[...] nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, w której miasto odkupuje teraz od tego inwestora ten teren za 430 milionów i przekazuje go państwu, żebyście państwo mogli tam mieszkać. To po prostu nie jest możliwe. My mamy szereg inwestycji, które musimy zrealizować – Powiedział prezydent.
Oto sedno tytułu dzisiejszego komentarza. Jaśkowiak celowo przedstawia sytuację tak, jakby mieszkańcy osiedla domagali się własności zajmowanego terenu. Prawda jest zgoła inna, podstawowym postulatem jest komunalizacja spornej działki, czyli przekazanie jej na własność wszystkim, a nie tylko wybranym mieszkańcom i mieszkankom. Włodarz Poznania ma nadzieję, że opinia publiczna łyknie ten blef i stanie po stronie wielkiego kapitału.
Jaśkowiak! Jest rok 2026, a nie 1990, w bajki o Leszku Balcerowiczu na białym koniu wierzy coraz mniej osób, a ci, którzy kurczowo trzymają się tych infantylnych koncepcji ekonomicznych, stają się obiektem drwin - a nie poważania.
Astronomiczna kwota 421 mln nie wzięła się zresztą znikąd. Jest bezpośrednim wynikiem uchwalonego przez miasto kilka miesięcy temu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego umożliwiającego wysoką zabudowę na terenie obecnie będącym częścią wschodniego klina zieleni. Wcześniejsza wartość była prawie czterokrotnie niższa. Magistrat przepisał schemat prywatyzacyjny z początków wieku z Warszawy. Schemat, który nie bez powodu nazywany jest największym szwindlem III RP. Gratulacje.
Co więcej, miasto, mimo swojego ewidentnego interesu robi wszystko, żeby chociażby część tego terenu stracić: Jest przeciwnikiem procesowym dewelopera w sprawie zasiedzenia części działki, ale działania jego prawników są opieszałe i niewystarczające. Nie umieją nawet znaleźć odpowiednich dokumentów, a lwią część pracy robi pro bono prawnik mieszkańców Maltańskiego.
Jakby tego było mało, Jaśkowiak pozwala sobie na wtręt jeszcze niższego lotu:
To tak jakby dzisiaj przyszli do mnie Romowie i powiedzieli, panie kup nam to koczowisko, bo my tu chcemy mieszkać.
Prezydent, a może bardziej watażka Poznania, liczy, że porównując kogokolwiek do Romów, automatycznie go zdyskredytuje. Może w takim razie napiszę jak do debila Jaśkowiak:
Nikt z wyboru nie mieszka na slamsie. To, że cała grupa ludzi w zarządzanym przez ciebie mieście musi żyć w warunkach znanych z republik bananowych, powinno ci spędzać sen z powiek. Jeśli tak nie jest, to albo jesteś socjopatą, albo tytułowym debilem. Biorąc pod uwagę ostatnie rewelacje korupcyjne w ZDM, wysokość premii dla zarządów miejskich spółek jak PiM, czy przepraszanie deweloperów za to, że muszą w ratuszu dawać łapówki, zastanawiam się, czy nie jest to pytanie z możliwym wielokrotnym wyborem.



