FEDERALIZM
Możemy oznajmić,
że zasada federalizmu została jednomyślnie uznana przez Kongres Genewski.
Napawa nas to wielką radością. Nawet Szwajcaria, która zresztą z takim
powodzeniem stosuje obecnie tą zasadę w praktyce, opowiedziała się
za nią bez zastrzeżeń i akceptowała ją z wszystkimi jej konsekwencjami.
Niestety, w uchwałach Kongresu zasada ta została bardzo źle sformułowana
i omawiana jest raczej nie bezpośrednio; wspomina się o niej w związku
ze sprawami Ligi, którą powinniśmy założyć, później zaś w związku
z projektem edycji naszego dziennika "Stany Zjednoczone Europy".
Tymczasem, naszym zdaniem, powinna ona była zająć pierwsze miejsce
wśród zasad wymienionych w naszej deklaracji.
Jest to bardzo
przykre niedopatrzenie, które powinniśmy czym prędzej naprawić. Zgodnie
z tendencją, którą reprezentowali wszyscy uczestnicy Kongresu Genewskiego,
powinniśmy ogłosić, co następuje:
1. Stworzenie
Stanów Zjednoczonych Europy jest jedynym sposobem zapewnienia zwycięstwa
zasadom wolności, sprawiedliwości i pokoju w stosunkach międzynarodowych
w Europie i uniemożliwienia wojny domowej między różnymi narodami
europejskimi, które tworzą jedną rodzinę.
2. Stany Zjednoczone
Europy nie będą mogły powstać z państw o obecnym ustroju na skutek
potwornej nierówności ich sił.
3. Przykład nieboszczki
konfederacji niemieckiej dowiódł w sposób niezbity, że konfederacja
monarchii jest tylko pośmiewiskiem i nie jest w stanie zapewnić ludziom
ani wolności, ani pokoju.
4. Żadne państwo
scentralizowane, biurokratyczne, a tym samym militarne, choćby nawet
nazywało się republiką - nie będzie mogło z całą powagą i szczerze
podjąć decyzji wejścia w skład konfederacji międzynarodowej. Ze względu
na swą konstytucję, która zawsze w sposób jawny lub niejawny będzie
sprzeczna z tym, co jest potrzebne do zapewnienia krajowi wolności,
z konieczności będzie ono stanowić przyczynę permanentnej wojny i
zagrażać istnieniu krajów sąsiednich. Źródłem i podstawą istnienia
takiego państwa jest dokonany niegdyś akt przemocy, podbój, czyli
to, co w życiu prywatnym nazywa się kradzieżą z włamaniem, akt przemocy
usankcjonowanej przez błogosławieństwo Kościoła i oficjalnych przedstawicieli
wszystkich religii, przemocy uświęconej "wskutek upływu czasu
i tym samym przekształconej w prawo historyczne. Każde państwo centralistyczne
jest oparte na boskiej sakralizacji zwycięstwa przemocy jako na jedynym
i najwyższym prawie; tym samym stanowi ono absolutną negację praw
wszystkich innych państw, aczkolwiek zawierając traktaty uznaje ono
te prawa, zresztą jedynie ze względu na interesy polityczne albo z
powodu swojej bezsilności.
5. Wszyscy zwolennicy
Ligi powinni więc poświęcić wszystkie swoje siły przebudowie ustroju
swych krajów ojczystych. Dotychczasową organizację, opartą we wszystkich
swych ogniwach na przemocy i zasadzie władzy, powinni zastąpić nową
organizacją, której podstawą byłaby jedynie zasada kierowania się
interesem, potrzebami i naturalnymi skłonnościami ludności oraz idea
wolnej federacji, czyli łączenia się jednostek w gminy, gmin w prowincje
(1), prowincji
w narody, a tych wreszcie w Stany Zjednoczone najpierw Europy, później
zaś całego świata.
6. Z tego wynika postulat całkowitego zrzeczenia się wszystkiego,
co się nazywa historycznym prawem państw; należy uznać, że wszystkie
spory dotyczące granic naturalnych, politycznych, strategicznych,
handlowych należą do historii starożytnej. Wszyscy zwolennicy Ligi
powinni się im stanowczo przeciwstawiać.
7. Przyznajemy
niczym nie ograniczone prawo do całkowitej autonomii wszystkim narodom,
wielkim i małym, wszystkim ludom słabym i potężnym, każdej prowincji,
każdej gminie - pod tym tylko warunkiem, że wewnętrzny ustrój tych
gmin i prowincji nie będzie stanowił groźby i niebezpieczeństwa dla
autonomii i wolności krajów sąsiednich.
