![]() |
||||||||||||||||
|
Wybór artykułów z pisma Robol nr 1 Wstępniak Czy nie czujecie,
że traktują Was jak jakiś debili - w szkole i pracy ciągłe poniżanie i
obrzucanie błotem. Czy nie macie już tego dość? Jeśli tak, to właśnie
dla Was przeznaczona jest ta gazetka. Mamy nadzieje, że dzięki niej poznacie
swoje prawa i nauczycie się, jak o nie skutecznie walczyć! - uczniowie
pracownicy nie mogą pracować więcej niż 8 (a do 16-tego roku życia) 6
godzin dziennie Jeśli macie
pilną sprawę, jakiś problem itp., albo nie chcecie marnować kasy na znaczki,
serdecznie zapraszamy do Biblioteki Wolnościowej ul. Pułaskiego 23 (skręca
się przed salonem Peugota i idzie cały czas ścieżką, aż do chatki Baby
Jagi), we wtorek lub czwartek w godz. 15:00 - 18:00 - można tam zastać
redakcję "Robola" Pamiętajcie,
że cudów nie ma - i jeśli nie chcecie być dalej traktowani jak bydło -
czas zacząć walczyć! Razem będzie nam łatwiej. Nie ma na co czekać- zacznijmy
już dziś! Horoskop Baran - czas pomyśleć o przyszłości - ta frezarka już długo nie pociągnie. Poza tym, uważaj na emulsję. Pamiętaj, że nie samą pracą człowiek żyje... a gdzie obliczenia ! Byk - Pilnuj się, aby twe skłonności do impulsywnego zachowania nie były czynnikiem konfliktów - pomyśl zanim rzucisz młotkiem w kolegę... Bliźnięta - Nie zrzucaj wszystkiego na tę zwichrowaną śrubę pociągową - takich gwintów naprawdę powinieneś się wstydzić. Ale nie przejmuj się - masz u majstra oko... Rak - Nie łap wielu obrabiarek za imak - a zajdziesz daleko. Skoncentruj się na podręczniku Rutkowskiego i wystrzegaj się Jurasa Lew - Od samego początku pilnie przykładaj się do pracy, a nie tylko wtedy, gdy grunt zaczyna ci się palić pod nogami. Przez ostatnie 5 dni nie zdążysz nadrobić miesięcznych zaległości... i będzie po premii Panna - Oprzyj się przemożnej pokusie by wypróbować nowy frez Jarka- twój jest wystarczająco ostry, a zamiast zawiści wyników koledze czas wziąć się solidnie za pracę Waga - W sumie nic nowego. Uważaj na zdrowie - może czas zacząć palić z filtrem? Od choroby wyniki jeszcze nikomu nie podskoczyły. Nie zapomnij wyjmować klucza z obrabiarki! Skorpion - Wreszcie dostaniesz tak dawno obiecany awans na tokarkę TUC-200P. Możesz jednak przeżyć niepowodzenia w miłości, które miną gdy zaczniesz używać do mysia mydła i szamponu, a nie tylko pasty BHP Strzelec - Nie wiesz co zrobić z miedzianymi wiórami? To bardzo proste! Ładuj wszystkie do worka i idˇ z nimi do skupu metali kolorowych. To rozwiąże twe kłopoty finansowe w tym miesiącu. Uważaj jednak na portiera! Koziorożec - Ależ z ciebie egoista! Nie jesteś w brygadzie sam! Zostaw swym towarzyszom (oni też chcą pracować) choć 2 koła i kilka metrów pręta (na sworznie) do obróbki. Wodnik - Z poprzednich miesięcy wynika, że dla ciebie liczą się tylko tokarki. Jednak świat się nie kończy na Dziale Obróbki Mechanicznej! Otwórz oczy i dojrzyj te wspaniałe piły, dłutownice, frezarki, wiertarki, przeciągarki, prasy i gilotyny! Ryby - Pociąganiem za włosy nie zdobędziesz sympatii magazynierki. Istnieją przecież inne sposoby podrywania - choćby zaproszenie na wspólną wycieczkę do fabryki obrabiarek w Pruszkowie Wybór artykułów z pisma Robol nr 2 Nihilizm dla początkujących (akcja bezpośrednia) Miast zaprzątać
sobie mózgownice ucząc się różnych niezbyt potrzebnych, za to wymaganych
w procesie edukacyjnym od młodej jednostki rzeczy i marnować czas wkuwając
nieistotne w obliczu rewolucji pierdoły, uczniowska brać korzysta od dawien
dawna z wielu metod zapobiegania intelektualnemu przepełnieniu. Znana
i praktykowana powszechnie taktyka podkładów odgrywa w tym przypadku istotną
rolę, przyczyniając się jednocześnie do destrukcji i dezinformacji wewnątrz
uciskającego nas społeczeństwa obywatelskiego. Oto kilka drogocennych
i praktycznych wskazówek, jak usprawnić i uefektywnić ten proceder, które
otrzymałem u pewnych mazurskich licealistów. Zacząć wypada
od zdobycia klucza od sali, w której pedagog przechowuje wasze wypociny.
Osoba o silnych nerwach udaje się do pokoju nauczycielskiego i oświadcza,
że taki i taki prosi o klucz od takiej i takiej klasy. Ktoś, np. rowerem,
migiem udaje się do najbliższego zakładu dorabiania kluczy i ekspresowo
wykonuje nowy egzemplarz. Naturalnie sytuacje ułatwia prośba samego nauczyciela
o odniesienie klucza, zamknięcie sali po dzwonku itd. Kiedy znajdujemy
się już w posiadaniu naszego arcycennego klejnotu robimy z niego użytek.
Pilnujemy uważnie, czy i gdzie nauczyciel umieścił nasze sprawdziany w
klasie. Podczas najbliższej przerwy stawiamy na czatach rządek osób (najlepiej
na drodze od pokoju nauczycielskiego do klasy będącej obiektem naszej
dywersji), które będą uprzedzały o ewentualnych niekorzystnych ruchach
ciał pedagogicznych. Dwie osoby otwierają drzwi i wchodzą do klasy zamykając
się od środka. Podkłady powinny być zawczasu przygotowane i wymieniane
sprawnie, ze zwracaniem szczególnej uwagi na eliminowanie pierwotnych,
w nerwach można się czasem nieźle pierdolnąć, zostawiając np. podkład
bez usunięcia oryginału. Naturalnie właściwe rozwiązanie zadań, dobre
odpowiedzi na pytania to już sprawa jakiegoś klasowego orła (zawsze znajdzie
się jakiś dekiel oblatany w danej dziedzinie wiedzy, która jest dla was
z kolei obiektem takich cierpień). Oczywiście podkład piszecie nie przesadzając
z poziomem zawartej w nim wiedzy, w końcu orłami nie jesteście, bowiem
nauczyciel łatwo zorientuje się, że coś nie tak, jak posypią się same
piątasy. W przypadku zbliżania się kogoś niepożądanego do klasy stojąca
przed drzwiami osoba daje wcześniej ustalony znak np. lekki kopniak w
drzwi (uwaga: nie róbcie żartów!). ewentualny eskejp na parterze przez
okno, w innym przypadku pozostaje ukrycie się np. za mapami, w kantorku
etc., albo kręcenie, że zostaliście niechcący zamknięci w klasie itp.
Jeśli jednak informacje o sytuacji na korytarzu będą przepływać sprawnie,
do takiej krańcowej sytuacji dojść nie powinno. Teraz już możecie oczekiwać
spokojnie waszej wyśnionej w zmasturbowaną noc trójki z matmy. Na koniec
należy nadmienić, że daje się słyszeć o niecnym postępowaniu co po niektórych
posiadaczy klucza, którzy monopolizują szkolny rynek podkładów i czerpią
z tego stanu rzeczy finansowe profity. Z drugiej jednak strony nie należy
przesadzać z hojnością w obdarowywaniu przedstawicieli innych klas dorobionymi
kluczami, lepiej pożyczać je zaufanemu człowiekowi na konkretną akcje.
W szkołach o wieloletniej tradycji tego typu działalności sabotażowej
akt przekazywania odchodzącej najstarszej klasy kluczy młodszej nie odbywa
się bez wypłacenia na konto oddających sporej daniny. Te pożałowania godne
praktyki można jednak w pewnym sensie wyzyskać pozytywnie, zarobioną w
ten sposób kasę przeznaczając na różne pożyteczne cele, i nie mam tu na
myśli knajpianych posiedzeń Kenet Wybór artykułów z pisma Robol nr 4 PRZEMOC Ostatnimi
czasy bardzo dużo i często powtarza się jak to brutalne stało się życie
ile przemocy dookoła itd. Prasa alarmuje, politycy obiecują radykalne
zmiany, policja się zbroi, ludzie wychodzą na ulice. Co chwile słychać
o kolejnym czarnym marszu, pikiecie itd. Nasilenie tego typu akcji nadchodzi
w momencie wzrostu zagrożenia, czyli wtedy gdy znowu ktoś padnie ofiarą
brutalnego morderstwa. Po co jednak
te rozważania ,lepiej nie myśleć jakie są przyczyny wzrostu przemocy,
lepiej chodzić po cichutku w "czarnych procesjach" i wtedy ona
na pewno sama zniknie. Agresja na
ulicy, w telewizji, polityce itp. to normalna konsekwencja systemu jaki
sobie "wybraliśmy" (tudzież wybrały za nas elity polityczne).Kapitalizm
charakteryzuje się właśnie tym że aby być i trwać w nim należy posiadać.
