W drugiej połowie poprzedniego wieku, czyli w okresie po II wojnie światowej, tak duże wahanie cen żywności miało miejsce tylko raz – na początku lat siedemdziesiątych. Przynajmniej tak to wynika z perspektywy historycznych danych Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) zbieranych systematycznie od 1961 roku [1].
Współcześnie do gwałtownych wzrostów cen artykułów spożywczych dochodzi o wiele częściej niż poprzednio. Pierwszy raz miało to związek z wybuchem kryzysu finansowego w latach 2007-2008. Spekulacyjny kapitał, uciekając z pikujących w dół giełd finansowych, pojawił się na rynkach żywności, powodując gwałtowny wzrost cen.
Drugi raz ceny wystrzeliły w górę w 2010 i 2011 roku przede wszystkim z powodów klimatycznych, czyli susz i gwałtownych zjawisk naturalnych (jak powodzie), które doprowadziły do obniżenia plonów [2]. Na to nałożyły się jeszcze rosnące cen ropy naftowej i gazu, co skutkowało nie tylko podniesieniem kosztów produkcji żywności, ale także wzrostem zainteresowania produkcją biopaliw. Wiele zatem zbóż (np. kukurydza), przetworzono w paliwo, a zatem nie trafiły one na rynki żywności, tylko do baków aut. Deficyt zbóż spowodował drożyznę. W reakcji na to doszło do masowych wystąpień społecznych, które weszły do historii pod nazwą „arabskiej wiosny”.
Trzeci raz problemy z żywnością pojawiły się jako skutek rozerwania łańcuchów dostaw w okresie pandemii COVID-19. Cztery – świat jeszcze nie zdołał się uporać ze wszystkimi skutkami zarazy, kiedy ceny żywności wystrzeliły w górę z powodu wojny w Ukrainie. Obie walczące strony, ukraińska i rosyjska, były (i są) istotnymi producentami i eksporterami ziarna oraz wielu innych produktów rolnych. Tym razem to konflikt zbrojny poważnie zakłócił obrót żywnością i paliw, wywołując niedobory i jednocześnie wzrosty cen.
Obecnie, wskutek wojny na Bliskim Wschodzie, stoimy przed groźbą kolejnej, piątej gwałtownej zwyżki cen żywności w relatywnie krótkim okresie dwóch dekad. Okazuje się bowiem, że przez zablokowaną wskutek trwającego konfliktu zbrojnego cieśninę Ormuz przypływają nie tylko potrzebne dla produkcji i transportu produktów spożywczych paliwa, ale także z Zatoki Perskiej pochodzi lwia część nawozów sztucznych. W razie przedłużającej się wojny nieuchronnie będzie to prowadzić do radykalnego wzrostu cen żywności.
Jak utrzymują analitycy, na razie istniejące zapasy nawozów sztucznych powinny pozwolić na zamortyzowanie negatywnych skutków wstrzymania dostaw, ale jeżeli wojna potrwa dłużej, to gwałtowny wzrost cen nawozów, a za nimi żywności jest nieunikniony. FAO przewiduje, że jeśli kryzys będzie się utrzymywał, światowe ceny nawozów mogą wzrosnąć średnio o 15–20% już w pierwszej połowie 2026 roku [3]. Tymczasem producenci i dystrybutorzy nawozów nie czekają – ich ceny tak w Polsce, jak też na świecie już wyraźnie rosną. Dla przykładu: na międzynarodowym rynku ceny mocznika skoczyły od wybuchu wojny z poziomu ok. 450 USD za tonę do 675 USD za tonę, czyli o 50%[4].
Jak podaje jeden z holenderskich badaczy rynku żywności, Bart de Steenhuijsen Piters, taka sytuacja będzie skutkować tym, że w Europie rolnicy dopiszą rosnące koszty produkcji do cen. Czeka nas zapewne wzrost inflacji, który poczujemy w naszych portfelach. W Afryce rolnicy będą prawdopodobnie używać mniej nawozów, bo na tamtejszym rynku ludzi nie stać na droższe jedzenie. W konsekwencji produkcja żywności na tym kontynencie spadnie, co oczywiście pogorszy tylko sytuację.
Jak przekonuje Holender „globalny system żywnościowy został zaprojektowany z myślą o maksymalnej wydajności i niskich cenach, a nie z myślą o odporności na wstrząsy”. Wszyscy dziś polegamy na rynkach globalnych. Zakładamy, że poprzez nie żywność automatycznie trafi do tych, którzy jej potrzebują. W praktyce – pisze de Steenhuijsen Piters – system działa inaczej. „Rynki są coraz bardziej zdominowane przez ograniczoną liczbę międzynarodowych korporacji, które sprzedają żywność tym, którzy oferują wyższą cenę, a zazwyczaj nie są to najbiedniejsi konsumenci. Jednocześnie świat się przeobraził. Produkcja żywności jest pod presją zmian klimatycznych. Rosną napięcia geopolityczne, a żywność jest coraz częściej wykorzystywana jako surowiec strategiczny” [5].
O żywności jako broni w geopolitycznej walce, pisałem rok temu. Konsekwencje tego stanu rzeczy są ponure – wraz ze wzrostem cen jedzenia rośnie liczba głodujących. Według szacunków FAO zwyżka tylko w ostatnich kilku latach skutkowała powiększeniem liczby głodujących o 200 mln osób. Sytuacja taka powoduje prawdopodobnie dodatkową śmierć od jednego do dwóch milionów osób rocznie – głównie dzieci. Są to „kolejne ofiary, toczącej się geopolitycznej rywalizacji o prymat na świecie, której jesteśmy dziś świadkami” [6].
Musimy wyraźnie podkreślić: tak, jak za poprzedni kryzys cen żywności ponosi odpowiedzialność Rosja, która wywołała wojnę w Ukrainie, tak w przypadku obecnego konfliktu zbrojnego wina spada na zbrodniczy izraelski reżim oraz na rząd Stanów Zjednoczonych, które razem napadły na Iran, co doprowadziło do zawirowań w dostawach paliwa i nawozów. Wojny o dużym zasięgu zawsze prowadzą do wzrostu cen, głodu i dodatkowej śmierci niekiedy nawet milionów osób. Niekoniecznie tam, gdzie trwają działania zbrojne.
Przypisy:
[1] https://www.fao.org/worldfoodsituation/foodpricesindex/en/
[2] https://tvn24.pl/tvnmeteo/najnowsze/tornada-powodzie-susze-2010-i-2011-najbardziej-ekstremalne-od-dziesiatek-lat-ls4891781
[3] https://www.theguardian.com/world/2026/mar/20/iran-war-shocks-across-globe-effects-key-takeaways
[4] https://tradingeconomics.com/commodity/urea
[5] https://www.wur.nl/en/longread/rising-food-prices-due-war-iran-causes-and-consequences
[6] https://www.rozbrat.org/publicystyka/kontrola-spoeczna/4905-zywnosc-jako-bron-w-geopolitycznej-walce



