|
|
 |
Edward
Abramowski
ZWIĄZKI PRZYJAŹNI
I
Ci, którym nie daje spokoju nędza ludzka i upadek ojczyzny, stoją często
wobec pytania, gdzie i czym jest ta potęga wybawicielska, za pomocą,
której można by życie uczynić lepszym i szlachetniejszym. Szukamy jej
na wszystkich polach pracy, a zarazem czujemy instynktownie, że jest
jakaś jedna, najważniejsza rzecz podstawowa, która, gdyby została znaleziona
i zdobyta, rozstrzygnęłaby wszystkie zagadnienia i dała oręż prawdziwy,
niezwyciężony, do zwalczania zła. Instynkt ten nie jest złudzeniem naszym.
Taka potęga jest do wzięcia i jest pośród nas, a nazywa się przyjaźnią.
Naród,
w którym uczucia przyjaźni są rozwinięte, gdzie zamiast sobkostwa i
egoizmu panuje przyrodzona potrzeba wzajemnej pomocy, bezinteresownego
wspomagania się na wszystkich polach życia - naród taki znalazł już
moc niezwyciężoną, rozwiązał zagadkę wolności i dobrobytu. Tak samo
i pojedynczy człowiek. Jeżeli biadamy dzisiaj nad upadkiem moralności,
nad znikczemnieniem serc i umysłów, nad zanikiem szlachetności i rycerskości
duszy, nad upadkiem żywej religii - to wiedzmyż o tym, że to wszystko
stąd tylko wynika, że dzisiejszy człowiek jest tak mało uzdolniony do
przyjaźni, że walka o chleb i cała ta atmosfera kapitalizmu, wśród której
żyje, robi go egoistą i od małego dziecka tłumi w nim miłość ludzi.
Nie będzie to żadną przesadą, jeżeli powiemy, że nie co innego, jak
tylko samolubstwo zabija religię, i źe dla odnalezienia Boga w sobie
trzeba przede wszystkim umieć kochać ludzi. Jest to odwieczna, lecz
zbyt zapomniana dzisiaj idea Chrystusa, Jego jedyne przykazanie społeczne,
które nam zostawił.
Jakie
spustoszenie w życiu i w ludziach sprawia zanik przyjaźni, to możemy
zobaczyć wszędzie naokoło siebie, patrząc na nędzę, ciemnotę, wyzysk
i krzywdy, na te powszednie straszne rzeczy, do których tak przyzwyczailiśmy
się, że prawie nie zwracamy na nie uwagi.
I może
zbyt często zapominamy także, że z tych małych, drobnych, osobistych
bied ludzkich, które spotykamy na każdym kroku, tworzy się ta wielka
rzecz, którą odczuwamy jako upadek i poniżenie Ojczyzny; że z tych małych
krzywd, które sobie nawzajem wyrządzamy, dla interesu, ze spokojnym
sumieniem, powstaje właśnie owa wielka krzywda całości - bezsilność
narodu.
Niech
jednak tylko ożywią się gdzie i poczną działać uczucia przyjaźni, a
ta ciemna zmora nędzy ludzkiej ustępuje i słabnie. Wtedy zjawiają się
związki dla obrony przed wyzyskiem, zjawiają się kooperatywy spożywcze,
spółki włościańskie, kasy wzajemnej pomocy, towarzystwa opieki nad dziećmi,
towarzystwa oświatowe, szkolne, dobroczynne itd. Wykwitają one silne
i jasne wszędzie, gdzie tylko w samolubstwie ludzkim uczyniony został
choćby najmniejszy wyłom. To, co kapitalizm i niewola niszczy, mianowicie
dobrobyt i szlachetność życia - to ratuje i buduje na nowo kooperatyzm,
współdziałanie przyjaźni ludzkich; tworzy ono nie tylko nowe warunki
społeczne, ale usiłuje także stworzyć i nowy typ człowieka, człowieka
wolnego i silnego przez to, że jest w gromadzie, że rozumie i odczuwa
przyjaźń. Są to dwie potęgi, dwie moce zła i dobra, które zmagają się
ze sobą o panowanie nad światem. Jedna - przez egoizm - szerzy ciemnotę
i nędzę, druga - przez przyjaźń - szerzy wolność i siłę.
