Co przyniesie nam AI: zagładę, bezrobocie czy wyzwolenie od brzemienia ciężkiej pracy?
Co przyniesie nam AI: zagładę, bezrobocie czy wyzwolenie od brzemienia ciężkiej pracy?

Co przyniesie nam AI: zagładę, bezrobocie czy wyzwolenie od brzemienia ciężkiej pracy?

  • wtorek, 12 maj 2026
Kiedy wszyscy obawiamy się wzrostu napięć i konfliktów międzynarodowych, wojen, skutków ocieplenia klimatu, recesji gospodarczej, głodu i nastania autorytarnych rządów, zza horyzontu wydaje się wyłaniać nowe zagrożenie. Niektórzy z utytułowanych i doświadczonych naukowców i badaczek ostrzega świat przed wdrożeniem w życie nowych generacji sztucznej inteligencji (AI – Artificial Intelligence).

Twierdzą oni, że korporacje i rządy w wyścigu o bogactwo oraz władzę, bagatelizują zagrożenie, jakie za sobą niesie AI. Przy czym w ostatnich miesiącach głos w tej sprawie zabiera nie byle kto, tylko cenieni laureaci nagrody Nobla, utytułowani informatycy nieraz z wieloletnim doświadczeniem pracy w branży informatycznej, wreszcie sami najważniejsi twórcy AI. Wymieńmy w tym gronie choćby: Geoffreya Hintona, Yoshua Bengio, Stuarta Russella czy Romana Yampolskiyego.

Cybernetyczne szympansy

Wdrożenie najnowszych generacji AI, niesie za sobą trzy zagrożenia. Po pierwsze, mówi się, że ludzkość straci kontrolę nad AI, a Ogólna Sztuczna Inteligencja – jak ostrzega Yampolskiy – „spowoduje zmianę trajektorii ludzkiej cywilizacji”[1]. Badacz przekonuje, że może to pójść w bardzo niekorzystnym kierunku, ku całkowitej zagładzie ludzkiego gatunku. Brzmi to nadmiernie alarmistycznie i nieprzekonująco, ale jak rozbierzemy problem na czynniki pierwsze, sprawa nie wyda nam się tak abstrakcyjna.

Korporacje prowadzące badania i wdrażanie AI, nie panują nad tym procesem całkowicie. Yampolskiy pisze o „trzech N” sztucznej inteligencji: nieprzewidywalności, niewytłumaczalności i niekontrolowalności. Jest to między innymi wynikiem tego, że chcemy, aby systemy te były autonomiczne, samodzielne. Co oznacza, że nie da się ich zatrzymać, „wyciągając wtyczkę z kontaktu”. To z kolei skutkuje tym, że „ludzka rola zmienia się z aktywnego operatora w pasywnego obserwatora”. Co więcej „ktoś” z niższym ilorazem inteligencji, nie może na dłuższą metę kontrolować „kogoś” z ilorazem wyższym. Przy średniej dla całej ludzkiej populacji 100 IQ, roboty ze sztuczną inteligencją już teraz mogą znacznie przekraczać ten poziom (130-140 IQ), a niebawem osiągną zdolności na poziomie 250 IQ. To oznacza przepaść. W niedalekiej przyszłości (mówimy raczej o kilku latach, nie dekadach) poproszona o wyjaśnienie skomplikowanej decyzji, AI może użyć pojęć i korelacji, dla których w ludzkich językach naturalnych nie istnieją odpowiedniki. Nie będziemy rozumieć odpowiedzi. AI będzie dla nas wyrocznią.

Oznacza to też, że działania sztucznej inteligencji mogą zacząć znacząco odbiegać od naszych intencji. Przy czym nie chodzi o to nawet, że AI może chcieć nas z premedytacją zabić czy nam zaszkodzić, ale że sami jesteśmy często irracjonalni, sprzeczni w swoich motywach działań, wahamy się, możemy nie wydawać dostatecznie precyzyjnych poleceń itd. Jednocześnie – wiemy to już z autopsji – AI ma tendencje do realizacji zadań za wszelką cenę oraz ominięcia barier, które miałyby udaremnić jej wysiłki w tym zakresie. W takim układzie może się okazać, że to nie my ograniczymy zakres działań AI, ale – siłą rzeczy – sztuczna inteligencja zacznie ograniczać ludzi, bo tak – według niej – będzie dla nich lepiej. Czyli jeżeli nas nie zlikwiduje, to zepchnie do rezerwatów, tak jak my zepchnęliśmy szympansy (o średnim IQ 20-30). Może nie w sensie dosłownym, że będziemy siedzieć na drzewach i zajadać banany, ale każdy z nas zostanie zamknięty w swoim wymarzonym czy preferowanym Matrixie, który będzie miał się nijak do świata rzeczywistego, gdzie niepodzielnie będzie panowała sztuczna inteligencja.

Od zrobotyzowanego pola bitwy do eksterminacji cywilów

Drugie zagrożenie wyda nam się z pewnością bardziej prawdopodobne. W XIX i w początkach XX wieku większość (choć nie wszyscy) z tych, którzy obserwowali rozwój technologiczny broni, byli przekonani, że prowadzi to do jeszcze większej brutalności i zniszczenia. „Uprzemysłowienie wojny” wydawało im się koszmarem. Dwie wojny światowe dowiodły, że mieli rację. Z chwilą upowszechnienia się systemów komputerowych, sądzono, że konflikt zbrojny może przybrać precyzyjny charakter, oszczędzając życie i cierpienie przede wszystkim cywilów. Na przykład Alvin i Heidi Tofflerowie pisali, że masowa produkcja przemysłowa, prowadzi do masowych armii i totalnych wojen, natomiast, nowa gospodarka, która – według nich – miała się opierać na produkcji niematerialnej i inteligencji, stworzyła nowe ramy rywalizacji militarnej. Zatargi wojskowe uległy odmasowieniu, a koronnym przykładem na to miała być pierwsza wojna w Zatoce Perskiej (1990-1991). Byli przekonani, że produkujemy broń, która minimalizuje śmiercionośność. Fascynowały ich pierwsze, jeszcze futurystyczne wizje walk na froncie prowadzonych przez roboty [2]. Jednak dopiero dziś jesteśmy ponoć bliscy zastąpienia żołnierzy robotami, którymi można będzie dowodzić przy użyciu sztucznej inteligencji, jak rojami bojowych dronów.

Jednak wojna to nie gra w szachy, gdzie roboty są figurami i pionami. Celem jest zniszczenie przeciwnika, co skutkuje – jak ujął to prezydent Trump grożąc w wojnie z Iranem – cofnięciem go najlepiej do „epoki kamienia łupanego”, co musi kosztować życie wielu cywilów. Jeżeli nie zginą od bomb i kul, to z głodu i chorób. Ostatecznym celem ataków nie są roboty – to ludzie są postrzegani jako wróg czy niepotrzebna populacja. Być może dziś uncja krzemu w komputerze – jak twierdzą Tofflerowie – jest więcej warta, niż uncja uranu, ale to nie znaczy, że konsekwencje będą mniej opłakane.

W kwietniu 2026 roku został opublikowany przez szefów firmy Palantir, tworzącej produkty do analizy dużych zbiorów danych (m.in. stworzyła ona platformę do zwalczania terroryzmu), swego rodzaju manifest. W dokumencie, który w 22 punktach streszcza ich książkę pt. „The Technological Republic” [3], czytamy w już pierwszym punkcie, że elita inżynierska Doliny Krzemowej, ramię w ramię z żołnierzami, ma obowiązek uczestniczyć w obronie kraju, czyli Stanów Zjednoczonych. Dlaczego? Bo USA, jak żadne inne państwo w historii świata, promowały najbardziej postępowe wartości. Amerykańska demokracja i wolność – czytamy w dokumencie – wymaga dziś twardej siły, aby zapewnić wzrost gospodarczy i bezpieczeństwo, „a twarda siła w tym stuleciu będzie budowana na oprogramowaniu”. Era odstraszania atomowego dobiega końca, „nastaje nowa era odstraszania oparta na sztucznej inteligencji”. Według szefów Palantira pytanie nie brzmi, „czy broń oparta na AI powstanie, „ale kto ją zbuduje i w jakim celu”. Jednocześnie opowiadają się za wprowadzeniem powszechnej służby wojskowej, czyli najwyraźniej nie przywidują kompletnego zastąpienia ludzi przez roboty na polu walki.

Portale takie jak OKO.Press i Krytyka Polityczna [4] (i nie tylko one) okrzyknęły dokument Palantira „manifestem techno-faszyzmu”. Z całą pewnością w środowisku liderów nowych technologii wykluł się rodzaj nowego autorytaryzmu, który przejawia się nie tylko w zbrojeniach, ale też inwigilacji, manipulacją wyborami i indoktrynacją dokonywaną poprzez elektroniczne media. Chociaż nie odbywa się to bez pewnych oporów. Nie całe środowisko twórców nowych technologii związanych z AI to militaryści i faszyści. Ciągle są tacy, których „zasila” idea wolnego oprogramowania. Konflikt z ostatnich miesięcy między Departamentem Wojny USA a korporacją Anthropic (twórcami modelu Claude), dotyczący etycznych granic wykorzystania sztucznej inteligencji w wojskowości, w szczególności autonomicznej broni, nam to udowadnia, ale też dobitnie uświadamia, przed jakim problemem stoimy.

Elity władzy, które osiągną prymat w wyścigu technologicznym, mogą wykorzystać AI jako broni kolejnej generacji. To oczywiście już się dzieje, a wraz z rosnącymi w postępie geometrycznym możliwościami sztucznej inteligencji, stawia nas to w obliczu nowego wyścigu zbrojeń i zagrożeń dla naszych swobód. Na sztuczną inteligencję wydaliśmy na świecie już jeden bilion USD, a do końca tego roku wydatki mają przekroczyć nawet dwa biliony USD. Może w tym kontekście warto przypomnieć, że budżet projektu Manhattan, czyli koszt budowy amerykańskiej bomby atomowej w czasach II wojny światowej, wynosił w przeliczeniu na dolary amerykańskie z 2025 roku ok. 20 mld USD. W tym kontekście mówi się także o tworzeniu w tajnych laboratoriach złośliwej sztucznej inteligencji jako narzędzia cyberataku.

Nie ma wątpliwości, że to sam człowiek tworzy dostatecznie agresywne algorytmy postępowania, które stają się dziś także częścią sztucznej inteligencji. „Kody zagłady” piszą ciągle ludzie, nie AI. Pytanie, jakie z tego w kontekście systemów sztucznej inteligencji wypływają wnioski? Szczególnie jeżeli AI stanie się np. autonomicznym narzędziem w zarządzaniu bronią masowej zagłady (obojętnie czy to będzie broń jądrowa, śmiercionośne wirusy, czy gazy bojowe). Choć w dzisiejszych czasach być może wystarczą bardziej miękkie metody cyberataku, aby wywołać kompletną katastrofę. W każdym razie, jeżeli obecnie jesteśmy świadkami wzrostu międzypaństwowych napięć, to są one spowodowane nie tylko kwestiami ekonomicznymi, geopolitycznymi, ale także wyścigiem technologicznym.

Ważne jest jednak dostrzec, że obok rosnącej rywalizacji międzypaństwowej, klasy rządzące najwyraźniej obawiają się, że w wyniku zmian technologicznych związanych z AI, dotychczasowy styl życia wszystkich społeczeństw może jednak ulec głębokiemu załamaniu i dla zachowania politycznego status quo potrzebne będą rządy silnej ręki. I tym sposobem przechodzimy do trzeciego zagrożenia związanego z rozwojem AI.

Koniec pracy 2.0

W jednym ze swoich wywiadów Stuart Russell powiedział o dwóch scenariuszach: pierwszy – AI zabije nas wszystkich; drugi – AI będzie wszystko produkował. Ta druga opcja – moim zdaniem – jest tylko pozornie optymistyczna. Co będą robić ludzie, jak nagle przestaną pracować? Według Elona Muska, za mniej niż 20 lat praca będzie opcjonalna, a wyższe wykształcenie straci znaczenie. Yampolskiy twierdzi, że czeka nas 99% bezrobocie! Paradoksalnie AI ma wyręczyć w pierwszej kolejności pracowników i pracownice umysłowych. Rozwój robotów humanoidalnych, które mają zastąpić robotników fizycznych, jest nieco „w tyle” o jakieś pięć lat, ale i w tym zakresie wiele osób, które wymieniam z nazwiska na początku tego artykułu, raczej nie ma złudzeń. Część zawodów wydaje się w oczywisty sposób już zagrożonych: od prawników i pracowniczek call-center, przez programistów, dziennikarzy i copywriterów, po taksówkarzy, których prawdopodobnie wypierać z rynku pracy będą samochody autonomiczne.

Ciągle to wydaje się nieprawdopodobne, tym bardziej, iż totalne bezrobocie technologiczne wieści się nie od dziś. Jednak podaje się konkretne przykłady rosnącego znaczenia AI i jej wpływu na rynek pracy. Pracownica zatrudniona w sektorze usług medycznych zajmująca się reklamacjami pacjentów, dzięki dzisiejszym narzędziom AI odpowiada na każdy list czterokrotnie szybciej – pięć minut zamiast dwudziestu. Konsekwencje łatwo dostrzec. Nawet jeżeli wysoko wykwalifikowani pracownicy mogą nie czuć się zagrożeni, to jednak ich mniej doświadczeni koleżanki i koledzy wchodzący do zawodu, są zastępowani przez AI. Problem leży w tym, iż mistrzowie w swoim fachu rekrutują się z osób początkowo mniej wykwalifikowanych. Co się stanie jak tych drugich zabraknie? Na przykład badania w Wielkiej Brytanii (2025 r.) już odnotowują wyraźny spadek liczby ofert pracy na poziomie tzw. entry-level, czyli przeznaczonych dla osób początkujących, zazwyczaj absolwentów [5]. W sektorze IT ubyło ich 1/5. We wspomnianym wyżej przeze mnie wywiadzie ze Stuartem Russellem pada informacja, że np. Amazon planuje docelowo zastąpić 600 tys. miejsc pracy robotami; od października zeszłego roku do końca marca bieżącego roku, korporacja zwolniła już 30 tys. osób. Także Meta szykuje się do zwolnienia 10 tys. pracowników i pracownic (ponad 10% załogi) [6]. Informacji na temat redukcji w kolejnych firmach tego sektora jest dużo więcej.

Nie dziwi zatem fakt, że obawy przed tym, że ludzie stracą prace z powodu AI, rosną równie szybko, jak rośnie iloraz sztucznej inteligencji. Według badań z 2024 roku (objęły 23 tys. osób z 44 krajów), które przeprowadziła firma konsultingowa Deloitte, ponad połowa pracowników najmłodszego pokolenia obawia się, że zostaną zmuszeni do podjęcia pracy fizycznej z powodu AI [7]. Badanie przeprowadzone przez Institute of Politics na Harvard Kennedy School wskazuje, że 59% młodych Amerykanów i Amerykanek (18-29 lat) postrzega sztuczną inteligencję jako zagrożenie dla swoich perspektyw zawodowych; znacznie częściej niż imigrację (31%) czy outsourcing miejsc pracy do innych krajów (48%) [8]. W Polsce w badaniu z czerwca 2024 roku, przeprowadzonego przez CBOS, 48% młodych ludzi aktywnych zawodowo w wieku 18-24 lat, twierdziła, że praca, którą wykonują, może zostać zastąpiona przez technologię opartą na sztucznej inteligencji (średnia dla całej puli badanych to 26%) [9]. Do tego dochodzą pesymistyczne w tym zakresie badania Międzynarodowego Funduszu Walutowego czy OECD (w tym ostatnim przypadku, w badaniu z 2023 roku, stwierdzono, że 27% miejsc pracy jest już zagrożonych AI) [10].

To nie wszystko. Wiele osób obawia się utraty pracy czy degradacji w zatrudnieniu nie tylko z powodów dochodów, ale w znacznie szerszym kontekście. Pomimo że w wielu badaniach socjologicznych wychodzi, iż duży odsetek zajęć jest postrzegany przez osoby pracujące jako bezsensowne czy nawet wyniszczające, to jednak w zatomizowanym świecie późnego kapitalizmu, kiedy rozpadowi ulegają więzy sąsiedzkie czy nawet rodzinne, praca staje się ważnym miejscem nawiązywania interakcji społecznych – miejscem rozmów (czy sporów), nawiązywania przyjaźni, czy też wsparcia (nie tylko mobbingu) itd. Jest też dla wielu osób źródłem prestiżu. Jej utrata może być dla nich katastrofą, czego dowiodły lata 90. i radykalny wzrost bezrobocia w Polsce spowodowany transformacją ustrojową. Wówczas – jak wykazała w swoich badaniach Maria Jarosz – tysiące mężczyzn w średnim wieku, nie radząc sobie z nową rzeczywistością ekonomiczną, po prostu popełniało samobójstwo [11].

Oczywiście same obawy jeszcze nie oznaczają, że czarne scenariusze się spełnią. Jeremy Rifkin w swojej głośnej książce z połowy lat 90. pt. „Koniec pracy”, przewidywał, że większość miejsc pracy może szybko zniknąć. Powołując się na ówczesne badania, pisał, że „nowe technologie informatyczne i telekomunikacyjne wreszcie wywierają dawno zapowiadany wpływ na rynek pracy i gospodarkę”, a „2% aktualnego zatrudnienia na świecie wystarczy do wyprodukowania wszystkich dóbr i zaspokojenia łącznego popytu”, a zatem w ciągu 20-30 lat bezrobocie szybko wzrośnie [12]. W podobnym tonie wypowiadali się też inni badacze i badaczki, wymieniając – jak ja to zrobiłem powyżej – całe branże i poszczególne korporacje, które wskutek komputeryzacji miały zwalniać niemały odsetek zatrudnionych. Minęło 30 lat i bezrobocie na skalę globalną nie eksplodowało, choć regionalnie potrafiło osiągnąć okresowo zatrważające rozmiary, ale z różnych przyczyn nie tylko technologicznych (jak w Polsce w latach 90. i na początku 2000.). Bezrobocie w skali światowej, od połowy lat 90. (pomimo wahnięć w 2008 i 2020 roku) utrzymywało się na względnie stałym poziomie 5-7%, a w 2025 roku nawet niżej tak, iż w niektórych krajach występuje nawet niedobór rąk do pracy [13]. Dlatego nie brakuje badaczek i analityków na świecie, twierdzących, że czarne przewidywania co do AI są w tym względzie po prostu mocno przesadzone, ale ich głosy nie uspakajają społecznych obaw, które z każdym rokiem narastają.

U bram techno-raju

Wychodząc poza paradygmat ilorazu inteligencji (IQ), inteligencja w szerszym rozumieniu (do czego wrócę w „Zakończeniu”) jawi się nam jako zdolność w przystosowaniu się do otoczenia, także do takich czy innych rezultatów kolejnych rewolucji technologicznych. Na przykład nawozy sztuczne, odpowiednia selekcja oraz zmiany genetyczne roślin i zwierząt hodowlanych, pestycydy, wreszcie mechanizacja w rolnictwie doprowadziły do radykalnego spadku zatrudnienia w tej branży. W USA w 1800 roku pracowało na roli ok. 74% mieszkańców Ameryki; w 1900 roku było to już tylko 31%, a w 2000 roku zaledwie 3% [14]. Nastąpiła masowa proletaryzacja i urbanizacja społeczeństwa. Zmieniła się dieta. Z początkiem XX wieku, dzięki wynalezieniu silnika spalinowego i rozwoju przemysłu petrochemicznego, nastąpił boom w produkcji samochodów, co także doprowadziło do kluczowych przemian w środowisku naturalnym i społeczeństwie, szczególnie w związku z szybkością i częstotliwością przemieszczania się; zdecydowana większość ludzi musiała chwycić za kierownice i opanować reguły poruszania się ulicami i autostradami. Być może komputeryzacja i AI są kolejną zmianą technologiczną, która nie doprowadzi do załamania się życia społecznego, ale jego głębokiej modyfikacji. Ponownie zdołamy się przystosować, co niestety często mylnie poczytujemy za postęp.

Przewidując nieuchronność zmian spowodowanych AI, przedstawiciele tzw. lewicowego akceleracjonizmu (słowo to raczej mi się kojarzy z aferą Art-B i czasami pierwotnej akumulacji kapitału w Polsce lat. 90.), chcą widzieć w sztucznej inteligencji i robotyzacji nie zagrożenia związane z utratą zatrudnienia, a szansę na zakończenie przymusu pracy. Ich zawołaniem są słowa Arthura C. Clarke’a (autora słynnej powieści science fiction pt. „2001: odyseja kosmiczna”, zekranizowanej przez Stanleya Kubricka): „Celem na przyszłość jest pełne bezrobocie”. Oznacza ono „budowanie społeczeństwa postpracy w oparciu o pełną automatyzację gospodarki, skrócenie tygodnia pracy, wprowadzenia bezwarunkowego dochodu gwarantowanego…”[15] itd. Ta część lewicy sądzi, że proces ten da się demokratycznie kontrolować, głównie dzięki państwu, któremu, jako regulatorowi, bezustannie ufają w przekonaniu, że największe nieszczęścia społeczno-gospodarcze w historii wzięły się z tego, że jego rola była ciągle ograniczana. Wbrew temu twierdzeniu rola państwa w gospodarce od zarania kapitalizmu przemysłowego (czyli od początku XIX wieku) rośnie [16]. Co więcej, o dochodzie gwarantowanym mówią dziś już niemal wszyscy, także przedstawiciele techno-korporacyjnego establishmentu, który spodziewając się, że dzięki AI zarobi bajońskie pieniądze, jednocześnie bez żalu zakłada, że kapitalistyczne państwo będzie rozdawać jałmużnę bezrobotnym. A oni za tę opiekę będą mu wdzięczni i lojalni.

Mój stosunek do technologii i państwa ugruntował się jeszcze w latach 80. W pamięci zapadły mi słowa Leszka Nowaka, że dobrodziejstwa techniki, „które do nas, zwykłych ludzi, w końcu dochodzą, dojść mogą pod tym warunkiem, że komuś wcześniej przyniosły władzę nad nami lub zysk z nas, lub pozwalają narzucić nam sądy, których mając wolny wybór – może byśmy wyznawać nie chcieli. Technika nigdy nie służyła więc ludzkości. Technika służyła zawsze najsilniejszemu spośród ludzkości: władcom, właścicielom, doktrynerom” [17].

Jak dowodzi Karen Hao w swojej książce pt. „Imperium AI” [18] czekający nas skok technologiczny ma charakter imperialny, ekstensywny i ekstrakcyjny. Wielkie „fermy danych”, podobnie jak wielkie fermy zwierząt hodowlanych, pochłaniają duże ilości energii i wody (do schładzania), emitują trujące gazy i niszczą lokalne wspólnoty, co prowadzi dziś do licznych protestów. Autorka argumentuje, iż świadomie wybrano ten model rozwojowy, pomimo iż było jasne, że jest on niebezpieczny i wymaga ogromnych zasobów. Na tym tle rozgorzała dyskusja na temat natury inteligencji, gdzie obecny model AI przeciwstawia się modelowi UG (Universal Grammar – uniwersalna gramatyka), który wyjaśnia proces uczenia się języka przez ludzi, opisany przez Noama Chomskyego. Nie wchodząc w szczegóły tego skądinąd ciekawego sporu, warto podkreślić, iż w przeciwieństwie do AI, model UG wymaga relatywnie mało danych wejściowych, aby móc znacznie rozwinąć kompetencje. Jest oszczędny. Ostatecznie Karen Hao jest przekonana, że obecny model sztucznej inteligencji nie stanie się narzędziem wyzwolenia, lecz raczej mechanizmem utrwalenia globalnych nierówności. Obecna zatem zmiana technologiczna będzie miała podobne skutki jak wszystkie poprzednie – może nie katastrofalne, ale w niemałej części opłakane.

Zakończenie

Czy faktycznie – jak przekonuje Yampolskiy – AI zerwała się korporacjom ze smyczy? Może przeciwnie: jej modele, choć zdobywają autonomiczność, są ciągle powiązane z określonymi ośrodkami władzy, wyraźnie je wzmacniając. Klasy rządzące są oczarowane obecnymi obietnicami i możliwościami technologicznymi, a zatem zainteresowane w dalszym podtrzymaniu ich rozwoju. Dlatego, choć większość zaniepokojonych środowisk domaga się państwowych regulacji, mogą one co najwyżej miejscowo uśnieżyć ból i stępić czujność, ale nie rozwiązać problem jako taki.

Osobiście wychodzę z realistycznego założenia, że prawdopodobieństwo wystąpienia najbardziej negatywnych zjawisk związanych z rozwojem AI nie jest stuprocentowe (oceniane jest to na poziomie od kilku do 10-20%), choć dużej części procesów (głównie na rynku pracy), o których pisałem powyżej, nie da się powstrzymać. W opóźnianiu i ograniczaniu pewnych złych tendencji większą rolę odegrają zapewne np. związki zawodowe walczące o każde miejsce pracy i prawa bezrobotnych niż „samo z siebie” państwo.

W tym miejscu chcę jednak przeanalizować problem tylko na gruncie napięcia między różnymi poziomami inteligencji (ludzkiej i sztucznej) oraz związanych z tym naszych zdolności do oddolnej kontroli AI. Warto z tej perspektywy zwrócić uwagę na to, jaki człowiek realnie ma potencjał. Ludzki iloraz inteligencji (IQ) nie jest wartością stałą. W ciągu stu lat od początku XX wieku średnie IQ wzrosło o 30 punktów: z 70 do 100 IQ (tzw. efekt Flynna) [19]. Zmiana ta nie miała charakteru genetycznego. Oprócz wprowadzenia powszechnej edukacji na ten stan wpływ miało także polepszenie wyżywienia (przede wszystkim wzrost podaży kalorii), wzrost intelektualnych wymogów związanych z koniecznością obsługi w pracy coraz bardziej zaawansowanych narzędzi, a także rozwój medycyny i wyeliminowanie z otoczenia niektórych szkodliwych pod tym względem substancji jak np. benzyny zawierającej ołów. Górna granica ludzkiego IQ nie jest określona i prawdopodobnie może osiągnąć średnią wartość około 250 IQ przy zachowaniu pewnych warunków. Choć problemem wydaje się to, że proces ten – patrząc z perspektywy ogólnospołecznej – jest dość powolny, zwłaszcza w porównaniu z tempem rozwoju AI.

Jednocześnie człowiek wyposażony jest nie tylko w inteligencję poznawczą (IQ), która odpowiada ledwie za ok. 1/5 naszych zdolności kognitywnych, ale także w inne jej typy, na przykład inteligencję emocjonalną (EQ), bez której ta pierwsza nie może zostać dobrze wykorzystana. Nie należy EQ traktować jako „miękką” cechę charakteru. Jest to „twarda” zdolność układu nerwowego do harmonizowania pracy ośrodków emocjonalnych z korą myślową [20], co daje nam – jak sądzę – pewną przewagę nad modelem AI. Jednocześnie niektóre badania wskazują, że wysokie IQ u ludzi może łączyć się z niestabilnymi stanami emocjonalnymi, co wręcz wymaga od nas rozwijania zdolności związanych właśnie z EQ.

Praca nad rozwojem IQ i EQ zmusza do indywidualnego, wręcz ascetycznego wysiłku. Badania nad naszym mózgiem dowodzą, że utrzymanie jego wysokiej efektywności wymaga nie tylko ciągłego uczenia się, ale także aktywności fizycznej, odpowiedniej diety, rezygnacji z większości używek, uporządkowanego stylu życia itd., co jest trudno osiągnąć zwłaszcza w warunkach konieczności świadczenia monotonnej pracy. Jednocześnie siły wolicjonalne nie wystarczają, aby rozwinąć indywidualne zdolności intelektualne większej grupy osób. Jak widzieliśmy, w przypadku efektu Flynna środowisko społeczne i naturalne ma nie mniej kluczowe znaczenie. Musimy rozwijać zatem odpowiednie sfery życia społecznego, które umożliwiają rozwój ludzi w tym kierunku, a przede wszystkim zmniejszyć godzinowe obciążenie pracą.

W ten sposób dotarliśmy do poziomu społecznego i jeszcze jednej – być może – przewagi nad AI. Społeczeństwo jest czymś więcej niż tylko sumą poszczególnych jednostek. Ludzie, działając i praktykując razem, mogą osiągać pewną synergię. Dzięki neuroplastyczności mózgu i mechanizmowi UG mają różne style myślenia i unikalną wiedzę, mogą wspólnie podnieść swoje kompetencje, choć nie w każdych warunkach. Stworzenie odpowiednich platform dla rozwoju społeczno-intelektualnego, mogłoby znacznie zredukować przypuszczalny deficyt względem rozwijanego modelu sztucznej inteligencji. Już Piotr Kropotkin zauważył w pracy „Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju”, że „instynkt społeczny” jest formą inteligencji, która pozwala jednostkom nawet o ograniczonych możliwościach, rozwiązywać złożone problemy.

W czym tkwi sedno? Badania w ostatnich latach wskazują, że ogólny poziom inteligencji zarówno emocjonalnej (EQ), jak i też poznawczej (IQ) nie tylko nie rośnie, ale prawdopodobnie spada [21]. Po spektakularnym wzroście ulegamy pod tym względem powolnej degradacji. Notabene dzieje się to być może także za sprawą wdrażania nowej technologii, co wskazywałoby na jeszcze jedno zagrożenie z jej strony. Jeżeli zatem w obliczu zapowiadanych zmian, zamiast podjęcia wysiłków nad realnym rozwojem Homo sapiens, bezmyślnie oprzemy się na tym, co oferują nam nowe technologie, a zamiast ludziom bardziej będziemy ufać agentom AI, to wejdziemy na drogę prowadzącą wprost do całkowitej utraty kontroli nad naszym życiem.

Przypisy:

[1] Roman V. Yampolskiy „AI. Unexplainable, Unpredictable, Uncontrollable”, CRC Press 2024, eboook.

[2] Alvin Toffler, Heidi Toffler, „Wojna i antywojna. Jak przetrwać u progu XXI wieku?”, Wydawnictwo Literackie MUZA S.A, Warszawa 1997.

[3] https://www.linkedin.com/pulse/technological-republic-brief-palantir-technologies-ktdde/

[4] https://oko.press/manifest-technofaszyzmu-autorytarne-fantazje-palantira
https://krytykapolityczna.pl/swiat/palantir-manifest-technofaszyzm-ai-zachod-kontrola-demokracja/

[5] https://www.britishchambers.org.uk/news/2026/03/the-growing-threat-to-entry-level-jobs-in-the-age-of-ai/

[6] https://www.bbc.com/news/articles/cde5y2x51y8o
https://www.bbc.com/news/articles/crm1y89vek8o

[7] https://www.deloitte.com/cn/en/about/press-room/deloitte-2024-gen-z-and-millennial-survey.html

[8] https://iop.harvard.edu/press-releases/harvard-youth-poll-reveals-mounting-strain-young-americans-financial-institutional

[9] https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2024/K_093_24.PDF

[10] https://www.oecd.org/en/publications/2023/07/oecd-employment-outlook-2023_904bcef3.html?appId=aemshell

[11] Maria Jarosz, „Samobójstwa”, Warszawa 1997.

[12] Jeremy Rifkin, „Koniec pracy. Schyłek siły roboczej na świecie i początek ery postrynkowej”, Wrocław 2001, s 11 i 24.

[13] https://www.obserwatorfinansowy.pl/bez-kategorii/rotator/rynek-pracy-2030-bez-masowego-bezrobocia-ale-z-ciagla-nauka/

[14] https://www.weforum.org/stories/2017/04/why-its-time-to-rethink-the-meaning-of-work/

[15] Nick Srnicek, Alex Williams, „Wymyślając przyszłość. Postkapitalizm i świat bez pracy”, Toruń 2019, s. 179 i 181.

[16] Wzrost roli państwa: Całkowite wydatki rządowe, przedstawione jako udział w produkcie krajowym brutto (PKB). Dane obejmuje także koszty obsługi długu.
https://ourworldindata.org/grapher/historical-gov-spending-gdp?tab=line&country=JPN~USA~DEU~GBR~CHN~POL

[17] Leszek Nowak, Polska droga od socjalizmu. Pisma polityczne 1980-1989, Poznań 2011, s. 364.

[18] Karen Hao, "Empire of AI: Dreams and Nightmares in Sam Altman's OpenAI", New York 2025, ebook.

[19] Patrz Wikipedia.

[20] Patrz: Daniel Goleman, „Inteligencja emocjonalna”, Poznań 1997.

[21] Patrz np.: https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC12646932/
https://www.national-geographic.pl/nauka/ludzkosc-glupieje-iq-spada-nawet-o-7-punktow-na-pokolenie/

 

Ludzie czytają....

Czy Izrael i USA mogą przegrać wojnę z Iranem?

06-04-2026 / Analizy

30 marca ukazał się na łamach Al Jazeery tekst „Czy Izrael popełnił błąd, rozpoczynając wojnę z Iranem?”. Choć jak wiadomo Al Jazeera to...

Prezydent do zdjęcia – akcja happeningowa na Starym Rynku…

23-03-2026 / Poznań

W minioną sobotę przypadał pierwszy dzień wiosny – tej kalendarzowej. Kiedy 21 marca wypada w tygodniu, oprócz przywitania wiosny, jest...

O co trwa wojna w Ukrainie?

21-04-2026 / Analizy

Cztery lata wojny w Ukrainie kosztowały życie 300 tys. żołnierzy po obu stronach frontu, gdyby liczyć tylko tych, których znamy...

Czy wojna na Bliskim Wschodzie spowoduje wzrost cen żywności?

02-04-2026 / Analizy

Od początku naszego stulecia ceny żywności mają trend zwyżkowy. Od 2000 roku realnie, czyli po uwzględnieniu inflacji, wzrosły o ok...

Rozbrat


Rozbrat
ul. Pułaskiego 21a, 60-607 Poznań