trzymać. Proszę, przyślij mi tę śliczną nogę jelenia, którą znalezliśmy na spacerze w lesie i twoje zdjęcie, wiesz to z prosektorium.
Wierzę, że uda mi się ich oszukać i już nie długo będziemy razem zamartwiać się tym ponurym światem i cierpieć z jego powodu. A potem wpadniemy w głęboką depresję, jak za dawnych dni.
Wczoraj musiałam udawać, że podoba mi się kino familijne, czy możesz sobie wyobrazić coś gorszego. Ten miałki kleisty tok narracji przyprawiał mnie o drgawki. W przerwie zwymiotowałam do fikusa w korytarzu. Na szczęście nikt się nie zorientował...
N

Droga żono
Będąc na spacerze znalazłem w liściach szkielet wróbelka i układam sobie z niego kalendarz. Tutaj nie pozwalają nam na zegarki, w myśl zasady szczęśliwi czasu nie liczą. Tak więc rozłożyłem wróbelka na cząstki i ułożyłem z niego 3 miesiące. Każde 2 tygodnie to inny układ kostek. Jest śliczny. Wyjdę chyba za 5 wróbelków. Podsłuchałem dwóch z nich. Byli młodzi i beztroscy, wiesz jak ci wszyscy żwawi i rumiani, którzy kopią się nawzajem po kostkach.
Mam nadzieję, że Twoje słodkie zdegustowanie dniem pozwoli Ci doczekać wieczoru mego powrotu...
N

Cześć Luizo
Nie mogę wybaczyć matce, że mnie tu wsadziła i to właśnie tuż przed wyjazdem na błotniska. Kiedy czytałam jak opisywałaś stęchły bagienny odór i szare monotonne mgły otulające szkielety drzew, to trzęsłam się ze złości. Rzuciłam w siostrę miską z różowymi lodami i za karę musiałam iść na solarium i na tzw. salon piękności. Gdybyś mnie teraz mogła zobaczyć! Wyglądam jak Pamela Anderson albo jeszcze gorzej. Wstydziłam się wychodzić z łóżka bo wiesz jest tu taki jeden chłopak z podkrążonymi oczami. Ma taki wisielczy grymas zamiast twarzy, mówię ci, marzenie...
N

...Kurwa. Stary. Szprycują mnie tu takimi prochami że mi się zaczyna podobać jedna taka pielęgniarka podobna do lalki Barbi.
Jak ją przelecę to się powieszę...
Kozle


Wybór artykułów z pisma Uczeń i uczennica (dawniej Robol) nr 10

REFLEKSJE O PEWNYM FILMIE

Z "Matrixem" zawsze było o tyle dziwnie, że w pewnym okresie pisali o tym filmie chyba wszyscy, i to na wszystkich poziomach kulturalnych, a nikt nie widział - według mnie - najważniejszego. Skupiano się na efektach specjalnych, dochodach i tym podobnych ekonomicznych aspektach, pomijając całą resztę. A kiedy już ktoś miał ambicję skrobnąć coś głębszego, to wychodziły z tego przeintelektualizowane pseudo - filozoficzne dywagacje w stylu - tu będę złośliwy - znanego artykułu Olgi Tokarczuk z którejś starej "Polityki", którego naprawdę nie dało się czytać. Po "ludzku" nie napisano chyba nic. A szkoda, bo to naprawdę nie był głupi film jak na komercyjny produkt wyprodukowany jedynie z myślą o zysku. I Reevers taki przystojny....No, ale na bok żarty.
Pomysł, że żyjemy w sztucznym świecie wytworzonym na czyjeś życzenie (matrix to program komputerowy stworzony przez maszyny ) nie jest oczywiście nowy i pojawił się wiele czasu wcześniej. Nie jestem erudytą, ale pamiętam, że coś na ten temat pisał Philip K. Dick i Kurt Vonnegut, a w myśli społecznej przychodzą mi na myśl XIX - wieczni anarchiści, którzy postrzegali świat jako całkowicie skonstruowany i urządzony przez klasą posiadającą - burżuazję. W "Matrixie" jedynie odświeżono ten mit i unowocześniono - wszak żyjemy w epoce robotów i komputerów. Zrobiono to z rozmachem naprawdę godnym końca wieku, ale to już temat na zupełnie inną opowieść. Sedno tkwi w matrixie czyli programie komputerowym imitującym prawdziwe życie, a który żyjący w nim ludzie traktują jako prawdziwą rzeczywistość. Dowcip polega na tym, że o oszustwie wiedzą tylko nieliczni "rewolucjoniści".

W tym momencie pojawia się ciekawe pytanie - otóż jakie prawo mają Reevers i spółka rozwalać matrix? Czy zapytali ludzi, którzy w nim egzystują czy chcą żyć w prawdziwym świecie? Może ci wolą bezpieczny program komputerowy zamiast wątpliwości i niewygód jakie niesie ze sobą prawda i wolność? Aby było śmieszniej , owi anty - matrixowi bojownicy żyją niejako poza matrixem. Przypomina mi to sytuację dzielnego i wielbionego do dziś przez szesnastoletnią kontrkulturę licealną Che Guevarę, próbującego robić rewolucję w Gwatemali i dziwiącego się, że mieszkańcy "oswabadzanych" wiosek nie są mu jakoś specjalnie wdzięczni. Paradoks ? Skąd, proza życia. Argumentem na korzyść Reeversa ma być aprioryczne i imperatywne stwierdzenie, że to on ma rację i wynikające z tego moralne prawo do przeciwstawiania się złu ( tu : ubrani w czarne garnitury agenci jako strażnicy status quo). Ale ten nie ma prawa nic zrobić dopóki nie uzyska mandatu ludu ! Matrix imituje póˇno kapitalistyczny świat, więc domyślam się, że rządzą w nim reguły demokratyczne. Więc jedynym rozwiązaniem dla Reeversa i spółki winno być przyjęcie reguł gry i - dajmy na to - ubieganie się o fotel prezydenta ( przystojny jest, więc miałby szansę ) lub uzyskanie większości w matrixowym rządzie. I wtedy dopiero można próbować wprowadzanie zmian i stopniowych reform ( np. matrix tylko od 16 do 6 rano na początek ).Bo inaczej jest to bezprawie i dyktatura, niestety. Churchill powiedział, że demokracja jest niedoskonałym systemem rządów, ale nie wymyślono jeszcze lepszego. Więc bądˇmy konsekwentni. Ja nie wierzę w demokrację. Reguły demokratyczne niewiele dla mnie znaczą, a demokrację przedstawicielską uważam za .... matrix. Czyli oszustwo i imitację. Podobnie jak chociażby maglowany przez nas ostatnio Fromm sądzę, że ludzie nie żyją prawdziwym życiem, marnują swój czas na niewłaściwy sposób - słowem - są zorientowani na modus posiadania zamiast bycia. I o tym częściowo traktuje ten film. Ludzie żyjący w matrixie są przekonani, że rzeczy którą robią, idee, w które wierzą są całkowicie racjonalne i na miejscu. A tymczasem my wiemy, że ich świat jest nieprawdziwy...Jesteśmy postawieni w sytuacji wszystkich moralistów od początku świata, którzy mają możliwość przyglądania się z boku i dostrzegania wszystkich wad i przywar swoich współ bliˇnich. Wiemy ( a przynajmniej wydaje nam się, że wiemy ) jak powinien naprawdę wyglądać świat, znamy sposoby uleczenia go, z tym - że użyję terminologii medycznej - ręce mamy związane. Bo nie można leczyć pacjenta wbrew jego woli. I o tym jest ten film. O bezsilności.
Łukasz Cholewicki

 

ERICH FROMM "REWOLUCJA NADZIEI"

Recenzowana przeze mnie książka jest jedną z bardziej znanych w dorobku frankfurckiego Niemca. Od jej powstania minęło ponad trzydzieści lat, ale - co zabrzmi banalnie - wcale się nie zestarzała. Wbrew przeciwnie, albowiem choroba, którą opisywał Fromm - rosnąca biurokratyzacja i technologizacja życia człowieka - apogeum swe osiągnęła właśnie teraz, w latach dziewięćdziesiątych. "Rewolucja nadziei" jest kolejnym głosem krytycznym wobec kierunku, w jaki zmierza dzisiejszy świat, tym bardziej warto go wysłuchać, że jej autor był jednym z pierwszych, którzy zauważyli skradające się niebezpieczeństwo. Zresztą, za całą rekomendację powinien wystarczyć początek pierwszego rozdziału: "Stanęliśmy oto w obliczu demona, choć niewielu dostrzega go wyraˇnie. Nie jest to już stary duch komunizmu czy faszyzmu, lecz widmo społeczeństwa całkowicie zmechanizowanego, nastawionego maksymalnie na produkcję dóbr materialnych i konsumpcję, kierowanego przez komputery. Człowiek poczyna jawić się jako niewiele znaczący element totalnej maszyny, właściwie odżywiany i zabawiany, lecz bierny i bez życia, pozbawiony niemal uczuć. Zanikają indywidualizm i prywatność (...)". Prawda, że celnie?

Dalej Fromm opisuje kondycję homo consumens - człowieka konsumpcyjnego, nastawionego na modus posiadania i umiejscawia go w szerszej perspektywie społeczno - ekonomicznej. Czytając uważnie opis człowieka nadającego sobie wartość poprzez wieczną konsumpcję i posiadanie, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że taki typ jednostki jest dziś najbardziej pożądanym i kreowanym przez system ekonomiczny. Nastąpił bowiem już ostateczny mariaż - którego tak obawiał się Fromm - systemu ekonomicznego nastawionego głównie na zaspakajanie potrzeb i tworzenie nowych, z ich konsumentem. Jedno wydaje się być trwale powiązane z drugim. System ekonomiczny wymaga podporządkowanej sobie jednostki, która całą swą energię będzie przeznaczała na konsumpcję, jest bowiem całkowicie od niej uzależniony. W jego interesie nie leży, bynajmniej, człowiek twórczy, świadomy swoich decyzji i wyborów, samodzielnie kształtujący swoje życie, nie, on potrzebuje marionetki, którą będzie mógł kierować i dowolnie manipulować. Technologie i postęp nie służą dziś aktywizacji człowieka - wprost przeciwnie - są wyrazami jego zniewolenia. Za człowieka decydują dziś komputery i zbiurokratyzowane administracje. Nasza wolność wyraża się dziś tylko w sferze konsumpcji - możemy wybrać między jednym towarem, a drugim, między tą gwiazdą filmową, a tamtą... Demokracja została ograniczona do wrzucania papierka do urny raz na pięć lat, nasza zdolność do decydowania o czymkolwiek jest bliska zeru.

Ratunku Fromm upatruje w młodych i w rozczarowanej klasie średniej - co nie dziwi, wszak pisał w gorących latach sześćdziesiątych. Remedium ma być humanizacja systemu, nastawianie go na prawdziwe potrzeby człowieka. Postuluje wprowadzenie "planowania humanistycznego", które miałoby uwzględniać system człowieka i podporządkować mu technologię, a nie na odwrót. Konieczna jest również aktywizacja jednostki poprzez wyeliminowanie biurokracji na rzecz zhumanizowanego zarządzania. Biurokracja bowiem jest tą instytucją, która bierze duży udział w zniewalaniu ludzi. Główną jej wadą jest to, że do wykonywania swych racjonalnych celów, możliwie jak najefektywniej, potrzebuje ludzi pasywnych, pogodzonych z panującymi w niej hierarchiami i regulaminami. W biurokracji nie ma czasu na osobiste traktowanie petentów - ludzie nie są dla niej osobami, tylko przypadkami, a zasiadający w niej biurokraci - rozpieszczeni przez jednokierunkowy system wydawania poleceń - nie chcą i boją się podejmować decyzje. Humanistyczne zarządzanie zaś ma charakteryzować się tym, że każdego człowieka traktuje jako aktywnego uczestnika, zaś przepływ informacji, poleceń, etc. ma być dwukierunkowy. Fromm pisał też, jako o istotnym czynniku humanizacji systemu, pojawienie się nowych form psychologiczno - duchowego układu odniesienia i czci, które miałyby zastąpić dawne religie. Trudno jest się nie zgodzić z powyższymi postulatami. Wydają się być absolutnie konieczne i racjonalne, mają tylko jedną wadę. Są niewykonalne, a Fromm nie pisze wyraˇnie jak by miała odbyć się ta - było nie było - rewolucyjna zmiana. Pisze o tworzeniu małych grup dyskusyjnych, które po pewnym czasie miałyby brać udział w podejmowaniu decyzji, pisze o ważnej roli związków zawodowych i o uważniejszym korzystaniu z dostępnych informacji. Słowem kreśli obraz kolejnej utopii, marząc o ewolucyjnej zmianie społeczeństwa i - domyślnie zakładając - że ci którzy zarabiają na obecnym stanie rzeczy, a posiadają w swoich rękach wszelkie środki przymusu i techniczne możliwości dezinformacji i manipulacji społeczeństwa, pokojowo zdecydują się zrezygnować ze swojej uprzywilejowanej pozycji. Mrzonki. Wydaje się, że Frommowi zabrakło odwagi by dokończyć to, co logicznie zakłada jego wywód - aktywizacja jednostki będzie możliwa jedynie wtedy kiedy zostaną zniesione wszelkie ośrodki władzy i przymusu nad jednostką, słowem wtedy kiedy zniesione zostanie instytucja państwa. Bo to głównie ono jest beneficjantem trwającego stanu rzeczy i zainteresowane w jego podtrzymywaniu. Ale to już jest temat na zupełnie inną opowieść...

