![]() |
||
|
|
||
|
Nestor
Machno
Nota
redakcyjna
Jak wiadomo,
czarna bolszewicka zdrada idei Rewolucji Październikowej doprowadziła
do tego, że partia bolszewicka i jej ogólnokrajowe "proletariacko-rewolucyjne"
władze zawarły traktat pokojowy z niemieckim cesarzem Wilhelmem II
i austriackim cesarzem Karolem, a potem do jeszcze bardziej pożałowania
godnej wewnętrznej walki zbrojnej przeciwko najpierw anarchizmowi,
a później lewicy socjalistów-rewolucjonistów i socjalizmowi w ogóle.
W czerwcu 1918
r., powołując się na posiadane dokumenty (byłem przewodniczącym Rewolucyjnego
Komitetu Obrony rejonu Hulaj Pola), z inicjatywy Swierdłowa, wówczas
przewodniczącego Wszechrosyjskiego Komitetu Wykonawczego Rad, spotkałem
się na Kremlu z Leninem (o czym wspominam w drugim tomie swoich wspomnień)
i poinformowałem go o nierównej walce toczonej przez siły rewolucyjne
na Ukrainie przeciwko austriacko-niemieckim najeźdźcom i ich sojusznikom
z Ukraińskiej Rady Centralnej, a także o porażkach w tej walce i wycofaniu
się rewolucyjnych sił z Ukrainy. Lenin rozmówił się ze mną i oczywiście
zwrócił uwagę na mój chłopsko-anarchistyczny fanatyzm dotyczący rewolucji
oraz naszych anarchistycznych idei w rewolucji. Zapewnił mnie, że
władza radziecka rozpoczęła walkę w ośrodkach miejskich nie przeciwko
samemu anarchizmowi, a raczej przeciwko bandytom, którzy się za anarchistów
podawali: "Anarchiści zaangażowani w zorganizowaną działalność
rewolucyjną, o których przed chwilą mówiliście, ze mną osobiście i
naszą partią bolszewicką zawsze znajdą wspólny język w celu zbudowania
frontu rewolucyjnego... Inna sprawa jest z socjal-zdrajcami, którzy
są prawdziwymi wrogami wyzwolenia proletariatu i biednego chłopstwa.
Jeśli o nich chodzi, moje nastawienie będzie zawsze takie samo. Jestem
ich wrogiem." Chytrość i hipokryzję,
jakimi popisał się Lenin przy tej okazji, szczególnie jeśli chodzi
o sprawę anarchizmu, rzadko można znaleźć nawet u największych mistrzów
działalności politycznej. Władze bolszewickie już wtedy prowadziły
walkę przeciwko anarchizmowi, chcąc zdyskredytować go w kraju, w którym
bolszewizm Lenina postawił krzyżyk na wszystkich wolnych organizacjach
rewolucyjnych i w którym tylko anarchizm wciąż był dla bolszewizmu
groźny, ponieważ tylko anarchizm, nauczywszy się działać w zorganizowany
i konsekwentny sposób wśród szerokich mas robotniczych i chłopskich,
prowadząc je ku zwycięstwu politycznie i strategicznie, był szansą
powrotu do tego, co zdrowe i wierne Rewolucji, tak by na tej drodze
idee wolności, równości i wolnej pracy stały się rzeczywistością.
Wobec socjalistów
Lenin przyjął tak samo agresywny ton.... Ofensywa władz
bolszewickich przeciwko anarchizmowi i socjalizmowi oddała też wiekie
usługi zagranicznym kontrrewolucjonistom, pomogła im wkroczyć na rewolucyjne
terytorium Ukrainy oraz szybko i bez trudu wyprzeć z niego rewolucyjno-wojenne
siły szerokich mas ludowych działające pod przewodnictwem anarchistów,
lewicowych socjalistów-rewolucjonistów i samych bolszewików, ponieważ
ci ostatni w tym tragicznym dla rewolucji okresie mieli ideowy wpływ
na ukraińskich pracowników. Dzięki tej czarnej
zdradzie bolszewickich przywódców, kontrrewolucji udało się szybko
sparaliżować wszystkie rewolucyjne kontakty pomiędzy poszczególnymi
wioskami i miastami oraz rozpocząć masowe, krwawe represje przeciwko
szerokim rewolucyjno-powstańczym masom pracującym ukraińskich wsi
i miast, a w ten sposób ukraińska rewolucja niespodziewanie poczuła
na szyi pętlę i w pierwszej fazie swojego rozwoju była mordowana... Był to ponury
i koszmarny czas. Bolszewiccy przywódcy, na mocy porozumienia zawartego
z władzami niemieckimi i austro-węgierskimi, wycofali z Ukrainy wszystkie
dobrze uzbrojone i zdyscyplinowane oddziały rewolucyjne złożone z
rosyjskich pracowników, a pracownicy ukraińscy, słabo uzbrojeni i
w pośpiechu sformowani w oddziały wojskowe, zmuszeni byli wycofać
się w ślad za swoimi rosyjskimi braćmi, płacąc swoim życiem za zdradę
przywódców, atakowani z jednej strony przez nacierających dobrze uzbrojonych
i zdycyplinowanych wrogów rewolucji - w postaci niemiecko-austro-węgierskich
armii ekspedycyjnych - a z drugiej strony przez bolszewicką władzę,
która nie chciała ich wpuścić uzbrojonych na terytorium Rosji i dlatego
dochodziło do starć. Kiedy wszystko
wydawało się już stracone, rewolucyjni chłopi z hulajpolskiej grupy
wolnościowych komunistów również opuścili swój rejon oraz licznymi
grupami i oddziałami zaczęli wycofywać się w kierunku Rosji, gdzie,
jak wszyscy sądzili, rewolucja wciąż idzie właściwym torem i gdzie
mogliby odzyskać siły, by znowu stanąć twarzą w twarz z wrogiem, by
zgnieść go swoją siłą fizyczną i duchową, w imię nowego, wolnego społeczeństwa....
Niestety, już
w tej fazie rewolucji bolszewickie kierownictwo zaczęło systematycznie
walczyć ze wszystkim, co zdrowe i rewolucyjne w masach pracujących,
lekceważonych w interesie przywilejów ich partii i stojącej za nią
jawnej kontrrewolucji. Na drogach do miasta Taganrog władze bolszewickie
zastawiły zasadzki na niezależne grupy i oddziały rewolucyjne, próbując
je rozbroić. Ta okoliczność skłoniła siły rewolucyjnego rejonu Hulaj
Pola do podzielenia się na jeszcze mniejsze grupy, z których niektóre
ruszyły bocznymi drogami do swojego rejonu, a inne zebrały się równie
skrycie w Taganrogu, żeby ustalić, co robić dalej.... Grupa towarzyszy
z Taganrogu zleciła mi i Wieretelnikowowi zorganizowanie zjazdu. Odbył
się. Postanowienia były krótkie, ale pozytywne w tym sensie, że ani
jedna grupa nie miała już wycofać się z Taganrogu. Wszyscy, za wyjątkiem
mnie, Wieretelnikowowa i jeszcze trzech innych towarzyszy, mieli wrócić
na front i postępując z wielką ostrożnością działać w swoim rejonie
wśród chłopstwa. Naszej piątce zjazd zlecił wyjazd na półtora-dwa
miesiące do Moskwy, Piotrogrodu i Kronsztadu, zorientowanie się w
sytuacji w tych ośrodkach rewolucyjnych, a na początku lipca mieliśmy
wrócić na Ukrainę, gdzie miały powstać znowu wolne oddziały obrony
Rewolucji, które miały nie tylko walczyć, ale też zwyciężać. O pobycie w Rosji
w okresie tych dwóch miesięcy piszę w drugim tomie moich wspomnień
Pod udarami kontrriewolucji. Tutaj powiem tylko, że z całej naszej
piątki tylko mi udało się wrócić na czas na Ukrainę, oddaną na pastwę
politycznej i ekonomicznej samowoli niemiecko-austro-węgierskiego
kontrrewolucyjnego junkierstwa i jego poplecznika, hetmana "Wszechukrainy",
Pawła Skoropadskiego. Znalazłem tam niewielu moich starych przyjaciół,
wiernych chłopów-rewolucjonistów. Wielu z nich wpadło w łapy kontrrewolucji
i albo zginęło, albo czekało w więzieniach na egzekucje. Żywiąc głębokie
przekonanie o konieczności wypełnienia zadania, jakie zlecił mi zjazd
w Taganrogu, robiłem wszystko, co w mojej mocy, by nawiązać kontakt
z chłopstwem w celu wybrania spośród niego ludzi gotowych do poświęceń.
W czasie tych
poszukiwań nowych i niezłomnych rewolucyjnych bojowników spotykałem
się z wieloma oddanymi moim ideom chłopami i chłopkami. Przez nich
odszukałem niektórych moich starych przyjaciół, którym udało się uciec
przed aresztowaniami i śmiercią z rąk niemiecko-austriackich i hajdamackich
katów, przyjaciół wciąż rewolucyjnie nastawionych, którzy nie bacząc
na żadne niebezpieczeństwa przymierzali się do śmiertelnej walki z
reżimem hetmańskim. Nie czekając na powrót do rejonu towarzyszy wędrujących
gdzieś po Rosji i nie zważając na wszystkie te niebezpieczeństwa,
które wiązały się z naszymi podróżami po wioskach, zawsze narażonych
na ataki i rewizje okupantów, po których często następowały aresztowania
i egzekucje naszych najbardziej aktywnych towarzyszy, dość szybko
postawiliśmy znowu na nogi organizację, która miała przygotować rewolucyjne
powstanie mas chłopskich przeciwko hetmanowi i jego feudalno-obszarniczemu
reżimowi oraz jego protektorom, cesarskim wojskom austriacko-węgiersko-niemieckim. Mówiliśmy masom:
"Chłopi, robotnicy i wy, inteligenci pracujący! Rewolucja musi
się odrodzić i rozwinąć, bo jest najlepszą bronią w walce przeciwko
kapitałowi i władzy państwa. Stwórzmy i umacniajmy wolne społeczeństwo
pracujących już teraz - jest to nasz wspólny cel. Musimy zorganizować
się, stworzyć własne rewolucyjno-wojskowe bataliony i oddziały partyzanckie,
a potem szturmem na hetmana i cesarzy Austrii i Niemiec, którzy przysłali
na naszą ziemię swoje dzikie, kontrrewolucyjne armie. Za wszelką cenę
trzeba pokonać tych katów Rewolucji i Wolności ...!" Masy pracujące
słuchały naszych słów. Z oddalonych od Hulaj Pola siół i wiosek przysyłały
do nas swoich delegatów, chcąc skontaktować się z grupą anarchistyczną,
a potem zabrać ze sobą do swoich rejonów kogoś, kto pomógłby im w
przygotowywaniu mas do powstania. I jeździliśmy,
albo pojedynczo, albo grupami złożonymi z trzech-pięciu ludzi, rozmawiając
w dobrze zakonspirowanych miejscach spotkań z chłopami z tych wiosek
i rejonów. Po dwóch miesiącach tej ciężkiej i uporczywej pracy propagandowo-organizacyjnej
wśród chłopów w całym rejonie, nasza hulajpolska grupa wolnościowych
komunistów przekonała się, że idą za nią szerokie masy ludowe, wśród
których było wielu uzbrojonych ludzi, gotowych na wszelkie poświęcenia
w imię powstania przeciwko niemiecko-austrackiemu junkierstwu, jego
politycznej i ekonomicznej samowoli. Pamiętam, jak
delegaci z tych już zorganizowanych chłopskich sił rewolucyjnych jeździli
przez jakiś tydzień po całym rejonie, od wioski do wioski, żeby znaleźć
mnie, znienawidzonego przez burżuazję i niemiecko-austriackie dowództwo.
Ja też, tak jak oni, przenosiłem się z dwoma-trzema towarzyszami od
wioski do wioski, prowadząc pracę agitacyjno-organizacyjną. Pamiętam,
jak delegaci znaleźli nas w jednej z wiosek i w imieniu tych, którzy
ich wysłali, poprosili mnie, żeby nie odwlekać naszego powszechnego
powstania przeciwko wrogom rewolucji do bardziej dogodnego momentu,
żeby już je rozpocząć. Delegaci tak mi powiedzieli: "Nestorze
Iwanowiczu, wracajcie do Hulaj Pola i rozpocznijcie powstanie. Jeśli
Hulaj Pole powstanie, za nim pójdą wszystkie inne wioski i rejony.
