Wszystkie artykuły
poniedziałek, 06 czerwiec 2011 rozbrat.org Poznań

Kolejna opinia prawna dot. kontenerów

Na zlecenie Amnesty International Poznań opracowana została kolejna opinia prawna poświęcona kontenerom jako lokalom socjalnym. Autorka opinii mec. Katarzyna Rychtanek stwierdza, że według obowiązującego prawa „lokal socjalny może zostać wyodrębniony wyłącznie w budynku, co uniemożliwia kwalifikowanie obiektów kontenerowych jako lokali socjalnych czy zamiennych. W każdym wypadku, gdy sąd orzeknie o uprawnieniu do lokalu socjalnego, eksmitowany nie może w świetle obowiązujących przepisów prawnych zostać umieszczony w obiekcie kontenerowym”.
niedziela, 05 czerwiec 2011 Poznańska Komisja Międzyzakładowa OZZ Inicjatywa Pracownicza Poznań

Ulotki w Wrigley Poznań

Dnia 3 czerwca odbyła się pierwsza akcja ulotkowa pod firmą Wrigley w Poznaniu. Działacze Inicjatywy Pracowniczej rozdawali ulotki przeciwko wzrastającym cenom i kosztom utrzymania, oraz informujących, czym jest  związek zawodowy Inicjatywa Pracownicza i jakie są jego cele. Akcja cieszyła się zainteresowaniem pracowników firmy. Zachęcano ich do informowania Inicjatywy Pracowniczej o warunkach pracy w firmie, przejawach mobbingu i dyskryminacji w zakładzie pracy.
czwartek, 02 czerwiec 2011 Jarosław Urbański Polityka

Kukułcze trupy z Nangar Khel

W środę zapał wyrok w sprawie Nangar Khel. Teoretycznie po kampanii wybielającej sprawców ostrzelania afgańskiej wioski, za którymi murem stała armia, rząd i poważna część mainsteamowej prasy, naiwnością było się spodziewać innego niż uniewinniający wyrok. Jednak kiedy media o nim poinformowały to przyznam, że się we mnie zagotowało. Zabici są – winnych nie ma. Być może jeszcze za wcześnie na ocenę, bo wyrok nie jest prawomocny, ale trudno tej sytuacji nie skomentować. Tym bardziej, że według liberalnej prasy, honor polskiego oręża (jakby się odbijały echem słowa generała Jaruzelskiego) został uratowany. Widzimy jak „państwo prawa” z wielkim zapałem ściga zbrodniarzy wojennych pod warunkiem, że to nie są ich właśni siepacze.
czwartek, 02 czerwiec 2011 Paweł Michał Bartolik Polityka

Nangar Khel, czyli sprawy nie było

1 czerwca 2011 r. polski „niezawisły” sąd uznał za niewinnych polskich żołnierzy, którzy 16 sierpnia 2007 r. dokonali – zgodnie ze wszelkimi „prawidłami sztuki” – kolonialnej pacyfikacji afgańskiej wioski Nangar Khel, zabijając na miejscu 6 osób, w tym kobiety i dzieci. Dwie kolejne osoby zmarły później w wyniku odniesionych ran, a trzy pozostały trwale okaleczone.Przychodzą na myśl słowa Johna Reeda, napisane w środku rzezi pierwszej wojny światowej:
czwartek, 02 czerwiec 2011 Kacper Pobłocki Znalezione w sieci

Polska dwóch rzeczywistości

Joanna Erbel: Skąd się wziął pomysł na Kongres Ruchów Miejskich? Kacper Pobłocki: Z obserwacji. Jakiś czas temu ludzie, którzy działają w Poznaniu, w organizacji My-Poznaniacy zorientowali się, że nie są sami. Okazało się, że w Stanach jest taka ogólnokrajowa koalicja „Prawo do miasta”, z której nowojorską komórką mamy kontakt. Z kolei w Polsce w 2009 roku zaczęły się pojawiać referenda w sprawie odwołania urzędujących prezydentów – w Łodzi i Częstochowie, Gliwicach. Wtedy zorientowaliśmy się, że nie tylko w Poznaniu obywatele zaczynają się organizować. Trochę czasu minęło, w wielu miejscach różne rzeczy się wydarzyły, jak np. ostatnie wybory samorządowe, w których My-Poznaniacy dostali ponad 9 procent głosów. W Sopocie obecnie komitet Kocham Sopot jest już w Radzie Miasta, więc im się udało pójść jeszcze o krok dalej. A jeszcze jakiś czas temu przeprowadzili projekt budżetu obywatelskiego. W różnych miejscach pojawiło się wiele innych miejskich inicjatyw. Kongres ma być pretekstem, żeby się spotkać i zobaczyć, czy mamy coś wspólnego i czy możemy coś zrobić razem. W szczególności, że od jakiegoś czasu ileś ogólnopolskich inicjatyw już zaczęło działać.
W dobie postpolityki, jak określa się to, czym zastąpiona została klasyczna polityka, tradycyjne debaty i spory polityczne odchodzą w przeszłość. W przypadku wyborów samorządowych trudno w którejkolwiek z metropolii wskazać konkurencyjne i alternatywne wobec siebie wizje miasta prezentowane przez kluczowe siły polityczne. Obywatele mogą wybierać co najwyżej między „polityką kontynuacji” uosabianą z reguły przez dotychczasową władzę i bliżej nieokreślonymi enigmatycznymi zmianami. W większości przypadków mamy do czynienia z festiwalem obrazów, spektaklem uśmiechających się do nas kandydatów na plakatach, walką na slogany pod którymi nic się nie kryje. Zaoferowanym w ten sposób obywatelom kryterium wyboru staje się uroda kandydata, estetyka plakatu. Istota postpolityczności czyli wojna wizerunkowa sprowadza potencjalnych kandydatów do roli modnie ubranych kukieł wygłaszających uładzone zdania i prezentujących się na najważniejszych uroczystościach.  
czwartek, 02 czerwiec 2011 Damian Kaczmarek Gospodarka

Wyborcza zaczyna kampanię dla PO

W związku ze zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi Gazeta Wyborcza (GW) rozpoczęła 1 czerwca  kampanię wyborczą dla swoich pupili z Platformy Obywatelskiej.  Z pierwszej strony dziennika bije tytuł „Kto naprawdę bez pracy”. Patrycja Maciejewicz podjęła się w artykule udowodnienia tezy, że sytuacja w kraju nie jest taka zła na jaką wygląda, a statystki rządowi psuje, jak za starych dobrych czasów, „element aspołeczny i bumelanci” .Dowiadujemy się że: „Liczba rzeczywiście szukających pracy jest o jedną piątą mniejsza niż w rejestrach pośredniaków. Na Warmii i Mazurach realne bezrobocie jest niższe aż o połowę.”
środa, 01 czerwiec 2011 Paweł Michał Bartolik Polityka

Lechosni Millerak

Rządzą nami takie same osobistości – złe języki mówią: szuje i świry – jak Ben Ali, Mubarak, Kaddafi, Saleh, Assad i s-ka, zyskując jeszcze formalno-demokratyczną legitymację. Nieraz nie zamierzają za nich świecić oczami nawet normalnie tak serwilistyczne wobec imperializmu i burżuazji media jak TVN i „Gazeta Wyborcza”, która 31 maja cytuje następujące słowa Józefa Piniora, uczestniczącego w 2006 r. w pracach komisji Parlamentu Europejskiego, badającej sprawę tajnego więzienia CIA w Polsce: „Z mojej wiedzy nabytej w tym czasie wynika, że istnieje dokument z podpisem premiera Millera, który reguluje funkcjonowanie w Polsce ośrodka będącego więzieniem śledczym CIA. Jest on do tego stopnia szczegółowy, że określa, co należy robić, jeśli w ośrodku pojawią się zwłoki przetrzymywanej tam osoby. To oznacza, że strona polska wiedziała, co tam się dzieje”.
W ciągu ponad półtorej wieku historii międzynarodowego ruchu anarchistycznego główną osią jego działalności była walka. Walka, w której w ruch szły nie tylko pięści i broń, ale także słowo drukowane, w postaci ulotek, broszur, czasopism, plakatów i książek. Wartość takich wydawnictw z historycznego, archiwalnego, a także sentymentalnego punktu widzenia, musiała zostać szybko dostrzeżona. Za spostrzeżeniami tego typu szła w parze również potrzeba zachowania i przekazania dla przyszłych pokoleń idei oraz doświadczeń ruchu, jak również chęć propagowania i udostępniania publikacji objaśniających założenia ruchu szerokim masom. Już w początkowym okresie istnienia międzynarodowego ruchu anarchistycznego zaczęły powstawać pierwsze księgozbiory, które z powodzeniem można by nazwać bibliotekami anarchistycznymi.
Podczas gdy Polska przygotowuje się do przejęcia prezydencji w UE, dzienniki wszystkich krajów Unii grzmią: „czy 300 tys. uciekinierów z Libii zaleje Europę?", „imigracyjne Tsunami na Lampedusie", „fala uchodźców nadchodzi". Wobec „groźnego żywiołu", jakim mają być imigranci, rządy europejskie dotąd sięgały po wsparcie krwawych północnoafrykańskich dyktatorów. Na fali legitymizacji ich władzy Polska zawsze się wyróżniała: symbolicznie wyraził to nasz zmarły prezydent, 3 lata temu przyznając Hosniemu Mubarakowi Srebrny Krzyż Zasługi RP. Dziś, gdy dawne umowy imigracyjne padły wraz z autorytarnymi reżimami, władzom Unii ciśnie się na usta jedno słowo: Frontex. Polski plan na przyszłą, półroczną prezydencję, aby przeforsować wzmocnienie reżimu granicznego i poszerzyć kompetencje tej europejskiej agencji deportacyjnej zadowala więc wszystkich partnerów UE. Szef Frontexu, gen. Ilkka Laitinen już dziś apeluje: „potrzebujemy operacyjnej pięści: statków i helikopterów". Czy polskiemu rządowi uda się wypełnić śmiałe postulaty Frontexu? Póki co, Laitinen z pewnością może liczyć na medal.