System pracy najemnej jest wynikiem przywłaszczenia indywidualnego narzędzi produkcji i ziemi; jest on zarazem koniecznym warunkiem rozwoju produkcji kapitalistycznej: wraz z nią musi też zginąć.
Piotr Kropotkin

Kliny zieleni zagrożone przez nowe studium zagospodarowania przestrzennego

Kinga Krzysztowiak

Na środę 2 lipca, w Urzędzie Miejskim zaplanowano kolejne posiedzenie Komisji Polityki Przestrzennej dotyczące zmian w nowym Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego Miasta Poznania. Spotkania odbywają się od końca maja co tydzień. Za jakiś czas radni będą głosować nad przyjęciem nowego dokumentu planistycznego zawierającego niekorzystne zapisy o dalszej zabudowie cennych terenów w Poznaniu. Kiedy dojdzie do głosowania? Nie wiadomo. Wiadomo jednak, że wyraźnie komuś się śpieszy.

Imponująca liczba?

Już jakiś czas temu Poznań został ogłoszony miastem konsultacji. Tym razem Ryszard Grobelny miał się przychylić aż do 1/3 wniesionych uwag, aby ratować cenne obszary zieleni. Do planu wniesiono łącznie 2852 uwag, z czego prezydent uwzględnił 937. Czy aby na pewno? Liczby te, podawane przez Miejską Pracownię Urbanistyczną i powtarzane przez media, nie wskazują jednak faktycznej liczby uwag, które wpłynęły do MPU. Wynika to z prostej przyczyny – dwie z wniesionych uwag zawierają ponad tysiąc podpisów. MPU potraktowało każdy podpis jako pojedynczą uwagę. Efekt jest taki, że mamy imponujące cyfry, sugerujące, że prezydent Grobelny, w wyniku aktywności społeczników i prowadzenia wzorowych konsultacji społecznych, uwzględnił blisko tysiąc uwag do studium zagospodarowania przestrzennego. A to uratowało tereny zielone przed zabudową między innymi na Sołaczu i Łazarzu. 

Pomimo tego, że nie zostanie zabudowana okolica parku Kasprowicza, Lasek Piątkowski, teren AZS przy ul. Pułaskiego, małe elementy w sąsiedztwie parku Wodziczki czy ogródki działkowe przy ul. Hetmańskiej, to nowy dokument planistyczny jest nadal bardzo niekorzystny dla Poznania. 

Iluzja konsultacji

Formalnie proces konsultacji społecznych dotyczących studium ruszył się już na początku tego roku – wtedy to można było wnosić uwagi do nowego dokumentu planistycznego na adres Miejskiej Pracowni Urbanistycznej. Urzędnicy chętnie przecież wysłuchają opinii mieszkańców, a nawet niektóre z nich wezmą pod uwagę.

Mit konsultacji legł szybko w gruzach już podczas pierwszych dyskusji na posiedzeniach dot. planu zagospodarowania. Scenariusz spotkań się powtarza - Miejska Pracownia Urbanistyczna na ostatnią chwilę przygotowuje prezentacje, którą później przedstawia któraś z urzędniczek. Najpierw wyświetlony małym drukiem tekst uwagi, która została odrzucona, a później wykład teoretyczny toczący się dookoła poruszonego tematu np. przegląd historii klinów zieleni rodem ze źródeł internetowych. Po takiej serii nikt już nie wie o co chodziło a odpowiedzi na pytanie dlaczego uwaga została odrzucona - jak nie było, tak nie ma. Przygotowane slajdy są pobieżnie przerzucane, tak by wrażenie pozostało dobre, a wnioski stały się bezdyskusyjną oczywistością: jest lepiej, będzie więcej zieleni, a prezydent wziął pod uwagę głos mieszkańców. Czyli – mamy sukces! 

Na mapie jest zielono, a w rzeczywistości zabudujemy

Jako uzasadnienie swojego sukcesu MPU porównuje plany zagospodarowania przestrzennego z lat 1999, 2008 do najnowszego, czyli tego z roku 2014. Zgodnie z wizją MPU koloru zielonego na mapie klinów zieleni w poznania przybyło w porównaniu z poprzednimi dokumentami planistycznymi. Co ma świadczyć o procentowym wzrost terenów zieleni w ogóle. Iluzja polega na formalnej dokonanej przez MPU w międzyczasie zmianie definicji tego, czym jest teren zielony. Zapisy mówią teraz, że istnieje możliwość zabudowy w klinie zieleni, już nie tylko jednorodzinnej tak jak w 1999, ale i wielorodzinnej.

Efekt jest świetny - mapa jest bardziej zielona, a kliny bardziej zabudowane. Bo zgodnie z tym tokiem rozumowania osiedle deweloperskie o zabudowie wielorodzinnej, również możemy nazwać terenem zieleni. 

Klin zieleni wg Czarneckiego i wg Grobelnego

Wszystko wygląda zatem z pozoru wzorcowo: około tysiąca uwag zostało przyjętych, kliny zieleni są chronione, deweloperzy zadowoleni. Problem w tym, że interesy mieszkańców chcących zachować podstawowe funkcje klinów zieleni jako terenów rekreacyjnych i niezabudowanych (zgodnie z pierwotnymi założeniami),  są sprzeczne z planami deweloperów. Realnie nie wiadomo nawet, ile uwag zostało przyjętych jako pojedynczych dokumentów, bo w tym roku MPU wprowadziło także oprócz sugestywnej metody liczenia, tzw. częściowe uwzględnianie uwag.

Szkoda też, że Miejska Pracownia Urbanistyczna oraz władze Poznania dokonały porównania tylko dokumentów planistycznych z ostatnich 16 lat rządów prezydenta Grobelnego, a pominęły porównanie z pierwotnymi założeniami dotyczącymi klinów zieleni. Zauważylibyśmy co po nich aktualnie pozostało, w skutek zezwalania na częściową zabudowę. Kliny zieleni są funkcjonalnym i cennym założeniem urbanistycznym właśnie dlatego, że są niezabudowane. Co z nich pozostało ilustruje zestawienie poniższych rysunków: po prawej kliny zieleni wyłączone z zabudowy, zgodnie z założeniami Czarneckiego. Po lewej  kliny zieleni zgodnie z założeniami nowego studium zagospodarowania przestrzennego.

kliny zieleni mapa

Co dalej?

O niezależnych opracowaniach zleconych przez miasto nie ma mowy. A wszelki głos merytorycznej krytyki, traktowany jest raczej jako zagrożenie, więc zostaje skutecznie uciszany. Co prawda inż. Agnieszka Malinowska przedstawiła w połowie czerwca wizualizację negatywnych skutków realizacji studium, co wywołało chwilową krytyczną debatę, w której udział wzięli przedstawiciele strony społecznej, niektórzy radni i specjaliści z Uniwersytetu Przyrodniczego, jednak cała dyskusja została zdewaluowana i zakończona stwierdzeniem przewodniczącego Mikuły oraz przedstawicieli miasta: „my nic nie musimy konsultować, bo żadna ustawa nam tego nie narzuca i nie przewidujemy innej formy konsultacji, niż tak która się odbyła w lutym”.

Wszystko wydaje się dobrze opracowane i pod kontrolą. Tylko z założoną tezą. Posiedzenia komisji, przed głosowaniem formalnie odbyć się muszą. Ci radni którzy są za uchwaleniem planu nie mają się czym stresować, grają w pasjansa, przeglądają gazety. No chyba, że ich spokój zostanie zakłócony przez jakiś głos krytyki. Wtedy, wzorem radnego Kręglewskiego, można porzucić komputer  i dzielnie ruszyć na odsiecz, by nachylając się nad oponentką wycedzić przez zęby: „Pani manipuluje! Pani nie może tak mówić.”

Natomiast, ci z radnych, którzy co do uchwalenia planu w dotychczasowej formie są sceptyczni, nieustannie i bezskutecznie apelują o dostęp do informacji, o zmianę formy debaty, więcej czasu –  nie musimy się spotykać co tydzień, postulowała jedna z radnych SLD nie rozumiejąc dlaczego i komu tak się śpieszy z uchwaleniem planu zagospodarowania. Bo w końcu to radni na drodze głosowania podejmą ostateczną decyzję o tym, czy obecny plan zostanie uchwalony czy też nie.

Widocznie komuś się jednak śpieszy, by zrealizować swój interes i niestety prawdopodobnie nie jest to interes publiczny, lecz prywatne plany inwestycyjne, do zrealizowania których plan jest niezbędny. A wówczas można liczyć na szczodre wsparcie, nadchodzącej nieuchronnie kampanii wyborczej do samorządu. Prezydent Grobelny już ogłosił, ze będzie ponownie kandydował.

Strategia maksimum

Podsumowując. Marketingowa zagrywka, która ocaliła między innymi AZS czy Park Kasprowicza odniosła jeden cel – przyzwolenie społeczne na dalszą zabudowę zieleni. Strategia maksimum zastosowana przez władze miasta zakładała wyłożenie bardzo kontrowersyjnego planu zagospodarowania na początku dyskusji tylko po to by później „ustąpić stronie społecznej”, a w rzeczywistości po prostu kontynuować zabudowę klinów zieleni. Miasto wyciągnęło lekcje – zmian, jakie są w studium po uwzględnieniu części uwag, nie udało się przeforsować w 2008 roku z powodu protestów strony społecznej. Teraz jednak udało się skrócić dyskusję i wprowadzić narrację sukcesu. Świadczy o tym między innymi artykuł redaktora gazety wyborczej Jakuba Łukaszewskiego o znamiennym tytule  „Zieleń wygrała z domami. Teraz radni będą dyskutować o studium.”

Radni będą dyskutować, jak co środę na Placu Kolegiackim. Jednak zieleń nie wygrała, a mieszkańcy dali się nabrać na proste chwyty Grobelnego.

Komentarze

0| 1 | Darek2014-07-13 16:05
Stara sztuczka. Podobnie było z przerywaniem ciąży. Katofaszyści początkowo przedstawili projekt tak masakrycznie restrykcyjny, że to, o czym naprawdę im chodziło, zostało błędnie uznane za kompromis. Tyle, że kompromis wypracowuje się w debacie dwóch lub więcej stron. Tu tymczasem mamy do czynienia z manewrem taktycznym: Żądajmy czegoś absurdalnego, by potem trochę spuścić z tonu, to będzie to uznane za ustępstwo. Manipulacja doskonale opisana w podręcznikach psychologii społecznej. Argumenty pozostałych stron sporu w takim "dyskursie" w ogóle nie są brane pod uwagę, praktycznie nie istnieją. Warunkiem zastosowania tej taktyki jest kontrola nad pozorną debatą - np. zapewniona większość w głosowaniu (tak było z przerywaniem ciąży, tak jest i ze Studium).

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Reklama

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian