Radykalna teoria nie ma nic do stracenia i do szanowania. Krytykuje siebie, jak i wszystko inne. Nie jest doktryną, którą trzeba przyjąć na wiarę, ale prowizorycznym uogólnieniem, które wymaga ciągłej weryfikacji.
Ken Knabb

W zakładach pracy panuje zamordyzm rodem z XIX w., ochroniarki z kongresu to nie incydent – polemika z „Krytyką Polityczną”

Magda Malinowska

zacisnij-page-001Magdalena Malinowska pracownica firmy Amazon działająca w OZZ Inicjatywa Pracownicza, współorganizatorka Socjalnego Kongresu Kobiet

 

Nagłośnienie problemów pracownic ochrony, które zostały zatrudnione przez organizatorki ostatniego Kongresu Kobiet, wywołało pewne zainteresowanie opinii publicznej w tym również środowiska Krytyki Politycznej. Niedawne teksty napisane przez Izabelę Desperak (link) oraz Michała Sutowskiego wraz z Agnieszką Wiśniewską (link) wzięły pod uwagę wcześniejsze wypowiedzi publikowane w Internecie, z wyjątkiem komentarza grupy inicjatywnej Socjalnego Kongresu Kobiet (link). Jest to o tyle istotne, że komentarz Socjalnego Kongresu Kobiet już po części wyjaśnił problemy powtórnie podniesione przez dwie kolejnie publikacje z łamów Dziennika Opinii. Dziwi więc uparte powracanie do tez, które od tego wyjaśnienia abstrahują.   

Publikacje z Dziennika zakładają, że stosunki pracy panujące na Kongresie Kobiet to wpadka bądź odosobniony incydent. Sama od trzech lat jestem szeregową pracownicą podpoznańskiego magazynu „Amazona” i prowadzę w nim działalność związkową. Na podstawie własnych doświadczeń, jak i działalności związkowej mogę stwierdzić, że w polskich przedsiębiorstwach pogarda względem pracujących kobiet jest na porządku dziennym. Kongres Kobiet jedynie powiela obecnie dominujący model stosunków pracy. Patologiczne traktowanie pracownic ochrony przez ich przełożone w obecnych realiach nie jest w żaden sposób wyjątkowe, a raczej typowe. Sytuacja wywołała publiczne zainteresowanie m.in. dlatego, że stoi ona w sprzeczności z wizerunkiem Kongresu Kobiet, który deklaratywnie reprezentuje interesy wszystkich kobiet. W praktyce unika on jednak kwestii nierówności klasowych jak diabeł święconej wody. Wbrew propozycjom Izabeli Desperak problem nie ma więc charakteru technicznego i nie rozwiąże go przykładowo wprowadzenie jakiegoś rodzaju klauzul społecznych. Jego istota ma charakter polityczny. Po prostu skład gabinetu cieni, który kształtuje politykę Kongresu, jest skrajnie neoliberalny. Taka sytuacja z kolei gwarantuje, że znoszenie hierarchii płciowej, która uderza w najgorzej usytuowane kobiety, nie będzie dla Kongresu kluczowym tematem.

Kongres jest wymownym przykładem tego, jak retoryka wspólnego interesu łączącego wszystkie kobiety utwierdza podział pracy, w którym większość z nich ciężko pracuje za darmo albo za grosze. To samo słyszymy w przedsiębiorstwach, gdy wmawiają nam, że jesteśmy jednym zespołem. Kiedy jednak dochodzi do podziału owoców naszej pracy, okazuje się, że większość z nas skazana jest na biedę, a jedynie mniejszość odnosi sukcesy. Nasza krytyka nie ma więc treści moralnej, jak twierdzi Sutowski z Wiśniewską, ale materialną. Nie walczymy o posady w parlamencie czy w radach nadzorczych przedsiębiorstw, do czego cały czas namawiają nas liberalne feministki. Walczymy o przeżycie do pierwszego, o to, żeby nie być eksmitowaną na bruk, walczymy przeciwko istnieniu takich ról społecznych, jak polityk czy polityczka, buissneswomen czy komornik. Nie walczymy o rząd dusz w mediach, galeriach, instytucjach politycznych i w innych skupiskach elit, które utrzymują się z naszej pracy. Częściej spotkać nas można w zakładach pracy i czyszczonych kamienicach, czyli w miejscach skupiających środowiska pracownicze. Perspektywa pracownic i lokatorek jest dla nas zasadniczym punktem odniesienia i dlatego kojarzone jesteśmy z lewicą, choć pewnie dla ludzi z tzw. lewicowych mediów niezwiązanych ze środowiskami pracowniczymi takie podejście może wydawać się sekciarskie.

