Michał Bakunin
FEDERALIZM, SOCJALIZM I ANTYTEOLOGIZM
Uzasadniony wniosek skierowany do Komitetu Centralnego Ligi Pokoju
i Wolności. Genewa.

Nota
redakcyjna
Tytuł oryginału: "Federalisme, socialisme et antitheologisme".
Tytuł podany w obecnym wydaniu jest ostateczny, przyjęty w poprawionych
korektach; korekta zawierała podtytuł: Wniosek Rosjan, członków
Centralnego Komitetu Ligi Pokoju i Wolności. Rękopis Bakunina nosi
tytuł: Umotywowany wniosek Rosjan, członków Stałego Komitetu Ligi
Pokoju i Wolności (poparty przez P. Aleksandra Naquet, delegata
francuskiego, P. P. Waleriana Mroczkowskiego i Jana Zagórskiego,
delegatów polskich).
Pierwodruk
pracy: M. Bakounine "Oeuvres" t. I, Paris 1895. Częściowo
praca ta była opublikowana wcześniej, w 1868 roku, gdy Bakunin współpracował
z Ligą Pokoju i Wolności. 12.09.1867 roku na pożegnalnym bankiecie
pierwszego kongresu Ligi Bakunin wzniósł toast za zwycięstwo "prawdziwej
demokracji" dzięki realizacji zasady "federalizmu, socjalizmu
i antyteologizmu". Tę trójedyną formułę, interpretowaną przez
jego późniejszych zwolenników jako żądanie anarchii, kolektywizmu
i ateizmu, Bakunin rozwinął w swej pracy Federalizm, socjalizm,
antyteologizm. Odczytał swą pracę w trakcie dyskusji władz Ligi
nad programem jej przyszłego organu: "Les Etat-Unis d'Europe".
Pewną przychylność członków Komitetu Centralnego Ligi zyskały jedynie
federalistyczne i ateistyczne koncepcje Bakunina, toteż do wydania
całości pracy przez Ligę nie doszło. Bakunin przywiązywał wielką
wagę do swej pracy i - jak pisał do G. Wyrubowa - "z okazji
antyteologizmu wyłożył cały swój światopogląd". Nawiązując
do wcześniejszych prac Bakunina, zwłaszcza do dokumentu z 1866 roku
- "Rewolucyjnego katechizmu" - praca ta stanowi pierwszy
rozwinięty wykład jego światopoglądu anarchistycznego.
Tekst
za Michał Bakunin "Pisma Wybrane" t. 1, s. 232 - 396.
Przekład pod redakcją Zbigniewa Schabowskiego. Publikacja w wersji
elektronicznej: Anarchistyczne Archiwa 2006.

Panowie!
Naszym dzisiejszym zadaniem jest zorganizowanie i ostateczne skonsolidowanie
Ligi Pokoju i Wolności. Przyjmujemy za podstawą zasady, które zostały
sformułowane przez poprzedni Komitet Naczelny i uchwalone przez pierwszy
Kongres. Stanowią one obecnie nasz statut, podstawę i obowiązującą
wytyczną całej naszej przyszłej działalności. Z żadnej pośród nich
w żadnej mierze nie mamy już prawa zrezygnować; mamy natomiast prawo,
a nawet obowiązek je rozwijać.
Spełnienie tego
obowiązku wydaje się nam obecnie sprawą tym bardziej pilną, że - jak
wszyscy wiemy - zasady te były sformułowane w pośpiechu, pod naciskiem
ciężkiej atmosfery genewskiej stworzonej przez gospodarzy. Naszkicowaliśmy
je - że tak powiem - pomiędzy dwiema burzami, zmuszeni łagodzić ich
sformułowanie, aby uniknąć wielkiego skandalu, który mógłby doprowadzić
do całkowitego zniweczenia naszego dzieła.