Z grupą swoich towarzyszy agitatorów swoją upartą robotą sprawiliście,
że Hulaj Pole jest nastawione bardzo rewolucyjnie przeciwko hetmanowi,
Niemcom i Austriakom. Wasze wezwanie z powstańczego Hulaj Pola [skierowane]
do innych rejonów zrobi więcej dla powstania, do którego wszyscy się
przygotowujemy, niż te wszystkie tygodnie, jakie spędzacie w wioskach,
żeby przygotować je ustną agitacją, narażając się na wielkie ryzyko..." Nie emocjonowałem
się tym zaufaniem i szacunkiem dla mnie i dla naszej grupy, okazywanymi
przez szerokie masy i ich delegatów. Nie było we mnie rewolucyjnej
próżności i starałem się, żeby nie zarazili się nią ani moi przyjaciele,
ani szerokie masy, wśród których działaliśmy, z którymi mówiliśmy
w tym samym języku, zjednoczeni na drodze oporu, pogłębiania i obrony
Rewolucji mordowanej przez katów, żeby dzięki niej odzyskać swoje
prawa, środki i nadzieję oraz stworzyć nowe, wolne społeczeństwo pracujących.
Moja podróż po
Rosji, po jej ośrodkach rewolucyjnych, oraz moje doświadczenia i obserwacje,
wiele mnie nauczyły. Dlatego ja i moi przyjaciele z grupy, zajmując
się organizacją chłopskiego powstania przeciwko wrogom Rewolucji,
byliśmy bardzo ostrożni, tj. nie mogliśmy zapomnieć, kim jesteśmy
i że jako świadomi ludzie mamy swoje obowiązki. Kiedy nalegano na
nas, jako inicjatorów i organizatorów powstania, zawsze odpowiadałem
chłopom: "A czy wszystkie wasze siły są w wystarczająco dobrym
kontakcie z naszą grupą? Czy wszyscy zrozumieli, czy naprawdę zrozumieli,
że powstanie musi wybuchnąć wszędzie w tym samym czasie, nawet jeśli
różne miejsca leżą daleko od siebie? Jeśli wszyscy to dobrze zrozumieli,
to nie zaszkodzi pomyśleć jeszcze raz nad tym, jaki będzie najlepszy
sposób rozpoczęcia naszej otwartej walki zbrojnej. Przemyślenie tego
jeszcze raz jest bardzo ważne, szczególnie, że nie mamy takich środków,
jak nasi wrogowie. W pierwszych atakach na wroga musimy zdobyć wiele
karabinów i dział oraz przynajmniej 20 pocisków na każdy karabin i
działo. Taki sukces przy naszym pierwszym ataku na wroga będzie podwójny,
dla nas i dla szerokich mas pracujących. I my i szerokie masy od razu
będziemy silniejsi, tak w ideowo-politycznym, jak i w organizacyjno-wojskowym
sensie. Po naszym pierwszym zwycięstwie nasze odziały partyzanckie
uderzą na wroga ze wszystkich stron. Wywołamy w ten sposób chaos w
rządzie hetmańskim i w austriacko-niemieckim sztabie, w każdym razie
u nas w [regionie] Priazowsko-Dnieprowskim i w Zagłębiu Donieckim.
Latem sytuacja się wyjaśni i będziemy postępować tak, jak tego będzie
wymagać, walcząc przy użyciu wszystkich sił..." Tak my, chłopi-anarchiści,
zwracaliśmy się do szerokich mas pracujących w tej trudnej dla rewolucji
i dla naszego ruchu chwili, od której minęło już dziesięć mrocznych
lat. Można się zapytać, dlaczego byliśmy tak bardzo ostrożni, jeśli
chodzi o nasz wpływ na szerokie masy, skoro to przede wszystkim właśnie
one opowiadały się za powstaniem przeciwko tyranom? Czemu, będąc buntownikami,
nie skorzystaliśmy z okazji i nie poprowadziliśmy po prostu mas, porwanych
żywiołem tego autentycznego rewolucyjnego ducha, który wezbrał w ukraińskich
wsiach i który, wolny od politycznych ułomności, mógł zrodzić się
tylko z ruchu anarchistycznego?... Może to wydawać
się dziwne, ale było to spowodowane panującymi warunkami, szczególnie
takimi, o jakich bardzo rzadko wspomina się w naszych szeregach. To