II
Jeżeli zrozumieliśmy, jak ważną rzeczą jest uzdolnienie ludzi do przyjaźni;
jeżeli zobaczyliśmy, że od tego głównie zależy nie tylko dobro jednostki,
ale i potęga narodu, to musimy przede wszystkim postawić sobie pytanie:
jak uczyć przyjaźni, jakimi drogami można je umacniać, szerzyć i rozwijać
wśród ludzi?
Nie
będziemy tutaj zastanawiali się nad tym, czy człowiek z urodzenia jest
egoistą, czy też nie; jest to kwestia jałowa. Możemy natomiait z łatwością
przyjąć jako zasadę to, co doświadczenie życiowe nasuwa: że są egoiści
z urodzenia, dla których odczuwanie przyjaźni jest bardzo trudne, tak
samo jak są ludzie z natury uzdolnieni do niej. Nie wiemy i nie możemy
nigdy wiedzieć, jaki typ przeważa, których więcej się rodzi; wiemy natomiast
inną rzecz, najbardziej nas obchodzącą, że egoizm jest ludziom szczepiony
w ciągu całego życia, począwszy od dzieciństwa, szczepiony przez wychowanie
i przez warunki społeczne, przez konkurencję, przez ciężką walkę o chleb,
przez panowanie pieniędzy, przez cały system niewoli. Jest to ogromna
hodowla i szkoła egoizmu, w której kształcą się wszyscy; a pod te wpływy
dostają się oczywiście nie tylko egoiści z urodzenia, ale i przeciwne
im typy; i trzeba naprawdę wielkiej mocy przyrodzonego uczucia przyjaźni
dla ludzi, ażeby ono nie uległo tym wpływom, nie zostało stłumione i
zabite.
Otóż
tej hodowli egoizmu trzeba przeciwstawić życiową także szkołę przyjażni;
trzeba stworzyć takie ogniska, które by w ludziach od dzieciństwa rozwijały
przyjaźń, uczyły jej praktycznie, wpajały niepostrzeżenie, ale też mocno,
iżby to uczucie wsiąkało w krew człowieka, stawało się jego własną naturą.
Podobnie jak warunki społeczne dzisiejsze stwarzają atmosferę moralną
taką, w której człowiek żyjąc, uczy się egoizmu, oszukiwania i krzywdzenia,
często nawet bezwiednie - podobnie muszą powstać instytucje, rodzaj
wielkiego zakonu ludzi dobrej woli, który by dał społeczeństwu nową,
odradzającą atmosferę przyjażni i w niej wychowywał ludzi od dziecka,
walcząc z tamtą.
Nie
ulega wątpliwości, że wszystkie kooperatywy i towarzystwa dobroczynne
są taką szkołą przyjaźni: że ludzie uczą się w nich, nie wiedząc często
o tym, nowego także życia moralnego, życia, w którym nie tylko myśli
się o sobie, ale i o innych. Pomimo to stowarzyszenia te nie wystarczają
jeszcze. W kooperatywach, bowiem wszelkiego rodzaju interes ekonomiczny
musi z konieczności rzeczy grać główną rolę i bardzo często idea moralna
kooperatyzmu jest zapomniana. Człowiek wstępuje do kooperatywy przede
wszystkim dla własnego interesu, a tylko niektórzy robią w niej więcej,
niż własny interes wymaga. Nie czynię z tego zarzutu kooperatywom, gdyż
one, jako instytucje ekonomiczne, muszą dbać przede wszystkim o swój
materialny rozwój, o swoją potęgę finansową, bo inaczej nie spełnią
swego zadania społecznego. Ale obok tego musi być także i owo ognisko
moralne, gdzie dokonywa się odrodzenie duchowe człowieka, gdzie kształci
się kooperatysta prawdziwy, człowiek nowy. To jest zadanie instytucji,
które bym nazwał Związkami przyjaźni.
