Dlaczego wybuchają wojny?
Im dłużej przeciąga się ten konflikt, tym częściej zadajemy sobie pytanie, w imię czego poniesionych zostaje tak wiele ofiar? O co, obiektywnie rzecz biorąc, trwa wojna w Ukrainie? Rządy obu stron podają po przynajmniej kilka powodów, które mają uzasadnić kontynuowanie walki. Jednak śmiem przychylić się ku opinii, że współczesne wojny toczą się w pierwszej kolejności o strefy wpływów ekonomicznych. Podobnie jest w Ukrainie.
Inaczej mówiąc, choć istnieją nieekonomiczne wyjaśnienia wybuchu wojen, np. że ich przyczyny tkwią w odwiecznej naturze ludzkiej, w wojowniczym dziedzictwie przeszłości, w zderzeniu się agresywnych kultur czy cywilizacji, w ambicjach przywódców i ich osobistych predyspozycjach czy uprzedzeniach itd., to jednak kwestie gospodarcze – przynajmniej w przypadku współczesnych konfliktów zbrojnych – wybijają się na plan pierwszy. Na lewicy (niekoniecznie stricte marksistowskiej) wyróżnia się od końca dziewiętnastego wieku kilka podejść do tej sprawy. Jedni przekonywali, że związane jest to z walką o nowe rynki zbytu (m.in. teoria podkonsumpcji); inni, że chodzi o uzyskanie większych zysków, tam, gdzie koszty siły roboczej są niższe; kolejni badacze i badaczki pisali o nadmiarze kapitału, który „szuka” możliwości inwestycji itd. Głosiciele poszczególnych koncepcji wchodzili często ze sobą w gorący spór, ale niekiedy starano się także dokonywać syntezy tych stanowisk.
W drugiej połowie dwudziestego wieku, w czasie rosnącej globalizacji gospodarki oraz dostrzeżenia negatywnych skutków presji na środowisko naturalne, zaczęto – z jednej strony – szczególnie podkreślać znaczenie przepływów towarów, a także wszelkich surowców strategicznych, a z drugiej – problemy ekologiczne (wyczerpywanie się zasobów naturalnych, nieodwracalna degradacja i zatrucie środowiska, zmiany klimatyczne itd.). Wreszcie dostrzeżono rosnący, a nie jak niektórym mogło się wydawać malejący, związek kapitału z państwem. Według na przykład Noama Chomsky’ego najpotężniejsze państwa zawsze dążą do globalnej dominacji, kontroli nad zasobami i rynkami oraz utrzymywania słabszych krajów w podporządkowaniu. Chomsky duże znaczenie przypisuje zatem państwu, ale jest dla niego oczywiste, że za jego plecami kryją się interesy konkretnych grup kapitału.
Walka o strefy wpływów
Spróbujmy zatem zrekonstruować argumentację na temat ekonomicznych przyczyn wojen. Mówiąc w skrócie, dzisiejsza gospodarka jest zdominowana przez duży kapitał, który zmierza do podporządkowania sobie rozległych rynków. Kapitalistyczna konkurencja wychodzi zatem z poziomu krajowego na poziom międzynarodowy, globalny. Aby odnieść sukces, biznes zawiera sojusz z państwem, a granice między polityką a gospodarką się zacierają.
Tam, gdzie doszło do nagromadzenia dużego kapitału, ważny staje się jego wywóz, co przyczynia się do zewnętrznej ekspansji. Uruchomienie biznesu za granicą pozwala na eksploatację i czerpanie zysków z zasobów naturalnych i siły roboczej w innych krajach. Każda zatem większa gospodarka stara się ustanowić własną strefę ekonomicznych wpływów. A to jak dużo może zainwestować „na zewnątrz”, świadczy o ekspansjonistycznym charakterze danego państwa i kapitału. Ekspansja zewnętrzna pozwala danemu kapitałowi zachować odpowiednio wysoką stopę zysku i akumulację, a państwo ułatwia, zarówno przetrzeć szlaki, jak i utrzymać zdobyte wpływy.