Łukasz Cholewicki

P.S. Książkę tę wydał Dom Wydawniczy Rebis, a wypożyczyć ją można min. w Bibliotece Anarchistycznej.



Wybór artykułów z pisma Uczeń i uczennica (dawniej Robol) nr 11

Piłkarski poker

"Wszystko, co na pewno wiem o moralności, o obowiązkach człowieka, zawdzięczam piłce nożnej".
Albert Camus

I nie jest to bluff, ani tani chwyt literacki - naprawdę mogę podpisać się dwoma rękami pod tymi słowami. Kibicuję odkąd pamiętam (na pierwszym meczu byłem w 1987 - czy jeszcze istnieje klub Metal Kluczbork ?), gram cały czas i od zawsze piłka nożna była dla mnie dostarczycielem silnych emocji i wzruszeń. Ach, te porażki o których pamięta się więcej niż o niektórych dziewczynach z którymi się było... Bramki strzelane gdzieś na skwerach między blokami... I co najważniejsze - zapał i chęć gry. Gry bez drogich kostiumów piłkarskich, wypełnionych trybun i całej tej komercyjnej otoczki z jaką kojarzona jest dziś piłka nożna.

Ostatnie Mistrzostwa Europy zdaniem większości komentatorów należały do najlepszych w historii. Pewnie mają rację - drużyny prezentowały z reguły otwarty futbol, padło dużo bramek, mecze stały zazwyczaj na wysokim poziomie. Te Mistrzostwa mają jednak szansę przejść do annałów historii także z jeszcze jednego powodu.

Wielu socjologów nazywa współczesne społeczeństwo - społeczeństwem spektaklu. Mają na myśli to, że w dzisiejszym świecie główną rolę odgrywa to, co byśmy nazwali z angielska show czy właśnie - spektaklem. Cokolwiek chcemy sprzedać, nieważne czy jest to teleturniej czy program informacyjny, musi być zorganizowane w sposób przypominający program cyrkowy i postępujące według jego reguł. A więc widowisko musi być atrakcyjne wizualnie aby przyciągnąć widza piękną oprawą. Nie może być zbyt długie - widz przyszedł po rozrywkę i nie chce się męczyć, a poza tym ma coraz mniej czasu, trzeba więc wszystko skondensować w taki sposób aby widz nie miał poczucia, że marnuje swój cenny czas - na ekranie ciągle musi się coś dziać.

Aby oglądający nie zaczął się nudzić cały czas trzeba go pobudzać, ku temu służą rozmaite dżingle i przypomnienia, że " w dalszej części programu zobaczą państwo wstrząsający materiał i że tylko u nas na żywo itd.". Służy temu też specyficzne słownictwo - w społeczeństwie spektaklu wszystko jest naj i jedyne w swoim rodzaju. Stąd nadużywanie takich słów jak rewelacja, sensacja czy absolutna nowość. Są to wszystko kłamstwa, które służą tylko jednemu - zarabianiu pieniędzy, albowiem nigdy wcześniej aspekt ekonomiczny nie podporządkował sobie tak bezwzględnie rzeczywistości jak właśnie w społeczeństwie spektaklu. Zarabia się z kolei najlepiej na zaspakajaniu chęci zabawy u człowieka, gdyż na to jest on skłonny wydać najwięcej pieniędzy. Dlatego nawet poważne programy - jak na przykład serwisy informacyjne - aby przyciągnąć widza konstruują swoje programy na wzór programów rozrywkowych: z zapowiedziami, żartami ( kłania się Orłoś z durnymi dowcipami na koniec Teleekspresu ) i rzekomymi sensacjami. Ten proces jest też, niestety, łatwy do zaobserwowania w sporcie, a w szczególności w piłce nożnej.

