Zacząć należy od tego, że w Poznaniu dba się chyba głównie o to, by inni urzędnicy, w tym wypadku Najwyższej Izby Kontroli, nie wyszli na głupców. To właśnie niedawny raport NIK na temat szpitali psychiatrycznych unaocznił poważne zaniedbania i niedociągnięcia. W Poznaniu dba się, by tych niedociągnięć było jak najwięcej. Od lat miasto nie spełnia wymogów co do liczby łóżek na oddziale psychiatrycznym, brakuje ich blisko 100. Właśnie dlatego poznańscy pacjenci są w dużej mierze rozwożeni po innych szpitalach, głównie w Gnieźnie i Kościanie. Zdarzają się jednak wyjazdy nawet do Kalisza. Właśnie dlatego suma przeznaczona na dzienne prowadzenie izby przyjęć nie jest wcale znacząca, za transport pacjentów trzeba przecież płacić.

Faktycznie trochę lepszymi opiniami pacjentów może poszczycić się szpital w Kościanie. W obu jednak przypadkach pozostaje problem odległości od miasta, a przez to mniejsze wsparcie dla pacjenta ze strony rodziny i przyjaciół. Właściwie każdego dnia, ale najczęściej w weekend, można zobaczyć w oknach obu szpitali postacie nerwowo wyczekujące odwiedzających. Odwiedziny to nie tylko odmiana i możliwość realnego oderwania się od szpitalnego życia, to też realna pomoc w postaci paczek z papierosami, jedzeniem, słodyczami. Dokładnie tak, jak odwiedziny w więzieniu, z tą różnicą, że tutaj nie ma się świadomości, kiedy wyrok się skończy.
Co jednak z tymi, którzy trafią na poznański oddział psychiatryczny? Oni to prawdziwi zwycięzcy w swoistej loterii lub raczej tym co postanowiłem nazwać „eugeniką w wersji light”. Dlaczego? Powód jest prosty, zapewnienie sobie miejsca na oddziale w Poznaniu wymaga w większości przypadków posiadania dość zasobnego portfela lub/i odpowiednich znajomości. Aby uzyskać przyjęcie na oddział, trzeba leczyć się prywatnie u jednego z pracujących w klinice lekarzy. Pomagają oczywiście też znajomości wśród personelu. No i kwestia szczęścia - można trafić akurat na moment, gdy wolne miejsce jest na oddziale w Poznaniu, a nie w karetce jadącej do Gniezna. Prywatne leczenie to koszt od 150 zł do 200 zł za wizytę, w zależności od choroby i ceny leków - to jednak w sumie dość spory wydatek. Jeśli chodzi o leki to są one oczywiście refundowane, wszyscy jednak zdajemy sobie sprawę, co oznacza refundacja i jak zaciekła walka trwa na rynku farmaceutycznym. Tanie leki dziwnym trafem mogą przestać być refundowane i stać się drogimi, albo tani refundowany lek może być niedostępny nawet przez kilka miesięcy w aptece. Zapewne nie ma z tym nic wspólnego fakt, że jego producent oferuje też jego droższy zamiennik.
Reasumując, jasne powinno być, że w naszym kraju walka z chorobą psychiczną jest droga. Od lat nie robi się wiele by tę sytuację zmienić. Niby ma być w Poznaniu zbudowany oddział z prawdziwego zdarzenia, ale kiedy? Były pomysły utworzenia dodatkowych oddziałów w innych poznańskich szpitalach. System jednak tkwi w swoistym marazmie. Nie ma się czemu dziwić, bo jest to dość wygodna sytuacja. Dla lekarzy oznacza to dodatkowych pacjentów, którzy wolą płacić - szczególnie, że przy wielu chorobach psychicznych hospitalizacja jest wręcz nieunikniona, więc lepiej mieć ją zapewnioną blisko domu. Personel niższego szczebla również może liczyć na gratyfikację, a dodatkowo ułatwia sobie życie, wysyłając „problematycznych pacjentów” do innych szpitali.Jedyni, którzy na tym tracą, to pacjenci o mniej zasobnych portfelach, tacy których rodzina najchętniej podrzuciłaby do szpitala na stałe. Warto bowiem zdać sobie sprawę, że oddziały psychiatryczne realizują też swoiste funkcje opiekuńcze, skoro brakuje miejsc chociażby w Domach Opieki Społecznej, to wysyła się dziadka lub babcię do szpitala psychiatrycznego. Pretekst można łatwo znaleźć, a jak się już w takim szpitalu człowiek znajdzie, to nie zawsze łatwo go opuścić. O zaniedbaniach w kwestii prawidłowego informowania pacjentów o ich prawach, również informuje raport NIK, choć tu zauważa pewną poprawę. To też można uznać za swoisty przejaw eugenicznej polityki. Z instytucją totalną mogą wygrać bowiem tylko ci, którzy wykażą się większą determinacją, zaradnością i siłą. Słabi znikną w jej odmętach i rządzących tam prawach.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Dziekanka w Gnieźnie. Od góry: (1) Pacjen zapięty w pasy, (2) Rozrywka na oddziale, (3) Palarnia.