Samo posiadanie oczywiści nie wystarczy, ponieważ ciągła konkurencja zmusza
do ciągłej walki o swoje i cudze. Ludzie radzą sobie różnie, jedni zostają
bankierami, politykami, grają w totka, drudzy kradną radyjka i załatwiają
interesy przy pomocy łomu. Tą pogoń za sukcesem nakręcają jeszcze dodatkowo
media i cała masowa kultura. Ciągła wspinaczka po szczeblach kariery to
również duży stres, czasem trzeba odreagować, a najlepiej to komuś w mordę
dać. Masa sfrustrowanych kretynów którym coś nie wyszło po prostu musi
się wyżyć. I tak to system pożera wszystkich, nie ważne czy jesteś z "dobrego
domu" czy z "marginesu", każdy jest potencjalnie narażony
na to by stać się kryminalistą roku. Czy tą sytuacje
da się zmienić? Można oczywiście czekać aż policja i prokuratura złapie
wszystkich przestępców. Jednak czy jest im to na rękę, przecież teraz
mają większy budżet, coraz więcej uprawnień . Po za tym kto obroni cię
przed policjantem? Rząd i polityczna śmietanka też nie musi się niczego
robić, w końcu zawsze mogą powiedzieć, że gdyby nie oni to było by jeszcze
gorzej. Co najwyżej przed wyborami jakiś "spektakularny sukces"
Trzeba przyznać
szczerze że sytuacja jest raczej kiepska. Z jednej strony warto walczyć
o poszerzenie prawa do samoobrony obywateli, legalnego posiadania broni
itp. Cały czas należy przy tym pamiętać że działania w tym kierunku mogą
być tylko początkiem. Bez konkretnych zmian systemowych, doprowadzi się
jedynie do tego, że każdy co prawda będzie mógł się bronić sam przed przestępcą,
ale ze strachu przed drugim człowiekiem zacznie strzelać do wszystkiego
co się rusza (np. złodziei kradnących drut miedziany itp.) Idealnych rozwiązań
nie ma, ale warto się nad całą sprawą zastanowić. Może ktoś też ma jakieś
przemyślenia w tym temacie? Piszcie! Wybór artykułów z pisma Robol nr 5 O RELATYWNOŚCI
W POLITYCE Z tego, co
w ostatnich dniach ważne, na pierwszy plan wysuwają się oczywiście wydarzenia
w Kosowie. Obłudny spektakl, jaki dzięki błogosławieństwu telewizji satelitarnej
możemy oglądać w bezpośrednich relacjach, wręcz rozwala swoją naiwnością.
Państwa NATO mówiące o swojej misji i moralnym obowiązku zapobiegania
eksterminacji Albańczyków. Te same państwa przyglądające się rzezi Kurdów
w Iraku i Turcji, obozom laogai w Chinach, Rosjanom pacyfikującym całe
wioski w Czeczeni. Wybiórcze traktowanie praw człowieka? Czemu nie?! Najważniejsze
są przecież przyszłe wybory, kontakty gospodarcze i wskaźniki przyrostu
krajowego brutto. Jeśli między tym wszystkim znajdzie się jeszcze miejsce
na prawa człowieka, to ewentualnie można coś z tym zrobić. Dziś, w wielkim
światowym kole fortuny, wydaje się, że szczęście mają Albańczycy. Nawet
Polacy mają ponoć jechać im pomóc, aby tradycyjnie bić się za " wolność
naszą i waszą ''. Jeżeli ktoś mnie pyta o zdanie, to mi się ten pomysł
podoba - czemu nie? Z tym, że ja bym tam wysłał nie jednostki doborowe,
ochotnicze, tylko zwykłych, dwudziestoletnich chłopaków z poboru. Tych
z małych miasteczek, z mazurskich wsi, tych, którzy z kolorowymi chustami
terroryzują pasażerów w pociągach aby pokazać jak bardzo cieszą się, że
wyszli z syfu. Niech pojadą do Kosowa, a po powrocie opowiedzą swoim dziewczynom,
kumplom, rodzinie czym naprawdę jest służba. Jak to jest naprawdę liczyć
się przez 24 godziny na dobę z tym, że w każdej chwili można zginąć. Bo
jeżeli decydujesz się służyć, uczyć się zabijać, to musisz liczyć się
z tym, że ktoś gdzieś właśnie uczy się aby zabić ciebie. I jeżeli świadomie
przyjmujesz na siebie to ryzyko... Droga wolna! Innym ciekawym aspektem
wciąż tego samego problemu jest obłudne stanowisko rządu polskiego. Zresztą,
sam już nie wiem - może dla nich to jest całkiem normalne i zgodne ze
zdrowym rozsądkiem, że zgodnie z założeniami akcji Obcy wyrzucamy z kraju
wszystkich bez prawa pobytu, nieważne czy pracują, żebrzą czy co tam jeszcze
robią, a potem ściągamy sobie na głowę 1000 biednych, głodnych Albańczyków.
Ktoś może powiedzieć - piękny gest, prawdziwie chrześcijański, mi zaś
coś tu nie pasuje. Wypieprzyliśmy z kraju, między innymi oczywiście, wszystkich
emigrantów ze Sri Lanki, którzy starali się w Polsce o status politycznych,
argumentując to tym, że nie mamy pieniędzy żeby im pomóc. Tak się składa,
że w ich kraju toczy się od x lat brutalna wojna domowa, my zaś tych,
którzy stamtąd uciekli bo groziło im śmiertelne niebezpieczeństwo, niefrasobliwie
odesłaliśmy z powrotem w diabły. Właśnie - w diabły. Wyrażenie pasuje
tu jak ulał, mało kto przecież wie gdzie leży to państwo, a zdrowy rozsądek
podpowiada, że raczej nie mieszkają tam bliscy nam oświeceni chrześcijanie.
W wielkim kręceniu kołem fortuny Albańczycy po raz drugi mają szczęście
w nieszczęściu. Oni są na ustach całego świata, im dzisiaj przysługuje
pomoc światowa i uwaga wszystkich felietonistów w kolorowych tygodnikach.
I proszę mnie źle nie zrozumieć. Współczuję Albańczykom, jak każdy cywilizowany
człowiek nie mogę patrzeć bez bólu na to, co wyrabiają z nimi Jugosłowianie.
Uważam, że bezsprzecznie trzeba im pomóc wszelkimi dostępnymi środkami.
Chodzi mi tylko o różnicę wynikającą ze ˇródeł, z których płynie owo współczucie.
Moje jest podyktowane ogólnie pojętą wrażliwością i poczuciem sprawiedliwości.
Nie jest podporządkowane żadnym interesom. Nie zmienia się w zależności
od sondaży społecznych. Nie jest w żaden sposób powiązane z przynależnością
do bloków wojskowych. Nie ma nic wspólnego z opcją polityczną. Nie jest
wybiórcze. Po prostu jest. TELEWIZJA ajczęściej
zupełnie nie zdajemy sobie sprawy z tego jak wiele czasu spędzamy przed
szklanym ekranem i jak duży wpływ ma na nasze życie serwowana przez telewizje
papka. Tak to już jest że człowiek uzależniony nie zdaje sobie sprawy
(lub nie chce) z tego, że jest uzależniony. Chwileczka ale przecież już
słyszeliście to wszystko, przecież mówili o tym chyba wczoraj na 1, .......
No właśnie Telewizja jest wszędzie, a o jej złej stronie też nie raz się
mówiło, mówi i będzie mówić i mimo wszystko ludzie nadal spędzają przed
telewizorem znaczną część swojego życia. Cała siła polega na odpowiedniej
sztuce uwodzenia i manipulacji. Do najważniejszych "sposobów"
należy na pewno zaliczyć metodę dobierania informacji. Media są wybiórcze,
wiadomo nie można pokazać wszystkiego, ale przy tym cholernie tendencyjne.
Oczywiście wszystko niby jest ok, bo przecież do informacji ogółu trafiają
tylko te wiadomości które są ważne, a dziennikarze są przecież "bezstronni"?
Skoro tak jest to oglądajcie sobie tylko wiadomości. Dojdziecie wówczas
do wniosku że świat to jedno wielkie pasmo wojen, zamachów, morderstw
i skandali. Oczywiście te wszystkie negatywne rzeczy to tylko drobne incydenty,
zakłócające harmonię, jednak jak powszechnie wiadomo w telewizji zawsze
zwycięża dobro wiec nie ma się czym martwić. Wszystko to jest wielkim
show, jeżeli się np. nie podpalisz przed parlamentem to szansę że trafisz
do głównego wydania Wiadomości znacznie spadają. Informację są świetnie
przygotowane, nie mogą przecież odbiegać zbytnio od reszty, dlatego stosuję
się taktykę: na początek trochę sensacji, potem nudna relacja np. z obrad
rządu, sytuacja na świecie by podgrzać atmosferę, potem jakiś banał, a
na końcu żarcik serwowany przez prowadzącego. W ten sposób oglądając informację
np. w czasie kolacji zrobią one na nas podobne wrażenie jak serial lecący
po nich. Możemy mieć tutaj przecież wszystko od komedii po horror, wystarczy
tylko dobrać odpowiednie fakty, a przecież rosnąca konkurencja zmusza
do tego by stale zwiększać oglądalność. Oczywiście
pewne fakty i wydarzenia domagają się czasem bardziej dogłębnego omówienia,
w tym celu stworzono programy publicystyczne. Ważną rolę w owych programach
spełniają tak zwani eksperci. Już samo postawienie pewnych problemów na
osobnym forum, powoduje że mamy wrażenie iż są one wyjątkowo skomplikowane.
