Ładna pogoda, lekki wiatr, dwadzieścia kilka osób czeka na przywiezienie żywności. Stoły, na których ma być wystawiona, stoją już przygotowane na placu przed ratuszem San Francisco. Jeden z ochotników, David Whitaker, prosi chłopaka na rowerze o dostarczenie władzom Zieleni Miejskiej petycji o zaprzestanie utrudniania akcji. „Prezydent miasta - Frank Jordan oświadczył nam wcześniej, że musimy tylko wystąpić o zezwolenie.Musiał jednak wiedzieć, że po pierwsze próbowaliśmy je uzyskać już 98 razy (!), a po drugie - w 1990 roku władze miasta zmieniły lokalne przepisy, eliminując postępowanie odwoławcze w sprawach tego typu" - wyjaśnia człowiek z Food Not Bombs. Policyjny samochód hamuje z piskiem opon kilka centymetrów od stołów, blokując do nich dostęp. Wolontariusze przenoszą stoły kawałek dalej, ale na placu pojawia się coraz więcej policji: mikrobus parkuje na jednym z rogów, dwaj oficerowie wjeżdżają konno, trzech nieumundurowanych siedzi na ławce nieopodal stołów, dwóch stoi na schodach wiodących do podziemnego garażu.