Załamanie się systemu wcale nie musi oznaczać polepszenie sytuacji pracujących. Na świecie ciągle funkcjonują obszary, gdzie złe warunki pracy, niskie wynagrodzenia i skrajne nierówności są normą. I nie mówię tutaj o krajach najbiedniejszych, ale o najbogatszych.
Ropa i finanse
Taka sytuacja panuje w krajach Zatoki Perskiej, np. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (ZEA). Obowiązujący tam model kapitalizmu musi budzić w Europejczykach grozę. Zacznijmy od tego, że ZEA dorobiły się na ropie naftowej, ale dziś dochód narodowy z jej wydobycia i eksportu spadł do ok. 25% PKB. Państwo to stało się centrum finansowym światowego kapitalizmu, a Dubaj jedną z jego stolic. Finanse, ubezpieczenia i nieruchomości stanowią dziś ok. 22% PKB ZEA; pozostała część to handel (16%), przetwórstwo przemysłowe (13%), budownictwo (12%), a także turystyka i podróże (12%), w niewielkim stopniu (<1%) rolnictwo. Upraszczając, można powiedzieć, iż Emiraty żyją z eksportu ropy, obrotu pieniądzem i z ekskluzywnej turystyki. PKB na głowę Emiratczyka jest ponad dwa razy większy niż PKB na głowę Polaka.
Emiratczycy, czyli rdzenni mieszkańcy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, stanowią zaledwie 15-20% wszystkich żyjących w tym kraju. Pozostała część, czyli ok. 80%, to pracownicy imigranci, z czego ok. 1/4 to wysoce wykwalifikowani specjaliści ściągani do Emiratów głównie z rozwiniętych krajów Zachodu. Około 2/3 osób żyjących w Emiratach to imigranci zajmujący się szeroko rozumianą pracą fizyczną [1]. Pochodzą z innych krajów azjatyckich, głównie z Pakistanu, Indii, Bangladeszu, Filipin itd. Pod względem odsetka imigrantów ZEA zajmują czołowe miejsce na świecie. Dodajmy, że rdzenni Emiratczycy stanowią jedynie 0,3% wszystkich zatrudnionych w sektorze prywatnym. Głównie pracują w firmach państwowych i urzędach, gdzie wynagrodzenia są dużo wyższe.
Pracownicy w ZEA
Pracownicy-imigranci są całkowicie uzależnieni od pracodawcy. Możliwości zmiany zatrudnienia są ograniczone. Często pracodawcy posuwają się do zabierania swoim pracownikom dokumentów, choć jest to niezgodne z prawem. Formalnie normy czasu pracy są w Zjednoczonych Emiratach Arabskich podobne jak w innych krajach (obowiązuje 8-godzinny dzień pracy i 48-godzinny tydzień pracy), ale w praktyce pracownicy fizyczni muszą pracować często dłużej, w nadgodzinach (dodatki za nadgodziny są raczej niskie). W sektorze publicznym, rządowym, gdzie głównie zatrudnieni są Emiratczycy, tygodniowy czas pracy jest zdecydowanie krótszy i wynosi 36,5 godziny.
Głównym problemem dotyczącym warunków pracy w Emiratach są oczywiście upały. Temperatury w zimie sięgają 30 stopni Celsjusza, a latem dochodzą do 50, co ma szczególnie duże znaczenie przy pracach budowlanych. Problemem jest ponoć też duża wypadkowość, choć oficjalne statystyki tego nie potwierdzają.
W Dubaju zarobki względnie wykwalifikowanego pracownika fizycznego sięgają miesięcznie około 1000 USD, a niewykwalifikowanego, zwłaszcza zatrudnionego na czarno – 300-600 USD. Przy czym w mieście ceny za najem mieszkań są wygórowane i sięgają 700-800 USD za lokal miesięcznie. Pracownicy, aby zaoszczędzić na najmie, mieszkają w zatłoczonych kwaterach, w fatalnych warunkach [2].
Dzikie strajki
Jednocześnie walka z nadużyciami i o lepsze warunki pracy jest trudna. Strajki i protesty pracownicze są zakazane. Pracujący nie mogą tworzyć związków zawodowych. Nie mają prawa do rokowań zbiorowych. Wszelkie próby protestów są represjonowane. Oczywiście w ZEA i tak dochodzi do strajków dzikich i nielegalnych manifestacji, choć nie ma systematycznie gromadzonych danych na ten temat. Wydaje się jednak, że w ostatnich dwóch dekadach liczba dzikich strajków nie była tak mała, zwłaszcza w porównaniu do wielkości populacji Emiratów. W niektórych latach naliczono ich nawet po kilkadziesiąt rocznie, przy czym angażowały one niekiedy nawet tysiące pracowników. Głównie strajki obserwowano w budownictwie. Ostatnio większy strajk miał miejsce w 2025 roku na dwóch budowach w Dubaju. W proteście wzięło udział łącznie ok. 13 tys. zatrudnionych [3].
Rok wcześniej, w 2024 r., w związku z masowymi protestami w Bangladeszu, przybywający w ZEA pracownicy tego kraju zorganizowali demonstracje solidarnościowe. Według Amnesty International i Human Rights Watch przebiegały one pokojowo. Władze Emiratów przeprowadziły jednak masowe aresztowania i zorganizowały pospieszny (w ciągu 24 godzin) proces 57 obywateli Bangladeszu. 21 lipca Federalny Sąd Apelacyjny w Abu Zabi skazał troje z nich na dożywocie, a 54 innych na kary pozbawienia wolności od 10 do 11 lat [4]. Co prawda już we wrześniu prezydent ZEA ogłosił dla nich amnestię i zostali wydaleni z kraju. Jednak drakońskie wyroki i sposób przeprowadzenia procesu wskazują, jaki stosunek do swobód obywatelskich mają miejscowe władze.
Emirowie i Trump
ZEA liczą ok. 10 mln mieszkańców, co może sugerować, że panujące tam stosunki społeczno-ekonomiczne są jakąś aberracją, wyjątkiem. Jednak wszystkie w zasadzie państwa Zatoki Perskiej wyglądają podobnie. Tworzą one zresztą Radę Współpracy Zatoki Perskiej (Gulf Cooperation Council), która działa jako unia celna oraz wspólny rynek. Pomimo pewnych objawów rywalizacji i zatargów, realnie dążą one do ścisłej integracji gospodarczej. Ich znaczenie ekonomiczne, z uwagi na zasoby węglowodorów i kapitał pozostający w ich dyspozycji, jest coraz większe.
Jednocześnie warunki pracy w krajach Rady Współpracy Zatoki Perskiej, czyli w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Katarze, Kuwejcie, Bahrajnie i Omanie, są podobne. Rynek pracy jest silnie posegmentowany, charakteryzuje się dużym udziałem migracyjnej siły roboczej (od 70% do 90% w zależności od państwa) oraz ogromnymi dysproporcjami dochodowymi i majątkowymi. Są to społeczeństwa klasowe w czystej niemal postaci.
Jak pisał jeden z muzułmańskich dzienników: strajki, które wybuchają w ZEA i innych krajach tej części świata rzucają światło na „los milionów niewykwalifikowanych i średnio wykwalifikowanych pracowników, którzy harują w całym regionie Zatoki Perskiej, niekiedy w temperaturach sięgających 50 stopni Celsjusza lub więcej, w niewolniczych warunkach. Zirytowani niskimi pensjami, opóźnieniami w wypłatach, złym traktowaniem i fatalnymi warunkami pracy” [5] podejmują desperacką walkę i narażają się na represje, z których deportacja wydaje się najłagodniejszą. Od dwóch dekad ta sytuacja się zasadniczo nie zmieniała. W ZEA dopiero od 3 lat wprowadza się pewne zmiany w prawie pracy na lepsze, ale z perspektywy europejskiej są one oczywistością. Przełomu nie widać.
Coraz więcej słyszymy o krajach Zatoki Perskiej oraz ambicjach ich elit. Chcą więcej znaczyć na arenie międzynarodowej. Słyszymy, jak zabiegają o poparcie Donalda Trumpa i Stanów Zjednoczonych; o setkach miliardów petrodolarów płynących do USA i z powrotem. Jeżeli sojusz kapitału skupionego wokół Trumpa i emirów arabskich będzie dyktował warunki, na jakich w przyszłości ustanowiony zostanie nowy ład ekonomiczny i polityczny na świecie, to nasza przyszłość rysuje się niewesoło.
Przypisy:
[1] W kwestii rynku pracy i sytuacji ekonomicznej ZEA korzystałem z kilku źródeł; patrz np.: https://www.lloydsbanktrade.com/en/market-potential/united-arab-emirates/economical-context



