Michał Bakunin
Do towarzyszy z Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników
Le Locle i La Chaux-De-Fonds

PATRIOTYZM
(ciąg dalszy)
Po rozpatrzeniu
problemu patriotyzmu jako przyrodzonego oraz udowodnieniu, że z tego
punktu widzenia patriotyzm jest z jednej strony uczuciem czysto zwierzęcym,
ponieważ jest wspólną cechą wszystkich gatunków zwierzęcych, z drugiej
zaś jest z zasady lokalny, ponieważ może ogarnąć jedynie bardzo ograniczoną
przestrzeń czy bardzo ograniczony świat, w którym żyje człowiek pozbawiony
cywilizacji - przechodzę teraz do analizy patriotyzmu wyłącznie ludzkiego,
patriotyzmu ekonomicznego, politycznego i religijnego.
Fakt, że liczba
zwierząt zamieszkujących pewien kraj odpowiada zawsze ilości znajdujących
się tam środków wyżywienia, jest faktem stwierdzonym przez przyrodników
i przyjętym już za pewnik. Za każdym razem, kiedy zwiększa się ilość
środków wyżywienia, liczba zwierząt wzrasta, a zmniejsza się, gdy
ilość środków wyżywienia jest mniejsza. Gdy zwierzęta pożarły całą
żywność danego kraju - przesiedlają się gdzie indziej. Ale ta emigracja,
łamiąc wszystkie dawne nawyki zwierząt, wszystkie ich codzienne i
zrutynizowane zwyczaje życiowe oraz zmuszając je do szukania środków
utrzymania w krajach zupełnie im nie znanych, o których nie mają żadnego
pojęcia, w których zdane są tylko i całkowicie na instynkt i los szczęścia
- pociąga zawsze za sobą niedostatek i ogromne cierpienia. Większa
część przesiedlających się zwierząt ginie z głodu i często służy za
pożywienie tym, które pozostają przy życiu; zaledwie niewielkiej części
udaje się zaaklimatyzować i znaleźć w nowym kraju nowe środki do życia.
A potem wybucha
wojna, wojna między gatunkami żywiącymi się tą samą strawą, wojna
wśród gatunków, które, aby utrzymać się przy życiu, muszą pożerać
się wzajemnie. Świat przyrody rozpatrywany z tego punktu widzenia
jest jedną krwawą hekatombą, straszliwą i ponurą tragedią pisaną przez
głód.
Ci, którzy uznają
istnienie Boga-stwórcy, nie domyślają się, jaki to piękny komplement
przedstawiać go jako stwórcę tego świata. Jakże to? Bóg wszechmocny,
wszechwiedzący, wszechmiłosierny zadałby sobie tyle trudu, aby stworzyć
podobnie odrażający świat?
Prawda, że teologowie
mają świetny argument, który wyjaśnia tę oburzającą sprzeczność. Świat
stworzony był światem doskonałym, powiadają, pierwotnie panowała w
nim absolutna harmonia, aż do chwili kiedy człowiek zgrzeszył; wówczas
Bóg, rozgniewany, rzucił klątwę na człowieka i na świat.
Wyjaśnienie to
jest tym bardziej budujące, że zawiera pełno niedorzeczności, wiadomo
jednak, że cała siła teologów opiera się właśnie na niedorzecznościach.
Według teologów, im rzecz jest bardziej absurdalna, niemożliwa, tym
bardziej jest prawdziwa. Cała religia nie jest niczym innym jak ubóstwieniem
absurdu.
A więc doskonały
Bóg stworzył doskonały świat i oto przez grzech człowieka świat ten
upada i ściąga na siebie przekleństwo swego stwórcy; świat, który
był absolutną doskonałością, staje się absolutną niedoskonałością.
W jaki sposób stać się to mogło? Jest i na to odpowiedź: otóż świat,
chociaż doskonały w momencie stworzenia, nie był jednak doskonałością
absolutną; jedynie Bóg jest absolutny, jest Najwyższą Doskonałością.
Świat miał tylko doskonałość względną, był takim tylko w porównaniu
ze stanem obecnym.
Po cóż więc używać
wyrazu: doskonałość, skoro nie zawiera ona w sobie nic względnego?
Czyż doskonałość nie jest z natury rzeczy absolutna? Powiedzcie więc,
że Bóg stworzył świat niedoskonały, ale lepszy niż ten, który teraz
widzimy. Lecz jeżeli świat ten był tylko lepszy, jeśli nie cechowała
go doskonałość już wówczas, kiedy wyszedł z rąk stwórcy, w takim razie
nie było w nim tej harmonii i tego pokoju absolutnego, o którym panowie
teologowie prawią nam tak wiele. W takim razie zapytamy ich: Czy nie
powinien być każdy twórca, jak sami to mówicie, sądzony według swego
tworu, podobnie jak każdy robotnik według wykonanej przezeń pracy?
Twórca dzieła niedoskonałego jest oczywiście twórcą niedoskonałym;
a więc jeżeli świat był niedoskonały, to Bóg, jego stwórca, jest oczywiście
także niedoskonały. Albowiem fakt, iż stworzył on świat niedoskonały,
nie da się inaczej wytłumaczyć jak tylko brakiem inteligencji albo
niemocą, albo złośliwością.
Tym, którzy dalej
będą dowodzić, że świat był doskonały, tylko inny aniżeli Bóg, odpowiem:
jeżeli chodzi o doskonałość, to nie może być ona większa lub mniejsza;
doskonałość jest pełna, całkowita, absolutna - albo też jej nie ma.
A więc jeżeli świat był mniej doskonały aniżeli Bóg, to znaczy, że
był niedoskonały; stąd wniosek, że Bóg, stwórca niedoskonałego świata,
sam był i jest teraz niedoskonały, nigdy więc nie był Bogiem, Bóg
nie istnieje.
Ażeby ratować
istnienie Boga, panowie teologowie będą, więc zmuszeni zgodzić się
ze mną, że świat przez niego stworzony był w początkach swych doskonały.
Ale wtedy zadam im dwa małe pytania. Przede wszystkim, jeżeli świat
był doskonały, to w jaki sposób dwie doskonałości mogły istnieć jedna
poza drugą? Doskonałość może być tylko jedna; ona nie dopuszcza dwoistości,
ponieważ w dwoistości jedno jest ograniczone przez drugie i tym samym
staje się niedoskonałe. A więc jeżeli świat był doskonały, to nie
było Boga ani ponad nim, ani nawet poza nim - sam świat był Bogiem.
Drugie pytanie. Jeżeli świat był doskonały, to w jaki sposób mógł
dojść do upadku? Piękna to doskonałość, która może zmienić się i zniknąć!
A jeżeli przyznamy, że doskonałość może upaść, to znaczy, że i Bóg
upaść może. Innymi słowy, Bóg rzeczywiście istniał, ale tylko w wyobraźni
ludzi wierzących, rozum zaś ludzki, który coraz pełniej tryumfuje
w historii, skazuje go na zagładę.
Wreszcie, jakiż
on dziwny, ten Bóg chrześcijan! Stworzył człowieka w ten sposób, żeby
on mógł, żeby musiał zgrzeszyć i upaść. Bóg, choć jednym z nieskończonych
jego atrybutów jest wszechwiedza, nie mógł nie wiedzieć stwarzając
człowieka, że ten upadnie; a skoro wiedział o tym, człowiek musiał
upaść: w przeciwnym razie zadałby bezczelnie kłam boskiej wszechwiedzy.
Po cóż więc mówić o wolności ludzkiej? To był fatalizm! Posłuszny
tej fatalnej skłonności - co zresztą najzwyklejszy ojciec rodziny
mógłby przewidzieć, gdyby był na miejscu Pana Boga - człowiek upada;
i oto boska doskonałość wpada w straszliwy gniew, równie śmieszny
jak odrażający. Bóg rzuca klątwę nie tylko na tych, którzy przekroczyli
jego prawo, lecz na całe ich potomstwo, i to wówczas, gdy to potomstwo
jeszcze nie istniało, a więc absolutnie nie było winne grzechu naszych
prarodziców. Nie zadowalając się tą oburzającą niesprawiedliwością
Bóg rzuca jeszcze klątwę na nie winny niczemu, pełen harmonii świat
i zmienia go w zbiornik zbrodni i okropności, miejsce nieustannej
rzeźni. Po czym Bóg, niewolnik własnego gniewu i własnego przekleństwa
rzuconego na ludzi i na świat, na to, co sam stworzył - przypomniał
sobie, trochę późno, że jest Bogiem miłości; i cóż wtedy czyni? Nie
dość, że swoim gniewem skrwawił cały świat, ten krwawy Bóg przelewa
jeszcze krew swego jedynego Syna, składa go w ofierze pod pretekstem
pojednania świata ze swoim boskim Majestatem. I gdyby mu się to chociaż
udało! Ale bynajmniej, świat przyrody i ludzkość są dalej tak samo
rozdarte i krwawiące, jak były przed tym potwornym odkupieniem. Stąd
jasno wynika, że Bóg chrześcijański, podobnie jak wszyscy bogowie,
jego poprzednicy, jest Bogiem równie bezsilnym jak okrutnym, równie
niedorzecznym jak złym.
I podobne niedorzeczności
chcą narzucić naszej wolności, naszemu rozumowi! Podobnymi potwornościami
starają się umoralnić, zhumanizować ludzi! Niechaj więc panowie teologowie
mają odwagę wyrzec się otwarcie nie tylko człowieczeństwa, lecz także
rozumu. Nie wystarcza mówić wraz z Tertulianem: "Credo quia absurdum
- wierzę, bo to niedorzeczne"; niechaj starają się jeszcze, jeżeli
mogą, narzucić nam swój chrystianizm za pomocą knuta - na podobieństwo
cara wszechrosyjskiego, za pomocą stosu - jak Kalwin, za pomocą Świętej
Inkwizycji - jak dobrzy katolicy, za pomocą gwałtu, tortur i śmierci,
które pragnęliby jeszcze stosować kapłani wszelkich religii - niechaj
próbują używać wszystkich tych pięknych środków, lecz niechaj nie
łudzą się nadzieją, że kiedykolwiek w inny sposób odniosą zwycięstwo.
My zaś raz na
zawsze pozostawiamy te niedorzeczności i te okropności boskie tym,
którzy szaleńczo wierzą, że w ich imię będą mogli jeszcze przez długi
czas wyzyskiwać plebs, masy robotnicze. Wracając do całkowicie ludzkich
metod rozumowania, pamiętajmy zawsze, że wiedza ludzka, jedyna, która
może nas oświecić, wyzwolić, zapewnić nam godność i szczęście, zjawia
się nie na początku, lecz - biorąc pod uwagę okres czasu, w jakim
się żyje - przy końcu historii, i że człowiek w swoim historycznym
rozwoju wyszedł ze stanu zwierzęcego, aby stopniowo dojść do człowieczeństwa.
Nie patrzmy nigdy wstecz, lecz zawsze naprzód, bo przed nami jest
nasze słońce i nasze zbawienie; i jeżeli nam wolno, a nawet jest pożytecznie
obejrzeć się czasem wstecz, to jedynie po to, by stwierdzić, czym
byliśmy i czym już być nie powinniśmy, cośmy czynili i czego nie powinniśmy
już nigdy czynić.
Świat przyrody
jest stałą areną niekończącej się walki, walki o byt. Pytania, dlaczego
wszystko tak jest, nie mają celu. Nie my stworzyliśmy tę sytuację,
myśmy ją zastali przychodząc na świat. Jest to nasz naturalny punkt
wyjścia i nie jesteśmy w najmniejszym nawet stopniu za to odpowiedzialni.
Niech nam wystarczy świadomość, że tak jest, że tak było i że prawdopodobnie
zawsze tak będzie. Harmonia ustala się na tym świecie poprzez walkę,
poprzez zwycięstwo jednych, poprzez porażkę, a najczęściej śmierć
innych. Wzrost i rozwój gatunków są ograniczone przez ich własny głód
i przez apetyt innych gatunków, a więc przez cierpienie, przez śmierć.
Nie mówimy wraz z chrześcijanami, że ta ziemia jest padołem płaczu,
lecz musimy przyznać, że nie jest bynajmniej tak czułą matką, jak
się mówi, i że istoty żyjące muszą zużyć dużo energii na to, żeby
się utrzymać przy życiu. W świecie przyrody silne jednostki pozostają
przy życiu, słabe zaś giną; i silne jednostki tylko dlatego mogą utrzymać
się przy życiu, że słabe giną.
Czyż to możliwe,
aby to fatalne prawo życia przyrody miało być także prawem świata
ludzkiego i społecznego?
|
List pierwszy
| List drugi | List
trzeci | List
czwarty | List
piąty |
Patriotyzm fizjologiczny |
Patriotyzm (ciąg dalszy) | Patriotyzm
(ciąg dalszy) | Patriotyzm
(ciąg dalszy)
|