Jak przekonuje rosyjski ekonomista, Oleg Komolov [2], jedną z miar tych ekspansjonistycznych dążeń może być zatem wartość inwestycji bezpośrednich, które dokonuje się za sprawą, przede wszystkim, transnarodowych korporacji. Choć sprawiają one wrażenie kosmopolitycznych, korporacje są najczęściej związane z konkretnymi ośrodkami władzy. Państwo wspiera je udziałem własnych, czyli publicznych środków, pożyczkami i gwarancjami kredytowymi, zamówieniami lub protekcją, a jak trzeba, nie waha się użyć siły militarnej.
W ekspansji główną rolę odgrywa kapitał północnoamerykański i zachodnioeuropejski. Współcześnie, szczególnie Stany Zjednoczone, postrzegane są jako państwo „imperialistyczne”, eksploatujące i narzucające swoją wolę innym, co mamy okazję dostrzegać niemal na co dzień. Wykorzystuje w tym celu, zarówno politykę ekonomiczną (sankcje, cła, dotacje), dyplomację, jak i oczywiście siły zbrojne.
Istnieją państwa, które ustępują państwom zachodnim („centrum”) wielkością kapitału, a zatem i siłą, ale roszczą sobie prawo do podporządkowania krajów w obrębie nie całego świata, ale jakiegoś regionu. Takim przykładem jest z pewnością Rosja. W Rosji zdołano nagromadzić duże kapitały przede wszystkim za sprawą eksportu węglowodorów. Pieniądze te, krążące w obrębie tamtejszej gospodarki, przechodzą czasami przez różne finansowe offshore (np. Cypr), aby uniknąć np. płacenia podatków, ale docelowo trafiają w dużej mierze w formie bezpośrednich inwestycji do dawnych republik ZSRR. Kreml nie ukrywa, że obszar ten traktuje jako własną przestrzeń wpływów tak ekonomicznych, jak geopolitycznych. Takie państwa jak Rosja możemy nazwać „pół-peryferyjnymi”, lub za południowoafrykańskim socjologiem, Patric’iem Bond’em, także „sub-imperialistycznymi”.
Państwa w pełni „peryferyjne”, takie jak Ukraina, nie mają żadnej możliwości ustanowić swojej ekonomicznej strefy wpływu, nie mają swoich rozwiniętych transnarodowych korporacji, dzięki którym mogłyby eksplorować inne kraje. De facto są tylko odbiorcami napływającego kapitału, „wystawiając na sprzedaż” swoją tanią siłę roboczą i zasoby naturalne. Co więcej, stają się one miejscem rywalizacji różnych kapitałów i państw.
Nie tylko eksport kapitału
Niektórzy badacze i badaczki utrzymują, że wartość nagromadzonych inwestycji bezpośrednich, poza granicami danego państwa, w stosunku do jego produktu krajowego brutto (PKB), pokazuje nam, na ile agresywna jest jego zewnętrzna polityka ekonomiczna. Oczywiście najwięcej pieniędzy na inwestycje poza swoimi granicami w stosunku do PKB wydaje „centrum”, czyli kraje zachodnie, w tym USA; nakłady średniego rzędu charakterystyczne są dla Rosji, Chin, ale też np. Brazylii czy RPA, a bardzo niewielkie dla np. Ukrainy czy Bangladeszu.
Inwestycje bezpośrednie nie są jedyną miarą ekonomicznej polityki ekspansji. W przypadku handlu międzynarodowego mówi się o nieekwiwalentnej wymianie handlowej. Oznacza to, że państwa „centrum” kapitalizmu zyskują więcej, niż kraje „pół-peryferyjne” i „peryferyjne”, które – jak wykazał w swoich obliczeniach za 2019 rok włoskich badacz Andrea Ricci [3] – mogą nawet na wymianie takiej tracić. Innym narzędziem może być też działalność pożyczkowa – państwa „peryferyjne” są uzależnione od „centrum” poprzez kredyty. USA zyskują jeszcze dodatkowo tytułem tego, że dolar amerykański jest rezerwową walutą świata, za której pośrednictwem dokonuje się także znacznej części transakcji handlowych na rynku globalnym (na drugim miejscu jest euro).
Państwa nie są zatem sobie równe, ale tworzą ściśle hierarchiczną strukturę. Jednak relacje między nimi mają – z historycznego punktu widzenia – charakter zmienny, dynamiczny. Mamy do czynienia z ciągle trwającą walką, przybierającą niekiedy bezpośrednią, militarną konfrontację. Dziś państwa „pół-peryferyjne” rzucają wyzwanie „centrum” kapitalizmu, twierdząc, że każde z nich ma prawo do własnej strefy wpływów (jest to teza o tzw. wielobiegunowości). Państwa „peryferyjne” z kolei, chcą awansować wyżej w strukturze, walczą o warunki pozwalające ich kapitałowi i klasie rządzącej także uzyskać wyższą stopę zysku. Kraje „centrum” kapitalizmu walczą co minimum o zachowanie status quo, a niektórzy twierdzą, że dążą do uzyskania relatywnie jak największej przewagi nad innymi.
Walka wewnętrzna
A jak kwestia ta wygląda z perspektywy społeczeństw rywalizujących ze sobą państw? Poszczególne rządy przekonują, że dążenie do poszerzenia wpływów, walka o rynki, rosnący eksport itd. przyczyniają się do modernizacji gospodarki i awansu materialnego całego kraju. Obiecuje się obywatelom, że będą partycypować w podziale rosnącego tortu dobrobytu, co ma się przekładać na podniesienie ogólnego poziomu życia. Nie chodzi tylko o kwestie ekonomiczne, ale także o więcej wolnego czasu, przyjaźniejsze otoczenie przestrzenne, lepsze usługi publiczne oraz wyższy poziom kultury i edukacji. I faktycznie dzięki ekspansji (np. kolonialnej), niektóre społeczeństwa (czy niektóre klasy społeczne) mogły i mogą żyć niewspółmiernie lepiej niż inne. Jednak w dłuższej perspektywie czasowej zdobyty na koszt innych grup dobrobyt, nie jest rzeczą daną raz na zawsze. W innych krajach, gdzie wyzysk i eksploatacja są większe, klasy podporządkowane domagają się bowiem lepszych warunków życia. W tym sensie niepokoje społeczne destabilizują relacje międzypaństwowe. Kapitał, który napływa z zewnątrz do danego „peryferyjnego” kraju, nie może czuć się bezpiecznie. Społeczeństwo żąda bowiem, aby zyski nie wypływały za granicę, ale aby więcej z nich pozostało do podziału między mieszkańców, a także w celu np. podniesienia poziomu edukacji, usług, tworzenia nowych miejsc pracy czy finansowania ochrony środowiska itd. Nie tylko zatem w układzie „zewnętrznym”, ale także w układzie „wewnętrznym” system nie jest stabilny.
Ponad 50 lat temu grecki ekonomista, Arghiri Emmanuel [4], wyraził przekonanie, że to nie napływ kapitału rujnuje kraje „peryferyjne”. Państwa „rozwinięte” (o wyższych płacach) zawsze korzystają na wymianie z państwami „nierozwiniętymi” (o niższych płacach), korzysta także zamieszkująca je klasa robotnicza. „Ludność – napisze – państw zamożnych może konsumować więcej, ponieważ ludność reszty świata konsumuje mniej”. Jednocześnie na szeroko rozumianym Zachodzie narasta ksenofobia, obawa o zachowanie własnego stylu życia, który ma być zagrożony. Arghiri Emmanuel posłuży się tu historyczną metaforą, pisząc: „Rzym upadnie nie pod wpływem Rzymian, ale ‘barbarzyńców”.
Spróbujmy się przypatrzeć, jak wyżej opisane mechanizmy działają w konkretnych realiach historycznych. Rozpad ekonomiczny i polityczny ZSRR stworzył warunki, gdzie rywalizacja o nowe rynki i zasoby stała się dla zachodniego kapitału szczególnie ważna. Kto z tego nie skorzystał, zaprzepaszczał szanse na rozwój i większe zyski. Państwa tzw. Bloku Wschodniego, w tym Polska, stały się celem nie tylko napływających z Zachodu inwestycji bezpośrednich, ale także dokonała się transformacja polityczna. Państwo zaczęło chronić interesy dysponentów kapitału z Zachodu, a jego ostrze zostało skierowane przeciwko dotychczasowemu sojusznikowi – Kremlowi. Rozszerzenie NATO było zatem dla Moskwy, nie tylko problemem geopolitycznym, ale także oznaką utraty wpływów ekonomicznych. Prywatny kapitał rosyjski, jaki się wyłonił z zamętu początku lat 90. ubiegłego wieku, został potraktowany nie jak biznesowy partner (czego oczekiwał), ale jak konkurent, a ostatecznie wróg. Było to zresztą całkowicie zgodne z logiką, że kapitalizm to przede wszystkim układ hierarchiczny, wymuszający podporządkowanie. Wychwalana kiedyś kapitalistyczna „wolna konkurencja” toczy się nie tylko o to, kto efektywniej funkcjonuje na rynku, ale także kto, jakie miejsce zajmuje w hierarchicznej strukturze władzy. Co więcej, na arenie międzypaństwowej gra zwykle nie toczy się według uczciwych reguł. Są one propagowane tak długo, jak służą utrzymaniu globalnego status quo – realnie, w ostatecznym rozrachunku, wygrywa po prostu silniejszy.
Notabene rywalizacja między ekonomicznymi interesami Wschodu i Zachodu nie zaczęła się w Polsce bynajmniej po 1989 roku. Trwała ona od samego początku systemu komunistycznego, a szczególnego wymiaru przybrała wskutek Gierkowskiej polityki ekonomicznej i zadłużenia zagranicznego tamtego okresu. Jadwiga Staniszkis w swojej pracy pt. „Ontologia socjalizmu” (rok wydania 1989) wskazywała, że Polska znalazła się w podwójnej zależności i była wykorzystywana przez obie strony. W latach 80. nasz kraj był otwarcie postrzegany – przynajmniej przez niektórych badaczy i badaczki – jako arena ścierania się przeciwstawnych interesów geoekonomicznych i geopolitycznych. Problemem zatem nie była tylko zależność od Kremla (z którym związki ekonomiczne zostały ostatecznie skrajnie ograniczone), ale to, co niektórzy nazywali „dualizmem na Łabie”. Nie mniej, nie więcej chodziło o to, że Polska pozostawała i pozostaje ciągle krajem „peryferyjnym” względem zachodniego, kapitalistycznego „centrum”.
Ukraina pod presją kapitału
W przypadku Ukrainy związki ekonomiczne z Kremlem okazały się o wiele trwalsze, a rywalizacja ostatecznie bardziej bezwzględna. Trzeba tu zaznaczyć, że na początku lat 90. potencjał ekonomiczny Ukrainy był większy niż Polski. Nie tylko większe było PKB per capita, ale także potencjał przemysłowy, naukowy, demograficzny, zasoby naturalne itd. Wschodnia Ukraina, jeszcze za czasów carskich była miejscem dużych inwestycji zagranicznych – napływał tu zachodni kapitał, dzięki któremu powstała siła przemysłowa Donbasu. Przez czarnomorskie porty eksportowano na Zachód zboże wyrosłe na czarnoziemie. Intensywna industrializacja zachodziła także za czasów ZSRR. Krótko mówiąc, w przypadku zasobnej Ukrainy było się o co bić, nawet w większym stopniu niż w przypadku Polski.
Kapitał rosyjski był mocno zaangażowany na Ukrainie. Jego inwestycje bezpośrednie sięgały do 2014 roku łącznie ok. 33 mld USD [2], licząc oczywiście razem z tymi pieniędzmi, które dotarły za pośrednictwem Cypru. Dodatkowo Ukraina była ważnym krajem tranzytowym dla eksportu rosyjskiego gazu i w tym sensie jej znaczenie ekonomiczne dla Rosji było jeszcze większe.
Kiedy rozpadł się Związek Radziecki, a Ukraina formalnie odzyskała suwerenność, stało się to jednocześnie sygnałem dla zachodniego kapitału, który także wyłożył miliardowe kwoty na inwestycje. Ponieważ w przypadku współczesnego kapitalizmu państwo odgrywa ważną rolę w walce o zyski, rywalizacja przybrała wymiar polityczny. Kluczowe pytanie brzmiało: komu będzie sprzyjać ukraińska władza? Firmom z Rosji, czy z Zachodu? Jakie zostaną przyjęte normy prawne? I tak dalej. Niebagatelne znaczenie miała też rywalizacja między oligarchami rosyjskimi i ukraińskimi.
Punktem zwrotnym okazały się wystąpienia społeczne i tzw. Euromajdan na przełomie 2013 i 2014 roku, którego główną osią sporu miało być przystąpienie Ukrainy do Unii Europejskiej, co oczywiście oznaczało przyjęcie zachodnich rozwiązań ustrojowo-prawnych. Wiktor Janukowycz, urzędujący prezydent Ukrainy, odmówił podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE. W wyniku protestów utracił władzę, a Rosja dokonała aneksji Krymu. Walka o wpływy ekonomiczne się nasiliła. Formalnie zakazano rosyjskiemu kapitałowi brać udział w prywatyzacji majątku państwowego. Grożono nacjonalizacją firmom z udziałem kapitału rosyjskiego. Różnymi naciskami zaczęto zmuszać do odsprzedaży aktywów po bardzo niskich cenach i wycofania się z Ukrainy. Na przykład Łukoil musiał pozbyć się 240 stacji benzynowych i 6 składów paliwa. Firma ta straciła także rafinerie ropy naftowej w Odessie, która została znacjonalizowana. Rostek stracił zakłady przeróbki rudy. Wycofać musiał się Łukor, Karpatnieftiechim [2] i dziesiątki innych rosyjskich firm inwestujących, nie tylko w sektor paliwowy czy przetwórstwo przemysłowe, ale także w mass media, bankowość czy logistykę.
Tracąc ukraińskie aktywa, rosyjski kapitał odwołał się do ostatecznego narzędzia. Rozpoczęta 24 lutego 2022 roku przez Kreml specjalna wojenna operacja miała za zadanie obalenie pro-zachodnich władz w Kijowie i zastąpienie ich pro-rosyjskimi, ale coś wyraźnie poszło niezgodnie z planem. To, co miało być szybką zmianą rządu, przeistoczyło się w długotrwały i krwawy konflikt. Rosja, jeżeli chciała zachować swoje pretensje do regionalnej dominacji, musiała teraz dowieść swojej siły vis’a’vis nie tylko Ukrainy, ale popierającego ją całego Zachodu.
Jednocześnie zachodnie firmy, w liczbie ponoć kilku tysięcy, pomimo wojny, inwestują w Ukrainie. Na przykład NJJ Holding, francuski inwestor z branży telekomunikacyjnej, przejął trzeciego co do wielkości operatora komórkowego w Ukrainie firmę Lifecell oraz dostawcę internetu stacjonarnego TV Datagroup-Volia. Jest to największa bezpośrednia inwestycja zagraniczna w Ukrainie od blisko dwóch dekad, której wartość wycenia się na 1,5 mld USD. ArcelorMittal z siedzibą w Luksemburgu, światowy gigant metalurgiczny, zainwestował od 2022 roku łącznie 1,2 mld USD w utrzymanie i modernizację zakładów w Krzywym Rogu. Z kolei Rheinmetall niemiecki koncern zbrojeniowy ogłosił plany inwestycyjne na sumę ok. 300 mln EURO [5]. Firmy produkujące broń, nie tylko niemieckie, ale zwłaszcza amerykańskie, są oczywiście beneficjentami obecnej wojny w Ukrainie.
Jeżeli chodzi o Stany Zjednoczone, to musimy przede wszystkim, wspomnieć o sławetnej umowie negocjowanej przez Donalda Trumpa z Władimirem Żeleńskim, kiedy to prezydent USA domagał się od władz w Kijowie przywilejów i koncesji na pozyskiwanie ukraińskich bogactw naturalnych, w tym tzw. metali rzadkich. Notabene prywatnie rodzina Trumpa nie czeka do końca wojny, ale już teraz bierze udział w rywalizacji o zasoby tego kraju. Jared Kushner, zięć prezydenta USA, prowadząc w imieniu Białego Domu negocjacje „pokojowe” z Moskwą i Kijowem, jednocześnie promował interesy Arabii Saudyjskiej, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które to finansują aktywa jego firmy Affinity Partners warte 4,8 mld USD [6]. Chodzi m.in. o to, aby Rosja nie blokowała eksportu płodów rolnych Dnieprem, a dalej przez Morze Czarne, zmierzających do Zatoki Perskiej, produkowanych przez agroholdingi z udziałem arabskiego kapitału.
Z kolei po drugiej stronie frontu, na terenach zdobytych przez Kreml, obserwujemy napływ kapitału rosyjskiego. Przeznaczono na ten cel – wg niektórych danych – kilkanaście miliardów dolarów.
Podsumowanie
Kiedy na frontach i w wyniku bombardowań ciągle giną ludzie, Ukraina jest jednocześnie „parcelowana”, a jej podział wydaje się nieunikniony. Notabene nie pierwszy raz w historii. Pomimo sojuszu Petlury i Piłsudskiego po I wojnie światowej geopolityczna walka o wpływy skończyła się podziałem Ukrainy między Polskę i Rosję radziecką, co zostało przypieczętowane przez obie strony traktatem ryskim z 1921 roku. Większość historyków ukraińskich uważa, że ich kraj został wówczas zdradzony, tak przez Polskę, jak też państwa Ententy, co dodatkowo otworzyło drogę do późniejszego wcielenia całej Ukrainy w skład ZSRR – czyli ostatecznie znalazła się ona w rosyjskiej strefie wpływów. Czy historia powtórzy się i tym razem? Stanowisko Waszyngtonu wydaje się sugerować, że scenariusz taki nie jest wykluczony.
A co z aspiracjami społeczeństwa ukraińskiego? Okazuje się, że musi ono stawiać dziś opór nie tylko rosyjskiemu, ale także amerykańskiemu imperializmowi. Było to widoczne od samego początku tego konfliktu. Co więcej, na szali zwycięstwa nie leży, jak mieli nadzieję niektórzy anarchiści, nowa jakość „przyszłego ustroju społecznego w całym regionie, z możliwością urzeczywistniania demokracji bezpośredniej i sprawiedliwości społecznej” [7]. Z zamętu niemal każdej wojny, szybciej wyłaniają się bezwzględne dyktatury i wyzysk, niż demokracja i sprawiedliwość. Z luf karabinów – parafrazując słowa Mao – nie wyrasta wolność, ale władza.
Przypisy:
[1] Liczbę strat ukraińskich podają portale: https://lostarmour.info/ukr200 oraz https://ualosses.org/en/soldiers/ (ich wiarygodność potwierdziły zachodnie media); straty rosyjskie podaję za Mediazona: https://zona.media/casualties
[2] Олег Комолов, "Простые числа": "Экономический смысл СВО", 9 maja 2023, https://www.youtube.com/watch?v=6d0wcyXpNyQ ; "О причинах СВО без шелухи", 10 marca 2023, https://www.youtube.com/watch?v=lgpQ0LWxO10
[3] Andrea Ricci, "Value and Unequal Exchange in International Trade. The Geography of Global Capitalist Exploitation", London - New York 2021, s. 217.
[4] Filip Ilkowski, "Imperializm kapitalistyczne we współczesnych ujęciach teoretycznych", Toruń 2015, s. 141-152.
[5] "Ukraine Investment Framework", European Commision, https://enlargement.ec.europa.eu/countries/ukraine/ukraine-investment-framework_en; "ArcelorMittal has invested $1.2 billion since 2022 to ensure the survival of its Ukrainian division", https://gmk.center/en/news/arcelormittal-has-invested-1-2-billion-since-2022-to-ensure-the-survival-of-its-ukrainian-division/; "Rheinmetall wchodzi w drony szturmowe. Niemcy podpisują wielki kontrakt", 16 kwietnia 2026, https://radar.rp.pl/przemysl-zbrojeniowy/art44170451-rheinmetall-wchodzi-w-drony-szturmowe-niemcy-podpisuja-wielki-kontrakt
[6] Patrz m.in.: Jon Queally, "Congressional Dems probe envoy Jared Kushner’s Arab money ties", asiatimes.com z dn. 17 kwietnia 2026, https://asiatimes.com/2026/04/congressional-dems-probe-envoy-jared-kushners-arab-money-ties/
[7] Aleksander Łaniewski, „Anarchiści i wojny imperiów. Historia pewnego dylematu (1914/2023)”, w: „Metody i środki oddziaływania imperiów. Ideologia i praktyka państwa rosyjskiego/sowieckiego/rosyjskiego w latach 1689–2022”, red. Andrzej Nowak, Warszawa 2024, s. 372.



