Michał Bakunin
PAŃSTWOWOŚĆ A ANARCHIA
Walka dwóch partii w Międzynarodowym Stowarzyszeniu Robotników

Dążenie do
hegemoni mocarstw europejskich
Jeżeli zastanowimy
się nad tym, jaki postęp dokonał się w Rosji w ciągu ostatnich dwudziestu
lat, jeśli porównamy jej zacofanie pod każdym względem w stosunku do
Europy w roku 1856 i dzisiaj - okaże się, że ma ona za sobą zdumiewające
sukcesy. Rosja wprawdzie nie wzniosła się zbyt wysoko, ale za to Europa
zachodnia, oficjalna i na wpół oficjalna, biurokratyczna i burżuazyjna,
tak upadła, że rozpiętość zdecydowanie się zmniejszyła. Jakiż Niemiec
czy Francuz ośmieliłby się mówić o rosyjskim barbarzyństwie i okrucieństwach
po straszliwych czynach dokonanych przez Niemców we Francji w 1870 roku
oraz przez wojska francuskie w ojczystym Paryżu w roku 1871? Jaki Francuz
ośmieliłby się prawić o nikczemności i sprzedajności rosyjskich urzędników
i mężów stanu po tej bagnistej powodzi, która ledwie nie zatopiła francuskiego
biurokratycznego i politycznego świata? Nie, rosyjscy nikczemnicy, ordynusi,
złodzieje i kaci stanowczo nie mają powodu rumienić się patrząc na Francuzów
i Niemców. Pod względem moralnym w całej oficjalnej i na wpół oficjalnej
Europie zapanowały obyczaje bestialskie, a przynajmniej zadziwiająco
do bestialskich podobne.
Inaczej przedstawia
się sprawa potęgi politycznej, chociaż i pod tym względem, przynajmniej
w porównaniu z państwem francuskim, nasi hurapatrioci mają powód do
dumy, ponieważ Rosja znajduje się w lepszej sytuacji i jest niewątpliwie
bardziej samodzielna niż Francja. O względy Rosji ubiega się sam Bismarck,
o względy zaś Bismarcka - zwyciężona Francja. Cały problem sprowadza
się do pytania, jaki jest stosunek sił cesarstwa Wszechrosji do sił
cesarstwa pangermańskiego, które - przynajmniej na kontynencie Europy
- ma niewątpliwą przewagę nad innymi.
My, Rosjanie, wiemy
wszyscy bez wyjątku, jakie stosunki panują wewnątrz naszego miłego cesarstwa
wszechrosyjskiego. Dla nielicznej grupy osób, może dla kilku tysięcy
ludzi, na których czele stoi cesarz z najdostojniejszą rodziną i ze
swym świetnym dworem - Rosja jest niewyczerpanym źródłem wszelkich dóbr,
z wyjątkiem intelektualnych, przedstawiających wartości humanistyczne
i etyczne. Dla bardziej licznej, ale wciąż jeszcze nieznacznej mniejszości,
a mianowicie dla kilkudziesięciu tysięcy ludzi, wyższych wojskowych,
urzędników cywilnych i duchownych, bogatych właścicieli ziemskich, kupców,
kapitalistów i pasożytów - Rosja jest dobroduszną i pobłażliwą protektorką
legalnej i niezmiernie zyskownej kradzieży. Dla masy drobnych rzemieślników,
jeszcze jednak znikomej w porównaniu z masami ludu - Rosja jest skąpą
karmicielką. Natomiast dla niezliczonych milionów ludu roboczego - Rosja
jest okrutną macochą, bezlitosną wyzyskiwaczką, która zadręcza na śmierć
swych pasierbów.
Taka była Rosja
przed reformą chłopską, taka jest teraz i taka będzie zawsze. Dla Rosjan
jest to oczywiste. Któż spośród dorosłych Rosjan nie wie lub mógłby
o tym nie wiedzieć? W Rosji ludzie oświeceni dzielą się na trzy kategorie:
na takich, którzy uważają, że uznanie tej niewątpliwej dla nich, jak
i dla wszystkich prawdy jest niewygodne; na takich, którzy nie chcą
uznać tej prawdy i nie mówią o niej ze strachu; i wreszcie na takich,
którzy zdobywają się przynajmniej na tyle odwagi, że prawdę głoszą.
Istnieje jeszcze czwarta kategoria, niestety nieliczna. Są to ludzie
szczerze oddani sprawie ludu, którzy nie poprzestają na samych słowach.
Istnieje jeszcze zresztą i piąta kategoria, dość nawet liczna, kategoria
ludzi, którzy nic nie widzą i w niczym nie mają rozeznania. Mówić, więc
z nimi nawet nie warto.
Każdy Rosjanin,
choć trochę myślący i uczciwy, powinien zrozumieć, że nasze cesarstwo
nie jest w stanie zmienić swego stosunku do ludu. Jest ono z natury
rzeczy skazane na odgrywanie roli ludobójcy i krwiożercy. Lud instynktownie
nienawidzi cesarstwa, ono zaś musi lud ciemiężyć, gdyż istnienie jego
i siła opiera się na nędzy ludu. Aby zapewnić utrzymanie wewnętrznego
ładu, ażeby narzucić jedność przemocą i mieć siłę na zewnątrz, choćby
nawet nie w zaborczych, ale w obronnych celach, cesarstwo musi mieć
olbrzymią armię, a wraz z nią policję, musi mieć niezliczony sztab urzędników,
duchowieństwo na służbie państwa... słowem, ogromny świat biurokracji,
którego samo utrzymanie, nie mówiąc już o jego złodziejstwach, staje
się dla ludu ciężarem nie do zniesienia.
Trzeba być osłem,
nieukiem, szaleńcem, żeby sobie wyobrazić, iż jakakolwiek konstytucja,
nawet najbardziej liberalna i demokratyczna, mogłaby ten stosunek państwa
do ludu uczynić lepszym. Konstytucja może tylko sytuację pogorszyć,
uczynić ją jeszcze bardziej uciążliwą, dewastującą - ponieważ zło osiągnęło
ostateczne granice; wyzwolić lud, poprawić jego położenie - to myśl
absurdalna! Dopóki istnieje cesarstwo, zawsze będzie gnębiło nasz lud.
Jedyna konstytucja korzystna dla ludu - to zburzenie cesarstwa.
Nie będziemy mówić o położeniu wewnętrznym Rosji, przekonani, że gorzej
być nie może; zobaczymy jednak, czy osiąga ona ten cel zewnętrzny, który
nadaje oczywiście nie ludzki, lecz polityczny sens jej istnieniu. Czy
za cenę ogromnych i niezliczonych ofiar, które lud ponosi, co prawda
ofiar nie dobrowolnych, a więc tym bardziej okrutnych, potrafiło cesarstwo
stworzyć siły zbrojne zdolne współzawodniczyć z siłami zbrojnymi np.
nowego cesarstwa niemieckiego?
Do tego sprowadza
się właściwie dziś rosyjski problem polityczny; jeśli zaś chodzi o sprawy
wewnętrzne, jedynym problemem jest Rewolucja Socjalna. Spróbujmy rozważyć
problem pierwszy i zastanówmy się: czy Rosja jest zdolna walczyć z Niemcami?
Kurtuazja, przysięgi,
pocałunki i rzewne łzy, którymi szafują obecnie obydwa cesarskie dwory,
berliński wuj i petersburski siostrzeniec, nic zgoła nie znaczą. Wiadomo,
że w polityce wszystko to nie jest warte złamanego szeląga. Problem,
który poruszyliśmy, powstaje jako nieuchronna konsekwencja nowej sytuacji
Niemiec, które w ciągu jednej nocy wyrosły na światową potęgę. Historia
jednak dowodzi, a najbardziej racjonalna logika potwierdza, że dwa państwa
równie potężne nie mogą istnieć obok siebie, jest to sprzeczne z ich
naturą, która nieuchronnie dąży do przewagi i ujawnia się w tej przewadze,
nie dającej się pogodzić z równowagą sił. Jedno państwo musi w sposób
absolutnie konieczny złamać siłę drugiego i podporządkować je sobie.
Hegemonia jest dla Niemiec warunkiem sine qua non ich istnienia. Po
długim okresie politycznych upokorzeń stały się one nagle najpotężniejszym
mocarstwem na kontynencie Europy. Czyż mogą teraz znieść, aby tuż blisko,
niemal pod samym ich bokiem, powstało mocarstwo całkowicie od nich niezależne,
jeszcze nie podbite i mające śmiałość pertraktować jak równy z równym?
A przy tym mocarstwo rosyjskie, a więc najbardziej dla nich znienawidzone!
Moim zdaniem, niewielu można by znaleźć Rosjan, którzy nie zdawaliby
sobie sprawy, jak wielką nienawiść żywią do Rosji Niemcy, wszyscy Niemcy,
głównie zaś burżuazja niemiecka, a pod ich wpływem niestety i cały lud
niemiecki. Zawsze nienawidzili i nadal nienawidzą Francuzów, ale nienawiści
tej nie można nawet porównać z nienawiścią do Rosji; nienawiść ta stanowi
jedno z najsilniejszych uczuć całego narodu niemieckiego.
W jaki sposób zrodziło
się to uczucie? Pierwotne jego motywy zasługują nawet na szacunek. Zrodziło
się ono z protestu cywilizacji, choć niemieckiej, ale bardziej humanitarnej,
przeciwko naszemu tatarskiemu barbarzyństwu. Później, w latach dwudziestych,
nienawiść ta była wyrazem protestu bardziej dojrzałego politycznego
liberalizmu wobec politycznego despotyzmu. W latach dwudziestych Niemcy
poważnie uważali siebie za liberałów i w swój liberalizm wierzyli. Nienawidzili
Rosji, widząc w niej uosobienie despotyzmu. Gdyby mogli i chcieli być
sprawiedliwi, powinni by byli właściwie rozdzielić tę nienawiść w równych
częściach przynajmniej między Rosję, Prusy i Austrię. Ponieważ jednak
było to sprzeczne z ich patriotyzmem - całą odpowiedzialnością za politykę
Świętego Przymierza obarczyli Rosję.
Na początku lat
trzydziestych polska rewolucja wzbudziła w całych Niemczech najżywszą
sympatię, a krwawe jej stłumienie jeszcze bardziej wzmogło oburzenie
niemieckich liberałów na Rosję. Wszystko to było zupełnie naturalne
i uzasadnione, chociaż i tutaj sprawiedliwość wymagała, by oburzali
się przynajmniej choć trochę na Prusy, które jawnie pomagały Rosji w
ohydnym dziele tłumienia polskiego powstania. Udzielając tej pomocy,
Prusy nie kierowały się bynajmniej wspaniałomyślnością, lecz własnym
interesem, ponieważ wyzwolenie Królestwa Polskiego i Litwy wywołałoby
nieuchronne powstanie całego pruskiego zaboru i unicestwiłoby w zarodku
tworzącą się potęgę pruskiej monarchii.
W drugiej połowie
lat trzydziestych następną przyczyną nienawiści Niemców do Rosji, przyczyną
zmieniającą całkowicie charakter tej nienawiści z liberalnej na polityczną
i nacjonalistyczną - stał się problem słowiański. Niebawem wśród Słowian
austriackich i tureckich powstało całe stronnictwo pokładające nadzieje
w Rosji i oczekujące pomocy z jej strony. Już w latach dwudziestych
w tajnym stowarzyszeniu demokratów, a raczej w jego południowej sekcji,
którą kierował Pestel, Murawjow-Apostoł i Bestużew-Riumin, powzięto
projekt utworzenia wolnej federacji wszechsłowiańskiej. Cesarz Mikołaj
przejął ten pomysł, ale przerobił go na swoją modłę. W jego wersji wolna
federacja wszechsłowiańska przeobraziła się w jedno panslawistyczne
i samowładne państwo, oczywiście pod jego żelaznym berłem.
Od lat trzydziestych
(i na początku lat czterdziestych) do krajów słowiańskich napływają
rosyjscy agenci z Petersburga i Moskwy, zarówno wysyłani oficjalnie,
jak i nie opłacani ochotnicy. Ostatni należą do moskiewskiego stowarzyszenia
słowianofilów, które bynajmniej nie jest tajne. Wśród Słowian zachodnich
i południowych rozszerzała się propaganda panslawistyczna. Ukazało się
wiele broszur, częściowo napisanych po niemiecku, częściowo na niemiecki
przetłumaczonych. Wśród przerażonych Niemców wszczęła się wrzawa.
