Buntownik niedostrzegający na horyzoncie niczego prócz ściany przymusów, zazwyczaj rozwala sobie o nią łeb albo kończy, najgłupiej na świecie, zaciekle jej broniąc.
Raoul Vaneigem

Euro 2012 – kryzysowe mistrzostwa

Jarosław Urbański
euro2012_2W ostatnich latach Polskę oponował istny szał rozbudowy, modernizacji czy budowy nowych obiektów sportowych. Impulsem i uzasadnieniem dla tego typu wydatków było nadejście krótkiego okresu lepszej koniunktury gospodarczej, jaki obserwowaliśmy szczególnie w latach 2006-2008, na który to czas dodatkowo nałożyło się przyznanie Polsce i Ukrainie organizacji Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku. Ogłoszenie tego faktu w połowie 2007 roku wywołało entuzjazm. Wyrokowano, że organizacja mistrzostw okaże się dla Polski „skokiem cywilizacyjnym”. Wymieniano cały szereg inwestycji o różnych charakterze, które – sugerowano – możliwe stają się tylko i wyłącznie dzięki Euro 2012. W 2007 roku głos rozsądku (mistrzostwa nie zwiększą PKB, nie przyspieszą inwestycji infrastrukturalnych, nie przysporzą znacząco więcej miejsc pracy, nie zaprocentują w wyjątkowy sposób jako promocja Polski w Europie itd.) należał do mniejszości i nie był brany pod uwagę1.

Generalnie zarówno działacze sportowi, firmy branży sportowej, rząd i lokalne władze oraz liberalna prasa snuły rozważania o rosnącej potędze piłkarsko-inwestycyjnej Polski. Na siłę, wcześniej zaplanowane już projekty, podciągano pod potrzeby Euro 2012, m.in. aby łatwiej było uzyskać dla nich środki czy też, aby wpisać się złotymi zgłoskami w propagandę sukcesu, co było korzystne dla wielu firm oraz poszczególnych menedżerów i polityków polujących na swoje pięć minut chwały. W efekcie szacowano, że pośpiech ten i zwiększona „podaż zleceń” spowodował podrożenie szeregu publicznych inwestycji nawet o 20 proc.

Na fali tego irracjonalnego optymizmu, jak miała obliczyć „Rzeczpospolita”, co najmniej 65 stadionów zbudowano lub unowocześniono w ciągu ostatnich pięciu lat. Pochłonęło to ogromne środki finansowe. Sama modernizacja czy budowa czterech najważniejszych z punktu widzenia Euro 2012 obiektów (w Warszawie – Stadion Narodowy, Poznaniu, Wrocławiu i Gdańsku) kosztowała blisko 4,2 miliardy złotych ze środków publicznych, nie licząc przynajmniej kilkuset dodatkowych milionów złotych na inwestycje „okołostadionowe”, np. komunikacyjne. Oczywiście na pozostałe areny najczęściej wydatkowano mniejsze pieniądze i nie zawsze wyłącznie publiczne, ale też prywatne. Tym niemniej na obiekty sportowe wydano ogromne środki, których brak na tak podstawowe kwestie jak służba zdrowia, opieka społeczna, budownictwo komunalne czy transport publiczny.

Co więcej, pomimo neoliberalnej retoryki równoważenia kosztów i przychodów, tego typu obiekty nigdy się nie spłacą, a niektórzy twierdzą nawet, iż możliwe jest, że będą obciążać budżety miast także w wydatkach bieżących przez wiele następnych lat. Na przykład stadion w Poznaniu kosztował 750 mln zł i sfinansowany został niemal w całości ze środków samorządu. Obiekt oddano w zarząd klubowi sportowemu Lech Poznań. Dochód z tej dzierżawy wyniesie rocznie prawdopodobnie od 4 do 7 mln zł, a to oznacza, że stadion w najlepszym wypadku spłaci się po ponad 100 latach. W istocie rzeczy „układ” ten jest korzystny dla prywatnego klubu, a ściślej jego właściciela Jacka Rutkowskiego, który nie musi wykładać ani złotówki na obiekt, na którym występuje jego klub, reklamujący głównie jego fabrykę sprzętu AGD.

Z biegiem czasu przychodziło otrzeźwienie, ale jeszcze w 2010 roku na coraz częstszą krytykę i spadek futbolowego optymizmu neoliberalni ekonomiści odpowiedzieli hurraoptymistycznym raportem, w którym zapowiedzieli, że Polska na Euro zarobi 27,9 mld zł. Suma ta została jednak przyjęta z dużą rezerwą i powątpiewaniem. Jasnym stawało się, że zapowiadany „skok cywilizacyjny” ograniczy się wyłącznie do sektora widowiskowo-sportowego. Uznane pierwotnie w kontekście Euro 2012 za priorytetowe inwestycje w zakresie komunikacji zbiorowej czy zwłaszcza potrzeb socjalno-bytowych, zostały ograniczone czy po prostu zaniechano ich realizacji.

Po czterech latach bezprzykładnej propagandy, coraz częściej w prasie zaczęła się pojawiać otwarta krytyka i konkretne pytania, zarówno co do tego czy pieniądze wydano na naprawdę priorytetowe ze społecznego punktu widzeniu cele, czy nie przepłacono pewnych inwestycji oraz czy ostatecznie Euro 2012 przyniesie nam w ogóle jakieś konkretne korzyści ekonomiczne. W kwietniu 2011 roku Marcin Wesołek, dziennikarz lokalnego poznańskiego wydania Gazety Wyborczej, pisał: „Zanosi się na to, że Euro nie będzie dla nas skokiem cywilizacyjnym, nie będzie bombą atomową ani przewrotem kopernikańskim – jak zachwycaliśmy się cztery lata temu. Coś tam zbudujemy, coś tam kupimy. Ale zmiana Poznania drewnianego w murowany się nie uda. Zabraknie pieniędzy i czasu”2. W lipcu 2011 roku portal gospodarczy Gazety Wyborczej umieścił materiał pt. „Efekt olimpijski to mit, czyli dlaczego Euro 2012 może nam wyjść bokiem?”. Czytamy w artykule: „Po igrzyskach olimpijskich w 1992 roku Barcelona stała się wzorem dla wszystkich miast goszczących wielkie imprezy sportowe. Każdy liczy na wystąpienie u siebie tzw. efektu barcelońskiego, czyli zwiększenie atrakcyjności turystycznej i wynikający z tego wzrost napływu zagranicznych gości, a także miliardowe zyski. Wierzą w to również polscy ekonomiści, którzy rok temu przygotowali raport na temat możliwego wpływu Euro 2012 na gospodarkę naszego kraju. Ale uwaga! Olimpiada czy mistrzostwa w piłce nożnej to nie zawsze wzrost PKB, spadek inflacji i bezrobocia. Bo jest też zjawisko przeciwne do efektu barcelońskiego i występuje, niestety, częściej. To efekt montrealski, czyli zadłużenie i poważne, ciągnące się przez lata problemy”.

Polska, Ukraina i miasta które będą organizatorami Euro 2012, ewidentnie zaczynają podążać drogą montrealską w wariancie wschodnioeuropejskim. Inwestycje na Euro 2012 oraz dotyczące innych obiektów sportowych nadmiernie zadłużyły budżety wielu miast, tak iż muszą one obecnie przeprowadzić drastyczny program oszczędnościowy: zwalniać urzędników i pracowników firm komunalnych, wysprzedawać co się da, podnosić ceny usług, w tym transportu publicznego, wody i kanalizacji, żłobków i przedszkoli oraz ciąć wydatki na kulturę, opiekę społeczną i zdrowie, likwidować szkoły. Gwałtownie zmniejszą się nakłady na inwestycje i remonty. A wszystko to w momencie, kiedy staje się jasne, że kryzys, którego początek sięga 2008 roku, wkracza wyraźnie do Polski: rośnie bezrobocie, spadają realne dochody wielu grup społecznych, rosną ceny itd.

W ostatnim czasie, już po rozlosowaniu grup, prawdziwie dramatyczne wieści nadeszły z Ukrainy. Według firmy badawczej Da Vinci AG Ukraina na Euro 2012 straci od 6-8 mld dolarów. Mistrzostwa nie przyniosą też zysków w dłuższej perspektywie. Dużo mniej przyjedzie niż planowano turystów i kibiców. Ekonomista Andrzej Novak analizuje: „Na początku planowano, że tylko 5 proc. wydatków na Euro 2012 będzie pochodzić z budżetu państwa, a reszta będzie pokryta przez inwestorów. Jednak prawda jest taka, że państwo zapewnia prawie 7 mld dolarów, budżet lokalny dostarczyć około 0,7 mld dolarów, a z innych źródeł pochodzi 6,2 mld dolarów. Dlatego wielu ekonomistów ostrzega, że prowadzenie mistrzostw Europy może wprowadzić państwo w głębokie zadłużenie” (3). Polska jeszcze nie dokonała ponownej oceny efektu ekonomicznego związanego z Euro 2012.

Jest to fragment artykułu pt. „Euro 2012 – igrzyska zamiast chleba” jaki ukazał się w najnowszym numerze Przeglądu Anarchistycznego nr 13.


Przypisy:
1 Tomasz Archem, „Dziesięć mitów EURO 2012”, Gazeta Wyborcza, 3 sierpnia 2007.
2 Gazeta Wyborcza, 20.04.2011 r.
3 Sebiastan Ogórek, „Euro 2012 przyniesie miliardy euro strat?”, Wirtualna Polska, http://finanse.wp.pl/kat,72914,title,Euro-2012-przyniesie-miliardy-euro-strat,wid,14204295,wiadomosc.html?ticaid=1dd92
Kathryn Quinn, “5 Billion GBP Debt for Euro 2012 Hosts”, romaniantimes.at,
http://www.romaniantimes.at/news/Around_the_World/2012-01-21/19348/5_Billion_GBP_Debt_for_Euro_2012_Hosts

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Reklama

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian