Piątek, 12 marca 2010 godz.21:24

Recenzje i omówienia

wtorek, 26 stycznia 2010 15:15
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Kiedy 20 lat temu upadał mur berliński, mieszkańcy Europy Środkowej dostali ostateczny sygnał, że klatka, w której wbrew swojej woli byli trzymani, rozpadła się. Mur nie zniknął od razu. Rozbiórka trwała kilka miesięcy i do dzisiaj na ulicach Berlina można spotkać jeszcze kawałki przypominające mieszkańcom niemieckiej stolicy o wcale nie tak dawnym przymusowym zamknięciu. Być może to właśnie duch muru odstrasza deweloperów od stawiania tam zamkniętych osiedli.

W Polsce, dla odmiany, osiedla grodzone wyrastają jak grzyby po deszczu. Gated communities (osiedla zamknięte lub grodzone) to „osiedla otoczone murem lub płotem z ograniczonym dostępem publicznym, posiadające wewnętrzne regulacje prawne w formie umów wiążących mieszkańców oraz (zazwyczaj) wspólnie zarządzane”*. Pojawiły się w Stanach Zjednoczonych w drugiej połowie XX wieku, jako odpowiedź na wzrost przestępczości w coraz bardziej się rozrastających miastach. W przestrzeni publicznej zaczęły wyrastać kompleksy, które, dzięki ogrodzeniu i obecności strażników, miały stać się dla ich mieszkańców enklawami bezpieczeństwa. W Polsce pierwsze osiedle grodzone powstało pod koniec lat dziewięćdziesiątych. W 2008 roku, w samej tylko Warszawie, było ich już 400! Jak to się stało, że w ciągu zaledwie 10 lat od transformacji, mur z symbolu opresji stał się symbolem bezpieczeństwa? Tak naprawdę, w imię czego dajemy się zamykać? Jak coraz większa ilość fortec dla bogatszych członków klasy średniej wpływa na stosunki społeczne?  Na te pytania stara się odpowiedzieć Jacek Gądecki w  wydanej niedawno przez Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego książce „Za murami. Osiedla grodzone w Polsce –analiza dyskursu”.


Oceń artykuł:
( 1 oceniający )
sobota, 12 grudnia 2009 19:59
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Jeżeli na ekologów reagujecie tak jak Cartman na hipisów, to przeczytajcie Przebudowę społeczeństwa Murraya Bookchina. Istnieje szansa, że niektórych z nich darzy on taką samą niechęcią jak wy.

Bookchin to znany anarchista, ekolog i filozof. Jest autorem wielu  książek inspirujących ekologów na całym świecie. Wśród nich znajduje się The Ecology of Freedom, w której Rex Weyler, jeden z pierwszych aktywistów Greenpeace szukał (i znalazł) schematu działania odpowiadającego potrzebom szybko rosnącego w siłę ruchu.


Oceń artykuł:
( 1 oceniający )
sobota, 21 listopada 2009 14:51
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Kto dziś jeszcze pamięta kim byli Guanczowie? Poza wąskim gronem antropologów – niewielu. Lud ten zamieszkiwał w spokoju Wyspy Kanaryjskie od epoki kamiennej do 1478 roku, czyli do momentu przybycia na Gran Canarię ekspedycji wojskowej wysłanej przez Ferdynanda i Izabelę. Kiedy 63 lata później Girolamo Benzoni odwiedził La Palmę, spotkał ostatniego już Guanczę – zapijaczonego, 81-letniego starca. „Ten archipelag wschodniego Atlantyku był swego rodzaju przedszkolem europejskiego imperializmu. Pierwsi osadnicy nabrali przekonania, że ludzie, rośliny i zwierzęta sprowadzone z Europy świetnie aklimatyzują się na terenach, gdzie ich nigdy nie było.”– pisze Sven Lindqvist w wydanej u nas jesienią książce „Wytępić całe to bydło”.

Całkowite wyniszczenie Guanczów to tylko jedna z przypomnianych przez szwedzkiego autora masowych zbrodni popełnianych przez europejczyków w imię rozwoju cywilizacji. Wytępić całe to  bydło, słowa wypowiedziane przez Kurtza (bohatera conradowskiego „Jądra Ciemności”), to zdanie pojawiające się w tekście niczym refren. Powtarzanie z uporem maniaka drażni i nie daje o sobie zapomnieć. Tak, jak nie daje zapomnieć o sobie ideologia, w imię której Żydzi byli kierowani do gazu. Nazizm nie narodził się w próżni. Lindqvist w swoim niby-reportażu, próbując odtworzyć źródła powieści Conrada, podąża tropami myślenia, które doprowadziło do zaakceptowania projektu wyniszczenia całych nacji. Relacja z podróży autora do Algierii jest tylko pretekstem do pokazania, jak wiele nazizm zawdzięcza europejskiemu (głownie brytyjskiemu) imperializmowi. Biologiczną podstawę twierdzenia, że rasa biała jest najlepiej przystosowaną do przetrwania i w związku z tym nadrzędną w stosunku do innych, zbudowali Couvier z Darwinem. Społecznego uzasadnienia dostarczył „rzecznik liberalizmu” Herbert Spencer czy niemiecki filozof Eduard von Hartmann.
Oceń artykuł:
( 5 oceniających )
niedziela, 01 listopada 2009 16:51
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Andrzej Bart, uznany za najbardziej tajemniczego polskiego pisarza, wprowadza nas tym razem w duszny i niepokojący świat, rodem z opowiadań Kafki.