Dzisiaj, kiedy
dzięki bardziej szczerej i serdecznej gościnności Berna jesteśmy w
tym mieście wolni od wszelkich nacisków z zewnątrz, powinniśmy odtworzyć
te zasady w pełnym ich brzmieniu, usuwając z ich sformułowania wszelką
dwuznaczność, jest ona bowiem niegodna nas, niegodna wielkiego dzieła,
którego mamy dokonać. Niedomówienia, półprawdy, niedokończone myśli,
uprzejmie złagodzone sformułowania i ustępstwa tchórzliwej dyplomacji
- to nie są czynniki pomocne w tworzeniu rzeczy wielkich; tworzą je
ludzie silnego ducha, którzy mają serce wzniosłe, umysł ścisły, cel
jasno określony i wielką odwagę. Podjęliśmy się wielkiego dzieła,
bądźmy go godni. Będzie to wielkie dzieło lub przedsięwzięcie godne
śmiechu, nie ma tu miejsca na coś pośredniego; aby było to dzieło
wielkie, jest rzeczą konieczną, abyśmy także się stali wielcy dzięki
odwadze i szczerości.
Nie proponujemy
wam wszczęcia akademickiej dyskusji na temat zasad. Nie zapominamy,
że zebraliśmy się tu głównie po to, by uzgodnić metody i środki polityczne
niezbędne do zrealizowania naszego dzieła. Ale wiemy także, że nie
może być uczciwej i pożytecznej działalności politycznej bez sprecyzowania
teorii i jasnego określenia celu. W przeciwnym razie, choćbyśmy byli
natchnieni najbardziej śmiałymi i liberalnymi ideami, moglibyśmy,
wbrew woli, przejść na pozycje całkowicie przeciwstawne: przystępując
do dzieła jako zwolennicy republiki, demokracji i socjalizmu, moglibyśmy
się stać poplecznikami Bismarcka lub bonapartystami.
Musimy dzisiaj
załatwić trzy sprawy:
1. Ustalić warunki
następnego Kongresu i przygotować dla niego grunt.
2. Zorganizować
naszą Ligę, o ile to będzie możliwe, we wszystkich krajach Europy,
a nawet w Ameryce, co nam się wydaje bardzo istotne; założyć w każdym
kraju komitety narodowe i podkomitety prowincjonalne, zapewniając
każdemu z nich niezbędną autonomię prawną i podporządkowując je wszystkie
Centralnemu Komitetowi w Bernie. Tym komitetom należy dać niezbędne
pełnomocnictwa i instrukcje dotyczące propagandy i przyjmowania nowych
członków.
3. Założyć czasopismo
poświęcone propagandzie.
Czyż nie jest
rzeczą oczywistą, że aby należycie załatwić te trzy sprawy, musimy
uprzednio ustalić zasady, które określą istotę i cel Ligi w sposób
wykluczający wszelką dwuznaczność. Będą one inspirowały całą naszą
pisemną i ustną propagandę i określały jej kierunek; ich uznanie będzie
dla kandydatów podstawowym warunkiem przyjęcia w poczet członków stowarzyszenia.
Ten ostatni punkt wydaje się nam niesłychanie ważny. Albowiem cała
przyszłość naszej Ligi zależy od poglądów i tendencji nie tylko politycznych
i społecznych, lecz również ekonomicznych i moralnych, reprezentowanych
przez masy nowych członków, dla których otworzymy nasze szeregi. Tworząc
organizację wybitnie demokratyczną, nie rościmy sobie prawa do arbitralnych
rządów nad naszym ludem, to jest nad rzeszą zwolenników Ligi; gdy
tylko należycie się zorganizujemy, nigdy nie pozwolimy sobie narzucać
im swoich poglądów. Przeciwnie, pragniemy, aby nasze podkomitety prowincjonalne
i komitety narodowe, a nawet Komitet Centralny czy Międzynarodowy,
a więc wszystkie komitety od dołu do góry były wybierane w głosowaniu,
w którym wezmą udział nasi zwolennicy z wszystkich krajów. Pragniemy,
by działalność komitetów wiernie odzwierciedlała uczucia, poglądy
i wolę większości. Lecz obecnie, właśnie dlatego, że jesteśmy zdecydowani
podporządkować się woli większości, wszystkim jej decyzjom dotyczącym
ogólnej działalności Ligi, obecnie, gdy jest nas jeszcze niewielu,
jeśli chcemy, aby nasza Liga nigdy nie odstąpiła od pierwotnych zasad
i od kierunku wytyczonego przez założycieli, czyż nie powinniśmy zapobiec
przyjmowaniu w nasze szeregi kogokolwiek, kto by wyznawał poglądy
sprzeczne z jej pierwotnymi założeniami? Czyż nie powinniśmy zorganizować
się w taki sposób, aby przeważająca większość naszych zwolenników
zawsze była wierna uczuciom, które ożywiają nas dzisiaj? Czyż nie
powinniśmy ustalić odpowiednich zasad przyjmowania nowych adeptów,
zasad, dzięki którym duch Ligi nie ulegnie zmianie nawet wtedy, gdy
zmieni się skład osobowy naszych komitetów?
Cel ten możemy
osiągnąć w jeden tylko sposób: określając owe zasady tak wyraźnie,
że nikt, kto przeciwstawiałby się im pod jakimkolwiek względem, nigdy
nie będzie mógł znaleźć się w naszych szeregach.
Nie ulega wątpliwości,
że gdybyśmy ściśle nie określili rzeczywistego charakteru Ligi, liczba
naszych zwolenników mogłaby być o wiele większa. Moglibyśmy wtedy
przyjmować w nasze szeregi, jak proponował pan Schmidlin, delegat
Bazylei, nawet wielu wojskowych i księży. Lecz w takim razie dlaczego
byśmy nie mieli przyjmować również policjantów? Dlaczego byśmy nie
mieli błagać jakichś księżniczek pruskich, rosyjskich lub austriackich,
aby łaskawie zechciały zostać honorowymi członkiniami naszego stowarzyszenia?
Przecież niedawno
o taki właśnie zaszczyt błagała je Liga Pokoju, którą panowie Michel
Chevalier i Frederic Passy założyli w Paryżu pod wysokim cesarskim
protektoratem. Ale - jak mówi przysłowie - kto zbyt wiele uchwyci,
mało zachowa; okupilibyśmy drogocenne członkostwo wszystkich tych
osób całkowitym unicestwieniem; stalibyśmy się tylko jeszcze jednym
kiepskim żartem wśród masy dwuznacznych słów i frazesów zatruwających
obecnie opinię publiczną Europy.
Z drugiej strony
jest rzeczą oczywistą, że jeśli będziemy jawnie głosili swoje zasady,
zdobędziemy mniejszą ilość zwolenników; będą to jednak zwolennicy
oddani, na których będziemy mogli liczyć, nasza zaś szczera, rozumna
i rzetelna działalność propagandowa nie będzie zatruwała umysłów,
ale oddziaływała umoralniająco.
Rozpatrzmy, więc
bliżej zasady naszego nowego stowarzyszenia. Nosi ono nazwę Ligi Pokoju
i Wolności. Już to wiele znaczy; odróżnia nas bowiem od wszystkich,
którzy pragnąc pokoju, dążą do niego za wszelką cenę, nawet za cenę
wolności i godności ludzkiej. Różnimy się także od angielskiego stowarzyszenia
pokoju, które nie uwzględniając żadnych zagadnień politycznych, reprezentuje
pogląd, że w warunkach obecnej organizacji państw europejskich pokój
jest możliwy. W przeciwieństwie do ultrapacyfistycznych tendencji
stowarzyszenia paryskiego i angielskiego nasza Liga głosi, że wierzy
w pokój i pragnie go pod tym tylko warunkiem, że towarzyszyć mu będzie
wolność.
Wolność jest
to wzniosłe słowo, które oznacza rzecz wielką i nigdy nie przestanie
elektryzować wszystkich ludzi. Ale musimy dokładnie określić, jak
ją pojmujemy, w przeciwnym, bowiem przypadku nie unikniemy nieporozumień.
Mogłyby one sprawić, że ujrzelibyśmy wśród nas biurokratycznych rzeczników
wolności obywatelskiej, konstytucyjnych monarchistów, liberalnych
arystokratów i bourgeois, czyli wszystkich, którzy w większym lub
mniejszym stopniu są zwolennikami przywilejów i naturalnymi wrogami
demokracji. Przenikając do naszych szeregów pod pretekstem, że miłują
wolność, że również są jej zwolennikami, uzyskaliby przewagę liczebną.
Aby uniknąć tych
fatalnych konsekwencji nieporozumienia, Kongres Genewski ogłosił,
że chce "oprzeć pokój na demokracji i na wolności", z czego
wynika, że aby zostać członkiem Ligi, trzeba być demokratą. A więc
nie może Wstąpić do naszej organizacji żaden arystokrata, żaden zwolennik
jakichkolwiek przywilejów, jakiegokolwiek monopolu lub jakiegokolwiek
ograniczenia zasięgu uprawnień politycznych do poszczególnych grup
lub osób. Słowo "demokracja" nie oznacza nic innego jak
rządy ludu przez lud i dla ludu, słowo zaś "lud" - wszystkich
obywateli (należy przez to rozumieć również obywatelki), którzy łącznie
stanowią naród. W tym sensie niewątpliwie wszyscy jesteśmy demokratami.
Ale jednocześnie
musimy uznać, że sam termin "demokracja" niewystarcza do
dokładnego określenia charakteru naszej Ligi, a wyrwany z kontekstu
może być źródłem nieporozumień, tak samo zresztą jak słowo: wolność.
Czyż na początku naszego wieku amerykańscy plantatorzy, właściciele
niewolników na Południu oraz ich stronnicy w stanach północnych nie
nazywali siebie demokratami? Czyż rzecznicy współczesnego cezaryzmu,
który prowadzi do potwornych konsekwencji i stanowi straszliwą groźbę
dla wszystkiego, co w Europie nazywa się humanitaryzmem - czyż oni
również nie roszczą pretensji do miana demokratów? Nawet imperializm
moskiewski i petersburski, nawet Rosja - to państwo nie osłonięte
żadnym frazesem, ten ideał wszystkich militarnych, biurokratycznych,
scentralizowanych potęg - czyż nie w imię demokracji zdruzgotała ostatnio
Polskę?
Oczywiście, demokracja
bez wolności nie może być naszym sztandarowym hasłem. Lecz czymże
jest demokracja oparta na wolności, jeśli nie republiką? Łączenie
wolności z przywilejami daje w wyniku ustrój monarchii konstytucyjnej;
wolność może się łączyć z demokracją jedynie w republice. Kongres
Genewski przez ostrożność, której nie pochwalamy, uważał za stosowne
unikać w swych uchwałach słowa "republika". Jednakże głosząc
postulat "oparcia pokoju na fundamencie demokracji i wolności",
siłą rzeczy bronił zasad republikańskich. A więc nasza Liga musi być
jednocześnie demokratyczna i republikańska.
Myślimy, panowie,
że wszyscy jesteśmy republikanami w tym sensie, że kierując się nieubłaganą
logiką, pomni ostrzeżeń dostarczonych przez zbawienne, lecz surowe
lekcje historii, pomni wszystkich doświadczeń przeszłości, w szczególności
zaś pomni wydarzeń, które od 1848 roku zasmucają Europę, zdaliśmy
sobie sprawę z niebezpieczeństw, które jej dziś grożą, i doszliśmy
do przekonania, że instytucje ustroju monarchistycznego nie dadzą
się pogodzić z władztwem pokoju, sprawiedliwości i wolności.
Co zaś do nas,
panowie, jako socjaliści rosyjscy i jako Słowianie, uważamy za swój
obowiązek szczerze oświadczyć, że dla nas słowo "republika"
ma znaczenie jedynie czysto negatywne: oznacza obalenie monarchii,
położenie jej kresu. Słowo to nie może wzbudzić w nas zapału, przeciwnie,
mamy chęć zaprotestować, ilekroć powiadają nam, że ustrój republikański
stanowi rzeczywiste, pozytywne rozwiązanie wszystkich palących kwestii
i najwyższy cel, do którego powinniśmy dążyć ze wszystkich sił.
Nienawidzimy
monarchii z całego serca; nade wszystko pragniemy, aby została ona
obalona w całej Europie i na całym świecie, i jesteśmy przekonani,
tak jak i wy, że jej upadek jest nieodzownym warunkiem wyzwolenia
ludzkości, warunkiem sine qua non. Z tego punktu widzenia jesteśmy
szczerymi republikanami. Ale nie sądzimy, że wystarczy obalić monarchię,
aby wyzwolić ludy i zapewnić im pokój i sprawiedliwość. Przeciwnie,
jesteśmy głęboko przekonani, że wielka republika militarna, biurokratyczna
i politycznie scentralizowana może i musi stać się państwem zaborczym,
jeśli chodzi o politykę zagraniczną; może i musi stać się państwem,
którego polityka wewnętrzna jest oparta na ucisku; nie będzie ona
zdolna zapewnić swym poddanym dobrobytu i wolności, choćby nawet nazywano
ich obywatelami. Czyż nie widzieliśmy, jak wielki naród francuski
dwukrotnie ustanowił republikę demokratyczną, dwukrotnie został pozbawiony
wolności i dał się wciągnąć w wojny zaborcze?
Czy będziemy,
jak to czyni wielu innych, składali te godne pożałowania wydarzenia
na karb temperamentu, lekkomyślnego usposobienia i utrwalonego w toku
historii, tradycyjnego stosunku narodu francuskiego do dyscypliny,
tego narodu, który, jak utrzymują potwarcy, potrafi zdobyć wolność
w spontanicznym, gwałtownym porywie, ale nie potrafi z niej, korzystać,
kierować się jej zasadami w życiu codziennym?
Nie możemy, panowie,
przyłączyć się do tych, co wysuwając ten zarzut potępiają cały naród,
jeden z najbardziej światłych narodów w Europie. Jesteśmy przekonani,
że jeśli dwukrotnie został on pozbawiony wolności, jeśli republika
demokratyczna we Francji dwukrotnie została przekształcona w dyktaturę
i w demokrację militarną, to przyczyną tego nie jest charakter ludu
francuskiego, lecz francuski centralizm polityczny. Przesłanki tego
centralizmu z dawien dawna stwarzała działalność królów i mężów stanu.
Jego uosobieniem stał się później ten, komu krasomówstwo usłużnych
dworaków nadało przydomek Wielkiego Króla; centralizm ów, zaprzepaszczony
w haniebnym bezładzie zgrzybiałej monarchii, niesławnie by zginął,
gdyby rewolucja nie wsparła go swym potężnym ramieniem. Tak, rzecz
dziwna, ta wielka rewolucja, która po raz pierwszy w historii proklamowała
wolność nie tylko obywatela, ale i człowieka, ta rewolucja, obejmując
spuściznę po monarchii, którą unicestwiła, wskrzesiła to, co jest
zaprzeczeniem wszelkiej wolności: centralizm państwowy i wszechpotęgę
państwa.
System centralistyczny
odbudowany przez Konstytuantę, zwalczany zresztą bez wielkiego powodzenia
przez żyrondystów, został doprowadzony do swych ostatecznych konsekwencji
przez Konwent Narodowy, a jego prawdziwymi odnowicielami byli Robespierre
i Saint-Just. W tej nowej machinie państwowej było wszystko, nie zabrakło
nawet Najwyższej Istoty i religii państwowej. Czekała tylko na zręcznego
maszynistę, aby ukazać zdumionemu światu całą potęgę ucisku, w jaką
ją wyposażyli nieostrożni budowniczowie... I oto pojawił się Napoleon
I. Rewolucja, której natchnieniem było pierwotnie jedynie umiłowanie
wolności i zasad humanitaryzmu, wskutek tego, że uważała za możliwe
pogodzić je z centralizmem państwowym - unicestwiła wolność i humanitaryzm,
unicestwiła siebie, powołując w zamian do życia dyktaturę wojskową
- cezaryzm.
Czy nie jest
oczywiste, panowie, że gwoli uratowania wolności i pokoju w Europie
powinniśmy przeciwstawić temu potwornemu, ciemiężycielskiemu, centralistycznemu
systemowi państw militarnych, biurokratycznych, despotycznych, monarchiczno-konstytucyjnych,
a nawet republikańskich, wielką, zbawienną zasadą federalizmu - zasadę,
o której tryumfie mówią nam już zresztą ostatnie wydarzenia w Stanach
Zjednoczonych Ameryki Północnej.
Odtąd powinno
być jasne dla wszystkich, którzy rzeczywiście pragną wyzwolenia Europy,
że nadal darząc sympatią wzniosłe socjalistyczne i humanitarne idee
Rewolucji Francuskiej, należy odrzucić zasady jej polityki państwowej
i zdecydowanie opowiedzieć się za północnoamerykańską polityką wolności.
| Wstęp | Federalizm
| Socjalizm
| Antyteologizm
|
|