Myśl, że Czechy,
dawna cesarska prowincja, leżąca w samym sercu Niemiec, może się stać
samodzielnym słowiańskim krajem lub, co nie daj Boże, prowincją rosyjską
- myśl ta zatruła im życie, spędzała sen z powiek. Od tego czasu Niemcy
obrzucają Rosję przekleństwami. Ich nienawiść względem Rosji wzrastała
coraz bardziej, aż osiągnęła niesłychaną siłę. Rosjanie także nie darzą
sympatią Niemców. Czyż jest rzeczą możliwą, aby między obu sąsiadującymi
ze sobą cesarstwami, wszechrosyjskim i pangermańskim, mógł wobec tak
wzruszającej komitywy długo panować pokój?
A jednak do dnia
dzisiejszego wiele przyczyn skłania oba państwa do utrzymania pokoju.
Pierwszą przyczyną jest Polska. Haniebnego rozbioru Polski dokonały
trzy zbójeckie mocarstwa: austriackie, pruskie i wszechrosyjskie. Niemniej
jednak zarówno w czasie rozbioru i później, gdy tylko na porządku dziennym
zjawiała się sprawa polska, najmniej zainteresowaną pozostawała Austria.
Pierwotnie dwór austriacki nawet protestował przeciwko rozbiorowi, i
tylko uporczywe żądania Fryderyka II i Katarzyny II sprawiły, iż cesarzowa
Maria Teresa zgodziła się przyjąć przypadającą jej część łupu. Cnotliwa
władczyni przelała nawet przy tej okazji łzy, które przeszły do historii,
ale uległa namowom. I jakże miała nie ulec? Wszak po to ją koronowano,
by była zaborcą. Cesarzom praw nie pisano i ich zachłanność nie ma granic.
Fryderyk II wspomina w swoich pamiętnikach, że kiedy Austria zdecydowała
się wziąć udział w zbiorowej grabieży ziem polskich, rząd austriacki,
szukając jakiejś nie istniejącej na mapie rzeki, zagarnął jeszcze o
wiele więcej, niż przewidywał układ.
Jest rzeczą godną
uwagi, że Austria grabiąc modliła się i płakała, podczas gdy Rosja i
Prusy popełniały zbójeckie czyny ze śmiechem i żartem. A w tymże czasie
Katarzyna II i Fryderyk II prowadzili niezwykle subtelną i pełną filantropijnych
frazesów korespondencję z filozofami francuskimi. Jeszcze bardziej godny
uwagi jest fakt, że nawet później, aż do naszych czasów, gdy tylko nieszczęsna
Polska rozpaczliwie próbowała wyzwolić się i odbudować, dwory rosyjski
i pruski wpadały w przerażenie i wściekłość - i czym prędzej zawierały
jawne lub tajne przymierza, by wspólnym wysiłkiem zdusić powstanie;
natomiast Austria jak gdyby była ich wspólniczką wbrew własnej woli:
nie tylko nie oburzała się i nie wspomagała ich, lecz przeciwnie, ilekroć
wybuchało polskie powstanie, była gotowa przyjść Polakom z pomocą i
w pewnym stopniu istotnie im pomagała. Tak było w 1831 roku, a tym bardziej
w roku 1862, kiedy Bismarck jawnie odegrał rolę rosyjskiego żandarma,
Austria natomiast pozwoliła Polakom przewozić, oczywiście tajnie, broń
do Polski.
Czym można wytłumaczyć
różnicę w postawie tych trzech mocarstw? W każdym razie nie szlachetnością,
altruizmem i sprawiedliwością Austrii, lecz po prostu jej interesem.
Maria Teresa płakała nie na próżno! Czuła, że dokonując razem z innymi
zamachu na niepodległość Polski, kopie grób dla cesarstwa austriackiego.
Czyż mogła sobie życzyć bardziej dogodnego sąsiedztwa na granicy północno-wschodniej
niż w postaci tego szlachetnego, pozbawionego rozsądku, lecz wielce
konserwatywnego i zupełnie nie zaborczego państwa? Ono uwalniało ją
od nieprzyjemnego kontaktu z Rosją, nadto oddzielało od Prus i stanowiło
mur obronny przed obu zaborczymi mocarstwami.
Tej prostej prawdy
mogli nie rozumieć tylko ludzie skazani przez historię na zagładę, jak
ministrowie Marii Teresy, sprzedajni, rutynowani głupcy, a także ten
pyszałkowaty, małostkowy, złośliwy, uparty, stary reakcjonista Metternich,
któremu zresztą, jak wiadomo, wypłacano pobory także na dworze petersburskim
i berlińskim.
Cesarstwo wszechrosyjskie i królestwo pruskie zdawały sobie doskonale
sprawę z tych obustronnych korzyści. Dzięki rozbiorowi Polski Rosja
uzyskała znaczenie wielkiego europejskiego mocarstwa, Prusy zaś mogły
wstąpić na mocarstwową drogę. A jednocześnie rzucając krwawiący strzęp
rozdartej Polski żarłocznemu z natury cesarstwu austriackiemu - przygotowały
dla siebie dalsze łupy, skazały Austrię na to, iż później musiała stać
się ofiarą ich nienasyconej zachłanności.
Dopóki nie zaspokoją
swoich apetytów, dopóki nie podzielą między siebie posiadłości austriackich,
dopóty będą i muszą być sojusznikami i przyjaciółmi, mimo wzajemnej
nienawiści. Rozbiór Austrii poróżni je niewątpliwie, ale przedtem żadna
na świecie siła poróżnić ich nie zdoła.
Kłótnie nie przyniosłyby
im korzyści. Nowe cesarstwo prusko-niemieckie nie ma obecnie ani w Europie,
ani na całym świecie żadnego sojusznika oprócz Rosji i może jeszcze
- Stanów Zjednoczonych Ameryki. Wszyscy się go boją i nienawidzą, wszyscy
będą się cieszyć, gdy upadnie, ponieważ wszystkich dookoła dławi. Tymczasem
musi dokonać jeszcze wielu podbojów, żeby w pełni urzeczywistnić plan
i idee cesarstwa pan-germańskiego. Musi odebrać Francuzom nie część
Lotaryngii, lecz całą tę prowincję, musi podbić Belgię, Holandię, Szwajcarię,
Danię i cały Półwysep Skandynawski; przejąć w swoje ręce także nasze
prowincje nadbałtyckie, by stać się jedynym gospodarzem Morza Bałtyckiego.
Słowem, z wyjątkiem Królestwa Węgierskiego, które pozostawi Węgrom,
oraz Galicji i Bukowiny austriackiej, które odstąpi Rosji, cesarstwo
prusko-niemieckie będzie próbowało za wszelką cenę opanować całą Austrię
łącznie z Triestem i oczywiście z Czechami, do których gabinet petersburski
nie będzie nawet rościł pretensji.
Jesteśmy przekonani
i wiemy dobrze, że już od dawna dwór petersburski i niemiecki prowadzą
tajne rokowania na temat przeprowadzenia, w mniejszym lub w większym
stopniu na spółkę, rozbioru cesarstwa austriackiego, przy czym, jak
to zwykle bywa, gdy przyjaźnią się dwa wielkie mocarstwa, jedno usiłuje
oszukać drugie.
Wprawdzie cesarstwo prusko-niemieckie jest bardzo potężne, mimo to jednak
nie rozporządza dostateczną siłą, żeby urzeczywistnić plany zakrojone
na tak szeroką skalę wbrew woli całej Europy. Dlatego też jest i długo
jeszcze będzie zainteresowane w utrzymaniu nieodzownego dlań sojuszu
z Rosją.
Czy dla Rosji jest
on również konieczny? Należy podkreślić, że nasze cesarstwo jest państwem
militarnym w stopniu większym niż jakiekolwiek inne, ponieważ w celu
stworzenia możliwie jak najpotężniejszej armii od pierwszego dnia swego
istnienia do chwili obecnej składa w ofierze wszystko, co decyduje o
pomyślnym życiu narodu. Jako państwo militarne dąży do jednego tylko
celu, chce poświęcić się jednej sprawie, która nadaje sens jego istnieniu
- podbojom. Gdyby nie ten cel, istnienie Rosji byłoby niedorzecznością.
A więc podboje, ekspansja we wszystkich kierunkach i za wszelką cenę
- oto normalne życie naszego cesarstwa. Jest tylko jedna kwestia: w
którą stronę powinno i zechce skierować swe zaborcze siły.
Dwie drogi stoją
przed Rosją otworem: jedna na zachód, druga na wschód. Droga na zachód
prowadzi prosto do Niemiec. I drogą tą jest panslawizm i sojusz z Francją
zawarty przeciw zjednoczonym siłom pruskich Niemiec i cesarstwa austriackiego.
Prawdopodobnie takiemu sojuszowi towarzyszyłaby neutralność Anglii i
Stanów Zjednoczonych.
Druga droga prowadzi
prosto do Indii Wschodnich, do Persji i Konstantynopola. Na tej drodze
Rosja napotka opór Austrii, Anglii i prawdopodobnie Francji, sojusznika
zaś zyska w pruskich Niemczech i Stanach Zjednoczonych.
Którą spośród dwóch
dróg obierze nasze wojownicze cesarstwo? Powiadają, że następca tronu,
gorliwy pan-slawista, nienawidzący Niemców, zdeklarowany przyjaciel
Francuzów, uważa pierwszą z dróg za słuszną, ale szczęśliwie nam dziś
panujący cesarz jest przyjacielem Niemców, kochającym siostrzeńcem swego
wuja i rzecznikiem drugiej drogi. Nie jest jednak ważne, w którą stronę
skłaniają się uczucia władców; należy się zastanowić, jaką drogę może
obrać cesarstwo, aby mieć widoki powodzenia i nie narazić się na niebezpieczeństwo
klęski.
Gdyby Rosja wybrała
pierwszą z dróg, mogłaby zawrzeć sojusz z Francją, ale sojusz ten nie
gwarantuje dziś ani materialnych korzyści, ani moralnej siły, których
można było spodziewać się po nim przed trzema czy czterema laty. Jedność
narodowa Francji została bezpowrotnie rozbita. W granicach jednej francuskiej
ojczyzny istnieją obecnie trzy, a może nawet cztery różne i względem
siebie zdecydowanie wrogo usposobione Francje: Francja arystokratyczno-klerykalna
- szlachty, bogatej burżuazji i księży; Francja czysto burżuazyjna,
obejmująca średnią i drobną burżuazję; Francja robotnicza, którą tworzy
cały miejski i fabryczny proletariat, i wreszcie Francja chłopska. Cztery
klasy, spośród których tylko dwie ostatnie mogą się zbliżyć i porozumieć,
o czym świadczą wydarzenia na południu Francji, między pozostałymi zaś
nie istnieją szansę na jakiekolwiek zbliżenie, nawet jeśliby chodziło
o obronę ojczyzny.
Sami przekonaliśmy
się o tym. Niemcy jeszcze nie wycofali się z Francji, w Belfort czekali
na wypłatę ostatniego miliarda, za trzy czy cztery tygodnie mieli opuścić
kraj. Ale większość izby wersalskiej, złożona z legitymistów, orleanistów
i bonapartystów, wściekłych, rozjuszonych reakcjonistów, nie chciała
zaczekać - obaliła Thiersa, wyniosła na jego miejsce marszałka MacMahona,
który obiecał odbudować moralny porządek we Francji - siłą bagnetów...
Francja państwowa przestała być krajem życia, rozumu i wzniosłych uniesień.
Przeobraziła się jak gdyby w jednej chwili i pogrążając się w błoto,
stała się krajem przodującym pod względem łotrostwa, sprzedajności,
bestialstwa, zdrady, wulgarności, krajem bezgranicznej i zdumiewającej
głupoty. Nad tym wszystkim zaś rozpościera się bezdenna ciemnota. Francja
sama oddaje się papieżowi, księżom, inkwizycji, jezuitom, Matce Boskiej
Seleckiej i świętemu Wawrzyńcowi. Szuka na serio w Kościele i katolickim
własnej odnowy, uważa za swój obowiązek bronić interesów katolicyzmu.
W całym kraju procesje religijne, uroczyste litanie zagłuszyły protesty
i skargi zwyciężonego proletariatu. Posłowie, ministrowie, prefekci,
generałowie, profesorowie, sędziowie ze świecami w rękach, nie rumieniąc
się wcale ze wstydu, paradują na procesjach bez cienia wiary w sercu,
tylko dlatego, "że wiara jest potrzebna ludowi". Zresztą wierzącej
szlachty jest bardzo wiele, wielu ultramontanów i legitymistów wychowanych
przez jezuitów. Ci żądają głośno, aby Francja uroczyście ofiarowała
się Chrystusowi i jego niepokalanej Matce. I podczas gdy bogactwo narodowe,
a raczej owoce pracy ludu, wytwórcy wszystkich dóbr, oddane są na łup
spekulantów giełdowych, aferzystów, bogatych posiadaczy i kapitalistów,
a wszyscy mężowie stanu, ministrowie, posłowie, wszelkiego rodzaju urzędnicy
cywilni i wojskowi, adwokaci, przede wszystkim zaś wszyscy świętoszkowie-jezuici
napełniają kieszenie w najbardziej nikczemny sposób - cała Francja rzeczywiście
poddaje się rządom księży. Księża wzięli w swoje ręce oświatę, uniwersytety,
gimnazja, szkoły ludowe; stali się znów spowiednikami i duchowymi przewodnikami
mężnej francuskiej armii, która wkrótce do reszty straci zdolność do
walki z wrogiem zewnętrznym, stanie się natomiast jeszcze bardziej niebezpiecznym
wrogiem swego własnego narodu.
Tak przedstawia
się sytuacja w państwowej Francji! Szybko prześcignęła Austrię Schwarzenberga
(po 1849 roku), a wiemy przecież, jaki był kres tych rządów - klęska
w Hiszpanii, klęska w Czechach i ogólna katastrofa.
Co prawda, Francja
nawet mimo ostatnich zniszczeń jest bogata, bogatsza od Niemiec, które
pod względem przemysłowym i handlowym odniosły szereg korzyści z pięciu
miliardów wypłaconych im przez Francję. Bogate zasoby pozwoliły narodowi
francuskiemu w ciągu krótkiego czasu odbudować wszystkie zewnętrzne
znamiona siły i prawidłowej organizacji. Nie trzeba jednak nawet głębiej
sięgać wzrokiem, wystarczy trochę tylko unieść zasłonę o fałszywym blasku,
aby się przekonać, że wszystko wewnątrz zgniło, że w całym tym ogromnym
jeszcze państwowym organizmie nie tli się nawet iskierka życia.
Francja państwowa
umiera na zawsze, i ten, kto będzie wiązał nadzieje na sojusz z nią,
dozna okrutnego zawodu. Oprócz bezsilności i lęku nic w niej nie znajdzie,
ofiarowała się papieżowi, Chrystusowi, Matce Boskiej, boskiemu rozumowi
i ludzkiej bezmyślności. Została wydana na łup złodziejom i księżom;
i jeżeli jeszcze posiada silną armię, to wykorzysta ją do poskromienia
i uśmierzenia własnego proletariatu. Jakąż korzyść przynieść może sojusz
z Francją?
Istnieje niezwykle
ważna przyczyna, dla której nasz rząd, bez względu na to, czy na jego
czele stać będzie Aleksander II, czy Aleksander III, nie pójdzie drogą
podbojów wymierzonych przeciwko państwom zachodnim, podbojów, których
celem jest stworzenie pansłowiańskiego mocarstwa. Jest to droga rewolucyjna
w tym sensie, że prowadzi wprost do buntu ludów, przeważnie słowiańskich,
przeciwko ich legalnym cesarzom - austriackiemu i prusko-niemieckiemu.
Tę drogę właśnie proponował książę Paskiewicz cesarzowi Mikołajowi.
Mikołaj znajdował
się w niebezpiecznej sytuacji, miał przeciwko sobie dwa najpotężniejsze
mocarstwa: Anglię i Francję. Wdzięczna Austria groziła mu. Jedynie skrzywdzone
przezeń Prusy pozostały mu wierne, lecz i one pod naciskiem trzech państw
poczęły się wahać i wraz z rządem austriackim wystosowały surowe napomnienia.
Mikołaj, który sądził, że swoją sławę zdobędzie dzięki niezłomności,
powinien był albo ustąpić, albo umrzeć. Wstydził się ustąpić, a umierać
oczywiście nie miał ochoty. W tym krytycznym momencie zaproponowano
mu, aby wzniósł sztandar panslawizmu, co więcej, zaproponowano mu, by
włożył na cesarską koronę frygijską czapkę i wezwał do buntu nie tylko
Słowian, lecz także Węgrów, Rumunów i Włochów. (5)
Cesarz Mikołaj
zastanowił się, trzeba jednak przyznać, że wahał się niedługo; zrozumiał,
że nie powinien swej wieloletniej działalności, nacechowanej najczystszym
despotyzmem, zakończyć rewolucją. Wolał umrzeć.
Miał słuszność.
Nie można było chełpić się despotyzmem we własnym państwie i jednocześnie
wzniecać rewolucji na zewnątrz. Było to niemożliwe zwłaszcza dla cesarza
Mikołaja, ponieważ pierwszy krok, zrobiony w tym kierunku, naraziłby
go na spotkanie twarzą w twarz z Polską. Czyż można było wzywać ludy
słowiańskie i inne do powstania, a jednocześnie gnębić Polaków? A więc
oswobodzić Polskę? Ale sama myśl o tym budziła instynktowny sprzeciw
cesarza. Trzeba też przyznać, że dla państwa rosyjskiego oswobodzenie
Polski było rzeczą absolutnie niemożliwą.
Przez całe stulecia
trwała walka między zwolennikami dwóch form państwa. Nikt nie wiedział,
kto zwycięży: szlachecka wolność czy carski bat. O ludzie nie było mowy
ani w jednym, ani w drugim obozie; dla obu jednakowo był on niewolnikiem,
pracował, karmił, stanowiąc niemy fundament państwa. Początkowo wydawało
się, że powinni zwyciężyć Polacy. Oni górowali oświatą, sztuką wojenną
i męstwem, ponieważ zaś ich wojska składały się przeważnie z drobnej
szlachty, walczyli jak ludzie wolni, Rosjanie natomiast walczyli jak
niewolnicy. Wszystkie szansę były po stronie Polaków. I rzeczywiście,
przez długi okres czasu zwyciężali oni w każdej wojnie, gromili rosyjskie
prowincje, a nawet kiedyś zwyciężyli Moskwę i osadzili swego królewicza
na tronie cesarskim.
Nie carska czy
nawet bojarska siła, lecz siła ludowa wyparła ich z Moskwy. Dopóki masy
ludowe nie przyłączyły się do walki, dopóty Polacy odnosili sukcesy.
Gdy jednak lud sam czynnie wkroczył na arenę walki - raz w roku 1612,
po raz drugi podczas powszechnego powstania małoruskiego i litewskiego
chłopstwa pod przywództwem Bohdana Chmielnickiego - szczęście opuściło
Polaków całkowicie. Od tego czasu państwo wolnej szlachty stawało się
coraz słabsze, chylić się zaczęło ku upadkowi, aż zginęło na zawsze.
Rosyjski bat zwyciężył
dzięki ludowi, a zarazem z wielką szkodą dla ludu. Państwo, bowiem,
wyrażając swą prawdziwą wdzięczność względem ludu, oddało go w dziedziczną
niewolę carskim sługusom - szlacheckim dziedzicom. Obecnie panujący
cesarz Aleksander II dał chłopom wolność. Tak się mówi, ale my wiemy,
jaka to wolność.
A tymczasem właśnie
na ruinach szlacheckiego państwa polskiego powstało wszechrosyjskie
cesarstwo knuta. Usuńcie ów fundament, odbierzcie Rosji te prowincje,
które do roku 1772 stanowiły część państwa polskiego, a cesarstwo wszechrosyjskie
przestanie istnieć.
Przestanie istnieć,
gdyż wraz z utratą owych najbogatszych, najbardziej żyznych i ludnych
prowincji bogactwo Rosji, i tak niezbyt wielkie, oraz jej siły zmniejszą
się o połowę. Po stracie Polski odpadną i kraje nadbałtyckie; a jeżeli
przypuścimy, że państwo polskie zostanie odbudowane nie tylko na papierze,
lecz także w rzeczywistości i że zacznie w nim znów pulsować nowe, pełne
siły życie, cesarstwo w krótkim czasie utraci całą Małoruś, która stanie
się albo polską prowincją, albo państwem niepodległym; Rosja utraci
wówczas dostęp do Morza Czarnego, zostanie odcięta od Europy i wyparta
do Azji.

Przypisy
5)
Słyszeliśmy od samego Mazziniego, że w tym samym czasie rosyjscy półoficjalni
agenci w Londynie prosili go o spotkanie i czynili mu propozycje...
Proletariat
a państwo współczesne | Nieuchronność
Rewolucji Socjalnej | Pangermanizm
a panslawizm | Słowianie a organizacja
państwowa | Dążenie do hegemoni mocarstw europejskich
| Państwo rosyjskie a wyzwolenie Słowian
| Ustanowienie imperium pangermańskiego
| Niemiecki liberalizm | Metafizyka a rewolucja