Główny bohater, będący port-parole autora, otrzymuje zlecenie. Ma wyruszyć do rodzinnego miasta Łodzi by uczestniczyć w procesie. Okazuje się, że głównym oskarżonym jest Cham Mordechaj Rumkowski, praworządna getta łódzkiego, notabene jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci Holocaustu, tak zwany, wysłannik śmierci. Proces ten, rzecz jasna, nigdy się nie odbył. Czytelnik zanurza się w świat literackiej fikcji, w której Bart zaprezentował alternatywną wersje historii powojennej Polski. W rzeczywistości Rumkowski w 1944 raku zginął w Auschwitz a po dziś dzień toczone są o „władcę” łódzkiego getta spory. Czy był on zbrodniarzem, otwarcie współpracującym z hitlerowcami, który przyczynił się do eksterminacji tysięcy rodaków? Czy może świetnym organizatorem, który ocalił najwięcej Żydów w Łodzi.


Oceń artykuł:
( 1 oceniający )
sobota, 17 października 2009 16:25
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Czy odpowiedź twierdząca na tak postawione pytanie może powstać tylko w umyśle fanatyka, który wysyłając niewiernych do piekła, gwarantuje sobie lot pierwszą klasą do rajskiego burdelu?

Książka Rafała Górskiego "Polscy zamachowcy" przywołuje zapomniane wątki walki o niepodległość Polski z okresu 1862-1945, prowadzone za pomocą bomby i rewolweru. W drobiazgowy i barwny sposób opisuje przygotowania do zamachu, jego przebieg, jak i przybliża sylwetki bojowców- w tym ich pobudki moralne. Choć sam autor wystrzega się od jednoznacznej oceny ich czynów, postacie zamachowców niejednokrotnie urzekają swą inteligencją, odwagą i poświęceniem.

"Polscy zamachowcy" są także odtrutką na nacjonalizm wciskany nam w szkołach. Jak sie dowiadujemy z lektury książki, bojownikom o niepodległą Polskę przyświecały, bowiem również inne cele- obalenie despotyzmu i wyzysku klasy pracującej, szeroko rozumiana wolność.


Oceń artykuł:
( 4 oceniających )
czwartek, 24 września 2009 07:32
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Debiut pisarski znanej ze stacji telewizyjnych VIVA2, ZDF czy Arte, prezenterki, Charlotte Roche. Książka stała się bestsellerem w licznych krajach Europy. Tekst napisany w sposób bezkompromisowy, odważny, drastyczny a równocześnie wzruszający.

To historia osiemnastoletniej Helen, która po nieudanej depilacji intymnej leży na oddziale wewnętrznym szpitala Maria Hilf . Tam nieskrępowanie i szczegółowo opowiada o hemoroidach, tamponach własnej roboty, płynach ustrojowych i rozmaitych dziwacznych praktykach seksualnych – krótko mówiąc: o zainteresowaniu odkrywaniem własnego ciała. Główna bohaterka manifestuje swoją osobą prawo do bycia chorą i seksowną jednocześnie. Z jednej strony obolałą, z drugiej, pewną siebie. Helen to wcielenie swego rodzaju obietnicy wyzwolenia- bez wstydu mówi o byle czym i wszystkim. Ma odwagę poruszać tematy, które powszechnie uznawane są za społeczne (kobiece!) tabu.
„Wilgotne miejsca” są podróżą do krainy ostatnich tabu współczesności. Powieść Charlotte Roche, odważna, bezkompromisowa i prowokacyjna, przeciwstawia się histerii higieny i sterylnej estetyce pism kobiecych, znormalizowanemu podejściu do kobiecego ciała i jego seksualności, a przy tym opowiada cudownie nieskrępowaną historię bohaterki równie zmysłowej, co wrażliwej i kruchej.


Oceń artykuł:
( 3 oceniających )
czwartek, 06 sierpnia 2009 21:35
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Pierre Pillier, gdyż tak brzmi prawdziwe nazwisko Gastona Levala, urodził się 20 października 1895 r. we francuskim mieście Saint Denis. Wychowywał się w robotniczej rodzinie, jego ojciec był bojownikiem Komuny Paryskiej 1871 r. Jako nastolatek Pillier został działaczem ruchu anarchosyndykalistycznego. Kiedy wybuchła I wojna światowa, pozostał konsekwentnie na stanowisku antymilitarystycznym, w przeciwieństwie do wielu dawnych towarzyszy, którzy dali się porwać patriotycznej fali i poparli wojnę. Uciekając przed poborem do wojska, w 1915 r. Pillier przedostał się nielegalnie do Hiszpanii, gdzie z powodu posiadania fałszywego paszportu, spędził 5 miesięcy w więzieniu. Do 1919 r. pracował w kuźni w Barcelonie, działał również w anarchosyndykalistycznej Krajowej Konfederacji Pracy (CNT) pisując artykuły do prasy anarchistycznej.

W 1919 r. Hiszpanię ogarnęła fala niepokojów społecznych, mnożą się strajki i próby powstańcze, władze odpowiedziały bezpardonowymi represjami, tysiące anarchistów i działaczy związkowych trafia do więzień. Pierre Pillier ukrywając się przed policją, redagował jednocześnie periodyk "La Guerra Social". Po schwytaniu trafił na 3 miesiące do więzienia.


Oceń artykuł:
( 3 oceniających )
czwartek, 23 lipca 2009 11:22
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
„(...) nic z dziedziny radykalnej kultury młodziezowej nie sprzedaje się tak dobrze jak umiejętnie konfekcjonowany i politycznie poprawny bunt przeciw światu, w którym panuje polityczna poprawność i wszystko jest skonfekcjonowane na sprzedaż...”.

Tak pisał Wiktor Pielewin w swojej „Generation P”, rzecz jasna, jak zwykle ze sporą dawką ironii. Paweł Rudnicki w pracy „Oblicza buntu w biografiach kontestatorów”, będącej publikacją książkową jego rozprawy doktorskiej, podchodzi do problemu zdecydowanie bardziej poważnie. Jednym z cytatów, które otwierają lekturę, jest wypowiedź Marka Hłasko:”Wierzę w bunt jako najwyższą wartość młodości. Wierzę w bunt jako najwyższą formę nienawiści do terroru, ucisku i niesprawiedliwości i wierzę rónież w to, że nie ma buntu bez celu...”.


Oceń artykuł:
( 5 oceniających )
środa, 03 czerwca 2009 19:16
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Główna myśl pracy Davida Osta „Klęska Solidarności” jest prosta i możliwa do zaakceptowania. „Solidarność” nie tylko zmieniła się ze związku zawodowego w ruch społeczny, a nawet partię polityczną, lecz także zapomniała o swych klasowych korzeniach, więcej – zaczęła je zwalczać, choć było to już raczej sprawką wywodzących się z niej liberałów, dawnej opozycji skupionej wokół Komitetu Obrony Robotników (KOR), później „Gazety Wyborczej” i Unii Wolności (dziś Demokraci.pl). Liberałowie wierzyli, że silny związek może być przeszkodą w budowaniu demokracji rynkowej, bali się też jego nieobliczalności (emocji i to o zabarwieniu narodowo-katolickim), więc uznali, że należy go ograniczać. Zrazu wykorzystywali go jako parasol dla reform rynkowych, a gdy „Solidarność” za sprawą Lecha Wałęsy zaczęła wojnę na górze (spór o władzę w obozie postsolidarnościowym, mający zachować jego dominującą rolę jako wodza), zwalczali ją jako „ciemnogród”. Ogólną tendencją było tłumienie niezadowolenia. Tymczasem zdaniem Osta gniew z powodu wyzysku jest w kapitalizmie czymś naturalnym, nie można go ignorować, musi być zagospodarowany. Może to zrobić formacja odwołująca się doń wprost, wskazująca na wyzysk jako jego źródło. Takie postawienie sprawy nie godzi w demokrację – jak zdawało się liberałom – ani nawet w sam kapitalizm. Pod naporem społecznym wprowadza on reformy socjalne, co pozwala robotnikom wejść w system, zaakceptować go. W przeciwnym razie, gdy nie uzna się ich gniewu, nie zaspokoi ich oczekiwań, czują się zeń wykluczeni i mają za swego wroga. Tymczasem bohaterowie rewolucji 1980/81, w latach 1988/89 to już tylko patologia postkomunistyczna, zaś przeszkodą dla reform okazała się nie polityka władz, a związki zawodowe czy ich irracjonalne (!) przywileje (u nas kapitał nadal nie może pojąć, że za pracę należy się godna płaca i woli szukać taniej siły roboczej w Azji niż odejść od niby-wolnego rynku i ją dać). Pozbawia to robotników nie tylko owoców pracy, ale i moralnych praw do wrażenia swego niezadowolenia z tego faktu.


Oceń artykuł:
( 0 oceniających )
poniedziałek, 09 lutego 2009 17:31
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail

„A nie mówiłem?” – podobna tania satysfakcja w obliczu kryzysu ekonomicznego na pewno nie wyszłaby z ust Wallersteina. Mimo że to właśnie, między innymi, „globalny” lub – w poetyce bardziej Wallersteinowskiej „systemowy” – kryzys można było wyczytać z jego analiz rzeczywistości społeczno-ekonomicznej przeprowadzanych w planie tzw. długiego trwania. W tym przypadku badacz nie jest ani wróżką, ani ideologiem, lecz patrzy na dziś i jutro za pomocą narzędzi, do których należy zwłaszcza opis długookresowych tendencji, oglądanych z punktu widzenia setek lat, i zmian okresowych, jak choćby cykle koniunkturalne Kondratiewa.


Oceń artykuł:
( 0 oceniających )

Strona 1 z 2