Pierwsze symptomy nowych tendencji pojawiły się na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy "w celu uatrakcyjnienia widowiska'' zabroniono łapania piłki bramkarzowi po podaniu od własnego obrońcy. To miało spowodować, że gra będzie szybsza, a co za tym idzie jeszcze bardziej interesująca dla potencjalnych odbiorców. A im więcej odbiorców, tym większe zainteresowanie reklamo dawców i telewizji. Pomysł chwycił, kibice byli zachwyceni, a oglądalność meczy w telewizji poszła w górę. Pomyślano więc o następnych zmianach. Puchar Europy, impreza rozgrywana od lat pięćdziesiątych, była jednym z ostatnich bastionów ducha fair play i egalitaryzmu w piłce nożnej. Co roku, w ramach tych rozgrywek, prowincjonalne drużyny z Cypru czy z Finlandii, miały szansę gościć u siebie tych największych - Real Madryt czy Manchester United. Wiadomo, że dostawały najczęściej baty ( chociaż były wyjątki - np. Puchar Europy zdobyty raz przez Omonię Nikozję, mistrza Cypru), ale chodziło o coś innego - liczył się - jak to teraz śmiesznie zabrzmi - sam udział w sportowej rywalizacji. Wiadomo jednak, że pojedynki tych wielkich z tymi maluczkimi nie zawsze były ciekawe dla widzów (a więc mniej dochodowe), boiska we Wschodniej Europie nie dorównywały tym we Francji i Niemczech, więc postanowiono ograniczyć rozgrywki tylko dla tych najbogatszych. Czyli tam gdzie trybuny stadionów o pojemności grubo powyżej pięćdziesięciu tysięcy widzów są zawsze pełne, a w sport pompują pieniądze wielkie korporacje. Stworzono elitarną Ligę Mistrzów, w której zamiast mistrzów krajowych grają po trzy drużyny hiszpańskie, niemieckie, włoskie, itd., a te słabsze (ekonomicznie i sportowo - wprawdzie nie zawsze idzie to w parze, ale często i dziwnie tak się razem plącze) muszą grać o prawo występowania w tych rozgrywkach w wielostopniowych eliminacjach. Efekt jest taki, że od kilku już lat oglądamy te same zespoły walczące w ścisłym gronie o najwyższe trofea. Zresztą - jakie tam trofea - nikt już się nie wygłupia i nie mówi o prestiżu posiadania pozłacanej statuetki, tylko o pieniądzach za zwycięstwa wypłacane z FIFA i kolosalne wpływy z reklam. Piłka stała się wielkim biznesem i nikt już tego nie ukrywa.

W tym kontekście Mistrzostwa Europy godnie się zaprezentowały jako przedstawienie medialne godne końca dwudziestego wieku. Spójrzmy kto komentował mecze w polskim studiu sportowym - czy byli to trenerzy, wybitni piłkarze, eksperci ? Nie, kogo obchodzą nazwiska profesjonalistów znane tylko kibicom, w dwudziestym wieku wszystko musi być czytelne i atrakcyjne dla wszystkich (zgodnie z naczelną zasadą kultury masowej sprowadzającą wszelki przekaz kulturowy do jednego mianownika), stąd obecność w studiu śpiewaka Norbiego i aktora Olafa Lubaszenki. I znakiem czasu nie jest to, że oni tam są, tylko fakt, że ich obecność tam, już właściwie nikogo nie dziwi. Podobnie zresztą jak fakt, że komentatorzy piłkarscy, jednym tchem obok wiadomości stricte sportowych, podają te raczej ekonomiczne: na ME cały czas się podniecano typowaniami bukmacherów i cenami co droższych zawodnikó