bardzo trudny moment dla awangardy rewolucyjnej pracującej nad przygotowaniem
zbrojnego powstania chłopów. Taką awangardą była nasza chłopska hulajpolska
grupa wolnościowych komunistów. Rozwój wypadków postawił przed nią
problem: czy powinna wziąć na siebie pełną odpowiedzialność za kierowanie
ruchem szerokich mas pracujących w zbliżającej się walce zbrojnej,
czy też zrzec się tej roli na rzecz którejś partii z przygotowanym
programem, mogącej liczyć na bezpośrednie poparcie ze strony bolszewickiego
rządu "rewolucyjnego", ze strony Moskwy. Problem ten postawił
naszą grupę w trudnym położeniu, zwłaszcza dlatego, że była przyzwyczajona
do abstrakcyjnych teorii anarchizmu, według których anarchista odrzuca
zdyscyplinowaną organizację sił rewolucyjnych i dlatego w czasie rewolucji
okazuje się często osamotnionym maniakiem, niezdolnym do odegrania
twórczej i produktywnej roli wśród szerokich mas pracujących. Przy
całej naszej rewolucyjnej chęci nie szczędzenia żadnych środków w
walce z kontrrewolucją, której nauczyło nas rewolucyjne doświadczenie,
wszyscy byliśmy anarchistami. Rozumieliśmy, że dezorganizacja panująca
w naszym ruchu wyrządza anarchizmowi tak duże szkody, że trudno mu
będzie równać się siłą z bolszewizmem i lewicowym narodnictwem, że
anarchiści tak przywykli do dezorganizacji, jak do żadnej ze swoich
pozytywnych idei, a także że póki anarchiści będą ulegać temu nawykowi,
nasz ruch nie znajdzie zrozumienia ani poparcia wśród mas, które nie
zaryzykują życia w walce [której nie rozumieją]. Ale powtarzam, byliśmy
anarchistami i żyliśmy anarchistycznymi nadziejami. Przygotowując
się sami, przygotowywaliśmy szerokie masy pracujące do otwartego powstania
przeciwko tym, którzy gnębili rewolucję. Okrążeni ze wszystkich stron,
nie mieliśmy czasu na zastanawianie się, czy jest anarchistyczne,
żeby rozejść się wśród mas i poprowadzić je jako wojskowa awangarda.
Byliśmy wtedy wolni od tej pustej, często szkodliwej dla anarchizmu
gadaniny i myśleliśmy tylko o jednym - o walce i zwycięstwie! A walka i zwycięstwo,
naszym zdaniem, wymaga od rewolucyjnego anarchizmu, żeby świadomie
zajął należne mu miejsce i odegrał aktywną rolę we współczesnych rewolucjach,
w czasie których trzeba się zmierzyć z olbrzymimi problemami natury
organizacyjnej oraz dotyczącymi formułowania pozytywnych celów ruchu,
szczególnie w pierwszych dniach rewolucji, gdy masy pracujące idą
po omacku, jakby niepewne, czy znajdą miejsce do pełnego wyrażenia
swoich prawdziwych dążeń. Byliśmy świadomi
rozdrobnienia organizacji anarchistycznych oraz ich jakby na wpół
nielegalnej działalności, szczególnie w miastach, gdzie władze partii
bolszewickiej robiły wszystko, żeby zrobić z nich "ruch bolszewicko-anarchistyczny"
i wykorzystać do własnych celów albo całkiem zepchnąć do podziemia
i nie dopuścić do tego, żeby ruch zwarł szeregi i organizacyjnie zajął
należne mu miejsce w awangardzie Rewolucji, już dławionej przez bolszewicką
władzę. My, chłopi-anarchiści, działaliśmy na wsi tak, by głos naszego
ruchu anarchistycznego odbijał się szerokim echem i by przyciągnąć
z miast najlepsze elementy, ponieważ to ukraińska wieś pierwsza powstała
przeciwko hetmańskiemu reżimowi oraz broniącym go austriacko-niemieckim
armiom kontrrewolucyjnym. Z takim zamiarem,
pod czarnym anarchistycznym sztandarem, nasza grupa kształciła chłopstwo.
Ani na jotę nie odchodząc od zasad anarchizmu, grupa stworzyła ideowo-polityczny
i wojenno-rewolucyjny program ruchu powstańczego, nazwanego od razu
"powstańczymi wojskami batki Machno". Wpływy grupy,
m.in. moje, wśród mas pracujących walczących pod anarchistycznym sztandarem
były tak silne i owocne, że zawrócić ich z tej drogi nie mogły żadne
wrogie anarchizmowi siły partii politycznych i socjalistycznych. Masy
nie słuchały ich haseł, nie słuchały ich przemówień. Słowa hulajpolskiej
grupy wolnościowych komunistów i słowa Machno o wolności i niezależności
pracujących od władzy kapitału i jego sługi-państwa, o tym, że państwo,
jako szkodliwa organizacja społeczeństwa burżuazyjno-kapitalistycznego
powinno ustąpić organizacji wolnego społeczeństwa pracujących, itd.,
itd., były dla mas zasadami ich życia i walki. To w imię tych
zasad nowego społeczeństwa pracujących masy chłopskie stworzyły potężną
siłę wojenno-rewolucyjną i oddały ją pod bezpośrednie dowództwo organizacyjne
grupy sztabu ruchu, a potem nigdy nie zerwały z nią swoich duchowych
i ekonomicznych więzi - zawsze zasilały ją świeżymi siłami w najtrudniejszych
dla niej i dla siebie chwilach, dostarczały jej zapasów. W ten sposób
rejon Hulaj Pola szybko stał się oddzielnym krajem, wolnym od etatyzmu
w swojej wewnętrznej organizacji. Niemiecko-austriackie zastępy, które
do tej pory nie znały żadnych granic w swojej samowoli wobec ludności,
były teraz przez tą ludność rozbrajane, a ich broń trafiała do jej
oddziałów. Niemiecko-austriackie
wojska szybko zaczęły uciekać z rejonu. Hetmańskie władze były albo
wieszane, albo uciekały. Na dumny rewolucyjny rejon wkrótce zwrócili
uwagę bolszewiccy przywódcy z Moskwy. Zwrócili też uwagę na anarchistów
z powodu ich rewolucyjnych działań. Nazwisko Machno nie znikało z
pierwszych stron wszystkich głównych bolszewickich gazet. Bolszewicy
codziennie pisali coś nowego o sukcesach rewolucyjnej walki powstańców
prowadzonej pod dowództwem anarchisty Machno... Tymczasem rewolucyjny
ruch powstańczy szedł swoją anarchistyczną drogą. Po rozbiciu niemieckich
i austriackich wojsk wygnał ludzi hetmana z wielu powiatów i guberni
Ukrainy, a później zetknął się z pośpiesznie organizowanymi oddziałami
denikinowców i pod przewodnictwem oddanych synów rewolucji, chłopów-anarchistów,
rzucił przeciwko nim wszystkie swoje siły, a niedługo potem również
przeciwko Dyrektoriatowi Ukrainy, szerzej znanemu (po swojej reorganizacji)
jako "atamania", słynna "petlurowszczyzna". Przeciwko denikinszczyznie
i Dyrektoriatowi Ukrainy machnowszczyzna stworzyła - tak jak przeciwko
armiom niemiecko-austriackim - szeroki front, prowadząc bohaterskie
działania rewolucyjno-wojskowe na rzecz Rewolucji oraz nowego, wolnego
społeczeństwa pracujących. Tak w rzeczywistości
wyglądała organizacja chłopów-anarchistów i tak zaczął swoją historyczną
działalność rewolucyjno-powstańczy ruch ukraińskich mas pracujących
- machnowszczyzna. Myślę, że dzięki
temu wiernemu, chociaż niepełnemu opisowi, każdy przekona się, że
wszystkie bujdy wrogów, a czasem i przyjaciół machnowszczyzny, jakoby
ten masowy ruch nie miał ideologii, jakoby jego ideowo-polityczne
inspiracje czy ogólne wskazówki polityczno-strategiczne dotyczące
takiej czy innej działalności pochodziły z zewnątrz, są zupełnie bezpodstawne. Dla dowódców
w ruchu, tak samo jak dla szerokich mas chłopskich, które go popierały,
było jasne, że machnowszczyzna była organizowana przez hulajpolską
grupę wolnościowych komunistów i że miała ona od początku do końca
anarchistyczny charakter, przy tym nie wypaczony ani werbalnym rewolucjonizmem,
ani miejskimi chaotycznymi skłonnościami i nieodpowiedzialnością.
Wszyscy organizatorzy i inspiratorzy ruchu, tacy jak bracia Karetnik,
Aleksiej Marczenko, bracia Semeniuta, bracia Domaszenko, bracia Machno,
Liutyj, Zujczenko, Korostielew, Trojan, Daniłow, Tyczenko, Moszczenko,
A. Czubenko i wielu innych, byli anarchistami. Wielu z nich działało
wśród chłopów już w latach 1906-1907, byli oni faktycznie pionierami
machnowszczyzny... Razem z innymi ludźmi z ruchu kształtowali jego
stanowisko ideowo-polityczne, jak też organizację wojskowo-strategiczną.
Wszelka pomoc ze strony pokrewnych ruchowi organizacji anarchistycznych
byłaby bardzo pożądana, ale niestety nigdy nie była ona bezpośrednia
i zorganizowana. Przez pierwszych osiem-dziewięć miesięcy otwartej
walki przeciwko wrogom rewolucji i anarchizmu, machnowszczyzna nie
doczekała się żadnej pomocy ze strony swoich przyjaciół. Dopiero po
ośmiu-dziewięciu miesiącach zaczęli pojawiać się w szeregach ruchu
pojedynczy towarzysze - niektórych z nich ruch wyrwał z łap wroga
w czasie swojej działalności. Grupa anarcho-komunistów z Iwanowa-Wozniesienska,
z towarzyszami Makiejewem i A. Czerniakowem przyłączyła się w zorganizowany
sposób. Towarzysze ci udzielali w miarę możliwości tak potrzebnej
pomocy, ale niestety tylko przez jakiś czas. W tych ciężkich chwilach
nierównej, trudnej oraz (politycznie i historycznie) ważnej walki,
machnowszczyzna musiała radzić sobie o własnych, wojskowo-strategicznych
siłach. Jestem całkowicie przekonany, że była to główna przyczyna
tego, że machnowszczyzna od początku do końca wiernie stała na rewolucyjnym
posterunku, że nie bacząc na wieczne okrążenie przez wrogów i bezustanną
walkę z nimi, nigdy nie dała się skusić ugrupowaniom społeczno-politycznym,
które stały na stanowisku innym niż anarchizm i rewolucja społeczna. Będąc wierna
swoim anarchistycznym ideom oraz żądając od państwa i jego władz,
żeby nie przeszkadzały pracującym wsi i miast w samoorganizacji i
wyrażaniu swojej prawdziwej woli rewolucyjnej, w przezwyciężaniu starego
oraz w budowie i obronie nowego społeczeństwa, machnowszczyzna nie
mogła oczywiście liczyć na żadną pomoc ze strony państwowych ugrupowań
społeczno-politycznych. Ale miała prawo spodziewać się zorganizowanej
pomocy ze strony pokrewnych miejskich organizacji anarchistycznych.
Ta pomoc niestety nie nadeszła. Dezorganizacja była wtedy tak głęboko
zakorzeniona wśród większości anarchistów, że zamykała im oczy na
to, co działo się na wsi. Nie byli w stanie zauważyć ani odczuć anarchistycznego
nastawienia rewolucyjnego chłopstwa, dlatego nie przybyły jej na pomoc
miejskie organizacje robotnicze, a to nastawienie nie wpłynęło na
nienormalny bieg wydarzeń rewolucyjnych w miastach. Nie doczekawszy
się pomocy od tych, od których ta pomoc powinna była nadejść i nie
mając wpływu na bieg wydarzeń tam, gdzie przeradzały się one w ustanowienie
władzy pod różnymi pretekstami, machnowszczyzna nie miała za co być
wdzięczna pokrewnym organizacjom miejskim. Stąd zrodziła
się w machnowszczyźnie wiara w słuszność stanowiska, jakie zajęła
w działaniach rewolucyjnych. Ruch twardo polegał na swoich wewnętrznych
siłach, tak samo twardo dążył do celu, wypisanego na swoich czarnych
sztandarach, który poruszył masy i pchnął je do walki przeciwko wszelkiego
rodzaju tyranom. Ruch nigdy nie zszedł z tej drogi przez wszystkie
lata swojej walki, a często walczył bohatersko z przeważającymi siłami
wrogów swoich, rewolucji i anarchistycznych idei rewolucyjnych. Na tym poważnym i odpowiedzialnym posterunku rewolucyjnym machnowszczyzna popełniła jednak jeden poważny błąd: zawarła sojusz z bolszewizmem przeciwko wspólnemu wrogowi - wrangelszczyznie i Entencie. W czasie zawierania tego ważnego moralnie i praktycznie dla rewolucji paktu machnowszczyzna pomyliła się co do rewolucjonizmu bolszewików - i nie podjęła na czas kroków przeciwko ich zdradzie. Bolszewicy przy pomocy swoich specjalistów od zdrady zaatakowali go i, choć z trudem, na razie pokonali . |
||
|
| ||
|
[strona
główna]
[biografia] [pisma]
[opracowania] [ikonografia]
[bibliografia] [odnośniki]
[redakcja] |
||