Dzisiejsza akcja miała charakter obywatelskiego nieposłuszeństwa. Jej celem było zwrócenie uwagi na problemy, które od lat pozostają ignorowane przez władze miasta.
Śmietana na garniturze to nieszkodliwe działanie w porównaniu do realnej codziennej, systemowej przemocy poznańskiej władzy: pozbawiania ludzi dachu nad głową, tolerowania korupcji i nieprawidłowości w miejskich instytucjach oraz przerzucania kosztów złego zarządzania na zwykłych ludzi. Prawdziwą przemocą jest to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami urzędu.
W demokracji krytyka władz jest nie tylko dozwolona, jest wręcz fundamentem całego systemu. Bez wolności słowa, prawa do protestu i patrzenia władzy na ręce demokracja staje się pustą fasadą. Dzisiejsza reakcja prezydenta i podległych mu służb udowodniła, że w Poznaniu demokracja istnieje tylko dla wybranych i kończy się wraz z interesem biznesu.
Nasz działacz został natychmiast zatrzymany przez policję, która uniemożliwiła mu wypowiedź do obecnych na miejscu mediów. Sam Jaśkowiak nazwał protestujących „hołotą, którą trzeba usunąć z urzędu”, a po powrocie na salę obrad skarżył się głównie na pobrudzony garnitur. Ten moment idealnie obnaża priorytety poznańskiej władzy – prezydenta bardziej martwi śmietana na ubraniu niż fakt, że jego polityka prowadzi do wzrostu kosztów życia i pogłębiania problemów społecznych w mieście.
Jacek Jaśkowiak doszedł do władzy na fali obietnic, że odetnie się od antyspołecznej polityki swojego poprzednika. Po latach jego rządów widzimy, że stało się dokładnie odwrotnie. Wokół Jaśkowiaka i wspierającego go środowiska politycznego wyrósł układ personalno-biznesowy, który przedkłada interesy deweloperów, Kościoła i wielkiego biznesu nad potrzeby mieszkanek i mieszkańców Poznania. Przez lata władze miasta konsekwentnie ograniczały realny wpływ mieszkańców na decyzje dotyczące przestrzeni miejskiej, transportu i polityki mieszkaniowej, ignorując głos społeczności lokalnych, organizacji społecznych i ruchów miejskich.
Jaśkowiak jest krytykowany przez wiele różnych środowisk za autorytarny styl zarządzania miastem, lekceważenie głosu mieszkańców, podporządkowanie rozwoju miasta interesom prywatnym oraz przerzucanie kosztów błędnych decyzji władz na zwykłych poznaniaków. Stawia się mu konkretne zarzuty:
Zgoda na wywłaszczenie mieszkańców Osiedla Maltańskiego
Miasto całkowicie wycofało się ze starań o odzyskanie tych terenów. Pozwoliło to poznańskiej kurii na sprzedaż gruntów prywatnym inwestorom. W efekcie Kościół zarabia miliony, prywatni deweloperzy przejmują jedne z najatrakcyjniejszych terenów w mieście, a ludzie mieszkający na osiedlu od kilkudziesięciu lat tracą dach nad głową.
Betonoza i niszczenie wspólnej przestrzeni
Rządy Jacka Jaśkowiaka uczyniły z Poznania symbol miasta projektowanego pod interesy inwestorów, a nie jego mieszkańców. Zieleń przegrywa z betonem i interesami lobby deweloperskiego, a przestrzeń publiczna z komercją. W czasach kryzysu klimatycznego władze miasta konsekwentnie wspierają model rozwoju prowadzący ograniczania terenów zielonych i pogarszania jakości życia poznanianek i poznaniaków.
Układy, afery i nieprawidłowości w miejskich spółkach
Ujawnione w ostatnich latach afery korupcyjne i nieprawidłowości w miejskich jednostkach pokazują, że podległe władzom miasta instytucje przez lata funkcjonowały bez skutecznego nadzoru. Kolejne zatrzymania, śledztwa i ujawniane mechanizmy powiązań między urzędnikami a prywatnym biznesem podważają zaufanie mieszkańców do miejskich instytucji i pokazują skalę problemu. Mimo narastających problemów osoby odpowiedzialne za funkcjonowanie tych instytucji zachowują stanowiska i otrzymują wysokie wynagrodzenia finansowane z publicznych pieniędzy. Gdy korupcja wychodzi na jaw, prezydent jedyne co mado powiedzenia to przeprosiny dla deweloperów, za to że musieli płacić łapówki, przez co ich zyski się kurczyły.
Drakońskie ceny i zapaść komunikacji publicznej
Poznań ma dziś jedne z najdroższych biletów komunikacji miejskiej w Polsce. Jednocześnie mieszkańcy mierzą się z ograniczaniem połączeń, brakami kadrowymi, przeciążeniem systemu oraz powtarzającymi się awariami infrastruktury. Zamiast rozwijać tani, dostępny i ekologiczny transport publiczny, władze miasta coraz częściej rozwiązują problemy budżetowe sięgając do kieszeni pasażerów.
Podczas gdy europejskie miasta i państwa szukają sposobów na obniżanie kosztów transportu publicznego – od bezpłatnej komunikacji w Luksemburgu, przez tani bilet roczny w Wiedniu, państwowe dopłaty do transportu w Niemczech, podatek transportowy płacony przez przedsiębiorstwa we Francji czy subsydiowane przejazdy w Hiszpanii – Poznań konsekwentnie wybiera drogę podwyżek i przerzucania kosztów na mieszkańców.
Dzisiejszy tort szybko spłynie z garnituru prezydenta. Plama na jego politycznym życiorysie i krzywda wyrządzona mieszkańcom Poznania pozostaną na długo. Dopóki nasze potrzeby będą ignorowane przez urzędników, dopóki demokracja będzie ograniczona do przedstawicieli elit, będziemy działać. Poznań należy także do nas, nie tylko do tych, którzy są częścią polityczno biznesowych układów.
Federacja Anarchistyczna sekcja Poznań