III
"Związki przyjaźni" wyobrażam sobie jako związki sąsiedzkie,
których zadaniem jest pomoc wzajemna we wszystkim. Dla człowieka, który
doń należy, Związek powinien stać się jakby wielką rodziną. Uprzytomnijmy
sobie, wiele zdarza się w życiu wypadków, kiedy pomoc ludzi otaczających,
sąsiadów, nawet pomoc chwilowa i dorywcza, rozstrzygać może o losach
całego istnienia jednostki i rodziny; pomoc gospodarska w wypadkach
choroby, pożaru lub innej klęski; zaopiekowanie się dziećmi opuszczonymi;
czasowa zapomoga pieniężna; opłata szkoły; ochrona moralna przed nałogiem
pijaństwa; pomoc w sporach i zatargach; pomoc prawna; ujęcie się w razie
krzywdy ze strony pracodawcy; ratowanie przed lichwą itd. Zadania czynności
obrończej i pomocniczej Związku trudno jest nawet wyliczyć, gdyż życie
człowieka, zarówno na wsi jak i w mieście, nasuwa jak najbardziej różnorodne
okoliczności, kiedy pomoc innych ludzi byłaby często decydująca i zbawienna.
Czyż każdy z nas nie zna takich wypadków, że np. człowiek umiera, dlatego
że nie miał pomocy lekarskiej; że wpada w sidła lichwiarskie, bo nie
znalazł ani rady, ani pomocy; że dziecko staje się kaleką lub włóczęgą,
bo nie było komu nim się zaopiekować, i tyle innych.
Ale
Związki przyjaźni nie byłyby zmuszone działać we wszystkim same. Do pomocy
swojej musiałyby mieć instytucje kooperatywne i dobroczynne, rozporządzające
odpowiednimi środkami. W wielu razach uratowanie człowieka przez Związek
zasadzałoby się właśnie na umożliwieniu mu korzystania z kooperatywy pożyczkowej,
spożywczej lub rolnej; albo z towarzystwa dobroczynnego; albo z instytucji
szkolnych, wychowawczych, oświatowych. Związek przyjaźni spełniałby w
tych razach głównie tylko rolę pośrednika, doradcy, inicjatora. W tych
zaś wypadkach, gdzie pomoc musi być natychmiastowa i doraźna, Związek
działa sam, własnymi siłami, jako instytucja stojąca najbliżej osoby wspomaganej,
znająca osobiście jej potrzeby, charakter i życie.
Tym
sposobem Związek spełnia swoje potrójne zadanie: osobiste, społeczne i
moralne. Pod względem osobistym - przeprowadza reformę zasadniczą w życiu
człowieka, czyniąc to, że człowiek przestaje być osamotniony i bezbronny
w ciężkich dniach życia, że znajduje gromadę przyjaciół, która mu udziela
rady i pomocy, obrony przed wyzyskiem i krzywdą, siły moralnej i wiary
w jutro.
Pod
względem społecznym - Związek staje się z natury rzeczy krzewicielem kooperatyzmu
we wszystkich dziedzinach, gdyż w działaniu swoim musi stale korzystać
z jego instytucji, nakłaniać ludzi, by wstępowali do nich, a nawet sam
stwarzać kooperatywy, których w danej miejscowości nie ma.
Pod
względem moralnym wreszcie - Związek, przyzwyczajając ludzi do czynów
przyjaźni bezinteresownej, do pomocy sąsiedzkiej szczerej i bezinteresownej,
do życia dla innych, reformuje nie tylko samo życie na bardziej sprawiedliwe
i bardziej pogodne, ale i duszę człowieka; stwarzałby on właśnie tę atmosferę
moralną, w której ginie samolubstwo, bezreligijność, karierowiczostwo,
służalczość, w której rozwijają się uczucia przyjaźni i godność ludzka,
Chrystusowa religia miłości i woli.
IV
Funkcjonowanie Związków przyjaźni wyobrażam sobie w taki sposób: Powinny
to być Związki sąsiedzkie, działające na małej przestrzeni, tam, gdzie
się ludzie znają wzajemnie; wieś, miasteczko, osada fabryczna powinny
mieć każde swój osobny, miejscowy Związek; w dużych miastach - musiałyby
być ograniczone do jednej dzielnicy, do jednego fachu, do przedsiębiorstwa,
skupiającego dużo ludzi (jak warsztaty, fabryka itp.), albo nawet do jednej
kamienicy, gdzie często zamieszkuje po kilkadziesiąt rodzin robotniczych.