8. Jeśli jakiś
kraj jest częścią składową jakiegoś państwa, to z tego nie wynika,
choćby się z nim połączył dobrowolnie, iż ma on obowiązek pozostania
w tym związku na zawsze. Żadne wieczne zobowiązanie nie może się ostać
przed sądem sprawiedliwości ludzkiej, jedynej instancji, którą możemy
uznać; dlatego nie uznamy nigdy innych praw ani innych zobowiązań,
jak tylko te, które wynikają z zasady wolności. Prawo do swobodnego
łączenia się i równie Swobodnego odłączania się jest pierwszym, najważniejszym
ze wszystkich praw politycznych; bez tego prawa konfederacja byłaby
zawsze tylko zamaskowaną centralizacją.
9. Ze wszystkiego,
co wyżej powiedziane, wynika, że Liga powinna otwarcie potępić wszelki
sojusz jakiegokolwiek odłamu narodowego demokracji europejskiej z
państwami monarchicznymi, choćby ten sojusz miał na celu przywrócenie
niepodległości, wolności krajowi uciskanemu, albowiem taki sojusz
musiałby zawieść wszelkie pokładane w nim nadzieje i byłby zdradą
sprawy rewolucji.
10. Liga, przeciwnie,
właśnie dlatego, że jest Ligą Pokoju i reprezentuje stanowisko, wedle
którego koniecznym warunkiem wywalczenia pokoju i jego podstawą jest
jak najbardziej braterska i całkowita solidarność ludów, oparta na
zasadach sprawiedliwości i wolności - powinna dobitnie i jawnie głosić,
że darzy sympatią każde powstanie narodowe, którego celem jest zniesienie
ucisku obcego lub rodzimego ciemięzcy, jeśli tylko walka prowadzona
jest w imię naszych zasad i w interesie politycznym i ekonomicznym
mas ludowych, nie zaś gwoli ambicji stworzenia potężnego państwa.
11. Liga będzie
prowadziła nieprzejednaną walkę ze wszystkimi fetyszami, którym na
imię siła, wielkość i potęga państwa. Wszystkim tym fałszywym i szkodliwym
bożkom, którym złożono w ofierze miliony istnień ludzkich, przeciwstawimy
chwałę rozumu ludzkiego, przejawiającego się w nauce, oraz ideał dobrobytu
powszechnego, opartego na pracy i na sprawiedliwości.
12. Liga uzna
istnienie narodowości za fakt naturalny; będzie głosiła, że narodowość
ma niewątpliwe prawo do swobodnego istnienia i swobodnego rozwoju,
ale nie uzna jej za zasadę, ponieważ zasada musi mieć charakter uniwersalny,
narodowość zaś jest czymś ekskluzywnym, partykularnym. Tak zwana zasada
narodowościowa w tym sformułowaniu, jakie za naszych czasów nadały
jej rządy Francji, Rosji i Prus, a nawet wielu patriotów niemieckich,
polskich, włoskich i węgierskich, jest jedynie wyrazem reakcyjnego
przeciwstawiania się duchowi rewolucji; w istocie ma ona charakter
wybitnie arystokratyczny, tak arystokratyczny, że jej konsekwencją
jest pogarda dla dialektów tych ludów, które nie mają własnego piśmiennictwa.
Ponadto z natury rzeczy jest ona przeciwstawna zasadzie wolności prowincji
i prawdziwej samodzielności gmin, ą udzielają jej poparcia we wszystkich
krajach bynajmniej nie masy ludowe; w jej imię stale się poświęca
żywotne interesy mas ludowych na rzecz tak zwanego dobra publicznego,
które jest jednak zawsze tylko dobrem klas uprzywilejowanych. Zasada
ta nie wyraża nic innego jak rzekome prawa historyczne oraz ambicje
państw. Prawa narodowości Liga zawsze będzie uważała jedynie za konsekwencję
najwyższej zasady, zasady wolności; prawa te przestaną być prawami,
z chwilą kiedy bądź staną się sprzeczne z zasadą wolności, bądź tylko
przestaną ją uwzględniać.
13. Zjednoczenie
jest celem, do którego ludzkość wytrwale dąży pokonując wszelkie przeszkody.