Wbrew banalizacji dokonanej przez Sutowskiego i Wiśniewską obecna dyskusja dotycząca Kongresu Kobiet nie ma charakteru pokoleniowego (młode radykalne kontra stare liberalne). Gdyby spojrzeć, chociażby na skład ruchu lokatorskiego, to dominują w nim kobiety powyżej pięćdziesiątego roku życia, których postulaty i działania niejednokrotnie są dużo bardziej postępowe niż zaangażowanie młodej lewicowej inteligencji. Brak wiedzy na temat charakteru konkretnego ruchu społecznego (w tym wypadku lokatorskiego, który jest częścią składową Społecznego Kongresu Kobiet) prowadzi publicystyczny tandem do błędnych wniosków politycznych.

Kongres Kobiet nie przesunie się bardziej na lewo, dopóki najgorzej utytułowane kobiety nie będą wzmacniały swojej siły w procesie walk o charakterze ekonomicznym. Interpretacja, jakoby przypadki wzmożonego wyzysku kobiet przez inne kobiety podczas Kongresu były etapem „konfliktu w rodzinie”, bardziej odsuwa nas niż przybliża do wizji lewicowego Kongresu Kobiet. Od dekad słyszymy podobną retorykę nawiązującą do solidaryzmu społecznego, którego efekty odczuwamy każdego dnia na własnej skórze. Nawoływania do solidarnej walki z komuną, z faszyzmem czy o ograniczoną formę demokracji dla elit od niemal 30 lat służą im do wyciszania konfliktów klasowych występujących w obrębie stosunków produkcji. Skutkiem tego w zakładach pracy panuje obecnie zamordyzm rodem z XIX w. Problemy, na których my się koncentrujemy, dotyczą tego, jak powstrzymać tendencje faszystowskie w sytuacji, kiedy ruch związkowy jest w znacznym stopniu kojarzony z prawicą, a ruch kobiecy z neoliberalizmem? Po co tworzyć lewicę wykorzenioną z bieżących walk, które współcześnie toczą pracownice i lokatorki? Za postulowane przez środowisko Krytyki otwarcie względem środowisk liberalno-centrowych lewica płaci odcięciem od środowisk pracowniczych, co przez lata przygotowywało grunt dla rozwoju skrajnej prawicy. Nie chodzi tu o otwarcie na tzw. kwestie obyczajowe, lecz o otwarcie polegające na akceptacji liberalnej polityki gospodarczej.

W ciągu ostatnich dwóch lat kobiety w Polsce zwróciły na siebie uwagę całego świata, lecz nie ze względu na istnienie Kongresu Kobiet bądź zasiadające w ławach sejmowych polityczki. To niezależne działania kobiet na czarnym proteście spowodowały, że prawica zmuszona była odpuścić kwestię aborcji. Dzięki oddolnym działaniom kobiet m.in. z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów liberałka rządząca Warszawą wycofała się z reprywatyzowania jej zasobu mieszkaniowego. Fakty te przeczą tezie, że dalszy rozwój ruchu kobiecego może nastąpić poprzez otwarcie się na liberalizm (tak jakby obecnie jego wpływy były zbyt małe) czy promowany przez jego zwolenniczki start kobiet we wszelkiego rodzaju wyborach.

Liberalne parlamentarzystki skompromitowały się na początku roku podczas głosowania w sprawie aborcji. Czy kobiety używające limuzyn jako środka transportu, pomieszkujące w apartamentach gdzieś między Warszawą a Brukselą, ewentualnie wpadające na kawę do londyńskiego City, są zdolne do reprezentowania interesów kobiet, które pracują bez wytchnienia i bez perspektyw na liniach montażowych, w magazynach, na śmieciowych umowach, za najniższą krajową itd.?

Podczas Społecznego Kongresu Kobiet ustaliłyśmy zręby naszych postulatów programowych (link). Tzw. kwestia socjalna, wbrew perspektywie Izabeli Desperak, nie dotyczy jedynie problemu biedy i rozwoju dobroczynności. Pierwszym z listy naszych postulatów jest skrócenie tygodnia roboczego do 35 godzin. Gdyby twarz Kongresu, Henryka Bochniarz, przekonała do tego postulatu Konfederację Lewiatan, to przy jej wsparciu do końca roku problem przepracowania kobiet zostałby ograniczony, chociażby symbolicznie, o pięć godzin, a Kongres Kobiet zapisałby się złotymi zgłoskami w historii Polski. Zdajemy sobie jednak sprawę, że nikt poza ludźmi pracy, nie będzie skory do zmuszenia klasy rządzącej, aby zatwierdziła ów postulat. Taki stan rzeczy skłania nas do rozważenia zagadnienia formy organizacyjnej, jaką powinny obierać środowiska kobiece, w jakich miejscach powinny one koncentrować swoją działalność, jaką strategię powinny przyjąć w kontaktach z klasą polityczną na poziomie samorządowym i centralnym, jak przełamywać ograniczenia wynikające z elitaryzmu charakteryzującego polski feminizm?

Kolejna kwestia dotyczy tego, w jakich sytuacjach antykobiece działania prawicy będą miały poparcie środowisk liberalnych. Z jednej strony w walce o utraconą władzę odwołują się one do ruchów społecznych, lecz w zakresie utrzymywania nierówności ekonomicznych idą ręka w rękę z prawicą, nie raz ją wyprzedzając. Poza tymi kwestiami pojawiają się jeszcze te dotyczące kształtu zabezpieczeń socjalnych (zadowala nas 500 plus czy może chcemy 1500 plus?), powszechnego dostępu do mieszkań komunalnych, dostępu do darmowej służby zdrowia włącznie z możliwością dokonywania aborcji, opłacania czasu dojazdów do pracy, likwidacji umów śmieciowych, unikania wyniszczającej pracy, którą obecnie określa się jako „aktywność zawodową”. Z tego typu problemami spotykamy się na co dzień.

Jeżeli udaje nam się je rozwiązać to nie na drodze sporu, który, jak chciałaby Krytyka, toczy się w sferze publicznej. Dopóki warunki naszego utrzymania nie ulegną znaczącej poprawie, to sfera publiczna pozostanie dla nas pojęciem abstrakcyjnym zarezerwowanym dla nielicznych kobiet i mężczyzn. Jeżeli myślimy o sporze, to raczej o sporze zbiorowym jako wstępie do strajku. Bliższa naszemu doświadczeniu jest koncepcja cyrkulacji walk, które podejmują kolejne grupy kobiet w zakładach pracy i poza ich murami. Nie oszukujemy siebie nawzajem, że dyskusja jest w stanie skłonić nasze szefowe lub kamieniczników do ustępstw. Ci ludzie, podobnie jak politycy, dopóki nie tracą na wizerunku lub nie ponoszą strat finansowych, nie mają w zwyczaju się wycofywać. My budujemy kobiecą siłę w toku blokad eksmisji, strajków czynszowych, wspólnego spowalniania pracy i wydłużania przerw, sabotowania antypracowniczych działań kierownictwa zakładów, wywierania presji na władze samorządowe poprzez demonstracje i okupacje. Podczas lat działalności wielokrotnie przekonywałyśmy się, że otwartość na niezależne formy walki z wyzyskiem jest jednym ze sposobów przełamywania ograniczeń narzuconych nam przez zwolenników i zwolenniczki kapitalizmu.

tekst pierwotnie ukazał się w codzienniku feministycznym

Tego samego autora

Brak pasujących artykułów


Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian