Wszystkie artykuły
środa, 17 listopad 2010 rozbrat.org Rozbrat zostaje!

Cud w Sypniewie

7 kwietnia w poznańskim dodatku do Gazety Wyborczej pojawił się artykuł zatytułowany „Przełom w sprawie Rozbratu: miasto oferuje pomoc”. Artykuł relacjonujący debatę przedstawicieli Rozbratu z prezydentem miasta, w optymistycznym tonie przytaczał deklarację Grobelnego. Prezydent stwierdził, iż forsowany przez niego miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, który w dłuższej perspektywie spowoduje eksmisję Rozbratu, musi zostać przyjęty. W zamian za to, władze miasta zaoferują nam pomoc w znalezieniu lokalu dającego możliwość prowadzenia dotychczasowej działalności. Z komentarza redaktorskiego wynikało, iż nie pozostaje nam nic innego jak przyjąć prezydencką ofertę. W przeciągu niespełna pół roku od złożonej deklaracji, prezydent nie miał nic poważnego do zaoferowania poza ogólnikami przytoczonymi na użytek debaty zorganizowanej przez Gazetę. 14 czerwca 2010 r. doczekaliśmy się odpowiedzi w sprawie ewentualnych losów Rozbratu. W piśmie od prezydenta mogliśmy przeczytać: „Odnosząc się do możliwości wskazania przez Miasto Poznań alternatywnego miejsca, które moglibyśmy Państwu przekazać na cele działalności Kolektywu Rozbrat, niniejszym chciałbym Państwu zaproponować trzy sąsiadujące ze sobą działki przy ul. Sypniewo o oznaczeniach geodezyjnych 3/18, 3/19, 3/20; obręb Piotrowo. […] Wyrażam nadzieję, że powyższą propozycję uznają Państwo za satysfakcjonującą”. Kolektyw Rozbrat odrzucił prezydencką propozycję, uznając ją za niepoważną, czemu dał wyraz w stosownym oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej oraz przesłanym do mediów.
niedziela, 16 sierpień 2009 Murray Bookchin Ekologia

Przebudowa społeczeństwa Murray Bookchina

Od dawna myślałem o napisaniu niewielkiej pracy, która byłaby podsumowaniem moich poglądów na ekologiczną „przebudowę społeczeństwa”. Mnie oraz wielu moim przyjaciołom wydawało się, że dobrze byłoby zebrać idee, zawarte w wielu moich obszernych książkach, w pracy, która nie byłaby zbyt wymagająca dla inteligentnych czytelników zainteresowanych ekologią społeczną. Jednak tym, co bezpośrednio wpłynęło na decyzję o jej napisaniu, było istotne zdarzenie, które wydarzyło się w czerwcu 1987 r. Miałem okazję uczestniczyć w sześciodniowym zjeździe amerykańskich Zielonych, w Amherst, w stanie Massachusetts. Zjawiło się na nim zdumiewająco dużo krajowych mediów. Przybyło około dwóch tysięcy ludzi z co najmniej 42 stanów aby dyskutować o teoretycznych i praktycznych problemach amerykańskiego ruchu Zielonych. Był to największy od wielu lat zjazd niezależnych amerykańskich radykałów. Ludzie ci, w większości antykapitaliści i aktywiści, działali w swoich społecznościach i zakładach pracy. Reprezentowali szeroki przekrój amerykańskiego radykalizmu dając wyraz jego nadziejom i problemom.
wtorek, 16 listopad 2010 Mikołaj Iwański, Rafał Jakubowicz Przestrzeń

Zima bez KontenerArt. Ale nie koniec gentryfikacji...

Wracamy do tematu KontnerArtu w kontekście gentryfikacji Chwaliszewa. Publikujemy polemikę z artykułem Michała Danielewskiego i Michała Wybieralskiego pt. „Zima bez KontenerArt” („Gazeta Wyborcza” 29.10.2010).  Poniższy tekst został wysłany do redakcji „Gazety Wyborczej”, jednak nie został opublikowany, gdyż brakuje w nim – w opinii redaktora Adama Kompowskiego – „wątku pozytywnego”.
poniedziałek, 15 listopad 2010 Eryk Blerski Polityka

Policjanci przychylni wobec przyszłych pracodawców?!

Najbardziej groteskową grupą, która dołączyła do Marszu nacjonalistów i czynnie go broniła są kibice warszawskiej Legii. Kto jak kto, ale właśnie kibice jako pierwsi odczuwają na swojej skórze idee silnego państwa propagowane i, gdy istnieje taka możliwość, wcielane w życie przez prawicowych polityków. Niejeden z nich zapewne padł bezpośrednio ofiarą pomysłów polityków, z którymi szedł teraz ramię w ramię i wspierał ich polityczną karierę. „Policyjny konfidetnt” to dla kibiców najgorsza obelga, ciekawe jakiego określenia użyć na opisanie postawy kibiców robiących za mięso armatnie dla kariery posła Zawiszy.
Choć policjant jest funkcjonariuszem publicznym , wydaje się być de facto postawiony ponad prawem, które obowiązuje wszystkich innych obywateli. Sam będąc uzbrojony po zęby, jest dodatkowo chroniony przez rozmaite przepisy, które sam często lubi określać lakonicznym terminem „ustawa o policji”. Posługując się tym „paragrafem” próbuje w miarę możliwości niedopuścić do sfilmowania „funkcjonariusza publicznego w trakcie wykonywania czynności”, zwłaszcza, gdy te czynności są ewidentnym „przekroczeniem uprawnień”. Na jego korzyść działa fakt, że wielu obywatelom nie przeszkadza patologiczny charakter tej państwowej instytucji, a nawet są oni skłonni uwierzyć bardziej policyjnemu katowi niż jego ofierze (casus niedawnej sondy na jednym z internetowych portali, gdzie internauci zapytani czy wierzą 29-letniemu Poznaniakowi zwyzywanemu od „pedałów” i   pobitemu i 11 listopada w policyjnym radiowozie czy raczej katującym go policjantom, przyznali w połowie swój głos policji). Powyższe stanowisko z reguły reprezentowane jest do momentu, aż samemu nie padnie się ofiarą policyjnej pałki czy pięści. Wtedy nagle okazuje się, że udowodnienie policjantowi „nadużyć” nie jest łatwe, a w sumie na nazwanie funkcjonariusza publicznego „bandytą” też jest odpowiedni paragraf.
niedziela, 14 listopad 2010 Damian Kaczmrek, Jarosław Urbański Kontrola społeczeństwa

Brutalność policji – nie po raz pierwszy

Brutalność policji z jaka mięliśmy do czynienia w związku z blokadą marszu nacjonalistów w dniu 11 listopada nie była pierwszym tego typu przypadkiem. W zasadzie mamy z nią do czynienia na co dzień. Poniżej publikujemy artykuł, jaki ukazał się w 7 numerze półrocznika „Przegląd Anarchistyczny” pt. „Policja aresztuje Aborygenów”. Opisane zostały w nim postępowanie policji wobec demonstrantów protestujących przeciwko tarczy antyrakietowej w Słupsku 29 marca 2008 roku, a także wcześniejsze przypadki. Demonstracja 29 marca w Słupsku przeciwko instalacji amerykańskiej tarczy antyrakietowej, w której według różnych szacunków wzięło udział od 500 do 800 uczestników, zakończyła się pokojowo. Sytuacja stała się bardziej nerwowa podczas przejścia części demonstrantów (ok. 100-200 osób) w stronę lotniska w Redzikowie pod Słupskiem, gdzie mają zostać zainstalowane elementy tarczy. Po dojściu demonstrantów pod boczne wejście lotniska, oddziały prewencji z tarczami odepchnęły protestujących, próbujących wejść na jego teren. Demonstranci przeszli wówczas pod bramę główną. Oddziały policji tam zgromadzone użyły pałek i psów. Do większych starć jednak nie doszło. Policja zatrzymała dwóch manifestantów, którzy zostali wypuszczeni po kilku godzinach. Na tym się jednak nie skończyło.
Policjant wykręcił mi ręce, a następnie zaczął okładać mnie leżącego pięścią po głowie. Nie przestał, nawet wówczas kiedy założył mi już kajdanki. Któryś z jego kolegów, z początku próbował go powstrzymać, mówiąc, żeby dał mi już spokój, ten jednak zachowywał się jakby był w amoku i nie przestawał mnie uderzać. Leżałem na podłodze radiowozu, mając ręce skute z tyłu kajdankami, zupełnie bezbronny i ubezwłasnowolniony, przerażony tym co się dzieje. Policjant klęczał jednym kolanem na moim karku, tak że nie mogłem się w żaden sposób zasłonić. Pomiędzy ciosami próbowałem mówić mu, że to przecież nic osobistego, krzyczałem: „ratunku!”, powtarzałem: „proszę, przestań mnie bić”, potem już tylko jęczałem z bólu, mając nadzieję, że zemdleję. Nic nie skutkowało. Inni policjanci wzywani byli do akcji i w rezultacie za wyjątkiem kierowcy, zostałem sam z sadystą.
sobota, 13 listopad 2010 Marek Piekarski Sprawy lokalne

Debata prezydencka czyli psia kupa

W czwartek 11 listopada odbyła się debata prezydencka w telewizji WTK. Brali w niej udział wszyscy kandydaci na prezydenta wraz z komitetami wyborczymi. Na spotkanie zaproszono również dziennikarzy, profesorów, działaczy społecznych. Nadzieja uczestnictwa w czymś ważnym była płonna. Debata okazała się kolejną pyszną kreacją kandydatów, jak i elit Poznania. Na własne życzenie zamiast siedzieć wśród szarych obywateli i ich problemów, siedzieliśmy wśród natapirowanych bab i sapiących chłopów (gdyby miał użyć metafory dla opisania intelektualnej atmosfery), którzy jedyne co potrafią to gęgać o kulturze i psich kupach. Znaleźliśmy się w debacie elit wyabstrahowanych od rzeczywistości. Byłem, żeby nie nazwali mnie abnegatem. I naprawdę chciałbym tego nie krytykować, gdyż mam szacunek za podjętą inicjatywę redakcji WTK. Inicjatywę jakby nie patrzeć potrzebną i choć odrobinę otwierającą demokrację w tym mieście, oczywiście wykorzystując narzędzia i możliwości tego typu medium.
Około 5 tysięcy osób zebrało się na trasie pochodu Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo-Radykalnego i innych ugrupowań nacjonalistycznych, by zablokować ich marsz. Przeciwko neofaszystom, oprócz koalicjantów z Porozumienia 11 Listopada - stowarzyszeń, fundacji, organizacji, grup nieformalnych - protestować przyszli niezrzeszone warszawianki i warszawiacy. W blokadzie marszu nacjonalistów uczestniczyli także mieszkańcy wielu innych miast. Była to największa w ciągu ostatnich lat demonstracja antyfaszystowska w Polsce. 
czwartek, 11 listopad 2010 rozbrat.org Kraj

Blokada marszu nacjonalistów - relacja

Poznańscy działacze i działaczki zainicjowali blokadę marszu faszystów na ulicy Podwale. 50-osobowa pikieta została zaatakowana zarówno przez siły policyjne, które użyły gazu łzawiącego i pałek, jak też przez kibiców. Doszło do przepychanek i bezpośredniej konfrontacji. Początkowo cala grupa została otoczona przez kordon sił policyjnych, ale większość zdołała się przedostać na ulice Miodowa róg Senatorska, gdzie policja kilkusetosobowy tłum wezwała do rozejścia się.