Szef ZKZL Jarosław Pucek zechciał, w protekcjonalny nieco sposób, odpowiedzieć na mój artykuł dotyczący projektu postawienia kontenerów dla tzw. „trudnych lokatorów”. Jego artykuł jest okazją do podyskutowania na temat obowiązku jaki ciąży na miejskim samorządzie, czyli zagwarantowania dachu nad głową jego mieszkańcom.Generalnie wg Pucka okazuje się, że pisząc o tym problemie jako obywatel, socjolog i działacz społeczny nie bardzo orientuję się w problemie. Jarosław Pucek zaczyna od omówienia kwestii 1300 mieszkańców Poznania, nad którymi wisi wyrok eksmisji i okazuje się, że rozwiązaniem tego problemu będzie… projekt „budownictwa modułowego”. To typowe, że w rozumieniu urzędniczym rozwiązaniem konkretnego problemu społecznego, takiego jak tu omawiany, jest zwykle „projekt”, „koncepcja” czy „plan”. Szef ZKZL-u, choć zarzuca mi brak konkretów, sam nie pisze kiedy, gdzie i ile tych – jak rozumiem – socjalnych lokali ma powstać. Jest to, jak sam nazwał, „odpowiedź merytoryczna”, świetnie nadająca się do gazety, ale realnie nie załatwiająca żadnego problemu. Ot, taka PRowa ciekawostka.
( 4 oceniających )
W wielu miastach w Polsce zaczęły się pojawiać pomysły budowy „kontenerowych osiedli”, do których mieliby zostać eksmitowani tzw. „trudni lokatorzy”. To pojęcie ma czysto propagandowy charakter. Władze miast chcą bowiem przekonać opinię publiczną, że do kontenerów (żeby nie powiedzieć baraków czy blaszaków) zostaną zesłani tylko szczególnego typu najemnicy: niepłacący czynszów pijacy i awanturnicy płci najczęściej męskiej, mający stanowić dodatkowo bolesne obciążenia dla własnych rodzin i sąsiadów. W mediach pojawiły się też materiały, w których prezentuje się przykłady szczególnej dewastacji lokali komunalnych przez niektórych lokatorów. Przywoływany w nich obraz oddawanych fekaliów do wanny (Szczecin), ma porazić i przekonać opinię publiczną do idei zsyłki do kontenerów, a urzędnicy z dumą, prezentując się jako obrońcy interesu publicznego, obwieszczają, że nie mają tu żadnych wyrzutów moralnych (jak szef poznańskiego Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych - ZKZL).
( 5 oceniających )
Polscy politycy i dziennikarze uwielbiają zachwycać się globalizacją i wynikającą z niej odpowiedzialnością międzynarodową naszego kraju. Ale to tylko pustosłowie. Globalizacja jest dobra jako nic nie znaczący frazes, jednak przestaje cokolwiek znaczyć, gdy przychodzi stawić czoła skracaniu kulturowych dystansów. Nasza odpowiedzialność kończy się zaś, gdy tysiące kilometrów od polskich granic, przy udziale polskiego wojska dzieje się coś z czego trzeba się wytłumaczyć. Wtedy z moralizatorsko-imperialnego zadęcia pozostaje już tylko przemilczanie i podszyta rasizmem reakcja obronna. Taka jak w Poznaniu.Instalacja Joanny Rajkowskiej zatytułowana „Minaret” miała stanąć w Poznaniu. Miała, bo natrafiła na opór, który może zniweczyć cały projekt. Opinię w tej sprawie wydał Sąd Konkursowy zrzeszający przedstawicieli Urzędu Miasta i lokalnego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich (SARP). Jak możemy w niej przeczytać, projekt obiektu przypominającego element architektury muzułmańskiego meczetu jest „obcy kulturowo”, stanowi „prowokację religijną”, „obraża uczucia muzułmanów” (sic!), a poza tym niewłaściwe jest planowane usytuowanie go na osi między katedrą katolicką a synagogą…
( 3 oceniających )
Przed miesiącem powołano w Poznaniu Rowerowy Zespół Konsultacyjny. Na jego inaugurację przybyły same szychy: od szefa Zarządu Dróg Miejskich po wysłanników samorządu i prezydenta. Przedstawicieli poznańskiej Masy Krytycznej nie zaproszono, bo i po co? Niestety dla miejskich decydentów, jakoś dowiedzieliśmy o tym doniosłym wydarzeniu i pojawiliśmy w Urzędzie Miasta.
Po krótkim przedstawieniu organizatorzy przeszli do załatwiania swoich interesów pod pozorem konsultacji społecznych. Na długi stół wyjechały dwie skomplikowane mapki.
( 0 oceniających )
Prezydent Frankiewicz znów wypowiedział się publicznie w sprawie Rozbratu*. Po raz kolejny odbębnił te samą mantrę, którą słychać zawsze wtedy gdy pojawia się słowo Rozbrat. Po raz kolejny też nie zaproponował nic, co można by było rozważyć.Przypomniał za to demonstrantom, że w zasadzie Rozbrat to nie jest problem miasta, tylko prywatnej firmy – bankruta i banku. Zapomniał jednak, że to miasto decyduje o tym co zostanie wybudowane na tym terenie po wykupieniu go przez ewentualnego inwestora. Tu Kolektyw Rozbrat podsuwa rozwiązanie, rozwiązanie dzięki, któremu miasto mogło by wyjść z rosnącego konfliktu społecznego z twarzą.
( 1 oceniający )
W lutowym numerze pisma "Abolishing the borders from below" (ABB), opublikowany został wywiad z aktywistami organizacji skupionych wokół "Rozbratu". ABB jest anglojęzycznym czasopismem, wydawanym w Berlinie, poruszjącym problematykę Europy środkowej i wschodniej. Poniżej publikujemy polskojęzyczną wersję wywiadu. "Abolishing the borders from below" jest dostępny w dystrybucji Oficyny "Trojka".
( 0 oceniających )
Aleksandra Przybylska w artykule "Gajowa: spróbujcie dogadać się z inwestorem" (Gazeta Wyborcza 22 lutego 2008) pisze o kontrowersyjnej sprawie odsprzedaży przez miasto działki na Jeżycach. Twierdzi, że protestujące w tej sprawie stowarzyszenia, rada dzielnicy i mieszkańcy, powinny raczej szukać porozumienia z potencjalnym inwestorem. Wierzę - pisze autorka - "że między mieszkańcami a potencjalnym jeżyckim inwestorem możliwy (i konieczny!) jest dialog. Dzięki rozmowie nawet najbardziej nierealne pomysły mogą okazać się godne realizacji".
Jako kontrapunkt konfliktu wokół Gajowej, A. Przybyska stawia Stary Browar, który wg niej jest pozytywnym przykładem realizacji zamierzeń planistycznych i architektonicznych. Na plan dalszy natomiast autorka odsuwa to, co w istocie stanowi w tym przypadku kwestię zupełnie zasadniczą - okoliczności w jakich "Stary Browar" powstał i czy w tym przypadku po prostu mieszkańcy Poznania nie zostali poszkodowani poprzez arbitralne decyzje władz miasta (delikatnie rzecz ujmując). Podejmując demonstracje, chodzi mieszkańcom nie o to, a w każdym razie nie o to przede wszystkim, co jak wygląda i funkcjonuje, ale jak zostały podjęte decyzje i czy mieli oni na nie wpływ. Problem tkwi w tym, jakich interesów strzeże miasto - interesów swoich mieszkańców czy finansowo-biznesowej oligarchii pod przewodnictwem rodziny Kulczyków.
( 0 oceniających )
Na 3 stronie pisma zmieszczony został demaskatorski artykuł "Święte krowy z Rozbratu". Mogliśmy się z niego dowiedzieć, że "Poznańscy anarchiści to świetnie zorganizowana, lewacka grupa z rozbudowanym zapleczem logistycznym i finansowym jakiego nie powstydziłaby się niejedna patia polityczna". A także, że "działania tej grupy są finansowane z kasy miejskiej". No tak, poznaniacy dowiedzieli się w końcu gdzie lokuje się dywidendy z Kulczykowych inwestycji i dlaczego trzeba podnieść ceny biletów tramwajowych - to anarchiści potrzebują pieniędzy... Tą sytuację autor tłumaczy cytując klasyka: "już towarzysz Lenin mawiał, iż 'kapitaliści są tak głupi, że sami sprzedadzą nam sznur, na którym ich powiesimy' ".
( 0 oceniających )
19 listopada w Poznaniu odbył się, czy raczej miał się odbyć, Marsz Równości. Chciano demonstrować za tolerancją, równouprawnieniem, prawami kobiet i przeciwko dyskryminacji osób o innej orientacji seksualnej. Dotychczas wszystkie tego typu marsze w Polsce spotykały się z wrogością ze strony polityków: konserwatyści mówili o "niemoralnej, oburzającej promocji homoseksualizmu", liberałowie delegalizowali marsze z powodu "braku bezpieczeństwa". Młodzież Wszechpolska uczestników Marszów Równości nazywa homo-terrorystami. Sekretarz Zarządu Głównego tej organizacji Mariusz Tomczak pisał że: "... Lewak i anarchista są wrogami demokracji, którzy kontestują porządek prawny i marzą o wywróceniu do góry nogami ładu społecznego." Tym razem było podobnie - marsz został zdelegalizowany przez władze i zaatakowany przez bojówki i policję.
( 0 oceniających )
























