SOCJALIZM
Rewolucja francuska
głosząc, że każda jednostka ludzka ma prawo i obowiązek stać się człowiekiem,
doprowadziła ostatecznie do powstania babuwizmu. Babeuf był jednym
z ostatnich obywateli, pełnych energii i nieskazitelnych, których
tylu stworzyła rewolucja, później zaś tylu zabiła. Miał on szczęście
zaliczać do swych przyjaciół takich ludzi, jak Buonarotti. Babeuf
w osobliwy sposób skojarzył polityczne tradycje świata antycznego
z całkowicie współczesną ideą rewolucji społecznej. Widząc, że rewolucja
traci na rozmachu, ponieważ nie doprowadziła do radykalnego przekształcenia
ekonomicznego ustroju społeczeństwa, co wówczas zapewne nie było możliwe,
wierny zresztą duchowi rewolucji, która koniec końców zniweczyła wszelką
inicjatywę indywidualną, ugruntowała natomiast wszechwładzę państwa
- stworzył nową koncepcję systemu politycznego i społecznego. Republika,
reprezentantka zbiorowej woli obywateli, miała dokonać konfiskaty
wszelkiej własności indywidualnej, później zaś dysponować majątkiem
społecznym zgodnie z interesem ogółu. Każdemu obywatelowi zapewniłaby
jednakowe wychowanie, wykształcenie, dostarczyła tę samą ilość środków
do życia, umożliwiła w równej mierze dostęp do rozrywek. Wszyscy bez
wyjątku byliby zmuszeni pracować fizycznie i umysłowo w miarę swych
sił i zdolności. Spisek Babeufa nie udał się. Wraz z wielu swymi przyjaciółmi
Babeuf został zgilotynowany. Lecz jego idea republiki socjalistycznej
nie zginęła. Buonarotti, największy spiskowiec stulecia, przejął ją
niczym święty depozyt, następnie zaś przekazał nowym pokoleniom. Dzięki
tajnym stowarzyszeniom, które założył on w Belgii i Francji, idee
komunistyczne zaczęły pobudzać wyobraźnię ludu. W latach 1830-1848
zajęli się ich komentowaniem utalentowani interpretatorzy - Cabet
i Louis Blanc, którzy ostatecznie ugruntowali socjalizm rewolucyjny.
Drugi nurt socjalistyczny, który brał początek z tego samego rewolucyjnego
źródła, chętnie nazwalibyśmy socjalizmem doktrynerskim. Jego przedstawiciele
dążyli do tego samego celu, lecz pragnęli go osiągnąć w zupełnie inny
sposób. Twórcami tego kierunku było dwoje wybitnych ludzi: Saint-Simon
i Fourier. Saintsimonizm został skomentowany, rozwinięty i przekształcony
w kościół, który rościł sobie pretensje do miana praktycznego systemu.
Dokonał tego dzieła pere Enfantin wraz z wieloma przyjaciółmi, z których
większość stała się obecnie finansistami i mężami stanu, szczególnie
oddanymi Cesarstwu. Jeśli chodzi o fourieryzm, był on popularyzowany
i komentowany na łamach "Democratie pacifique", którą redagował
do 2 grudnia pan Victor Considerant.
Zasługą tych
dwóch doktryn socjalistycznych, które zresztą różnią się między sobą
pod wieloma względami, jest naukowa, a jednocześnie surowa i śmiała
krytyka współczesnego ustroju społecznego, ujawniająca jego potworne
sprzeczności. Za doniosłą ich zasługę należy uznać energiczną walkę
z chrystianizmem, która podważała jego zasady i której celem było
przywrócenie materii jej praw, godności zaś namiętnościom ludzkim
niesłusznie napiętnowanym przez chrześcijańskich księży, tak dbającym
o to, by zadośćuczynić swym własnym namiętnościom. Saintsimoniści
chcieli zastąpić chrystianizm nową religią opartą na mistycznym kulcie
ciała i ustanowić nową hierarchię kapłanów, którzy wyzyskiwaliby masy
dzięki przywilejom, jakie przyznano by ludziom odznaczającym się wybitną
umysłowością, zdolnościami i talentem. Znacznie bardziej demokratyczni
byli fourieryści, przy czym ich demokratyzm był - rzec można - bardziej
szczery, kierownictwo ich falansterów miało być bowiem sprawowane
przez zwierzchników wybranych w powszechnym głosowaniu. W falansterach
każdy znalazłby odpowiednią pracę i spełniałby funkcje odpowiadające
osobistym zamiłowaniom. Błędy saintsimonistów są zbyt oczywiste, aby
trzeba było o nich mówić. Fourieryści popełniali dwa błędy. Pierwszy,
szczególnie istotny, polegał na tym, iż szczerze wierzyli oni, iż
siła ich przekonań i pokojowa propaganda tak wzruszą serca bogaczy,
że w końcu sami oni złożą nadmiar swych bogactw u wrót falansterów;
drugim błędem był pogląd, że teoretycznie, a priori, już obecnie jest
możliwe stworzenie raju na ziemi, czyli takiego społeczeństwa, w którym,
cała ludzkość po wsze czasy pędziłaby niczym nie zmącony żywot. Nie
rozumieli oni, że możemy głosić wielkie zasady przyszłego rozwoju
społeczeństwa ludzkiego, ale praktyczną ich realizację musimy pozostawić
naszym następcom, którzy będą bardziej doświadczeni.
Reglamentacja
była w ogóle wspólną pasją wszystkich socjalistów sprzed 1848 roku.
Wyjątkiem był tylko jeden spośród nich. Jeśli chodzi o Cabeta, Louis
Blanca, fourierystów, saintsimonistów - to pasją ich wszystkich było
tworzenie doktryn, które pragnęli narzucić przyszłym pokoleniom jako
podstawę organizacji społecznej; w mniejszym lub większym stopniu
wszyscy oni byli rzecznikami idei władzy zwierzchniej.
Ale oto pojawił
się Proudhon. Był synem chłopa i w porównaniu z wszystkimi tymi doktrynerskimi
burżuazyjnymi socjalistami odznaczał się stokroć bardziej rewolucyjnym
instynktem i był stokroć bardziej rewolucyjny w działalności praktycznej.
Aby obalić wszystkie te systemy, krytykował je w sposób równie wnikliwy,
jak bezlitosny. Wolność przeciwstawił władzy i, w przeciwieństwie
do tych socjalistów - zwolenników państwa, śmiało głosił, że jest
anarchistą; miał też odwagę przeciwstawić się ich deizmowi i panteizmowi,
nazywać siebie po prostu ateistą, lub też - w ślad za Augustem Comte'em
- pozytywistą.
Z biegiem czasu
socjalizm Proudhona musiał z logiczną koniecznością doprowadzić do
powstania koncepcji federalizmu. Było to nieuniknione, ponieważ jego
podstawą była idea wolności indywidualnej i zbiorowej oraz postulat
spontanicznej działalności wolnych zrzeszeń i ponieważ nie uznawał
on innych praw niż ogólne prawa ekonomii społecznej już odkryte oraz
te, które odkryje nauka w przyszłości; było to nieuniknione również
dlatego, że Proudhon głosił, iż zbędna jest jakakolwiek reglamentacja
ze strony rządu i jakakolwiek kuratela ze strony państwa, przyznając
zresztą, że polityka powinna zależeć od ekonomicznych, intelektualnych
i moralnych potrzeb społeczeństwa.
Taki był stan
nauki o społeczeństwie przed rokiem 1848. Polemiczne artykuły w prasie
socjalistycznej oraz ulotki i broszury sprawiły, że do świadomości
klasy robotniczej przeniknęło mnóstwo nowych idei; umysły były nimi
tak nasycone, że po wybuchu rewolucji 1848 roku okazało się, iż socjalizm
jest już potężną siłą.
Był on, jak powiedzieliśmy,
najmłodszym dzieckiem wielkiej rewolucji; ale przedtem wydała ona
na świat pierworodnego syna, bezpośredniego swego spadkobiercę. Tym
pierworodnym jej synem, umiłowanym dziecięciem Robespierre'ów i Saint-Justów,
był czysty republikanizm, nie związany z żadną ideą socjalistyczną,
przeniesiony ze świata starożytnego i czerpiący natchnienie z bohaterskich
tradycji wielkich obywateli Grecji i Rzymu. Miał on charakter znacznie
mniej humanitarny aniżeli socjalizm, ponieważ dla jego zwolenników
człowiek był niemal niczym, wszystkim zaś - obywatel. Wyrażało się
to w tym, że w przeciwieństwie do socjalistów, którzy pragną stworzyć
republiką ludzi, republikanom wystarczała republika obywateli, mimo
iż jest to ustrój, w którym przywileje obywateli czynnych, że użyjemy
określenia stosowanego przez Konstytuantę, są oparte na wyzysku obywateli
biernych, zgodnie zresztą z tymi konstytucjami, które z natury rzeczy
musiały zastąpić konstytucję 1793 roku, z chwilą gdy jej twórcy po
chwilowym wahaniu świadomie zignorowali kwestię społeczną. Jednocześnie
zwolennik republikanizmu politycznego nie jest, a przynajmniej nie
musi być egoistą dbającym jedynie o własne interesy; musi natomiast
być rzecznikiem "egoizmu patriotycznego", jako że w swym
wolnym sercu stawia ojczyznę ponad sobą, ponad wszystkimi jednostkami
ludzkimi, ponad wszystkimi narodami i ponad całą ludzkością. Dlatego
nigdy nie będzie respektował zasad sprawiedliwości międzynarodowej;
w każdym sporze będzie bronił stanowiska reprezentowanego przez jego
kraj ojczysty, bez względu na to, czy jest ono słuszne; zawsze będzie
pragnął, żeby zwyciężyła jego ojczyzna, żeby jej potęga i chwała miażdżyła
wszystkie obce narody. Jego naturalne skłonności uczynią go zwolennikiem
podbojów, mimo że doświadczenie stuleci dowiodło, iż tryumfy wojenne
muszą doprowadzić do narodzin cezaryzmu. Republikanin-socjalista nienawidzi
wielkości, potęgi i sławy wojennej państwa, ceni natomiast wolność
i dobrobyt. W dziedzinie polityki wewnętrznej i zewnętrznej jest federalistą
- przede wszystkim dlatego, że ma poczucie sprawiedliwości, ponadto
zaś dlatego, że jest przekonany, iż rewolucja ekonomiczna i społeczna
będzie mogła dokonać się w jakiejkolwiek mierze dopiero wtedy, gdy
przekroczy sztuczne, nieszczęsne granice państw, czyli wtedy, gdy
o jej zwycięstwo będą solidarnie walczyć wszystkie narody lub przynajmniej
większość narodów współczesnego świata cywilizowanego. Zdaniem socjalisty
- wszystkie narody wcześniej czy później będą musiały podjąć tę walkę.
Ten, kto opowiada się jedynie za republikanizmem politycznym, jest
stoikiem; nie przyznaje sobie żadnych praw, uznaje tylko swe obowiązki
albo, jak Mazzini, uznaje tylko jedno prawo: być zawsze oddanym ojczyźnie
i zawsze poświęcać się w imię jej dobra, żyć tylko po to, aby jej
służyć, i z radością umierać za nią, w myśl słów piosenki, którą Aleksander
Dumas bezpodstawnie przypisał żyrondystom: "Umrzeć za ojczyznę
to najpiękniejszy los, najbardziej godny zazdrości". Socjalista,
w przeciwieństwie do takiego republikanina, za podstawowe prawo uznaje
swe pozytywne prawo do życia, do wszelkich jego rozkoszy, zarówno
duchowych, jak i fizycznych. Kocha życie i chce z niego w pełni korzystać.
Jego przekonania stanowią cząstkę jego osobowości, jego obowiązki
względem społeczeństwa są nierozerwalnie związane z jego własnymi
prawami; pozostaje wierny swym przekonaniom i obowiązkom, bo potrafi
żyć zgodnie z zasadami sprawiedliwości, jak Proudhon, a gdy jest to
konieczne - umrzeć, jak Babeuf; ale nigdy nie powie, że życie każdego
człowieka powinno być jednym ciągiem ofiar i wyrzeczeń ani że ten,
kogo los skazał na śmierć, jest człowiekiem, któremu najbardziej trzeba
zazdrościć. Wolność, o której mówi republikanin polityczny, jest pustym
dźwiękiem; słowa "być wolnym" znaczą według niego tyle co
"być dobrowolnym niewolnikiem, pełną oddania ofiarą państwa";
zawsze jest on gotów poświęcić w imię interesów państwa zarówno swoją
wolność, jak i wolność innych ludzi. Republikanizm polityczny prowadzi
nieuchronnie do despotyzmu. Natomiast dla republikanina-socjalisty
wolność połączona z dobrobytem jest wszystkim, ponieważ uczłowiecza
wszystkich, uczłowieczając każdego z oddzielna. Państwo uważa on tylko
za narzędzie, za sługę, który powinien zapewnić dobrobyt i wolność
jemu i wszystkim. Socjaliści różnią się od burżuazji poczuciem sprawiedliwości
- domagają się jedynie owoców własnej pracy, nie żądają dla siebie
niczego więcej; od republikanina politycznego różni socjalistę jego
ludzki egoizm, którego bynajmniej nie ukrywa. Socjalista jest szczery,
nie wygłasza frazesów i wie, że jeżeli żyje zgodnie z zasadami sprawiedliwości,
służy całemu społeczeństwu i że służąc jemu, służy samemu sobie. Republikanin
jest surowy, jego zaś patriotyzm sprawia, że często bywa on okrutny,
podobnie jak księdza często czyni okrutnym religia. Socjaliście obce
jest wszystko, co nienaturalne, jest on zawsze bardzo ludzki, jego
zaś patriotyzm można określić jako patriotyzm umiarkowany. Jednym
słowem, pomiędzy republikaninem politycznym a socjalistą-republikaninem
istnieje przepaść: pierwszy jako istota na poły religijna jest człowiekiem
minionej epoki; do drugiego, który jest pozytywistą lub ateistą, należy
przyszłość.
Ten antagonizm
w całej pełni ujawnił się w roku 1848. Od chwili wybuchu rewolucji
republikanie i socjaliści absolutnie nie mogli dojść do porozumienia:
zarówno ideały, jak wszystkie instynkty kierowały każde z tych ugrupowań
w zupełnie inną stronę. Od lutego do czerwca trwały nieustanne starcia;
rodziły one wojnę domową w obozie rewolucyjnym i paraliżowały go,
ułatwiając działalność ogromnej koalicji reakcjonistów wszelkich odcieni,
którzy pod wpływem strachu zjednoczyli się, tworząc jedną zwartą partię.
W czerwcu z kolei republikanie połączyli się z reakcją, aby zmiażdżyć
socjalistów. Sądzili oni, że odnieśli zwycięstwo, w rzeczywistości
natomiast strącili w przepaść swą ukochaną republikę. Generał Cavaignac,
obrońca honoru sztandarów kontrrewolucji, był zwiastunem rządów Napoleona
III. Zdawali sobie z tego sprawę wszyscy, przynajmniej poza granicami
Francji, na wszystkich bowiem dworach Europy tryumfalnie święcono
zwycięstwo republikanów nad robotnikami paryskimi, które było w istocie
tak tragicznym faktem; wtedy to Właśnie oficerowie gwardii pruskiej
na czele ze swymi generałami skwapliwie wysłali do generała Cavaignaka
list z powinszowaniem i braterskimi pozdrowieniami. Burżuazja europejska,
przerażona czerwonym widmem, stała się bezgranicznie służalcza. Z
natury liberalna i skłonna do krytycyzmu, nie uwielbia rządów wojskowych,
jednakże opowiedziała się za nimi, gdy spostrzegła, że sytuacja jest
groźna ze względu na możliwość wyzwolenia się ludu. Poświęciła swą
godność i wszystkie swe zdobycze, które osiągnęła w XVIII stuleciu
i początkach XIX wieku, zdobycze, które okryły ją chwałą, sądziła
bowiem, że za tę cenę zapewni sobie pokój i spokój, niezbędne dla
pomyślnego rozwoju jej działalności w dziedzinie handlu i przemysłu.
"Składamy wam w ofierze naszą wolność - zdawała się mówić burżuazja
potęgom militarnym, które odrodziły się po upadku tej trzeciej rewolucji
- więc pozwólcie nam w zamian spokojnie wyzyskiwać masy ludowe i osłaniajcie
nas przed ich naciskiem, wysuwają one bowiem żądania, które z teoretycznego
punktu widzenia mogą wydawać się słuszne, jednakże z punktu widzenia
naszych interesów są straszliwe". Przyrzeczno jej wszystko, a
nawet dotrzymano słowa. Dlaczegóż więc burżuazja europejska jest dzisiaj
na ogół niezadowolona?
Otóż zupełnie
ona nie przewidziała, że rządy wojskowe nie tylko kosztują drogo,
lecz również, wskutek samej swej organizacji wewnętrznej, paraliżują,
niepokoją i rujnują narody i - co więcej - posłuszne właściwej im
logice, która zawsze okazywała się nieubłagana, nieuchronnie prowadzą
do wojny. Wojny dynastyczne, wojny w obronie honoru, wojny zaborcze
pod hasłem walki o granice naturalne, wojny dla zachowania równowagi
sił - nieustanne niszczenie i pochłanianie jednych państw przez drugie,
rzeki krwi ludzkiej, palenie wsi, rujnowanie miast, pustoszenie całych
prowincji - wszystko po to, by zaspokoić ambicję panujących i ich
faworytów, po to, by ich wzbogacić, po to, by ktoś zajął nowe tereny,
po to wreszcie, by ludność została ujęta w karby dyscypliny, a karty
historii zostały zapisane.
Ponieważ burżuazja
obecnie zdaje sobie sprawę z tego wszystkiego, jest niezadowolona
z rządów, do których stworzenia tak bardzo się przyczyniła. Jest już
nimi znużona. Czymże jednak je zastąpi?
Przeżyła się
już monarchia konstytucyjna, dla której kontynent europejski nigdy
zresztą nie był sprzyjającym gruntem; nawet w Anglii, tej historycznej
kolebce współczesnego konstytucjonalizmu, budząca się demokracja czyni
wyłomy w tym systemie, podważa go, tak że wkrótce nie będzie on w
stanie oprzeć się wznoszącej się fali namiętności i żądań ludowych.
Republika? Ale
jaka republika? Republika tylko polityczna czy też demokratyczna i
społeczna? Czy ludy jeszcze pragną socjalizmu? Tak, bardziej niż kiedykolwiek.
W czerwcu 1848
roku nie nastąpił więc krach socjalizmu w ogóle, ale tylko socjalizmu
państwowego, socjalizmu opartego na zasadzie władzy i reglamentacji,
tego socjalizmu, który był wyrazem, przekonania, że państwo potrafi
całkowicie zaspokoić potrzeby klasy robotniczej i zadośćuczynić jej
słusznym żądaniom, że państwo, mając nieograniczoną władzę, będzie
mogło i będzie chciało stworzyć nowy porządek społeczny. A więc w
czerwcu nie zginął socjalizm. Przeciwnie, wtedy właśnie państwo ogłosiło
swoje bankructwo, okazało się niewypłacalnym dłużnikiem socjalizmu,
nie będąc zaś w stanie spłacić swego długu, próbowało zabić wierzyciela,
aby w ten najłatwiejszy sposób uwolnić się od zobowiązań. Państwo
nie zdołało tego uczynić, zabiło ono natomiast wiarę, jaką w nim pokładał
socjalizm; przez to samo obalone. zostały wszystkie teorie socjalizmu
państwowego czy doktrynerskiego, z których jedne, jak "Icarie"
Cabeta i "Organisation du Travail" Louis Blanca, doradzały
ludowi, aby we wszystkim polegał na państwie, inne zaś wykazały swą
nicość w szeregu śmiechu wartych eksperymentów. Nawet bank Proudhona,
który w bardziej sprzyjających okolicznościach mógłby rozwijać się
pomyślnie, upadł wskutek niechęci i wrogiego stosunku burżuazji.