Każdy taki Związek miejscowy powinien mieć jak największą samodzielność,
nie zależeć bezpośrednio od żadnego centralnego zarządu i tylko przez
zjazdy regulować swą działalność wspólnie z innymi związkami. Nie powinno
w nim być żadnego biurokratyzmu, jak najmniej urzędników, biurowości w
ogóle; powinien zachować przede wszystkim swój czysty typ związku ludzi
dobrej woli, czyniących dobro bezinteresownie, pomagających nie jak urzędnicy
towarzystw dobroczynnych, lecz tak, jak pomagają przyjaciele.
Każdy
Związek miejscowy powinien mieć swą kasę: małe opłaty miesięczne lub roczne
członków tworzyłyby fundusz, z którego Związek czerpać będzie na potrzeby
doraźnej pomocy. Oprócz takiej kasy Związek powinien mieć stałą instytucję
sądu rozjemczego, wybieranego co pewien czas przez ogół członków, a którego
zadaniem będzie rozstrzyganie wszelkich sporów pomiędzy członkami oraz
szerzenie wśród ludzi zwyczaju załatwiania swoich spraw polubownie, jako
zwyczaju wielce pożytecznego dla obywatelskiego i moralnego rozwoju ludzi.
Ponieważ
kooperatywy i wszelkie w ogóle instytucje stowarzyszeniowe są niezbędne
dla skutecznej działalności Związków przyjaźni i ponieważ są dalszym ciągiem
ich roboty, przeto Związek powinien stać się zarazem inicjatorem i krzewicielem
kooperatyzmu i roztaczać swą opiekę nad stowarzyszeniami miejscowymi,
dbając ciągle o ich doskonalenie wewnętrzne i rozwój. W stosunku do nich
Związek przyjaźni powinien odgrywać rolę stróża idei i moralności kooperatywnej
i dbać o to, aby instytucje kooperatywne nie zapominały o swych istotnych
celach społecznych, reformatorskich. Gdzie zaś takich instytucji nie ma,
Związek powinien sam rozwinąć pracę około powołania ich do życia. Znając
dobrze stan rzeczy w danej okolicy i potrzeby jej mieszkańców, będzie
mógł najłatwiej dopilnować tego, aby istniejące luki w jej życiu społecznym
zostały wypełnione. Pod tym względem ideałem i celem społecznym Związku
przyjaźni powinno być, aby każda okolica miała swoje kółko rolnicze, udoskonalające
uprawę ziemi; swą kooperatywę spożywczą, organizującą handel miejscowy
w rękach ludzi; swą kasę pożyczkowo-oszczędnościową, chroniącą ludzi od
lichwy i dającą fundusze na przedsiębiorstwa zrzeszone; swój związek robotników,
broniący od wyzysku i krzywdy; jak również, aby miała swoje szkoły, czytelni
ochrony dla dzieci, słowem to wszystko, co zabezpiecza od nędzy i c noty,
co narodowi daje potęgę, zdrowie, wolność.
Możemy,
więc streścić zadanie Związków przyjaźni w dwóch głównych punktach:
1) chronienie człowieka, wspólnymi siłami stowarzyszonych przed nędzą,
wyzyskiem, krzywdą i ciemnotą, tak jak się chroni przyjaciela i brata;
oraz
2) tworzenie i szerzenie życia kooperatywnego ludzi we wszystkich formach,
w gospodarstwie, handlu, przemyśle, finansach i oświacie.
Obie
te czynności, ściśle zespolone ze sobą, zlewają się w jedno zadanie wychowania
narodowego, mającego odrodzić i człowieka, i Ojczyznę.
Myśli
te podaję do dyskusji ogółu w tej nadziei, że znajdą się ludzie, którzy
podejmą ideę Związków przyjaźni, wyszukają dla niej odpowiednie formy
prawne i wprowadzą w życie. Rzecz ta wymaga jeszcze przedyskutowania różnych
punktów, wyjaśnienia różnych stron praktycznych, przezwyciężenia rozmaitych
przeszkód, zewnętrznych i moralnych, z jakimi spotyka się zawsze każda
idea nowa, mająca wejść w życie. Ale wejść musi. Dość już długo debatowaliśmy
nad sprawą odrodzenia moralnego i nad niemocą ludu - czas zacząć czynić,
a powołani do tego w pierwszym rzędzie są kooperatyści, bo oni pierwsi
pokazali w praktyce, czym jest pomoc wzajemna.
|