Jednak kandydat Grzegorz Ganowicz wyjątkowo przykuł moją uwagę. Przeglądając jego prezydencki spot wyborczy natknąłem się na przebitkę z hasłem „Miasto to nie firma”. Niemożliwe - Ganowicz przyłączył się do anarchistów z Rozbratu?
Jeszcze rok temu próbował ograniczyć debatę na temat zagospodarowania terenów, na których leży Rozbrat. Na posiedzeniu Rady Miasta przekonywał, wraz z Grobelnym, że obecność tajniaków za plecami przedstawicieli Rozbratu podczas posiedzeń Komisji Polityki Przestrzennej świadczy o demokratycznym charakterze debat toczonych w Urzędzie Miejskim.
W czasie konfliktu wokół miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego „Sołacz” wyraźnie opowiadał się za interesem deweloperów. Wiedział o tym, iż wprowadzenie planu doprowadzi do zniszczenia Rozbratu i jest ono sprzeczne z wolą znacznej liczby mieszkańców Poznania. Wtedy liczyły się dla niego jedynie firmy, a nie ludzie – do których obecnie odwołuje się w kampanii wyborczej.
W przeprowadzonej kilka tygodni temu ankiecie z kandydatami na prezydenta miasta na pytanie: czy w przypadku likwidacji Rozbratu władze miasta powinny zaproponować anarchistom inną lokalizację w centrum na prowadzenie działalności kulturalnej i społecznej? odpowiedział – "nie zgadzam się".
Na kilka dni przed kolejną turą wyborów okazuje się, że Ganowicz zmienił zdanie. W jego spocie pojawia się hasło używane przez nas w czasie obrony Rozbratu – „Poznań to nie firma. Rozbrat zostaje”. Ganowicz zmienia front. Zamiast, jak robił to dotychczas, dbać o interesy deweloperów, zaczyna bronić Rozbratu.
Nawrócenie się człowieka władzy to rzecz u nas niezwykła, ale za to godna podziwu i uwagi. Oto kandydat na prezydenta z liberalnej partii jawi się jako zwolennik miasta przyjaznego mieszkańcom, miasta, które stawia na zwykłych ludzi. Jak miło zdać sobie sprawę, że nowa prezydentura może oznaczać koniec ulg dla inwestorów kosztem mieszkańców, koniec z nieliczeniem się z problemami społecznymi, koniec z polityką wykluczenia ekonomicznego.
Ta zaskakująca wolta w przed dzień wyborów nie jest czymś nowym. Ganowicz jak każdy polityk wyczuwa koniunkturę, a że przypadek Rozbratu ujawnił patologię formacji politycznej, do której należy, to kandydat PO próbuje jakoś z tego wybrnąć.
Panie Ganowicz – miasto to nie firma, także nie Pana firma!