Socjalizm przegrał
pierwszą bitwę z bardzo prostej przyczyny: był związany z mnóstwem
instynktownych ocen i teoretycznych idei negatywnych, które mu przyznawały
po tysiąc razy słuszność w sporze z rzecznikami przywilejów; nie był
natomiast związany z jakimikolwiek pozytywnymi i praktycznymi ideami,
które są niezbędne do tego, aby na gruzach ustroju burżuazyjnego można
było stworzyć nowy ustrój, ustrój sprawiedliwości ludowej. Robotników,
którzy walczyli w czerwcu o wyzwolenie ludu, łączył instynkt, a nie
idee; ich mętne poglądy tworzyły wieżę Babel, chaos, z którego nic
nie mogło wyniknąć. To było główną przyczyną klęski. Czyżby dlatego
należało zwątpić w obecną siłę socjalizmu i w to, że należy do niego
przyszłość? Chrystianizm, który stawiał sobie za cel stworzenie królestwa
sprawiedliwości w niebie, potrzebował wielu stuleci, aby zatryumfować
w Europie. Czy wobec tego należy się dziwić, że socjalizm, który podjął
zadanie o wiele trudniejsze, zadanie stworzenia królestwa sprawiedliwości
na ziemi, nie zatryumfował w ciągu kilku lat?
Panowie, czy
trzeba dowodzić, że socjalizm nie zginął? Aby się o tym przekonać,
dość rzucić okiem na to, co się dzieje obecnie w całej Europie. Wieści
o intrygach dyplomacji i pogłoski o wojnie, których tyle krąży w Europie
począwszy od 1852 roku - to jeszcze nie wszystko. Jaka bowiem poważna
kwestia przykuwa uwagę we wszystkich krajach, jeśli nie kwestia społeczna?
To jest ta wielka niewiadoma, której zbliżanie się każdy odczuwa,
która przyprawia każdego o drżenie, o której nikt nie śmie głośno
mówić... Kwestia społeczna coraz dobitniej daje znać o sobie. Czy
kooperatywy robotnicze, banki pomocy wzajemnej i banki kredytu dla
świata pracy, trade-uniony i międzynarodowa liga robotników wszystkich
krajów, ów cały wzmagający się ruch robotniczy w Anglii, Francji,
Belgii, Niemczech, we Włoszech i w Szwajcarii, czy wszystko to nie
dowodzi, że proletariusze nie wyrzekli się swego celu ani nie stracili
wiary w bliskie wyzwolenie i że zrozumieli, iż nie mogą już liczyć
na to, że do szybszego nadejścia chwili wyzwolenia przyczyni się państwo
czy też pomoc ze strony klas uprzywilejowanych, której towarzyszą
mniej lub bardziej nieszczere intencje - że mogą liczyć jedynie na
siebie samych i na swe własne, niezależne stowarzyszenia powstałe
w sposób całkowicie spontaniczny?
W większości
krajów Europy ten ruch, przynajmniej na pozór, ma wciąż charakter
bynajmniej nie polityczny, lecz wyłącznie ekonomiczny i, rzec można,
nie socjalny. Ale w Anglii jest on już związany z palącymi zagadnieniami
polityki; w jego ramach powstała olbrzymia liga, "Liga Reformy",
która odniosła poważne zwycięstwo w walce przeciwko systemowi politycznych
przywilejów arystokracji i wielkiej burżuazji. Reform League z prawdziwie
angielską cierpliwością, rzeczowością i konsekwencją nakreśliła plan
kampanii; żadne przeszkody nie są w stanie powstrzymać, zniechęcić
lub przestraszyć jej zwolenników. "Nie dalej jak za dziesięć
lat - mówią oni - nawet jeśli natkniemy się na największe przeszkody,
będziemy mieli powszechne prawo wyborcze, a wówczas..." - a wówczas
dokonają rewolucji społecznej!
Socjalizm we
Francji i w Niemczech, niepostrzeżenie czyniąc postępy dzięki działalności
spontanicznie powstałych stowarzyszeń ekonomicznych, uzyskał już tak
potężny wpływ na klasę robotniczą, że Napoleon Iii i hrabia Bismarck
zaczynają podejmować próby sprzymierzenia się z nim... We Włoszech
i w Hiszpanii, wobec żałosnej klęski wszystkich partii politycznych,
kwestia ekonomiczna i społeczna usunie niebawem w cień wszelkie inne
zagadnienia; przyczyni się do tego również potworna nędza, w jakiej
oba te kraje są pogrążone. Czyż w Rosji i w Polsce istnieje w gruncie
rzeczy jakaś inna kwestia? Przecież właśnie ona zniweczyła ostatnie
nadzieje starej szlacheckiej Polski, jaką znamy z historii; przecież
właśnie ona zagraża istnieniu straszliwego Imperium Wszechrosyjskiego,
zresztą bardzo już osłabionego, i wkrótce stanie się przyczyną jego
upadku. Czyż nawet w Ameryce idea socjalizmu nie znalazła wyrazu w
wypowiedzi wybitnego człowieka, senatora z Bostonu, pana Karola Sumnera,
który zaproponował, aby dać ziemię wyzwolonym Murzynom stanów południowych?
Widzicie więc,
panowie, że socjalizm istnieje wszędzie i że pomimo klęski czerwcowej
z wolna przenika podziemnym nurtem w głąb życia politycznego wszystkich
krajów. Wszędzie już daje o sobie znać ta utajona potęga naszego stulecia.
Jeszcze kilka lat, a ujawni się jako aktywny, niezmiernie potężny
czynnik.
Wszystkie ludy
europejskie, z wyjątkiem paru, są obecnie oddane sprawie socjalizmu,
choć wiele spośród nich nie zna nawet tego słowa; nie znają one innego
sztandaru jak tylko ten, który im zwiastuje przede wszystkim wyzwolenie
ekonomiczne; z owego wyzwolenia nigdy nie zrezygnują, raczej tysiąc
razy zrezygnuj z osiągnięcia każdego innego celu. Tak więc tylko socjalizm
może je związać z polityką, i to polityką słuszną.
Panowie, czy
to, co powiedziałem, nie wystarczy, aby was przekonać, iż w naszym
programie nie wolno nam pominąć zagadnienia socjalizmu, ponieważ sprawiłoby
to, że cała nasza działalność stałaby się jałowa? W programie zdeklarowaliśmy
się jako republikanie-federaliści; tym samym dostatecznie wykazaliśmy
naszą rewolucyjność, aby odstręczyć znaczną część burżuazji: tych
wszystkich bourgeois, którzy spekulują na nędzy i nieszczęściach ludów
i potrafią ciągnąć korzyści nawet z wielkich katastrof, które obecnie
częściej niż kiedykolwiek spadają na narody. Jeżeli pozostawimy na
uboczu tę czynną, ruchliwą część burżuazji, zajmującą się intrygami
i spekulacją, to jeszcze pozostanie nam jej większość, która jest
spokojna i pracowita. Wprawdzie nieraz czyni ona zło, ale niechętnie
- raczej z konieczności niż ze złej woli. Niczego ona bardziej nie
pragnie niż wybawienia z fatalnej sytuacji, w której z konieczności
rodzą się wrogie stosunki między nią a robotnikami, jej zaś samej
grozi nieuchronna ruina. Trzeba przyznać, że obecnie drobna burżuazja
- przedstawiciele drobnego handlu i drobnego przemysłu - zaczyna cierpieć
niedostatek prawie taki sam, jaki jest udziałem klasy robotniczej.
Jeżeli sytuacja się nie zmieni, ta godna szacunku większość burżuazji
może pod względem ekonomicznym spaść do poziomu proletariatu. Wielki
handel, wielki przemysł, a zwłaszcza wielka i nieuczciwa spekulacja
- dławią ją, pochłaniają i spychają w przepaść. Drobna burżuazja znajduje
się w sytuacji, która staje się coraz bardziej rewolucyjna; jej poglądy
przez długi okres czasu miały charakter reakcyjny, jednakże obecnie,
na skutek okrutnych doświadczeń, stają się bardziej postępowe i z
konieczności będą musiały ewoluować w tym właśnie kierunku. Najrozumniejsi
zaczynają pojmować, że dla uczciwej burżuazji nie ma innego ratunku
jak sprzymierzenie się z ludem i że kwestia socjalna dla niej i dla
ludu jest ważna w jednakowej mierze i z tego samego względu.
Ta stopniowa
przemiana w poglądach drobnej burżuazji europejskiej jest faktem zarówno
pocieszającym, jak niewątpliwym. Ale nie powinniśmy się łudzić: nowy,
postępowy ruch zainicjuje nie ona, lecz lud: na Zachodzie - robotnicy
fabryczni i miejscy; u nas w Rosji, w Polsce i w większości krajów
słowiańskich - chłopi. Drobna burżuazja stała się zbyt bojaźliwa,
zbyt niezdecydowana, zbyt sceptyczna, aby samodzielnie podjąć jakąkolwiek
inicjatywę; może pójść za ludem, ale sama nie porwie za sobą nikogo.
Przyczyną tego jest zarówno ubóstwo myśli, jak brak wiary i pasji.
Tę pasję, która łamie przeszkody i stwarza nowe światy, ma tylko lud.
Nie ulega więc wątpliwości, że właśnie on będzie inicjatorem nowego
ruchu. A my mielibyśmy nic nie mówić o ludzie ani o socjalizmie, który
jest nową religią ludu!
Ale powiadają,
że socjalizm jest skłonny sprzymierzyć się z cezaryzmem. Przede wszystkim
to jest oszczerstwo; przeciwnie, to cezaryzm, widząc na horyzoncie
nadciągającą groźną potęgę socjalizmu, zabiega o jego sympatię, aby
ją wyzyskać. Czyż nie powinno to być dla nas dodatkowym bodźcem do
podjęcia wszelkich starań, aby nie dopuścić do tego potwornego sojuszu,
którego zawarcie byłoby niewątpliwie najbardziej katastrofalnym spośród
wydarzeń, jakie mogłyby zagrozić wolności świata?
Nawet gdybyśmy
nie brali pod uwagę żadnych względów praktycznych, musielibyśmy opowiedzieć
się za socjalizmem, albowiem socjalizm to sprawiedliwość. Kiedy mówimy
o sprawiedliwości, nie mamy na myśli zasad zawartych w kodeksach i
w prawie rzymskim, podstawą bowiem znacznej części owych kanonów jest
usankcjonowanie aktów przemocy ze względu na ich dawność; akty przemocy
zostały usankcjonowane również dzięki temu, że pobłogosławili je kapłani
chrześcijańscy i pogańscy; wszystko to sprawiło, że przemoc uznano
za absolutną zasadę, z której w sposób zupełnie logiczny wyprowadza
się inne zasady (2).
My mówimy o sprawiedliwości opartej wyłącznie na sumieniu ludzkim,
o sprawiedliwości, która jest zgodna z sumieniem każdego człowieka,
nawet z sumieniem dziecka. Jej istotę wyraża proste słowo: równość.
Dotychczas akty
przemocy odgrywały tak wielką rolę, religia zaś miała wpływ tak potężny,
że to powszechne poczucie sprawiedliwości nie mogło mieć decydującego
znaczenia ani w dziedzinie polityki, ani w dziedzinie prawa, ani w
dziedzinie ekonomii. Jednakże powinno ono stać się podwaliną nowego
świata. Bez sprawiedliwości nie ma republiki, nie ma dobrobytu, nie
ma pokoju, nie ma wolności! Musi ona być ideą przewodnią wszystkich
naszych uchwał, jeśli nasza działalność ma się przyczynić do zwycięstwa
pokoju.
Ta sprawiedliwość
nakazuje nam podjąć się obrony interesów ludu, dotychczas całkowicie
lekceważonych, żądać wolności politycznej dla ludu, domagać się jego
wyzwolenia ekonomicznego i społecznego.
Nie proponujemy
wam, panowie, abyście uznali taki lub inny system poglądów socjalistycznych.
Prosimy was tylko, abyście głosili wielką zasadę rewolucji francuskiej:
"Wszystkim ludziom należy umożliwić korzystanie z dóbr materialnych
i kulturalnych, które są niezbędne dla pełnego ich uczłowieczenia".
Z tej zasady wynikają, naszym zdaniem, następujące postulaty:
Należy zorganizować
społeczeństwo w taki sposób, aby każda jednostka ludzka - każdy mężczyzna
i każda kobieta - rozpoczynając życie, miała mniej więcej jednakowe
możliwości rozwoju wszelkich swych zdolności oraz ich wykorzystania
w pracy; należy zorganizować społeczeństwo w taki sposób, aby nikt
nie mógł wyzyskiwać cudzej pracy; należy tak zorganizować społeczeństwo,
aby nikt nie mógł korzystać z dóbr społecznych, jeśli bezpośrednio,
własną pracą nie przyczynił się do ich wytworzenia. Wszystkie te dobra
są bowiem w istocie rzeczy wytworem ludzkiej pracy.
Nie ulega wątpliwości,
że pełna realizacja tych postulatów jest zadaniem, któremu może podołać
jedynie szereg pokoleń ludzkich. Upłyną stulecia, zanim zostanie ono
wykonane. Ale historia już postawiła nas w obliczu tego zadania; nie
możemy o tym zapominać, jeśli nie chcemy skazać się na całkowitą bezsilność.
Musimy jednak
dodać, że zdecydowanie sprzeciwiamy się wszelkim próbom stworzenia
organizacji społecznej, która nie zapewniałaby całkowitej wolności
jednostkom i zrzeszeniom i wymagała ustanowienia jakiejkolwiek władzy
reglamentacyjnej.
W imię wolności,
którą uznajemy za jedyną podstawę i jedyną twórczą zasadę wszelkiej
organizacji - zarówno ekonomicznej, jak politycznej - będziemy zawsze
protestowali przeciwko wszystkiemu, co w jakiejkolwiek mierze będzie
przypominało komunizm i socjalizm państwowy.
Naszym zdaniem,
państwo może i powinno uczynić tylko jedno: zmienić stopniowo prawo
spadkowe i jak najrychlej znieść je całkowicie. Całe prawo spadkowe
zostało stworzone przez państwo i stanowi jeden z istotnych warunków
istnienia państwa opartego na przemocy i usankcjonowanego przez boga.
Dlatego prawo to może i powinno być obalone przez wolność w państwie;
innymi słowy, państwo powinno się roztopić w społeczeństwie zorganizowanym
zgodnie z zasadami wolności i sprawiedliwości. Sądzimy, że prawo spadkowe
bezwzględnie powinno być zniesione, dopóki bowiem będzie istniało
dziedziczenie, dopóty będą istniały dziedziczne różnice położenia
ekonomicznego (3).
Nie chodzi nam o naturalne różnice między poszczególnymi jednostkami,
lecz o sztuczną nierówność poszczególnych klas, która zawsze będzie
oznaczała dziedziczną nierówność warunków rozwoju intelektualnego,
zawsze będzie źródłem dyskryminacji politycznej i społecznej, zawsze
będzie dyskryminację tę utrwalać. Sprawiedliwość nakazuje, aby ekonomiczny
i społeczny ustrój społeczeństwa zagwarantował jednakowe możliwości
wszystkim ludziom rozpoczynającym życie. Wymaga ona również, aby wszystkie
jednostki ludzkie, bez względu na naturalne różnice między nimi -
zawdzięczały wszystko samym sobie. Uważamy, że jedynym spadkobiercą
wszystkich zmarłych powinien być fundusz społeczny przeznaczony na
wychowywanie i kształcenie wszystkich dzieci obojga płci oraz ich
utrzymanie od urodzenia aż do wieku dojrzałości. Jako Słowianie i
Rosjanie dodamy, że żywa jest u nas idea socjalna, której źródłem
jest instynkt naszego ludu i jego prastare tradycje i która głosi,
że ziemia jest własnością całego ludu i że tylko ten ma prawo ją posiadać,
kto ją uprawia własnymi rękami.
Jesteśmy przekonani,
że ta zasada jest słuszna i że bez zrealizowania jej niemożliwa będzie
żadna gruntowna reforma społeczna. Dlatego również mieszkańcy Europy
zachodniej będą musieli ją uznać i wprowadzić w życie, mimo że w niektórych
krajach będzie to związane z szeregiem trudności. Tak na przykład
we Francji większość chłopów już posiada ziemię; jednakże przeważająca
ich część wkrótce zostanie jej pozbawiona na skutek parcelacji, która
jest nieuniknioną konsekwencją systemu polityczno-ekonomicznego panującego
obecnie w tym kraju. Nie wysuwamy żadnej propozycji w tej sprawie,
podobnie jak powstrzymujemy się od wszelkich propozycji, które by
dotyczyły takich lub innych zagadnień polityki społecznej i nauki,
gdyż jesteśmy przekonani, że wszystkie te kwestie powinny stać się
przedmiotem poważnej i głębokiej dyskusji na łamach naszego dziennika.
Dziś proponujemy wam jedynie uchwalenie następującej deklaracji:
W przeświadczeniu,
że rzeczywista realizacja zasad wolności, sprawiedliwości i pokoju
na całym świecie będzie niemożliwa dopóty, dopóki ogromna większość
ludzi będzie, tak jak obecnie, pozbawiona wszelkich dóbr, pozbawiona
wykształcenia i skazana na nicość polityczną i społeczną, na niewolę
- jeśli nie prawną, to faktyczną; w przeświadczeniu, że przyczyną
owej niewoli i dyskryminacji jest nędza oraz to, że większość ludzi
musi pracować bez wytchnienia, że nie ma ona chwili wolnego czasu,
że produkując wszystkie bogactwa, którymi świat się obecnie szczyci,
otrzymuje w zamian tak małą ich cząstkę, iż jedynie z trudem może
sobie zapewnić chleb na dzień następny;
w przeświadczeniu,
że dla wszystkich ludów, tak okrutnie wyzyskiwanych przez całe stulecia,
sprawa chleba jest sprawą wyzwolenia intelektualnego, sprawą wolności
i człowieczeństwa;
w przeświadczeniu,
że wolność bez socjalizmu to przywilej i niesprawiedliwość i że socjalizm
bez wolności to niewola i brutalność - zwolennicy Ligi oświadczają
wszem wobec, że niezbędne jest dokonanie radykalnej reformy społecznej
i ekonomicznej w celu wyzwolenia ludu pracującego od ucisku kapitału
i właścicieli; podstawą tej reformy powinny być osiągnięcia nauki
pozytywnej, zasady najbardziej autentycznej sprawiedliwości, nie prawnej,
teologicznej lub metafizycznej, lecz po prostu ludzkiej, oraz zasady
najpełniejszej wolności.
Liga oświadcza
jednocześnie, że jej dziennik będzie jak najchętniej drukował wszystkie
artykuły mające na celu gruntowne przedyskutowanie kwestii ekonomicznych
i społecznych, pod warunkiem, że ich autorzy kierować się będą szczerą
chęcią jak najpełniejszego wyzwolenia mas ludowych - wyzwolenia zarówno
ekonomicznego, jak politycznego oraz intelektualnego.

Przypisy
2)
Pod tym względem nauka o prawie jest całkowicie podobna do teologii;
punktem wyjścia nauki o prawie jest fakt realny, lecz niezgodny ze
sprawiedliwością: fakt przywłaszczenia siłą, drogą podboju; punktem
wyjścia teologii jest absurdalny, fikcyjny fakt; objawienie boskie
uznane za najwyższą zasadą. Jedna z tych nauk oparta jest na niedorzeczności,
druga - na niesprawiedliwości. Każda z nich, posługując się najbardziej
ścisłą logiką, buduje na podstawie przesłanki wyjściowej cały system:
jedna system teologiczny, drugą zaś - prawny. (przyp. autora)
3)
Tezę o zniesieniu dziedzicznej własności, jako drodze do ukształtowania
socjalistycznych stosunków społecznych, Bakunin szeroko uzasadniał
w "Egalite", organie romańskiej federacji Międzynarodowego
Stowarzyszenia Robotników wydawanym w Genewie. Wysunął ją także na
kongresie Stowarzyszenia w Bazylei (1869), polemizując z marksowskim
postulatem nacjonalizacji własności ziemskiej. (przyp. red)
|
Wstęp
| Federalizm | Socjalizm
| Antyteologizm
|