Państwo jest najbardziej jaskrawym, najbardziej cynicznym i najbardziej pełnym zaprzeczeniem tego co ludzkie.
Michał Bakunin

Dyskusja na temat programu 500 +, część 1

A-Tak

500 plus fotoPrezentujemy trzy artykuły dotyczące programu 500+. Pierwotnie ukazały się one na łamach pisma A-Tak.

Kiedy wprowadzano program 500+ był on obiektem ostrego ataku ze strony opozycji i osób, które nie były jego beneficjentami oraz bezmyślnej adoracji ze strony władz i ich mediów. Jak można ocenić go dziś!? Ocena zależy od tego, czemu miałby on służyć.
Jeśli jest to kiełbasa wyborcza, to dla rządu się opłaca (do czasu, gdy zabraknie kasy i spowodowany tym kryzys pozbawi go nie tylko tych punktów, które zyskał dzięki programowi, ale i części tych, które miał bez niego).

Równie dobrze można by wprowadzić kolejne programy typu XXX+ przyznając pieniądze np. za to, że jest się białym, kobietą lub mężczyzną (a nie kobietą i mężczyzną np.), za bycie ochrzczonym albo nawet bez powodu, np. każdemu, kto posiada numer PESEL. Publika by się ucieszyła, bo kto się nie cieszy, że dają mu kasę „za darmo” (o rachunku, który przyjdzie nam wszystkim zapłacić, mało kto myśli, nie odczuwa go też bezpośrednio, a 500+ tak).

Program rozdawnictwa ma swoje plusy i dla ogółu, jednym z nich jest fakt, że najubożsi mają nieco więcej, czego nie dostaliby np. za uczciwą pracę (taki system). Jedni wydadzą to z głową a inni bez (np. napiją się za „dobrą zmianę”), ale jedni i drudzy wydając kasę nakręcają koniunkturę (ogólnie słabnącą poza tym, zwłaszcza wobec nieudaczności obecnej ekipy w dojeniu UE, na którą się droczy). Z drugiej strony więcej pieniędzy na rynku wywołuje inflację – wzrost cen motywuje się tym, że teraz ludzi stać na to, by zapłacić więcej niż dotąd za to samo, co zysk obdarowanych 500+ realnie pomniejsza o wzrost cen. Jak oceniać ten wymiar?

Z politycznego czy etycznego punktu widzenia to po prostu korumpowanie społeczeństwa przez władze, przy tym społeczeństwo jest nierozsądne nie tylko z powodu kosztów, jakie przyjdzie mu za to zapłacić, ale i zwykłego egoizmu. Gwiazda – w czasach, gdy jeszcze „miał rację” (dziś „ostał mu się jeno sznur”) – mawiał, że należy „brać i nie kwitować”, tzn. każde ustępstwo czy prezent władzy warto wykorzystać (w końcu nie dają ze swego, a tego, co nam zagrabili i co nam się zwyczajnie należy), ale to nie powód, aby zmieniać pod wpływem tego swoje oceny i wybory, ba – to przeciw skuteczne, bo jeśli popieramy władzę (a ponoć 40% tych, co wierzą w wybory, popiera obecne rządy), to władza nie ma powodu kupowania nas i dawania kolejnych łapówek.

Zupełnie inaczej wygląda 500+ jako element programu pro-rodzinnego, a zwłaszcza sposób na zwiększenie przyrostu naturalnego. Dla wielu osób sytuacja wcale się nie poprawiła, bo np. dostali 500+ i 750– (równolegle do 500+ cofnięto reformę dotyczącą 6-latków w szkołach, cofając cały rocznik do przedszkoli, co sprawiło, że zabrakło w nich miejsc dla 3-latków, więc rodzice musieli
szukać miejsca w przedszkolach prywatnych – stąd owe 750 minus – bądź rezygnować z pracy, co daje 1-2 tys. mniej, jeszcze bardziej czyniąc zysk iluzorycznym). Czy nie więcej sensu miałoby wybudowanie dostatecznej liczby przedszkoli publicznych, co zresztą jednorazowym działaniem za te same pieniądze procentowałoby przez lata? Z kolei z punktu widzenia przyrostu naturalnego
płacenie za drugie dziecko nie ma sensu, bowiem by było więcej dzieci trzeba mieć najpierw pierwsze, a na to 500+ nie przysługuje.

Może władze liczą na zakaz wychowania seksualnego, środków antykoncepcyjnych i aborcji jako źródło motywacji do posiadania dzieci? Z doświadczenia wynika, że w dzisiejszych czasach głównym problemem jest zdecydowanie się na dziecko w ogóle, potem najczęściej dołącza się do „subkultury(!) rodziców” i nie poprzestaje na jednym (widać to np. w każdym przedszkolu, gdzie po dzieci przychodzą rodzice ze starszym czy młodszym rodzeństwem). Jednak więcej sensu niż płacenie za każde dziecko miałoby płacenie za bycie matką (traktowanie tej roli jako zawodu), wszystko jedno czy miałoby to być 1000+ czy też w postaci opłacania ubezpieczeń zdrowotnych
i emerytalnych w wysokości, dajmy na to takiej, jak ubezpieczenia płacone od średniej pensji. Macierzyństwo nie byłoby wówczas traktowane jako czas zmarnowany z punktu widzenia zawodowego, nie odbijałoby się tak mocno jak dziś na obecnych i przyszłych dochodach (dochód czy ubezpieczenie przysługiwałoby przy tym bez względu na to czy ktoś pracuje czy nie). Tymczasem zawirowania za szkołami, brak miejsc w przedszkolach i żłobkach etc. działa całkiem przeciwnie (władze pocieszają się nieznacznym wzrostem przyrostu naturalnego, ale jest on dużo niższy niż powinien i wynika nie tyle z polityki władz, co z wejścia w dorosłe życie roczników wyżu demograficznego z czasów PRL).

Równie negatywnie działa fala „hejtu” przeciwko rodzinom wielodzietnym, wywołana zawiścią o 500+ ze strony ludzi nie posiadających dzieci, jaka przetoczyła się – po zainicjowaniu programu – przez niektóre media, szczególnie społecznościowe. Sugerowano bowiem patologiczny charakter takich rodzin (nałogi, życie z pomocy społecznej etc.), co – jak wykazały badania – na ogół okazało
się nieprawdziwe. Jest jeszcze inny paradoks: program 500+ miał wspierać idee matki-Polki siedzącej kołkiem w domu przy dzieciach, co przy braku przedszkoli wydawało się bardzo realne, jednak zastrzyk gotówki od konserwatywnego rządu pozwolił wielu kobietom na wysłanie dzieci do przedszkoli prywatnych i zajęcie się sobą – karierą czy rozwojem osobistym – a więc czymś, co nie jest ideałem prawdziwków, sprzyja za to wyzwoleniu kobiet w równym stopniu jak decyzje władz prowokujące „czarny protest”.

RS@ - Ruch Społeczeństwa Alternatywnego

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Reklama

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian