Rewolucja to zmiana wartości, nie jakaś banalna modyfikacja norm. Wraz z rewolucją rodzą się nowe sytuacje, nowe instytucje a stare warunki i przywileje są niszczone, atmosfera sprawiedliwości i równości zaczyna zajmować miejsce tyranii i podziałów społecznych.
Alfredo Bonanno

„Sercem w lesie” Diany Ronnberg – dyskusja wokół książki

Kris

sercem-w-lesie-male24 czerwca 2015 roku w AKK Zemsta odbyła się dyskusja wokół książki „Sercem w lesie” Diany Ronnberg. Z autorką książki rozmawiali Roman Kubicki (Instytut Filozofii UAM, UAP) i Kalina Olejniczak (Radio Merkury). Duchowym patronem spotkania był Grzegorz Klaman (wywiad), u którego Diana Ronnberg się doktoryzowała. Rozmowa koncentrowała się nie tylko na problematyce podejmowanej przez autorkę, ale była też próbą diagnozy obecnej kondycji społeczeństw doby kryzysu. W spotkaniu wzięło udział około 20 osób.

„Sercem w lesie” - jak zauważyła Kalina Olejniczak - to książka niezwykła od strony tak edytorskiej, jak i artystycznej: lingwistyczny esej, praca antropologiczna, dzieło z pogranicza socjologii i sztuki.  Tropy można już znaleźć – zdaniem Romana Kubickiego - już w pracy teoretycznej dołączonej do pracy magisterskiej autorki (etymologia szwedzkich nazwisk, inność, zagubienie). „Sercem w lesie” jest jej niejako rozwinięciem, poruszającym też tematykę siostrzeństwa.

Diana Ronnberg mieszkała w Szwecji od 8 – ego roku życia. Na początku lat 90. wstydziła się swojej polskiej tożsamości. Byli jedyną polską rodziną w Szwecji, a Polska uchodziła w oczach naszych bądź co bądź sąsiadów za kraj skrajnie biedny, brudny i szary. Diana mówiła więc dużo po szwedzku i chciała maksymalnie wchłonąć tę kulturę. Dopiero teraz wraca do dawnej tożsamości, trochę na zasadzie paradoksu, a trochę z potrzeby konfrontacji.

Autorka zauważyła, że w Szwecji jest mało ludzi, a dużo przyrody. Także kobiecość, siostrzeństwo ma silny związek z naturą. W rezultacie Szwedzi wydają się być ludźmi wstydliwymi, przedkładającymi przyrodę nad człowieka. Zdaniem Rossberg owocuje to apatią, niechęcią do społecznego zaangażowania czy w ogóle reagowania. Deklarowana miłość do przyrody często jest zasłoną dla rodzinnych dramatów czy przemocy domowej.

Rossberg zaznacza przy tym zupełnie inne podejście do natury u Polaków i Szwedów. Jako pewną egzemplifikację przytacza w swej książce reprint polskiego pisma z lat 30. pt. „Młody Las”, łączącego katolicyzm z myślą narodową i instrumentalnym podejściem do przyrody. Jest to całkowicie obca optyka dla Szwedów. Po pierwsze – szwedzka duchowość nie ma religijnego charakteru, a bliższa jest jakimś formom panteizmu. Po drugie – Szwedzi odrzucają (przynajmniej w deklaracjach) przedmiotowe podejście do przyrody – jest to zresztą ściśle regulowane przez prawo. W Szwecji panuje głęboka wiara w państwo i jego instytucje.

Wszystko to było kiedyś świetnym parawanem np. do eksperymentów z eugeniką (w domyśle: rozwijaną dla dobra społeczeństwa), a obecnie pozwala uzasadniać panującą w tym kraju quasi – prohibicję. Jej owocem jest dość wysoki poziom alkoholizmu w szwedzkim społeczeństwie, problem tyleż wstydliwy, co powszechny. Na północy rozpowszechnił się w związku z tym zwyczaj pędzenia „leśnego” alkoholu – bimbru. Przy tym wszystkim Szwedzi są jednak ujmująco mili, przestrzegają zasad grzeczności, nam mogą się w tym kojarzyć z Japończykami. Wewnątrz jednak dzieje się dużo złych rzeczy, o których nikt nie chce mówić.

Ta dychotomiczność jest obecna nawet w reklamach. Jeden z pierwszych rozdziałów książki Rossberg poświęcony jest analizie takich właśnie materiałów telewizyjnych. Poza popularnymi w Szwecji produktami ekologicznymi  i biodegradowalnymi, silnie promuje się w nich swego rodzaju – jak zauważył na spotkaniu Andrzej W. Nowak – kulturę konfliktu, aryjskości, nordyckości.

W książce pojawia się zresztą reprint autentycznej karykatury opublikowanej w przededniu wybuchu II Wojny Światowej, sugerującej wprowadzenie zakazu wiwisekcji i wyzwolenie zwierząt przez Trzecią Rzeszę. I rzeczywiście naziści mieli takie plany wobec niektórych gatunków, również uzasadniając to mistyczną wartością wybranych grup zwierzęcych. W Szwecji jakimś rewersem jest ogromne zaangażowanie w obronę jednego, chorego drzew, przy zupełnej bierności wobec rzeczywistych problemów społecznych. Tymi ostatnimi mają zajmować się – i to bardzo dobrze – instytucje, a nie obywatele. Być może jest pokłosie sposobu myślenia, nakierowanego na przyrodę niż miasto, które jest co najwyżej miejscem pracy i od którego się ucieka.

Las szwedzki nie jest lasem partyzantów, przestrzenią dla elegii o krwi – jak we wspomnianym piśmie „Młody Las”. Zaludniają go elfy, trolle, duchy. Są one bardzo mocno zakorzenione i obecne w szwedzkiej kulturze. Zanurzeni w katolicyzmie Polacy często traktują te skandynawskie wierzenia i mity jako coś demonicznego. Tymczasem Szwedzi są dumni ze swego pogańskiego dziedzictwa, chętnie te podkreślają taką właśnie genezę chrześcijańskich obrzędów i uroczystości.

Oczywiście, tak jak niektórzy Polacy wzdychają do szwedzkiej przyrody, tak Skandynawowie są analogicznie zmęczeni swymi „Bieszczadami”. Chętnie więc podróżują, szukając innej niż szwedzka dynamiki. Być może to jeszcze jedna pozostałość po dawnej, nomadycznej kulturze.

Mimo krytycznego spojrzenia autorka nie ukrywa, że jest niejako „skorumpowana przez Szwecję” i cieszy się, że pewne skandynawskie „mody” przyjmują się i u nas. Mowa o takich ideach jak „plant studies”, „animal studies”, „gender studies” czy wreszcie eksperymenty edukacyjne (tzw. zielone szkoły). W Szwecji bardzo popularne są szkoły w lesie oraz edukacja przyrodnicza. Panuje tam założenie, że im więcej dzieci przebywają na świeżym powietrzu, tym lepiej. Zamiast biologii jest tam przedmiot „wiedza o naturze”, gdzie uczniowie poznają np. podstawy fotosyntezy, uczą się też patrzenia na świat w sposób holistyczny i pełen wzajemnego szacunku. Nic dziwnego, że jest tam też dość silny ruch proanimalistyczny, a weganizm nie jest traktowany jak ekstrawagancja. Znowu zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie wiejskie domy są często pozamykane, co wskazuje na ich folwarczną przeszłość.

Na koniec pozostaje kwestia zakorzenienia w globalnej kulturze. Najbardziej palącym również w Szwecji problemem jest zwiększający się ruch samochodowy, co stoi w dość jaskrawej sprzeczności z kultem przyrody. Paradoksów jest oczywiście więcej, podobnie jak niepokojących analogii z nazizmem. Nie przypadkiem na spotkaniu przywołano górskie filmy Leni Riefenstahl – w gruncie rzeczy odsyłające do tego samego sposobu myślenia o przyrodzie i patriotyzmie, jaki reprezentują w przeważającej mierze Szwedzi. Nie warto jednak wpuścić się w kanał ryzykownych analogii. Te same elementy mogą bowiem również, przy innym spojrzeniu, pomóc zbudować inny, lepszy świat. Taką konkluzją zakończyło się omawiane spotkanie.

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Reklama

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian