Wybieranie kota w worku

  • Rafał Górski
  • piątek, 29 maj 2009
7 czerwca część obywateli naszego kraju uda się do lokali wyborczych, by kreślić krzyżyki na kartach do głosowania, a polityczni komentatorzy po raz kolejny nazwą tę czynność świętem demokracji.Powstaje jednak zasadnicze pytanie, czy rzeczywiście istota demokracji polega na ograniczonym i sporadycznym dopuszczaniu obywateli do głosu. W Polsce, podobnie jak w innych państwach demokracji parlamentarnej, każdy radny i poseł postępuje zgodnie z zasadą mandatu wolnego, czyli nie ma zobowiązań wobec swoich wyborców. Gdyby słuchał sugestii mieszkańców swego okręgu, to jego postępowanie byłoby niezgodne z konstytucją RP. Poseł nie musi więc realizować tego, co ogłosił w kampanii wyborczej, a opinia wyborców nie ma dla niego żadnej mocy prawnej. Świat kampanii wyborczych, zaciekłych bojów międzypartyjnych, zacietrzewionych dziennikarzy i zagorzałych obrońców partyjnych sloganów – jakby nie był barwny i krzykliwy – nie jest tym miejscem, w którym szary wyborca uzyska istotny wpływ na politykę. Odwołać posła obywatelom nie wolno. Pozostaje tylko wiara w dobre intencje kandydata na posła. To nic, że dobre intencje mogą nie wystarczyć do reprezentowania wyborców, skoro zgodnie z konstytucją poseł „reprezentuje cały naród”. Nie oznacza to wcale, że odbywają się jakiekolwiek konsultacje ze wspomnianym „narodem”. Podobno chodzi o to, żeby przedstawiciel starał się wydedukować wolę narodu zgodnie z własnymi przekonaniami i sumieniem.
Poseł czy radny nie jest jednak zupełnie wolny i niezależny w sprawowaniu swego mandatu parlamentarzysty. Poza dość mętnym przekonaniem o powinnościach wobec narodu, istnieją również szefowie partii, którzy mówią jak należy głosować, a w przypadku nieposłuszeństwa straszą wykreśleniem z listy kandydatów w następnych wyborach. Nie każdy poseł czy radny jest gwiazdą medialną, która sama dyktuje warunki. Są też szczodre i ponętne oferty składane przez lobbystów reprezentujących interesy bogatszej części społeczeństwa i państwowi urzędnicy, którzy namawiają do lekceważenia skarg wyborców, bo ci rzekomo są zbyt roszczeniowi i nie mają pojęcia, na czym polega dobro kraju.

Nie może być inaczej, powtarzają zwolennicy obecnego systemu wyborczego wskazując na wielkość okręgów wyborczych i liczbę ludności, która nie może się zebrać w jednym miejscu, żeby wspólnie debatować i głosować. Wspomina się również o uciążliwościach związanych z ewentualnym organizowaniem referendów w każdej istotnej dla ogółu sprawie.

Te argumenty wydają się brzmieć rozsądnie, ale tylko pozornie. W sprawach dotyczących poszczególnych gmin można bez przeszkód organizować zebrania mieszkańców, aby dyskutować, głosować i wybierać radnych z instrukcjami od lokalnych społeczności. W podobny sposób można zbierać opinie obywateli w sprawach krajowych i międzynarodowych, aby potem przedstawić danemu posłowi wolę mieszkańców, która będzie dla niego obowiązującą instrukcją dalszego postępowania. Zbieraniem wskazówek od poszczególnych społeczności zajmą się radni wszystkich gmin i powiatów, aby potem przekazać je posłowi. W ten sposób każdy będzie mógł uczestniczyć w tworzeniu projektów istotnych dla niego uchwał oraz ustalaniu szczegółów ich realizacji. Instrukcje od mieszkańców będą mogły zawierać zgodę na negocjacje w strukturach wyższego rzędu na poziomie powiatu, województwa, kraju czy kontynentu. Chodzi przede wszystkim o to, aby na tych posiedzeniach radni i posłowie byli prawdziwymi rzecznikami mieszkańców i odwrotnie – aby przenosili powzięte tam uchwały do mieszkańców na ich zebraniach gminnych czy dzielnicowych. Zapewniony zostanie obustronny przepływ informacji, a także zlikwidowana samowola przedstawicieli.

Takich zmian nie da się przeprowadzić przy pomocy kartki wyborczej, ani zachowując wiarę w to, że zawsze musi nas prowadzić za rękę jakiś mąż opatrznościowy czy inny fachowiec od rządzenia i grabienia. Więcej pożytku przyniesie organizowanie ulicznej presji na rządzących oraz tworzenie własnych struktur decyzyjnych, konkurencyjnych wobec instytucji państwa i kapitału.

LEKSYKON DEMOKRACJI BEZPOŚREDNIEJ. CZĘŚĆ 1

JURY OBYWATELSKIE


Zwykło się uważać, że sytuacje polityczne wymagające podjęcia szybkiej decyzji wykluczają prowadzenie dyskusji z udziałem zwykłych obywateli. Istnieje jednak procedura nazywana we Francji „jury obywatelskim”, a w Hiszpanii „grupami planowania”, która pozwala na stosowanie demokracji bezpośredniej nawet w nagłych przypadkach. Polega ona na losowym wybieraniu reprezentatywnej grupy najczęściej dwudziestu pięciu mieszkańców danego okręgu i przedstawianiu im do zaopiniowania i modyfikacji projektów dotyczących danej społeczności lub spraw o znaczeniu ponadregionalnym. Wyłonieni w drodze losowania obywatele zostają powołani na czas wspólnych obrad i głosowania do służby publicznej, podobnie jak ławnicy w Stanach Zjednoczonych. Geneza losowania członków ciał decyzyjnych sięga starożytnej Grecji i wynika z przekonania, że każdy obywatel powinien mieć równe i faktyczne prawo do udziału w rządzeniu.

Po wysłuchaniu osób zaangażowanych w rozwiązanie danego problemu wylosowani członkowie grupy debatują cztery dni, a następnie przyjmują rezolucję. Otrzymują wynagrodzenie, a pracodawcy mają obowiązek uznać ich nieobecność w pracy za usprawiedliwioną. Jeśli którykolwiek spośród wylosowanych odmówi lub jest chory, to organizuje się losowanie uzupełniające. Pozwala to na wyeliminowanie nierówności obywateli w dostępie do struktur decyzyjnych, które wynikają z braku wolnego czasu. To, co dzisiaj znajduje ograniczone zastosowanie w kilku gminach i regionach (Bobigny, Ivry, Kraj Basków, Andaluzja) da się wykorzystać w skali największych nawet okręgów wyborczych. Uchwałę jury obywatelskiego można bowiem przedstawić reszcie społeczeństwa do akceptacji organizując szybkie referendum drogą elektroniczną.

MANDAT WIĄŻĄCY


O instrukcjach sejmikowych uczymy się w szkole, skąd wynosimy przekonanie, że jest to rozwiązanie właściwe tylko dla rodzimej kultury szlacheckiej. Zapominamy jednak, że stosowanie mandatu wiążącego (imperatywnego), czyli właśnie wspomnianych instrukcji, nigdy nie ograniczało się do ustroju feudalnego ani do terytorium i czasów Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Wiosną 1789 we Francji podczas kampanii wyborczej do Stanów Generalnych (parlamentu) zgromadzenia wyborców w parafiach i okręgach miejskich przygotowywały zalecenia dla przyszłych posłów. Wszystkie opinie i postulaty wpisywano do tzw. kajetów skarg (cahiers de doléances), które miały być przedstawione na forum parlamentu. W latach 1792-94 tysiące mieszkańców Paryża uczestniczyło w cotygodniowych debatach politycznych i wybierało delegatów (nazywanych  łącznikami) z instrukcjami do Komuny (czyli Rady) swego miasta. Odwoływalność wszystkich radnych i deputowanych oraz związanie ich wyraźnymi instrukcjami wyborców wprowadziła na krótko Komuna Paryska wiosną 1871. Stosowania się posłów do zaleceń wyborców żądali w latach osiemdziesiątych XIX wieku rosyjscy narodnicy. Nawet podczas pierwszych posiedzeń rosyjskiej Dumy w 1906 widywano delegacje chłopskie, które przybywały tam, aby przypilnować posłów, niech głosują we właściwy sposób i nie zapominają, kto ich wybrał. Od początku XX wieku wprowadzenie mandatów wiążących głosili anarchiści, a szczególnie anarchosyndykaliści, którzy uczynili z nich zasadę organizacyjną związków zawodowych. Odwoływalność delegatów praktykowano  podczas rewolucji rosyjskiej 1917, zanim jeszcze cała władza przeszła w ręce partii bolszewickiej. Po wybuchu rewolucji hiszpańskiej 1936 i opanowaniu dużych terenów przez anarchosyndykalistów z CNT, powstały gminy i wspólnoty regionalne zarządzane przez delegatów z wiążącymi mandatami. W wydanej po polsku w 1924 roku broszurze Georga Thonara „Czego chcą anarchiści?” znalazło się następujące wyjaśnienie kwestii przedstawicielstwa: Jedynym reprezentantem jakiego akceptujemy jest delegat lub poseł, który jest obdarzony mandatem do pewnego zadania i na określony czas przez tych, którzy go wysyłają i przede wszystkim, który może być przez nich w każdej chwili odwołany. Ten właśnie model demokracji zastosowano po roku 1994 na terytorium wyzwolonym przez zapatystów w meksykańskim stanie Chiapas i w zbuntowanych gminach algierskiej Kabylii wiosną 2000. Instytucja odwoływalnych delegatów występuje od 1990 w strukturach budżetu partycypacyjnego brazylijskiego Porto Alegre, a pojawia się dość często podczas masowych akcji strajkowych i w niektórych organizacjach spółdzielczych. W konstytucjach niemal wszystkich państw na świecie znajdują się jednak zapisy zabraniające stosowania mandatu wiążącego wobec posłów i radnych. W czerwcu 2007 Komisja Europejska wydała w tej sprawie oświadczenie, że „odwoływalność przedstawicieli jest niezgodna z tradycyjną i powszechnie akceptowaną definicją demokracji parlamentarnej, a także z normami europejskimi”.

Ludzie czytają....

Business as usual

21-10-2019 / Poznań

W poprzedni weekend postanowiliśmy przypomnieć o roli banku PKO BP, w inwestycji która będzie mieć katastrofalny wpływ na nasz klimat...

Biji Rojava! - Kurdowie się nie poddają

11-10-2019 / Walka klas

Od kilku dni z całego świata płyną doniesienia o tureckiej agresji na położoną w północnej Syrii Rożawę, multietniczy, autonomiczny region...

Mniej mitów, więcej faktów o Rozbracie

09-10-2019 / Rozbrat zostaje!

Rozmowa na temat sytuacji prawnej skłotu z Antonim Wiesztortem, działaczem warszawskiego i poznańskiego ruchu lokatorskiego, członkiem Kolektywu Rozbrat.

Przeciwko tureckiej inwazji! Stop rzezi Kurdyjek i Kurdów!

10-10-2019 / Świat

Pod cyniczną nazwą „Źródło pokoju” 9 października wojska tureckie, na rozkaz prezydenta Erdogana rozpoczęły inwazję militarną w północnej Syrii. W...