Lecz staje się ono zgubą, niweczy rozum, godność i dobrobyt zarówno
jednostek, jak i ludów, ilekroć realizowane jest bez uwzględnienia
sprawy wolności, poprzez stosowanie przemocy bądź dzięki autorytetowi
jakiejkolwiek idei teologicznej, metafizycznej, politycznej czy nawet
ekonomicznej. Patriotyzm, który każe dążyć do zjednoczenia, lecz przesłania
sprawę wolności, jest złym patriotyzmem, jest zawsze szkodliwy z punktu
widzenia rzeczywistych interesów ludu i kraju, chociaż intencją jego
rzeczników jest służenie krajowi i okrycie go chwałą; taki patriotyzm
często sprzymierza się z reakcją - wrogiem rewolucji, a więc wrogiem
wyzwolenia narodów i ludzi. Liga może uznać tylko takie zjednoczenie,
które zostanie zrealizowane poprzez sfederowanie się części autonomicznych
w jedną całość; zjednoczenie to nie będzie sprzeczne z prawami i interesami
sfederowanych i nie będzie już musiało być cmentarzem, na którym pogrzebano
dobrobyt ludności poszczególnych obszarów wchodzących w skład federacji.
Przeciwnie, będzie czynnikiem pozytywnym, źródłem wszelkiej autonomii
i dobrobytu. Liga będzie więc energicznie zwalczała każdą organizację
religijną, polityczną, ekonomiczną czy społeczną, której działalność
nie będzie w pełni zgodna z wielką zasadą wolności. Bez wolności nie
ma rozumu, nie ma sprawiedliwości, nie ma dobrobytu, nie ma człowieczeństwa.
Takie oto są
naszym zdaniem, a niewątpliwie i waszym, nieuniknione konsekwencje
tej wielkiej zasady federalizmu, którą Kongres Genewski tak gromko
ogłosił światu. Takie są niezbędne warunki pokoju i wolności.
Niezbędne? Tak. Ale czy jedyne? Nie sądzimy. Stany południowe w wielkiej
republikańskiej konfederacji Ameryki Północnej w chwili uzyskania
niepodległości przez ten kraj były stanami w pełnym znaczeniu tego
słowa demokratycznymi (wiadomo, że w Ameryce nazywają siebie demokratami
tylko wrogowie stanów północnych - rzecznicy interesów stanów południowych,
tj. zwolennicy niewolnictwa, przeciwstawiający się jego zniesieniu)
i reprezentowały stanowisko federalistyczne, którego wyrazem było
nawet pragnienie uzyskania autonomii. Jednakże ostatnio wszyscy zwolennicy
wolności i zasad humanitaryzmu potępiają je za wszczęcie niesprawiedliwej
i świętokradzkiej wojny z republikańskimi stanami północnymi. Niewiele
brakowało, aby stany południowe obaliły i unicestwiły najpiękniejszy
ustrój polityczny, jaki kiedykolwiek istniał w historii. Cóż mogło
być przyczyną tych dziwnych wydarzeń? Czy była to przyczyna polityczna?
Nie, była to przyczyna o charakterze całkowicie społecznym. Wewnętrzny
ustrój polityczny stanów południowych był pod wieloma względami bardziej
doskonały, zapewniał większą wolność aniżeli ustrój stanów północnych.
Tylko że ten wspaniały ustrój, tak jak republiki starożytne, miał
jedną skazę: wolność obywateli była w nim oparta na przymusowej pracy
niewolników. Ta skaza wystarczyła, aby państwa te runęły.
Obywatele i niewolnicy
- oto antagonizm, który istniał zarówno w świecie starożytnym, jak
i w niewolniczych państwach Nowego Świata. Obywatele i niewolnicy,
tzn. ci, którzy pracują pod przymusem i choć nie są niewolnikami pod
względem prawnym, są nimi w rzeczywistości - oto antagonizm w świecie
współczesnym. I podobnie jak państwa starożytne zginęły wskutek niewolnictwa,
tak państwa współczesne zginą wskutek istnienia proletariatu.
Na próżno staralibyśmy
się pocieszyć myślą, że jest to antagonizm raczej pozorny aniżeli
rzeczywisty albo że nie można przeprowadzić linii granicznej pomiędzy
klasami posiadającymi a klasami nie posiadającymi, ponieważ te klasy
są zmieszane ze sobą, a przejście od jednych do drugich ma mnóstwo
pośrednich i nieuchwytnych odcieni. W świecie przyrody również nie
ma tych linii granicznych; w hierarchii istot nie można na przykład
wskazać, gdzie kończy się królestwo roślin, a zaczyna królestwo zwierząt,
gdzie się kończy to, co zwierzęce, a zaczyna to, co ludzkie. Mimo
to istnieją bardzo istotne różnice między rośliną a zwierzęciem i
między zwierzęciem a człowiekiem. Tak samo jest w społeczeństwie ludzkim.
Pomimo istnienia ogniw pośrednich, wskutek którego nie sposób dostrzec
przejścia od przedstawicieli jednej pozycji politycznej i społecznej
do przedstawicieli innej, różnica pomiędzy klasami jest bardzo wyraźna,
każdy więc potrafi odróżnić arystokrację rodową od arystokracji finansowej,
wielką burżuazję od drobnomieszczaństwa, a to ostatnie od proletariatu
fabrycznego i miejskiego; podobnie łatwo jest odróżnić otrzymującego
rentą wielkiego właściciela ziemskiego od chłopa-właściciela uprawiającego
ziemią własnymi rakami, a farmera - od zwykłego proletariusza wiejskiego.
Wszystkie te
różnorakie pozycje polityczne i społeczne dadzą się dziś sprowadzić
do dwóch głównych kategorii; pozycja polityczna i społeczna jest zawsze
związana z przynależnością do którejś z klas diametralnie przeciwstawnych
i z natury wrogich; są to klasy polityczne: bądź klasy złożone ze
wszystkich uprzywilejowanych, a więc tych, co posiadają ziemię czy
kapitał, lub choćby tylko wykształcenie burżuazyjne, bądź klasy robotnicze,
których członkowie nie posiadają ani kapitału, ani ziemi i pozbawieni
są jakiejkolwiek ogłady i jakiegokolwiek wykształcenia.
Nawet jeśli ktoś
nie posiada nic oprócz wykształcenia burżuazyjnego, to wskutek solidarności,
łączącej wszystkich członków świata burżuazyjnego, zapewnia mu ono
ogromne przywileje w dziedzinie wynagrodzenia za pracę; praca bowiem
najbardziej przeciętnego bourgeois jest zawsze opłacana trzykrotnie
lub czterokrotnie wyżej niż praca najinteligentniejszego robotnika.
Trzeba być sofistą
lub ślepcem, aby zaprzeczać, że te klasy dzieli dziś przepaść. Podobnie
jak było w starożytności, cywilizacja w świecie współczesnym obejmuje
stosunkowo bardzo nieliczną mniejszość obywateli uprzywilejowanych
i opiera się na pracy przymusowej (przymus głodu) ogromnej większości
ludności, którą bezapelacyjnie skazuje na ciemnotę i prymitywizm umysłowy.
Na próżno usiłowalibyśmy
przekonać samych siebie, że tę przepaść można wypełnić po prostu przez
szerzenie oświaty wśród mas ludowych. Bardzo dobrze jest zakładać
szkoły dla ludu; ale trzeba ponadto się zastanowić nad tym, czy człowiek
z ludu, żyjący z dnia na dzień i utrzymujący rodzinę z pracy rąk własnych,
sam pozbawiony wykształcenia i chwili odpoczynku, zmuszony aż do otępienia
zamęczać się pracą, aby zapewnić rodzinie chleb na dzień jutrzejszy
- czy taki człowiek może pomyśleć o wykształceniu swych dzieci, czy
może mieć chęć i czy w ogóle ma możność posyłać swe dzieci do szkoły
i zapewnić im utrzymanie przez cały czas ich nauki? Czy nie będzie
potrzebował pomocy tych wątłych jeszcze istot, czy nie będzie mu niezbędna
ich praca, aby zadośćuczynić wszystkim potrzebom rodziny? Za wielkie
poświęcenie z jego strony należy uznać już to, że będzie dzieci posyłał
do szkoły w ciągu roku lub dwóch lat, co pozwoli im trochę nauczyć
się czytać, pisać i rachować, lecz przy tym sprawi, że ich rozum i
serce zatruje katechizm chrześcijański, którego lekcji tak umiejętnie
i hojnie udzielają preceptorzy w państwowych szkołach ludowych wszystkich
krajów. Czy dzięki tym okruchem wiedzy masy robotnicze kiedykolwiek
będą mogły się wznieść do poziomu wykształcenia burżuazyjnego? Czy
przepaść ta będzie kiedykolwiek zasypana?
Oczywiście, że
rozwiązanie tak ważnego zagadnienia wykształcenia i wychowania ludu
zależy od rozstrzygnięcia drugiego problemu, znacznie trudniejszego,
problemu radykalnej zmiany obecnej sytuacji ekonomicznej klas robotniczych.
- Poprawcie warunki pracy, oddajcie pracy to, co sprawiedliwie pracy
się należy, zapewnijcie ludowi spokojny byt bez troski o dzień jutrzejszy,
zapewnijcie mu dostatek i czas wolny od pracy, a wtedy na pewno będzie
się kształcił i stworzy cywilizację o szerszym zasięgu, bardziej powszechną,
zdrowszą i wyższą aniżeli wasza.
Na próżno powtarzalibyśmy
w ślad za ekonomistami, że poprawa sytuacji materialnej klas robotniczych
zależy w każdym kraju od ogólnego postępu przemysłu i handlu oraz
od całkowitego uniezależnienia się zarówno przemysłu, jak i handlu
od kontroli i kurateli ze strony państwa. Wolność przemysłu i handlu
jest bez wątpienia rzeczą doniosłą, jedną z głównych podwalin przyszłego
międzynarodowego związku wszystkich ludów świata. Jesteśmy całkowicie
oddani sprawie wolności, jesteśmy zwolennikami wolności we wszelkich
jej przejawach, musimy więc być jej rzecznikami również i w tym przypadku.
Ale z drugiej strony musimy przyznać, że dopóki istnieć będą państwa
współczesne, dopóki nie zniknie pańszczyźniana zależność pracy od
własności i kapitału, dopóty ta wolność, dzięki której bogaci się
jedynie burżuazja, znikoma część ludności kosztem jej ogromnej większości,
o tyle tylko przynosi korzyść, że jeszcze bardziej osłabia i demoralizuje
małą grupę uprzywilejowanych, zwiększając zaś nędzę, pomnażając krzywdy
i potęgując słuszne oburzenie mas robotniczych, przyspiesza zagładę
państw.
Anglia, Belgia,
Francja, Niemcy są niewątpliwie krajami europejskimi, w których handel
i przemysł korzystają ze stosunkowo największej wolności i osiągnęły
najwyższy stopień rozwoju. A jednocześnie są to kraje, w których nędza
ludności jest najbardziej okrutna, przepaść zaś pomiędzy kapitalistami
i właścicielami a klasami robotniczymi - większa niż gdziekolwiek
indziej. W Rosji, w krajach skandynawskich, we Włoszech, w Hiszpanii,
gdzie handel i przemysł są słabo rozwinięte, rzadko się zdarza, aby
ktoś umarł z głodu, chyba że nastąpi jakaś niezwykła katastrofa. W
Anglii śmierć z głodu jest zjawiskiem powszednim. Jej ofiarą padają
nie tylko poszczególne jednostki, ale tysiące, dziesiątki, setki tysięcy
ludzi. Czyż nie jest oczywiste, że w ustroju ekonomicznym, który dominuje
obecnie w świecie cywilizowanym, wolność oraz rozwój handlu i przemysłu,
wspaniałe zastosowanie osiągnięć nauki w produkcji, nawet maszyny,
dzięki którym praca ludzka powinna stać się lżejsza i które powinny
zatem wyzwolić robotnika - że wszystkie te wynalazki i cały ten postęp,
którym słusznie chlubi się człowiek cywilizowany, zamiast polepszyć
położenie klas robotniczych, jeszcze bardziej je pogarszają i czynią
bardziej nieznośnym.
Jedynie Ameryka
Północna w poważnej mierze stanowi wyjątek. Jednakże ten wyjątek bynajmniej
nie obala ogólnej zasady - przeciwnie, potwierdza ją. Jeśli robotnicy
amerykańscy są wynagradzani lepiej niż w Europie i jeśli nikt w Ameryce
Północnej nie umiera z głodu, jeśli w tym kraju antagonizm między
klasami dotychczas prawie nie istnieje, jeśli wszyscy pracujący są
tam obywatelami, wszyscy zaś obywatele łącznie tworzą właściwie jedną
zwartą grupę, jeśli wreszcie należyte wykształcenie w zakresie szkoły
podstawowej, a nawet średniej posiadają szerokie masy ludności - to
niewątpliwie w znacznej części trzeba to przypisać temu tradycyjnemu
duchowi wolności, którego z Anglii przynieśli pierwsi koloniści. Realizacji
zasady, która była wyrazem tego ducha wolności, mianowicie zasady
wolności osobistej i samorządu gmin i prowincji, zrodzonej, wystawionej
na próby i utrwalonej w toku wielkich walk religijnych, sprzyjała
jeszcze ta rzadka okoliczność, że w dziewiczym kraju przestała na
niej, że tak powiem, ciążyć przeszłość, mógł więc tam dzięki niej
powstać świat nowy, świat wolności. A wolność - ta wielka czarodziejka,
obdarzona tak cudowną siłą twórczą, sprawiła, że Ameryka Północna
w ciągu niecałego stulecia zdołała stworzyć cywilizacją, która jest
równa cywilizacji europejskiej, a obecnie zapewne nawet ją przewyższa.
Ale nie należy się łudzić. Ten wspaniały postęp, ten godny zazdrości
dostatek - wszystko to osiągnięto w znacznej mierze dzięki pewnym
korzystnym warunkom, istniejącym zresztą nie tylko w Ameryce, ale
i w Rosji: mamy na myśli ogromną ilość urodzajnej ziemi, która leży
odłogiem wskutek braku siły roboczej. W Rosji, przynajmniej dotychczas,
to wielkie bogactwo prawie zupełnie nie było wyzyskane, ponieważ wolność
nigdy nie była naszym udziałem. Inaczej się rzecz miała w Ameryce
Północnej. Panowała w niej wolność, jakiej nie było w żadnym innym
kraju, co przyciągało corocznie setki tysięcy energicznych, przedsiębiorczych
i inteligentnych kolonistów, którzy mogli się osiedlać na niezmierzonych
a urodzajnych obszarach ziemi. Stanowią one bogactwo Ameryki, dzięki
któremu w tym kraju, po pierwsze, nie ma pauperyzmu, po wtóre zaś
- opóźnia się moment powstania kwestii społecznej: robotnik, który
nie znajduje pracy, albo jest niezadowolony z płacy, jaką mu proponuje
kapitał, w ostateczności zawsze może wyjechać na far west, aby tam
na nie zajętych, dziewiczych terenach uprawiać ugory.
Ponieważ w Ameryce
wszyscy robotnicy mają tę możliwość, są niezależni jak nigdzie w Europie,
a ich płaca robocza siłą rzeczy utrzymuje się na pewnym poziomie.
Wskazaliśmy czynniki dodatnie, wskażmy ujemne: ponieważ niską cenę
wyrobów przemysłowych w poważnej mierze zawdzięcza się taniej pracy,
fabrykanci amerykańscy w większości przypadków nie mogą konkurować
z fabrykantami europejskimi. Stąd wynika konieczność taryfy protekcyjnej,
która zapewnia przywileje przemysłowi stanów północnych. Ale w rezultacie
stosowania tej taryfy powstało mnóstwo gałęzi przemysłu, które były
tworem sztucznym, a co najważniejsze, taryfa ta, dyskryminując nieuprzemysłowione
stany południowe, rujnowała je, co rodziło tendencje separatystyczne
wśród ich ludności. Wtórnym skutkiem wprowadzenia taryfy protekcyjnej
było to, że w Nowym Jorku, Filadelfii, Bostonie i wielu innych miastach
powstały wielkie skupiska robotników-proletariuszy, których położenie
stopniowo staje się analogiczne do sytuacji robotników w wielkich
przemysłowych państwach Europy. I widzimy, że istotnie w stanach północnych
już wyłania się kwestia społeczna, która znacznie wcześniej stała
się aktualna u nas.
A więc musimy
uznać za ogólną regułę to, że cywilizacja w naszym współczesnym świecie
jest oparta, choć w nieco mniejszej mierze niż w świecie starożytnym,
na przymusowej pracy i względnym barbarzyństwie mas ludności i że
z jej zdobyczy korzystają jedynie nieliczni. Byłoby niesprawiedliwością
twierdzić, że ta klasa uprzywilejowana nie wie, co to znaczy pracować;
przeciwnie, w naszych czasach przedstawiciele tej klasy pracują wiele;
liczba ludzi, którzy nic nie robią, zmniejsza się wśród nich wyraźnie,
zaczyna się w tym środowisku szanować pracę. Jest tak dlatego, że
nawet ci, którzy są w najbardziej szczęśliwej sytuacji, rozumieją
teraz, że muszą pracować nie szczędząc sił, aby utrzymać się na poziomie
współczesnej cywilizacji lub choćby tylko po to, by korzystać ze swych
przywilejów i móc je zachować. Ale praca przedstawicieli klas uprzywilejowanych
tym się różni od pracy robotników, że jest wynagradzana bez porównania
lepiej, a ponadto umożliwia korzystanie z wolnego czasu. Klasa robotnicza
nigdy nie rozporządzała czasem wolnym od pracy, bez którego niemożliwy
jest umysłowy i moralny rozwój człowieka. Poza tym praca przedstawicieli
klas uprzywilejowanych jest prawie wyłącznie pracą systemu nerwowego,
czyli innymi słowy - wyobraźni, pamięci i myśli; natomiast praca milionów
proletariuszy jest pracą fizyczną. Często - dotyczy to bowiem pracy
we wszystkich fabrykach - nie wymaga ona równomiernego wysiłku wszystkich
mięśni, powoduje rozwój tylko niektórych spośród nich, niedorozwój
zaś wszystkich innych i odbywa się w warunkach szkodliwych dla zdrowia,
uniemożliwiających harmonijny rozwój fizyczny. Pod tym względem o
wiele bardziej uprzywilejowani są robotnicy rolni; organizm robotnika
rolnego nie jest zrujnowany przez zaduch panujący w hutach i fabrykach,
gdzie powietrze często zatruwają szkodliwe wyziewy, rozwija się bardziej
harmonijnie, zgodnie z naturą, ponieważ nie deformuje go nadmierne
ćwiczenie jednych mięśni kosztem innych. Jednakże robotnicy rolni,
chociaż pod względem fizycznym są silniejsi i bardziej wszechstronnie
rozwinięci niż robotnicy w miastach i fabrykach, są w porównaniu z
nimi niemal z reguły mniej inteligentni i reprezentują niższy poziom
umysłowy.