Dodatkowo udział ekspertów i ich często rozbieżne opinie utwierdzają nas
w tym przekonaniu. Wynik takiej debaty jest zazwyczaj taki, iż przeciętny
obywatel zostaje utwierdzony w przekonaniu że: po pierwsze nie wiele wie,
a po drugie skoro tak dużo się o czymś mówi to znaczy że wielu ludzi się
martwi i zastanawia, więc ja nie muszę. Na pewno
najważniejszą sferą którą telewizja manipuluje jest polityka. Polityka
bez, telewizji praktycznie nie może obecnie istnieć. Czy dziś tak jak
dajmy na to 100 lat temu osobiście spotykamy się z politykami? Jest to
raczej rzadkość, częściej widzimy ich przecież w telewizorze. Najbardziej
widoczna manipulacja polityką odbywa się w czasie wyborów. Kapania wyborcza
to spektakl dla milionów widzów. Kandydat musi więc być odpowiednio przygotowany,
by chcieli go oglądać, a potem wybrać (takie same zasady obowiązują w
przypadku partii politycznych). Na czas wyborów spece od reklamy i sprzedaży
zaczynają "zajmować się politykami. Najważniejszy jest dobry wygląd,
śnieżnobiałe zęby, miłe spojrzenie ogólnie rzecz biorąc gra się przede
wszystkim na ludzkich emocjach. Programy polityków i partii są zazwyczaj
w najważniejszych kwestiach bardzo podobne, dlatego trzeba bardzo się
natrudzić by "reklama" odniosła zamierzony skutek. Ułatwieniem
jest na pewno to że wszystkie chwyty są w tym przypadku dozwolone. Wygrywają
jak zwykle "najlepsi". To wszystko
jest jednak podporządkowane głównemu celowi czyli dostarczaniu "rozrywki".
Rozrywką są w telewizji zarówno informacje, publicystyka i polityka. To
jeden wielki serial i reklama. Z czasem przestajemy zauważać co jest rzeczywistością,
a co fałszem. Zaczynamy wierzyć w to co "karze" się nam wierzyć.
Dzięki temu wiemy już ,że aby coś "znaczyć" trzeba być : pięknym,
młodym, bogatym, inteligentnym, odważnym jednym słowem doskonałym. Takie
są przecież współczesne "gwiazdy" muzyki, filmu, polityki (jeżeli
nie posiadają wszystkich wspaniałych cech na raz to muszą mieć przynajmniej
kilka). Reklamy które są w TV wszechobecne pokazują nam co jest nam potrzebne,
co jest modne, odlotowe, rewelacyjne. Kształtują nasze nowe potrzeby.
Niczym podglądacze z zapałem oglądamy seriale, filmy i reportaże by zobaczyć
"życie z bliska". "Nowoczesny" reportaż potrafi dostarczyć
"sensacji i rozrywki" lepiej niż rzeczywistość - telewizor można
przecież zawsze wyłączyć. P.S Jeżeli ktoś uważa że na niego telewizja wcale nie wpływa to proponuję eksperyment - wytrzymać bez niej przynajmniej chociaż tydzień! Wybór artykułów z pisma Uczeń i uczennica (dawniej Robol) nr 6 Wstępniak: Reszta zasadniczo
pozostaje bez zmian, czyli nadal chcemy: umilać życie dyrektorom, nauczycielom,
pedagogom, psychologom, i całemu gronu pedagogicznemu siejąc niezdrowy
ferment w głowach "nie winnych i bezbronnych" młodych ludzi.
Pisać o tym o czym nie napisze na pewno żadna gazetka szkolna tworzona
pod "czułą" opieką dyrekcji. No i zmusić co poniektórych do
pomyślunku, a być może i do ruszenia dupy, by zmienić to gówno które nas
otacza ! Kolektyw
RedakcyjnyH
Kochamy te
ciepłe klimaty, w których jest 0% tolerancji, szacunku, zrozumienia i
my też jesteśmy "zerami". Tylko te fajniutkie babulki zamknięte
w domach starców dziwią się, że "dzisiejsza młodzież nie wykazuje
chęci życia i targa się na nie". Mając za
krąg rodzinny klan nauczycielski (całe 10 osób!), wszystkim tym pedantom
życzę, aby chociaż w następnym życiu mieli szansę być ludźmi. BURDEL
PUCHATKA Kubuś obudził się z potwornym kacem. Próbował sobie przypomnieć co robił wczoraj, ale daremnie. Jego wzrok spoczął na zarzyganej pościeli "Ale dałem w palnik" pomyślał z dumą. Wstał z łóżka i poślizgnął się na licznych butelkach z napisem "MIÓD PITNY". Z głośnym pierdnięciem wylądował mordą w rzygowinach. Po chwili pozbierał się, popierdując przy tym żałośnie. Kac stał się nie do wytrzymania. Poszukiwania
małego co nie co nie dały rezultatu, wczoraj wypił cały zapas miodu, więc
Kubuś postanowił pójść do Króliczka i pożyczyć na piwo. Aby w drodze nie
zasłabnąć przyjął dożylnie poranną dawkę ziemniaków z dżemem. Od razu
poczuł się lepiej. Przekroczył próg swojego baraku i poślizgnął się na
olbrzymim gównie. Gdy podniósł głowę zobaczył pryszczatą dupę Prosiaczka,
na którą właściciel z wielkim pośpiechem naciągał wątpliwej czystości
slipy w czerwone grochy. "Prosiaczku" - rzekł zdumiony Puchatek
- "Jak takie małe zwierzątko jak ty, mogło puścić tak wielkiego kloca".
Ale Prosiaczek był na haju, więc nie usłyszał Kubusia. Jego penis nosił
ślady licznych ukłuć a z nosa sterczał banknot tysiąc dolarowy. Po jego
wyglądzie można było wywnioskować, że wywąchał dzisiaj co najmniej 20
rządków cukru-pudru. Prosiaczek pierdnął pogardliwie i poszedł z godnością,
ciągnąc za sobą pasmo smrodu. Kubuś nie zatrzymywał go bo Prosiaczkowi
śmierdziało z gęby. Nie zwlekając skierował kroki do bimbrowni Króliczka,
nie uszedł nawet pięciu kroków, gdy z krzaków wypadł Tygrysek i potężnym
uderzeniem swojej fujary posłał go z powrotem w gówno Prosiaczka. Trzeba
tu zaznaczyć, że Tygrysek cieszył się posiadaniem największej pały w Stumilowym
Lesie. Gdy Kubuś się podnosił, Tygrysek naszczał mu na głowę, czym też
doprowadził go do niekontrolowanego orgazmu. Kubuś wytrysnął z taką mocą,
że ładunek jego spermy trafił w najmniejszy palec u nogi Tygryska, zabijając
go na miejscu. Puchatek miał chcicę więc zerżnął stygnące zwłoki Tygryska,
chrząkając przy tym jak knur. Ścierwo rzucił na pożarcie do Kłapouchego.
Kłapołuchy wprawnym ruchem siekiery wyłuskał jądra Tygryska. Gdy zaczął
je przeżuwać, wyraz błogości zagościł na jego syfilistycznym obliczu.
Kubuś ponownie podążył w stronę bimbrowni Królika. Tym razem nic nie zakłóciło
jego drogi. Wszedł nie pukając z tego powodu, że po prostu nie było drzwi.
Pierwszy rzut oka na krostowaty pysk Królika potwierdził jego obawy, Królik
był na prochach. W jego dupę wbita była szpryca - "Zapewne całą kasę
wydał na prochy" - pomyślał Puchatek. Rozwścieczyło go to. Odchrząknął
i umieścił olbrzymią flegmę na lewym oku Królika. "Kurwa ty skurwysynie,
kurwa ty! Dla kolegi, chuju niedomyty, nic nie zostawiłeś, Prosiaczek
ci dopierdoli !!". Królik zlizał zieloną flegmę z lubością z twarzy.
Zawsze to lubił. Już jako dziecko uwielbiał jeść babole z nosa. Gdy skończył
zabrał się za wyciskanie pryszczy. Zebrał je do miseczki i wręczył Kubusiowi.
Kubuś przyjął podarunek i poczuł, że złość mu mija. Dobry kumpel z tego
Królika. Pryszczy była cała miseczka, starczy na małe co nie co. Skierował
się w stronę domu. Przechodząc
przez pole makowe króliczka (z którego właściciel wyrabiał opium), Kubuś
myślał o niedostępnym luksusie zwalenia konia. Ale niestety, był Misiem
o Bardzo Małym Penisie i zapomniał z domu pincety. Została w klaserze
ze znaczkami, przedstawiającymi przystojnych nagich mężczyzn. Puchatek
postanowił pójść do Krzysia. Może się jeszcze nie schlał i obciągnie mu
druta. Nie zwlekając skierował się ku slumsom, gdzie mieszkał Krzyś. Po
drodze zjadł pryszcze, były wyśmienite. Królikowe pryszcze zawsze były
w najlepszym gatunku. A B C
AKCJI BEZPOŚREDNIEJ W zasadzie
uczeń oprócz całego groma obowiązków i przepisów które powinien znać i
przestrzegać, ma też swoje prawa. Jednak te prawa są gówno warte. Klika
dyrektorsko- nauczycielska, potrafi sobie dobrze radzić w łamaniu bądˇ
dyskretnym "omijaniu" naszych praw. Czasami jeśli sprawa jest
naprawdę poważna udaje się coś zdziałać dzięki pomocy rodziców, kuratorium
czy Rzecznika Praw Ucznia. Każdy jednak zdaje sobie sprawę, że i tak to
nauczyciele i dyrekcja najczęściej "wygrywają". To przecież
oni mają władzę, mogą uprzykrzyć życie na 1000 sposobów i nic nie da się
zrobić. Czy aby na pewno?
Przyłóż się
trochę do maszynoznawstwa i zapoznaj się z budową swojej ukochanej tokarki,
frezarki itd. Od razu załapiesz że wiele jest rzeczy które mogą się popsuć,
a to pas transmisyjny się przetrze, a to łożysko zatrze itp. itd. Pamiętaj
także by: PRACOWAĆ POWOLI! Czekamy na wasze propozycje i pomysły. Zanim weźmiecie się do ich realizacji dobrze to przemyślcie! Jeśli wiecie już co chcecie zrobić to po prosu: NIE DAJCIE SIĘ ZŁAPAĆ !!! Wybór artykułów z pisma Uczeń i uczennica (dawniej Robol) nr 7 KTO POCIAGA ZA SZNURKI? - czyli ranking najbardziej wpływowych kleryków w kraju. "Kiedyś
rządziła nami komuna - dzisiaj rządzi nami kler. Człowieku!
Zanim następnym razem rzucisz pieniądze na tacę w Kościele, zastanów się
co wspierasz! Czy naprawdę wierzysz, że za te nędzne srebrniki kupisz
sobie zbawienie? Czy ty nie widzisz i nie słyszysz tego, co się naokoło
Ciebie dzieje? Czy nie rozumiesz, że jesteś oszukiwany?! Oto lista ludzi,
którzy zarabiają na Twojej naiwności. Kierują oni ogromnymi multikorporacjami
religijnymi, handlującymi "czystymi sumieniami" swych wyznawców.
Manipulują ludˇmi, wmawiając im co jest dobre, a co złe. W imieniu "boga"
sieją nienawiści i doprowadzają do wojen religijnych, a wszystko po to
by zyskać jak najwięcej potulnych owieczek wspierających ich interesy.
Tu chodzi tylko o pieniądze i władzę. Zrozum - prawdziwy Bóg nie ma z
tym nic wspólnego. Jeżeli gdzieś On jest, to nic o tym nie wie. Tymczasem
ci ludzie decydują o losach świata. Jakie oni mają do tego prawo? To zniewaga
czyniona naszej wolności ! Powiedz NIE religijnym multikorporacjom! Obecnie w
kraju liczą się tylko dwie, najsilniejsze grupy religijne: katolickie
i sekciarskie. Bóg jeden wie, którzy są gorsi. ORGANIZACJE
KATOLICKIE > Katolickie
Biuro Do Walki Z Sektami (KBDWZS) > Multimedia
religijne: Radio "Ma - ryja" i Telewizja "Yoo Zef" ORGANIZACJE
SEKCIARSKIE ORGANIZACJE
NEUTRALNE Wyżej wymienieni
ludzie są odpowiedzialni za toczącą się bezustannie, krwawą wojnę, w której
stawką bynajmniej nie jest Twoje zbawienie, lecz pozyskanie nowych funduszy
do prowadzenia własnej polityki. Oto jej przykłady z ostatniego miesiąca.
Czy nadal myślisz, że kogokolwiek z nich obchodzi choć trochę Twoje nędzne
życie?! "W specjalnym
oświadczeniu dla prasy rzecznik Telewizji "Yoo Zef", ojciec
Piotr oznajmił że: "Twierdzenie, jakoby Jezus miał by być Żydem jest
wynikiem propagandy żydowskiej i jest całkowicie bezpodstawne. Jezus był
czystej krwi aryjczykiem" "Gertruda
Korcipała, przewodnicząca organizacji "Nie pornografii", podała
do sądu autorów podręcznika do biologii pt. "Człowiek", oskarżając
ich o "obsceniczność" i "wulgaryzmy" oraz żądając
ocenzurowania rozdziału "Rozmnażanie"." "Grupa
skinheadów zaatakowała chińską szkołę walki "Smok". Jednakże
skini mieli pecha. Trafili na trenujących boks Murzynów, którzy dotkliwie
ich pobili. Ojciec Honorat, szef KBDWZS, określił pobicie skinów jako
"kolejny przykład rozzuchwalenia mniejszości etnicznych, będących
w większości sektami"." "Przyrost
naturalny członków sekty "Dzieci wnuków Kriszny" jest siedmiokrotnie
wyższy od przyrostu katolików. Papież Xavery Yb - 5 rozważa możliwość
zdjęcia z osób duchownych obowiązku celibatu"." CZY JUŻ ZROZUMIAŁEŚ? NIE DAJ SIĘ OSZUKAĆ - KLER TO ZBIÓR ZER !! Ateistyczne
Biuro Do Spraw Walki Z Głupotą Karlheinz
Deschner Zastąpmy
więc pasterkę, uroczyste kazania i Bóg raczy wiedzieć, jakie jeszcze inne
chimery szczęśliwości, bodaj chwilową refleksją historyczną. Radzę zostawić
choinki w lesie, a świece w domu towarowym i raczej zapalić światło z
myślą o sobie samych. Już bowiem nawet przy nikłym oświetleniu staje się
jasne to, że niewiele jest rzeczy tak błahych, jak cały ten bożonarodzeniowy
blichtr i fałsz dookoła, prawie nic zaś nie ma tak wielkiego znaczenia,
jak niedostatek dotykający bliźniego. Lepiej nakarmić głodującego, niż
się samemu przejeść i wrzucić swoje pieniądze w paszczę przemysłu. Zamiast
rok w rok wsłuchiwać się w słowa rzymskiego "świętego Mikołaja",
należałoby się zainteresować kapitałem, jakim dysponuje Kościół, jago
nadal olbrzymimi posiadłościami ziemskimi oraz zarobkami purpuratów. Niejednego
zdziwiłyby one bardziej niż wszystkie bożonarodzeniowe cuda opisane przez
Łukasza i niejeden zrozumiałby pewno, dlaczego już w dniu narodzin Pana
znalazł się w pobliżu wół i osioł. "Lud - mówi Arno Holz - ma duże
szare uszy, a jego poganiaczami są rabini, księża i pastorzy". Krótko
mówiąc, zamiast śpiewać " o świeczkach na choince", warto byłoby
sobie przypomnieć, gdzie jeszcze się coś pali na tym świecie; można by
odtąd odwrócić tę ohydną zabawę: codzienne swoiste Boże Narodzenie, a
tylko w Boże Narodzenie - dni powszednie. Proponuję: od zaraz zrezygnować
z poruszenia w pełnym tajemnic dniu narodzin Pana - przez najdawniejszy
Kościół, który przecież musiał to wiedzieć najlepiej, wiązany z datą 19
kwietnia, 20 maja lub 14 listopada - słynnego tematu "A na Ziemi
pokój ludziom dobrej woli" i kazać zamilknąć wszystkim chórom dziecięcym,
dzwonom katedralnym i klechom. Niech wszelkie przejawy popadania w nastrój
sentymentalny zasłużą na potępienie, niech zostanie surowo ukarany każdy,
kto będzie miał w domu choinkę, kto zaintonuje kolędę, kto złoży życzenia
"Wesołych Świąt", kto będzie z namaszczeniem rozprawiał o pokoju
albo wypowie jakieś inne nabożne słowa. Zamiast tego
niech stanie się obowiązkowe uprawianie właśnie w owym dniu - intensywniej,
z większą koncentracją i, jakże by inaczej, z całym chrześcijańskim elan
vital i elan d'amour - tego, co zwykle rozkłada się równomiernie na cały
rok: szerzenia niezgody, nienawiści, jadu, przemocy, ledwo skrywanego
barbarzyństwa, wojny wszystkich przeciw wszystkim. Teraz intrygujmy w
Boże Narodzenie, dopuszczając się iście diabelskich oszustw, rzucajmy
oszczerstwa, judˇmy i niszczmy bliˇnich. Aut Caesar aut nihil, aut vincere
aut mori. Kto zabijał przez cały rok, niechże teraz popełnia swe mordy
rabunkowe, seksualne, z mocy prawa - już tylko w Boże Narodzenie. I niech
odtąd wszystkie wojny toczą się właśnie w ater dies. A w pozostałe trzysta sześćdziesiąt cztery dni niechaj panuje bezwzględny rozejm, najwspanialszy pokój, niech każdy postępuje tak, jak postępowalibyśmy pewno, gdyby była choć odrobina prawdy w tym, co słyszymy tutaj spomiędzy choinek, ze szklanych ekranów, w kościołach. "A na Ziemi pokój ludziom..." - gdy tymczasem ludzkość w każdej minucie każdego roku trwoni bez mała milion marek na zbrojenia i co kilka sekund umiera z głodu jakieś dziecko. "Cicha noc, święta noc, wszystko śpi [...]". Otóż to. Wybór artykułów z pisma Uczeń i uczennica (dawniej Robol) nr 8 Sabotaż rewolucyjno uczniowski - czyli trochę historii papieru Dawno dawno
temu za siedmioma górami, za siedmioma lasami, mieszkał sobie człek co
mu się bardzo żywot nudził. Dni jego wyglądały tak samo, według dawno
ustalonego schematu - szkoła, dom, knajpa, zgon, dom, szkoła, knajpa...
jednym słowem był to przeciętny tak zwany - nastolatek. I zapewne długo
jeszcze trwał by w owym stanie gdyby nie - niewydolność nerek, bóle wątroby
a przede wszystkim potworny ból głowy. Trudno powiedzieć czy za jego stan
zdrowia odpowiedzialny był styl życia jaki prowadził, jednak chcąc nie
chcąc sytuacja zmusiła go do głębokiej refleksji nad samym sobą. Po przemyśleniu
sprawy postanowił skończyć z dręczącym i wyniszczającym go nałogiem czyli
- szkołą. W zasadzie nic go w niej nie trzymało więc jej rzucenie wydawało
się proste. Jednak kiedy spojrzał na sprawę szerzej zrozumiał, że jego
czyn co prawda jak najbardziej słuszny, nie wiele zmieni. Nawet jeśli
wyeliminuje tą parszywą instytucje ze swego życia to nigdy nie wyeliminuje
jej do końca. Przecież nadal otaczać go będą masy uczniów, absolwentów
i wychowanków tej szacownej instytucji, którzy swą postawą i zachowaniem
(czytaj: głupotą, ignorancją itp. itd.), niszczyć będą jego odrobinkę
z trudem zdobytej wolności. Zasadniczo przecież szkoła jest tylko jednym
małym elementem wielkiej układanki zwanej systemem, a gdy tak zaczął się
nad tym zastanawiać to nie jest ona najgorsza, jest przecież jeszcze...
No właśnie
tyle się w nim myśli nazbierało, że już nie wiedział co z nimi zrobić,
duszenie ich w sobie nie miało większego sensu. I tak oto zaświtała myśl
o stworzeniu gazetki, w której to można by było pisać do woli o tym i
owym. Oczywiście trochę musiało potrwać zanim udało się sklecić pierwszy
numer gazetki, czyli: Robol - pismo
młodego sabotażysty (listopad 97) - ską ta dziwaczna nazwa? Tak to się
złożyło iż nasz bohater był uczniem ZSZ. Jak wiadomo jednym z najważniejszych
celów zawodówek wszelakiej maści ( o czym rzadko się wspomina) jest przerobienie
mas młodych ludzi, w masę biernych, tępych i ograniczonych - Roboli. Dlaczego
"pismo młodego sabotażysty"? Bo jednym z jego celów było nakłonienie
do zbiorowego sabotażu, czyli przeszkodzeniu w realizacji zbrodniczego
planu ZSZ, poprzez nakłonienie do świadomego podejścia do życia, myślenia
i aktywnego tworzenia rzeczywistości. W pierwszym numerze można było sobie
poczytać o: uzależnieniu zwanym szkołą, sabotażu , wywody na temat tego
czym jest praca, horoskop + 2 komiksy i inne pierdołki. Gazetka była odbijana
na ksero, miała 16 str A5 i była darmowa (nakład ok 300 egz.) Robol nr
2 ukazał się dopiero w marcu 98'. Był składany przez naszego początkującego
redaktora metodą "zrób to sam" na komputerze. Nie był to zbyt
dobry pomysł, ale jakoś to wyszło. Zawartość numeru to: coś o samorządzie
szkolnym, charakterystyka nauczyciela, wierszyk, nihilizm dla początkujących,
coś o policji i prawach wobec niej + obowiązkowo komiks. Objętość i nakład
taki sam jak w przypadku pierwszego numeru. Reakcja na Robola była łatwa do przewidzenia. Nauczyciele i dyrekcja się wkurwiała (choć były podobno od tego wyjątki), uczniakom się podobało (choć nie pchali się do czynnego współtworzenia pisemka). Robol w większości trafił do góra trzech zawodówek, a to z powodu małego nakładu no i ciękiej dystrybucji. Zasadniczo rzecz biorąc musi minąć sporo czasu by świat ujrzał numer #3. W tym czasie pomysłodawca i główny ideolog owej herezji, jakimś cudem kończy znienawidzoną zawodówkę i udaję się głosić słowo bezbożne do innych szkół. Przekonuje się że nawet wieczorówki to bagno, więc postanawia wydać w końcu z pomocą innych heretyków - Robola - z tym że w większym nakładzie. I tak to trzeci atak Robola (styczeń 99') ma siłę 1000 egz. Oprócz podtytułu "pismo młodego rewolucjonisty", zmniejsza się też ze względów ekonomicznych objętość - 8 str. A5. A zawiera: wywody o szkole, artykuł o Summerhill czyli przykład na to że można stworzyć dobrą szkołę, opowiadanie, wierszyki, psycho-zabawę i obwieszczenie Federacji Anarchistycznej. Gazetka jest rozdawana nadal głównie w zawodówkach i technikach. Ponieważ wydawca chwyta wiatr w żagle w marcu 99' jest już czwarty numer, w którym można poczytać o: historii związków zawodowych, przemocy, sektach, rowerach, poczytać opowiadanko no i komiksy. Robol nr 5 to maj 99' znaleźć w nim można teksty o: historii święta 1 maja i Światowego Związku Pracowników I.W.W, grupie Jedzenie Zamiast Bomb, wywody na temat telewizji, relatywności w polityce, trochę rozrywki i komiks. Po wakacjach
przychodzi czas na zmianę formuły pisemka. Uznając że fajnie by było gdyby
trafiało ono do większej grupy ludzi, a nie tylko uczniów zawodówek i
techników. Zmienia się trochę tematyka i nazwa gazetki: G@zetka dla Ucznia
i Uczennicy (pazdziernik 99'). Dziwaczny tytuł i w dodatku po rosyjsku,
tylko dla tego że nikt nie potrafił wymyśli nic innego. Zawartość nawet
ciekawa czyli: artykuły "Nas polityka nie obchodzi", "Wyjście
ewakuacyjne", "Abc akcji bezpośredniej" znowu trochę o
przemocy i policji + komiksy, poezyjka i recenzje wydawnictw drugiego
obiegu. Nr 2 z powodu problemów w drukarni ukazuje się dopiero w styczniu
2000'. Mimo to jego zawartość jest nadal aktualna i ciekawa: trochę sprośności
czyli "Matka jest tylko jedna", opowiadanko w gwarze poznańskiej,
alternatywa dla świąt bożego narodzenia + jeszcze coś o katolikach, wymiana
pozytywna, o samobójstwie, przeciwko deportacjom oraz wiersze i komiks. Tak o to prezentuje się historia papieru który trzymacie teraz w ręce. Oczywiście nie powstał by on gdyby nie życzliwość lub brak życzliwości ze strony całego grona osób (WIELKIE DZIĘKI) . Mimo upływu latek i zmiany nazwy, nakładu, składu, ludzi pomagających i piszących, główna idea jest nadal taka sama: sabotować działania mające zrobić z młodego człowieka, starego głupca, bezmyślnie goniącego za mamoną, sukcesem, tępego ignoranta, nie zastanawiającego się nad życiem, a jedynie biernie przyjmującego podawane mu "prawdy". Nadal głównym zadaniem jest wrzucenie z siebie przemyśleń na tematy które podsuwa życie w tej chorej rzeczywistości. Nadal gazetka jest otwarta na to co ludzie do niej podeślą, a więc czekam na waszą akcje i reakcje !!! - Piszący te słowa (z łezką kręcącą się w oku), pomysłodawca i współtwórca gazetki od dnia jej poczęcia - Webciu
szMERY, BajerY, p o m p k i, rOWERy Zostałem poproszony by napisać o tworzeniu ręcznie gazetki. Trudno mi opisać to co dla mnie jest od wielu lat zwykłą formą realizacji siebie, za każdym razem niezwykłą. Ktoś zada pytanie, a na co tak, skoro komputer wszystko załatwi i ani czasu i energii tyle nie trzeba. Do tego jakaś inna estetyka. Nie mam zamiaru nikogo pouczać ani przekonywać o jakiejś wyższości, co kto lubi i jak, zostawiam każdemu z osobna. Postaram się trochę przybliżyć sposób robienia gazetek w nie tak już dziś konwencjonalny sposób. Nakład tego typu pism jest zwykle niewielki, choć bywają wyjątki, rzecz tu bardziej w tfurczej realizacji i zabawie (nie przekreśla to wcale przekazywania treści poważnych). Skoro posiadamy wiele zebranych tekstów które chcielibyśmy zamieścić w naszym piśmie, to można podzielić się robotą i przepisać na maszynie do pisania czy komputerze lub przepisywać ręcznie. Jeśli ręcznie to poprosić kogoś kto lubi bawić się zapisywaniem jakąś fajną czcionką, w miarę czytelnie. Bywają pisma z artykułami i opowiadankami w taki sposób tworzone i to bardzo czytelne. Ja lubię mieszać różne formy i tematy choć dla mnie stanowią jedność. Jest to jednak pisemko artowe i nie każdemu musi to odpowiadać. Przepisane teksty traktujcie jako surowce do obróbki w waszych brudnych łapskach. Pierwsze to tytuły, które fajnie wykleja się z literek z gazet i nieoczekiwane efekty się przez to osiąga. Pamiętajcie o dostosowaniu wielkości wycinanych literek do miejsca zostawionego na cały tytuł. Nazbierajcie siatę gazet i z tego korzystajcie co jakiś czas wymieniając. Polecam mix gazet lokalnych, czarno-białych z kolorowymi (najlepsze kobiece), kilka "Strażnic" świadków jehowy, a od brata wyciągnijcie jakiegoś pornusa, a może sami posiadacie, no i co tam wam będzie odpowiadało. Najlepsze do wykorzystania są literki w tonacji czarno-białej (różnie bywa z kserem). Starajcie się nieufaflać klejem wyklejanej strony, a jeśli zależy wam na schludności to używajcie korektora i smarujcie na liniach doklejanych elementów. Z całych tytułów gazetowych można wyklejać dłuższe teksty i wiersze D@D@ (a dada odpada hi). Jeśli wyjdą za duże to pomniejszcie na ksero. Wychodzą z tego niezłe kolaże tekstowe w stylu: /premier w Poznaniu/ Złowił największego suma/ Ona tego chce/2 pnkt. zabrakło do mistrzostwa/. Najlepiej robi się to z kilkoma znajomkami przy winie, dobrej muzie i ciekawych rozmowach. Po prostu każdy dokleja cosik naprzemian i wychodzi z tego choćby wysokich lotów poezja (hi). Przyjemność takich spotkań jest nie tylko w tworzeniu czegoś, a i też w spotkaniu z przyjaciółmi nie ograniczającym się do - co słychać, czy wypicia alkoholu. Jeśli nie macie ilustracji to zacznijcie wyklejać kolaże. Tutaj przydadzą się gazety ilustrowane lub wszelkie wcześniej zebrane ilustracje (podręczniki i zbędne książki) oraz kserówy. Co warto zbierać, nie wiadomo kiedy nas zakręci na wyklejanie. Jednym ze sposobów jest łączenie elementów, coś w rodzaju wyklejanych puzzli np. rycina z machiną rolniczą i doklejanie do odpowiednich jej części kawałki ludzi. Innym sposobem jest znalezienie podobającego się wam podkładu choćby i zdjęcia i na bazie jegoż doklejanie różnych elementów np. pejzaż sielski i wiejski, a w niego wklejony hotel mariot. Warto bawić się w szczegółowe wycięcia profili, efekt murowany, nieraz wygląda jakby istniało w rzeczywistości. Łączyć można to z wyklejonymi tekstami z literek czy tytułów gazetowych. Przydatne jest to nie tylko do klecenia pisma, ale i do zupełnie użytkowych tworów jak plakaty, zaproszenia na imprezy, okładki czy przerobić plakat Rambo i powiesić sobie na drzwiach. Wracając do surowo przepisanych tekstów, wytnijcie je i przegotujcie sobie kartki pożądanego formatu, zacznijcie rozplanowywać układ stron z ilustracjami, tekstem i tytułami. Niektóre teksty warto wklejać na podkładzie, choćby wiersze wycinając wersami lub całość naokoło części zadrukowanych, do tego tytuł z gazety i strona poezji gotowa. Na okładkę proponuję jakiś fajny papier, sztywniejszy i w kolorze, w razie co polecam stary karton z wyprawy po śmietnikach. By nadać pismu charakter niepowtarzalności w każdym egzemplarzu możecie na okładce odbijać szablony (najlepiej wałkiem) lub wklejać różne bzdety np. papierki po cukierkach, kawałki urzędowych druków, kolaże a i widziałem też kawałki pociętych puszek po piwie, postacie wycięte w wykładzinie (tą z pokoju starych lepiej zostawcie). Czemu by nie porobić okładki w kolorze, weˇcie młodszą siostrę czy brachola i kolorujcie czy malujcie farbkami. Często koloruje wcześniej kserowane strony kredkami świecowymi lub maluje plakatówkami. Proces tfurczy może trwać i po wydaniu pisemka, farbki zabarwiają tylko miejsca białe (owszem przy dobrej jakości ksera ale i przy gorszej nieˇle wygląda), ot mamy gazetkę kolorową. Co do szablonów, najlepiej wycinać w folii (np. stare zdjęcia rentgenowskie) nożykiem tapicerskim, ale można też w sztywnym kartonie choć wytrzymałość owiele krótsza takiego szablonu. Jeśli będziecie mieć ich więcej, można porobić wklejaną wkładkę z odbitymi szablonami lub zostawiając w swym piśmie puste strony. Chcielibyście, a nie macie w swoim piśmie jakieś komiksy to polecam wyciągnąć jakiś stary komiks, zakleić lub zamalować korektorem dymki i wpisać swoje najbardziej idiotyczne teksty, wychodzi z tego niezła historyjka. Zabawić też można się formatami po kilku stronach go zmieniając, wycinając z prostokąta trójkąt, możliwości jest wiele. Bywają pisma trójkątne, okrągłe, w harmonijkę itd. Numerujcie
każdy egzemplarz lub wstawiajcie swoje znaczki, ja kiedyś wklejałem kod,
za każdym razem inny, ze starych niekompletnych kart do gry, choćby ¨¤Š.
Wracając do kolaży, jeśli forma tradycyjna was znużyła to można doklejać
do kserowanych na papierze formy przestrzenne. Smarując klejem, poklejony
element tylko na brzegach a całą resztę wycinając. po otwarciu strony
osoba oglądająca z ciekawości odgina, a tutaj choćby zdjęcie aparatu fotograficznego
do którego doklejony jest w pionie dokładny kształt wybuchu jądrowego
i zdjęcie gotowe. Zakupić też można folie samoprzylepne odblaskowe i wyklejać
lusterka lub inne badziewia jak kawałki sznurków i zużytych sznurowadeł.
Zapewne znacie tzw. okienka (pewnie z pamiętników) gdzie po otwarciu pojawiał
się nam jakiś element z następnej kartki. Jeszcze pewne szczegóły techniczne.
Pamiętajcie zawsze, iż ksero obcina na brzegach kilka milimetrów, jeśli
nie posiadacie zszywacza lub pisemko wasze jest dość grube to zszywajcie
grubą igłą i nićmi (robiąc dwie dziury, obcinając nić i wiążąc). Dobrze
doklejajcie wszystkie elementy, krew mnie zalewała gdy kserowałem, a tutaj
brakuje kilku literek (zawsze sprawdˇcie pierwszą odbitkę). Mógłbym dalej
się tak rozpisywać, przychodzą mi do głowy własne odkrycia i pomysły oraz
zaobserwowane, to może innym razem. Przyjemnej i tfu-rczej zabawy. Gdy
już macie gotowe dziecko to je jakbyście pierwszy raz je widzieli odczytajcie
i oglądnijcie, prawda że radocha. Przysyłajcie lub przynoście do naszej
Biblioteki Anarchistycznej (patrz Obwieszczenie - dop. red.) tfory waszych
brudnych łapsk. Tyla już Wybór artykułów z pisma Uczeń i uczennica (dawniej Robol) nr 9 SADOMASOCHISTYCZNA
ISTOTA CHRZEŚCIJAŃSTWA Chrześcijanina personifikuje baranek a więc ofiara - ofiara na krzyżu. Cierpienie oto cel chrześcijaństwa. Naszym przeznaczeniem jest ofiara. Wszyscy mamy cierpieć na krzyżu. Teistyczna formuła uprzedmiotowienia istoty ludzkiej wobec Boga zakłada proces definitywnego unicestwienia indywidualizmu przejawiającego się poprzez pęd ku autokreacji. Negując przedmiotowość człowieka oraz tezę harmonijnego wkomponowania indywiduum w otaczającą ją rzeczywistość judeo-chrześcijaństwo dąży do negacji obok świeckich nurtów laicyzmu, religii samo-zbawienia takich jak buddyzm. Poddaństwo wobec Boga może być zrealizowane w sposób maksymalny tylko za cenę całkowitego i totalnego wyrzeczenia się "ja". Dążąc do załamania ludzkiej woli w opasłym dekalogu win i grzechów religia światłości wymieniła wolnomyślicielstwo oraz instynkt. Wolnomyślicielstwo jest prostym następstwem grzechu pierworodnego - pierwszy akt ludzkiej woli niesie z sobą poznanie, a w konsekwencji zdolność samodzielnego myślenia która poprzez autokreacje czyni człowieka podmiotem wyzwolonym spod bożej supremacji. Owoc poznania skonsumowany w imię poznania, a więc grzechu prowadzi prostą drogą do usamodzielnienia się człowieka w sensie duchowym, mentalnym oraz intelektualnym. Konsekwencją owego wyzwalającego aktu ludzkiej woli są pełne wewnętrznej niezależności słowa Protagonasa "Miarą wszechrzeczy jest człowiek". Antropocentryzm tego myśliciela będący radykalnym zerwaniem z teocentryczną wykładnią teizmu znalazła swoje uwieńczenie w postaci afirmujących człowieczeństwo, choć niekiedy wypaczonych, humanistycznych ideologii opartych na idei metafizycznej wolności takich jak :anarchizm, liberalizm oraz komunizm. Hasła francuskiej rewolucji "Wolność, Równość, Braterstwo" mogła realizować tylko wykluczająca boską supremacje idea humanistyczna negująca jako sprzeczną z humanistycznym hasłem wolności przedmiotowość człowieka w stosunku do umieszczonych na piedestale pojęć oraz istot wyższych. Wszelka idea ludzkiej wolności musi zawierać w sobie wykładnie antropocentryzmu. Głoszone przez semicki monoteizm ideały kapitulanctwa wobec fatum i świata, realizowane poprzez rozbrojenie człowieczej wojowniczości na rzecz afektów niewolniczych takich jak pokora, uległość, posłuszeństwo tłumaczone w kategoriach metafizycznych uświęcają oraz gloryfikują metafizyczny sadyzm ze strony bezlitosnego demiurg a także ziemski masochizm z człowieczych pozycji. Religia na linii Bóg - Człowiek nabierają charakteru perwersyjnego - czciciel jest ofiarą błogosławiącą ból i cierpienie dokonywane przez kata - Stwórcę. Kult dawcy cierpienia jest czcią samego cierpienia, sakralna perwersja stanowi decydujący komponent chrześcijańskiej etyki rozkoszy i szczęścia opartego na cierpieniu. Nieprzeliczone tabuny średniowiecznych pokutników utwierdzają chrześcijaństwo w swoich fundamentach, cierpienie jest rozkoszą niewolnika. Ból realizowany jest nie tylko w kategoriach fizycznej przemocy ale także unicestwiającej szczęście siłę i moc sakralizacji ascezy. Chrześcijanin
jest nie tylko barankiem odartym z wojowniczości ale także wzgardzicielem
wszelkiej radości egzystencji. Krępując wspaniałość instynktu chrystianizm
neguje człowieczeństwo i ludzką naturę odzierając ją z najpiękniejszych
swych elementów. Pojęcie grzechu jest jednym z największych biblijnych
potworów, samym synonimem dekadencji i upadku ludzkiej natury skażonej
trucizną słabości, niemocy i miernoty. Wszelka jutrzenka radości, bogactwa,
siły, rozkoszy, wytworności i upojenia jest natychmiast rozstrzeliwana
jadem resentymentu i miernoty chrześcijaństwa. Bogactwo jest grzechem
niesie z sobą szczęście (?! - red.), wolnomyślicielstwo trucizną prowadzącą
do duchowej wolności, wykwintności stołu - kulinarna rozpusta poprzez
obfitość doznań prowadząca do rozkoszy, kobieta podkreślająca swoją piękność
wytwornością stroju razi zawistny wzrok ubogich nieskromnością, fizyczna
zmysłowość - apogeum i personifikacja wszelkiej rozkoszy wzbudza największy
ogień nienawiści ze względu na swoją wspaniałość, wojowniczość i buntowniczość
- pycha afirmująca pęd ku mocy, nieskromność a więc sprzeczne z chrześcijańskim
masochizmem niewolnictwo oraz kapitulanctwo wobec rzeczywistości. Wszelkie
twarde, silne i władcze aspekty ludzkiej natury są pożerane pełnym jadu,
trucizny i nienawiści ogniem resentymentu słabych, skrzywdzonych, nieudolnych,
zniewolonych dzieci natury - szarą banalną normą pochłaniającą żarem mściwości
wszelką wspaniałości pod znakiem krzyża - znakiem cierpienia i nieudaczności.
Żaden sadysta nie prześcignie chrześcijanina który na błagalną prośbę
masochisty "uderz mnie" kierując się swoją okrutną czystością
obyczajów odpowie swym tępym lodowato-zimnym wzrokiem "NIE".
Słowa Zbawiciela "Kochajcie swoich nieprzyjaciół", "Nadstaw
drugi policzek" są dobitnym potwierdzeniem sadomasochistycznej istoty
chrześcijaństwa, jego destrukcyjnej oraz represyjnej roli w stosunku do
ludzkiej natury. Niemożność realizacji tych haseł po upływie dwóch tysięcy
lat w sposób doskonały podkreśla utopijność samej idei chrześcijaństwa. Sprostowanie:
W numerze 2/2000, w tekście "Sadomasochistyczna istota chrześcijaństwa"
wkradły się następujące błędy:1) Pierwsze zdanie tekstu powinno brzmieć
następująco - "Chrześcijaństwo będące w gruncie rzeczy zreformowaną
mutacją judaizmu przejęło drogą kulturowo-genetyczną podstawowe założenia
monoteizmu semickiego". Błędy wkradły się z naszej winy za co bardzo przepraszamy zarówno autora - Tamasza Szefera - jak i czytelników
Listy z .... Kochana mamo.
Jestem tutaj już piąty tydzień i nie wiem ile mnie tu będą jeszcze trzymać.
Osiągam granicę wytrzymałości. Wczoraj byłem na przymusowym kursie uśmiechu.
To było straszne, po 2 minutach pięciu wywieziono z sali z powodu szału
histerycznego. Chcą mnie
tutaj nauczyć czerpać radość z tego podłego i uwłaczającego rodzaju egzystencji
który zwą życiem. Usiłują nawet wywołać pozytywny stosunek do przeciętności.
Mamo! Dłużej już nie wytrzymam. Nie wolno mi rozmawiać o przemijaniu,
rozpaczy, bólu i tęsknocie za nieskończonością. Za to mam przymusowe lekcje
włażenia w dupę, fałszywej szczerości i życzliwości oraz płycizny odczuwania,
które nazywają tutaj blokiem umiejętności społecznych. Nie wiem co robić.
Jestem pusty. Najdroższy.
Droga żono Cześć Luizo ...Kurwa.
Stary. Szprycują mnie tu takimi prochami że mi się zaczyna podobać jedna
taka pielęgniarka podobna do lalki Barbi. Wybór artykułów z pisma Uczeń i uczennica (dawniej Robol) nr 10 REFLEKSJE O PEWNYM FILMIE Z "Matrixem"
zawsze było o tyle dziwnie, że w pewnym okresie pisali o tym filmie chyba
wszyscy, i to na wszystkich poziomach kulturalnych, a nikt nie widział
- według mnie - najważniejszego. Skupiano się na efektach specjalnych,
dochodach i tym podobnych ekonomicznych aspektach, pomijając całą resztę.
A kiedy już ktoś miał ambicję skrobnąć coś głębszego, to wychodziły z
tego przeintelektualizowane pseudo - filozoficzne dywagacje w stylu -
tu będę złośliwy - znanego artykułu Olgi Tokarczuk z którejś starej "Polityki",
którego naprawdę nie dało się czytać. Po "ludzku" nie napisano
chyba nic. A szkoda, bo to naprawdę nie był głupi film jak na komercyjny
produkt wyprodukowany jedynie z myślą o zysku. I Reevers taki przystojny....No,
ale na bok żarty. W tym momencie
pojawia się ciekawe pytanie - otóż jakie prawo mają Reevers i spółka rozwalać
matrix? Czy zapytali ludzi, którzy w nim egzystują czy chcą żyć w prawdziwym
świecie? Może ci wolą bezpieczny program komputerowy zamiast wątpliwości
i niewygód jakie niesie ze sobą prawda i wolność? Aby było śmieszniej
, owi anty - matrixowi bojownicy żyją niejako poza matrixem. Przypomina
mi to sytuację dzielnego i wielbionego do dziś przez szesnastoletnią kontrkulturę
licealną Che Guevarę, próbującego robić rewolucję w Gwatemali i dziwiącego
się, że mieszkańcy "oswabadzanych" wiosek nie są mu jakoś specjalnie
wdzięczni. Paradoks ? Skąd, proza życia. Argumentem na korzyść Reeversa
ma być aprioryczne i imperatywne stwierdzenie, że to on ma rację i wynikające
z tego moralne prawo do przeciwstawiania się złu ( tu : ubrani w czarne
garnitury agenci jako strażnicy status quo). Ale ten nie ma prawa nic
zrobić dopóki nie uzyska mandatu ludu ! Matrix imituje póˇno kapitalistyczny
świat, więc domyślam się, że rządzą w nim reguły demokratyczne. Więc jedynym
rozwiązaniem dla Reeversa i spółki winno być przyjęcie reguł gry i - dajmy
na to - ubieganie się o fotel prezydenta ( przystojny jest, więc miałby
szansę ) lub uzyskanie większości w matrixowym rządzie. I wtedy dopiero
można próbować wprowadzanie zmian i stopniowych reform ( np. matrix tylko
od 16 do 6 rano na początek ).Bo inaczej jest to bezprawie i dyktatura,
niestety. Churchill powiedział, że demokracja jest niedoskonałym systemem
rządów, ale nie wymyślono jeszcze lepszego. Więc bądˇmy konsekwentni.
Ja nie wierzę w demokrację. Reguły demokratyczne niewiele dla mnie znaczą,
a demokrację przedstawicielską uważam za .... matrix. Czyli oszustwo i
imitację. Podobnie jak chociażby maglowany przez nas ostatnio Fromm sądzę,
że ludzie nie żyją prawdziwym życiem, marnują swój czas na niewłaściwy
sposób - słowem - są zorientowani na modus posiadania zamiast bycia. I
o tym częściowo traktuje ten film. Ludzie żyjący w matrixie są przekonani,
że rzeczy którą robią, idee, w które wierzą są całkowicie racjonalne i
na miejscu. A tymczasem my wiemy, że ich świat jest nieprawdziwy...Jesteśmy
postawieni w sytuacji wszystkich moralistów od początku świata, którzy
mają możliwość przyglądania się z boku i dostrzegania wszystkich wad i
przywar swoich współ bliˇnich. Wiemy ( a przynajmniej wydaje nam się,
że wiemy ) jak powinien naprawdę wyglądać świat, znamy sposoby uleczenia
go, z tym - że użyję terminologii medycznej - ręce mamy związane. Bo nie
można leczyć pacjenta wbrew jego woli. I o tym jest ten film. O bezsilności.
ERICH
FROMM "REWOLUCJA NADZIEI" Dalej Fromm
opisuje kondycję homo consumens - człowieka konsumpcyjnego, nastawionego
na modus posiadania i umiejscawia go w szerszej perspektywie społeczno
- ekonomicznej. Czytając uważnie opis człowieka nadającego sobie wartość
poprzez wieczną konsumpcję i posiadanie, nie sposób oprzeć się wrażeniu,
że taki typ jednostki jest dziś najbardziej pożądanym i kreowanym przez
system ekonomiczny. Nastąpił bowiem już ostateczny mariaż - którego tak
obawiał się Fromm - systemu ekonomicznego nastawionego głównie na zaspakajanie
potrzeb i tworzenie nowych, z ich konsumentem. Jedno wydaje się być trwale
powiązane z drugim. System ekonomiczny wymaga podporządkowanej sobie jednostki,
która całą swą energię będzie przeznaczała na konsumpcję, jest bowiem
całkowicie od niej uzależniony. W jego interesie nie leży, bynajmniej,
człowiek twórczy, świadomy swoich decyzji i wyborów, samodzielnie kształtujący
swoje życie, nie, on potrzebuje marionetki, którą będzie mógł kierować
i dowolnie manipulować. Technologie i postęp nie służą dziś aktywizacji
człowieka - wprost przeciwnie - są wyrazami jego zniewolenia. Za człowieka
decydują dziś komputery i zbiurokratyzowane administracje. Nasza wolność
wyraża się dziś tylko w sferze konsumpcji - możemy wybrać między jednym
towarem, a drugim, między tą gwiazdą filmową, a tamtą... Demokracja została
ograniczona do wrzucania papierka do urny raz na pięć lat, nasza zdolność
do decydowania o czymkolwiek jest bliska zeru. Ratunku Fromm
upatruje w młodych i w rozczarowanej klasie średniej - co nie dziwi, wszak
pisał w gorących latach sześćdziesiątych. Remedium ma być humanizacja
systemu, nastawianie go na prawdziwe potrzeby człowieka. Postuluje wprowadzenie
"planowania humanistycznego", które miałoby uwzględniać system
człowieka i podporządkować mu technologię, a nie na odwrót. Konieczna
jest również aktywizacja jednostki poprzez wyeliminowanie biurokracji
na rzecz zhumanizowanego zarządzania. Biurokracja bowiem jest tą instytucją,
która bierze duży udział w zniewalaniu ludzi. Główną jej wadą jest to,
że do wykonywania swych racjonalnych celów, możliwie jak najefektywniej,
potrzebuje ludzi pasywnych, pogodzonych z panującymi w niej hierarchiami
i regulaminami. W biurokracji nie ma czasu na osobiste traktowanie petentów
- ludzie nie są dla niej osobami, tylko przypadkami, a zasiadający w niej
biurokraci - rozpieszczeni przez jednokierunkowy system wydawania poleceń
- nie chcą i boją się podejmować decyzje. Humanistyczne zarządzanie zaś
ma charakteryzować się tym, że każdego człowieka traktuje jako aktywnego
uczestnika, zaś przepływ informacji, poleceń, etc. ma być dwukierunkowy.
Fromm pisał też, jako o istotnym czynniku humanizacji systemu, pojawienie
się nowych form psychologiczno - duchowego układu odniesienia i czci,
które miałyby zastąpić dawne religie. Trudno jest się nie zgodzić z powyższymi
postulatami. Wydają się być absolutnie konieczne i racjonalne, mają tylko
jedną wadę. Są niewykonalne, a Fromm nie pisze wyraˇnie jak by miała odbyć
się ta - było nie było - rewolucyjna zmiana. Pisze o tworzeniu małych
grup dyskusyjnych, które po pewnym czasie miałyby brać udział w podejmowaniu
decyzji, pisze o ważnej roli związków zawodowych i o uważniejszym korzystaniu
z dostępnych informacji. Słowem kreśli obraz kolejnej utopii, marząc o
ewolucyjnej zmianie społeczeństwa i - domyślnie zakładając - że ci którzy
zarabiają na obecnym stanie rzeczy, a posiadają w swoich rękach wszelkie
środki przymusu i techniczne możliwości dezinformacji i manipulacji społeczeństwa,
pokojowo zdecydują się zrezygnować ze swojej uprzywilejowanej pozycji.
Mrzonki. Wydaje się, że Frommowi zabrakło odwagi by dokończyć to, co logicznie
zakłada jego wywód - aktywizacja jednostki będzie możliwa jedynie wtedy
kiedy zostaną zniesione wszelkie ośrodki władzy i przymusu nad jednostką,
słowem wtedy kiedy zniesione zostanie instytucja państwa. Bo to głównie
ono jest beneficjantem trwającego stanu rzeczy i zainteresowane w jego
podtrzymywaniu. Ale to już jest temat na zupełnie inną opowieść... Łukasz Cholewicki P.S. Książkę tę wydał Dom Wydawniczy Rebis, a wypożyczyć ją można min. w Bibliotece Anarchistycznej.
Piłkarski poker "Wszystko,
co na pewno wiem o moralności, o obowiązkach człowieka, zawdzięczam piłce
nożnej". I nie jest
to bluff, ani tani chwyt literacki - naprawdę mogę podpisać się dwoma
rękami pod tymi słowami. Kibicuję odkąd pamiętam (na pierwszym meczu byłem
w 1987 - czy jeszcze istnieje klub Metal Kluczbork ?), gram cały czas
i od zawsze piłka nożna była dla mnie dostarczycielem silnych emocji i
wzruszeń. Ach, te porażki o których pamięta się więcej niż o niektórych
dziewczynach z którymi się było... Bramki strzelane gdzieś na skwerach
między blokami... I co najważniejsze - zapał i chęć gry. Gry bez drogich
kostiumów piłkarskich, wypełnionych trybun i całej tej komercyjnej otoczki
z jaką kojarzona jest dziś piłka nożna. Ostatnie
Mistrzostwa Europy zdaniem większości komentatorów należały do najlepszych
w historii. Pewnie mają rację - drużyny prezentowały z reguły otwarty
futbol, padło dużo bramek, mecze stały zazwyczaj na wysokim poziomie.
Te Mistrzostwa mają jednak szansę przejść do annałów historii także z
jeszcze jednego powodu. Wielu socjologów
nazywa współczesne społeczeństwo - społeczeństwem spektaklu. Mają na myśli
to, że w dzisiejszym świecie główną rolę odgrywa to, co byśmy nazwali
z angielska show czy właśnie - spektaklem. Cokolwiek chcemy sprzedać,
nieważne czy jest to teleturniej czy program informacyjny, musi być zorganizowane
w sposób przypominający program cyrkowy i postępujące według jego reguł.
A więc widowisko musi być atrakcyjne wizualnie aby przyciągnąć widza piękną
oprawą. Nie może być zbyt długie - widz przyszedł po rozrywkę i nie chce
się męczyć, a poza tym ma coraz mniej czasu, trzeba więc wszystko skondensować
w taki sposób aby widz nie miał poczucia, że marnuje swój cenny czas -
na ekranie ciągle musi się coś dziać. Aby oglądający
nie zaczął się nudzić cały czas trzeba go pobudzać, ku temu służą rozmaite
dżingle i przypomnienia, że " w dalszej części programu zobaczą państwo
wstrząsający materiał i że tylko u nas na żywo itd.". Służy temu
też specyficzne słownictwo - w społeczeństwie spektaklu wszystko jest
naj i jedyne w swoim rodzaju. Stąd nadużywanie takich słów jak rewelacja,
sensacja czy absolutna nowość. Są to wszystko kłamstwa, które służą tylko
jednemu - zarabianiu pieniędzy, albowiem nigdy wcześniej aspekt ekonomiczny
nie podporządkował sobie tak bezwzględnie rzeczywistości jak właśnie w
społeczeństwie spektaklu. Zarabia się z kolei najlepiej na zaspakajaniu
chęci zabawy u człowieka, gdyż na to jest on skłonny wydać najwięcej pieniędzy.
Dlatego nawet poważne programy - jak na przykład serwisy informacyjne
- aby przyciągnąć widza konstruują swoje programy na wzór programów rozrywkowych:
z zapowiedziami, żartami ( kłania się Orłoś z durnymi dowcipami na koniec
Teleekspresu ) i rzekomymi sensacjami. Ten proces jest też, niestety,
łatwy do zaobserwowania w sporcie, a w szczególności w piłce nożnej. Pierwsze
symptomy nowych tendencji pojawiły się na początku lat dziewięćdziesiątych,
kiedy "w celu uatrakcyjnienia widowiska'' zabroniono łapania piłki
bramkarzowi po podaniu od własnego obrońcy. To miało spowodować, że gra
będzie szybsza, a co za tym idzie jeszcze bardziej interesująca dla potencjalnych
odbiorców. A im więcej odbiorców, tym większe zainteresowanie reklamo
dawców i telewizji. Pomysł chwycił, kibice byli zachwyceni, a oglądalność
meczy w telewizji poszła w górę. Pomyślano więc o następnych zmianach.
Puchar Europy, impreza rozgrywana od lat pięćdziesiątych, była jednym
z ostatnich bastionów ducha fair play i egalitaryzmu w piłce nożnej. Co
roku, w ramach tych rozgrywek, prowincjonalne drużyny z Cypru czy z Finlandii,
miały szansę gościć u siebie tych największych - Real Madryt czy Manchester
United. Wiadomo, że dostawały najczęściej baty ( chociaż były wyjątki
- np. Puchar Europy zdobyty raz przez Omonię Nikozję, mistrza Cypru),
ale chodziło o coś innego - liczył się - jak to teraz śmiesznie zabrzmi
- sam udział w sportowej rywalizacji. Wiadomo jednak, że pojedynki tych
wielkich z tymi maluczkimi nie zawsze były ciekawe dla widzów (a więc
mniej dochodowe), boiska we Wschodniej Europie nie dorównywały tym we
Francji i Niemczech, więc postanowiono ograniczyć rozgrywki tylko dla
tych najbogatszych. Czyli tam gdzie trybuny stadionów o pojemności grubo
powyżej pięćdziesięciu tysięcy widzów są zawsze pełne, a w sport pompują
pieniądze wielkie korporacje. Stworzono elitarną Ligę Mistrzów, w której
zamiast mistrzów krajowych grają po trzy drużyny hiszpańskie, niemieckie,
włoskie, itd., a te słabsze (ekonomicznie i sportowo - wprawdzie nie zawsze
idzie to w parze, ale często i dziwnie tak się razem plącze) muszą grać
o prawo występowania w tych rozgrywkach w wielostopniowych eliminacjach.
Efekt jest taki, że od kilku już lat oglądamy te same zespoły walczące
w ścisłym gronie o najwyższe trofea. Zresztą - jakie tam trofea - nikt
już się nie wygłupia i nie mówi o prestiżu posiadania pozłacanej statuetki,
tylko o pieniądzach za zwycięstwa wypłacane z FIFA i kolosalne wpływy
z reklam. Piłka stała się wielkim biznesem i nikt już tego nie ukrywa.
W tym kontekście Mistrzostwa Europy godnie się zaprezentowały jako przedstawienie medialne godne końca dwudziestego wieku. Spójrzmy kto komentował mecze w polskim studiu sportowym - czy byli to trenerzy, wybitni piłkarze, eksperci ? Nie, kogo obchodzą nazwiska profesjonalistów znane tylko kibicom, w dwudziestym wieku wszystko musi być czytelne i atrakcyjne dla wszystkich (zgodnie z naczelną zasadą kultury masowej sprowadzającą wszelki przekaz kulturowy do jednego mianownika), stąd obecność w studiu śpiewaka Norbiego i aktora Olafa Lubaszenki. I znakiem czasu nie jest to, że oni tam są, tylko fakt, że ich obecność tam, już właściwie nikogo nie dziwi. Podobnie zresztą jak fakt, że komentatorzy piłkarscy, jednym tchem obok wiadomości stricte sportowych, podają te raczej ekonomiczne: na ME cały czas się podniecano typowaniami bukmacherów i cenami co droższych zawodnikó | ||||||||||||||||