Ostatecznie jednak
rzemieślnicy, robotnicy fabryczni i robotnicy rolni należą do tej
samej kategorii, kategorii pracowników fizycznych, która jest przeciwstawna
kategorii uprzywilejowanych pracowników umysłowych. Jakie są skutki
tego podziału, który nie jest fikcyjny, lecz nader rzeczywisty i stanowi
podstawę naszych obecnych stosunków, zarówno politycznych, jak i społecznych?
Przedstawiciele
pracy umysłowej, którzy, nawiasem mówiąc, są powołani do reprezentowania
współczesnego ustroju społecznego bynajmniej nie dlatego, że są mądrzejsi
od innych, ale dlatego, że od urodzenia należą do klasy uprzywilejowanej
- właśnie oni korzystają ze wszystkich dobrodziejstw obecnej cywilizacji;
lecz jednocześnie daje im ona wszystko, co przyczynia się do ich demoralizacji:
zapewnia im bogactwo, zbytek, komfort, dobrobyt, szczęśliwe życie
w rodzinnym gronie, monopol na wolność polityczną wraz z możliwością
wyzyskiwania milionów robotników oraz rządzenia nimi według swej woli
i zgodnie z własnym interesem; dla nich są przeznaczone wszystkie
dzieła, wszystkie subtelne odcienie wyobraźni i myśli... mają oni
możliwość zostania pełnowartościowymi ludźmi, a zarazem są poddani
oddziaływaniu wszystkich trucizn, które stworzyła ludzkość zdemoralizowana
przez przywileje.
Cóż pozostaje
dla pracowników fizycznych - dla niezliczonych milionów proletariuszy,
a nawet dla drobnych posiadaczy ziemi? Nędza, z której nie można się
wydobyć, nędza, która niweczy wszystkie radości życia rodzinnego (bo
dla nędzarza rodzina rychło staje się ciężarem), ciemnota, zdziczenie,
konieczność bytowania na poziomie niemal zwierzęcym. Mogą się oni
pocieszać tylko tym, że stanowią piedestał cywilizacji, która zapewnia
wolność nielicznej grupie uprzywilejowanych i demoralizuje ich. Jednakże
pracownicy fizyczni mają w zamian coś innego - świeżość umysłu i wrażliwość
serca. Umoralnieni przez pracę, choćby przymusową, nie stracili rzetelnego
poczucia sprawiedliwości, ich zaś oceny i sądy są bardziej sprawiedliwe
od wyroków prawników i kodeksów praw; sami są nieszczęśliwi, współczują
więc wszelkim nieszczęściom, właściwy im jest zdrowy rozsądek nie
skażony sofizmatami doktrynerskiej nauki ani kłamstwami polityki,
a ponieważ jeszcze nie nadużyli uciech życia, a nawet wcale ich nie
znają, zachowali wiarę w życie.
Ale - powiedzą
nam - ten kontrast, ta przepaść między garstką uprzywilejowanych a
olbrzymią masą wydziedziczonych istniała zawsze i nadal istnieje.
Cóż więc się zmieniło? Zmieniło się to, że niegdyś tę przepaść zasłaniała
mgła wierzeń religijnych, wskutek czego masy ludowe jej nie dostrzegały;
obecnie, dzięki Wielkiej Rewolucji, która zaczęła tę mgłę rozpraszać,
lud coraz wyraźniej dostrzega ową przepaść i pyta o przyczynę jej
powstania. Ma to olbrzymie znaczenie.
Od czasu, gdy
Wielka Rewolucja dała masom nową ewangelię, nie mistyczną, lecz racjonalną,
nie niebiańską, lecz ziemską, nie boską, lecz ludzką - swą ewangelię
praw człowieka; od czasu, gdy ogłosiła, że wszyscy są równi, wszyscy
jednakowo powołani do korzystania z wolności i praw ludzkich - od
tego czasu masy ludowe w całej Europie, w całym, cywilizowanym świecie
budzą się stopniowo ze snu, w którego okowach trwały od chwili, gdy
chrystianizm uśpił je swym makowym wywarem; zaczynają zadawać sobie
pytanie, czy prawo do równości, wolności i człowieczeństwa nie powinno
być również ich udziałem.
Zastanawiając
się nad tymi zagadnieniami, lud we wszystkich krajach zdał sobie sprawę
z tego, co jest podstawowym warunkiem jego rzeczywistego wyzwolenia,
jego - pozwólcie mi użyć tego słowa - uczłowieczenia. Instynkt i godny
podziwu zdrowy rozsądek umożliwiły ludowi zrozumienie faktu, że owym
warunkiem jest radykalna zmiana własnej sytuacji ekonomicznej. Sprawa
chleba rzeczywiście jest dla niego sprawą najważniejszą; przecież
już Arystoteles powiedział, że człowiek, aby myśleć, czuć się swobodnym,
stać się człowiekiem, musi być wolny od trosk materialnych. Zresztą
bourgeois, którzy tak głośno narzekają na "materializm"
ludu i którzy prawią masom kazania, zalecając w imię idealizmu powściągliwość
i wyrzeczenie się wszelkich dóbr, wiedzą o tym dobrze, sami nic świecą
bowiem przykładem. Druga sprawa ważna dla ludu - to sprawa czasu wolnego
od pracy, który jest warunkiem sine qua non człowieczeństwa. Jednakże
zdobyć chleb i wolny czas można jedynie w wyniku radykalnego przekształcenia
obecnego ustroju społecznego. To właśnie wyjaśnia, dlaczego rewolucja
zrodziła socjalizm. Zmusiły ją do tego logiczne konsekwencje jej własnych
zasad.

Przypisy
1) Słynny patriota
wioski, Józef Mazzini, za najdoskonalszy ustrój uznał republiką francuską
1793 roku. Jego ideałem politycznym były zasady ustrojowe tej republiki
zinterpretowane w duchu poetyckiej tradycji Dantego, zespolone z ambitnymi
wspomnieniami o Rzymie, władcy świata, w późniejszym zaś okresie zrewidowane
i zmodyfikowane zgodnie z zasadami teologii nowoczesnej na poły racjonalistycznej,
na poły mistycznej. Ten wielki patriota - ambitny i pełen pasji -
zawsze reprezentował partykularny punkt widzenia i pomimo wszystkich
swoich wysiłków nie zdołał się wznieść do idei sprawiedliwości międzynarodowej,
chociaż w imię. wielkości i potęgi ojczyzny zawsze był gotów ponieść
ofiary materialne i poświęcić swą wolność. Mazzini zawsze był zaciekłym
przeciwnikiem autonomii prowincjonalnej, która z natury rzeczy utrudniałaby
zespolenie wielkiego państwa włoskiego w jednolitą całość. Sądzi on,
że do zrównoważenia wszechwładztwa silnej republikańskiej organizacji
państwowej wystarczy autonomia gminna. Myli się: żadna gmina z oddzielna
nie byłaby w stanie oprzeć się potędze tej olbrzymiej scentralizowanej
organizacji - zostałaby zmiażdżona. Aby nie ulec w walce, powinna
w celu wspólnego stawiania oporu połączyć się ze wszystkimi sąsiednimi
gminami w federację 1 utworzyć wraz z nimi autonomiczną prowincję.
Poza tym, jeśli prowincje nie będą autonomiczne, rządzić w nich będą
urzędnicy państwowi. Pomiędzy prawdziwie konsekwentnym federalizmem
a rządami biurokratycznymi nie ma nic pośredniego. Stąd wynika, że
republika, której pragnie Mazzini, byłaby państwem biurokratycznym,
a więc militarnym; stworzono by ją mając na celu jedynie zapewnienie
jej potęgi, nie myśląc o zagadnieniu wolności wewnętrznej, nie dążąc
do realizowania zasad sprawiedliwości międzynarodowej. W roku 1793,
pod rządami Terroru, gminom we Francji przyznano autonomię, co ich
nie uchroniło przed zmiażdżeniem przez despotyczny rewolucyjny Konwent,
a raczej przez despotyczną Komunę Paryską, której naturalnym dziedzicem
był Napoleon. (przyp. autora)
|
Wstęp
| Federalizm | Socjalizm
| Antyteologizm
|