Wolność powinna i może bronić się sama i byłoby niebezpiecznym absurdem krępować ją pod pretekstem jej ochrony, ponieważ moralność nie ma innego źródła, bodźca, przyczyny i celu niż wolność, i ponieważ sama nie jest niczym innym jak wolnością.
Michał Bakunin

Hodowla zwierząt futerkowych wywołuje falę protestów

Jarosław Urbański

hodowlaObecnie w Polsce toczy się dyskusja nad całkowitym ustawowym zakazem hodowli zwierząt na futra. Projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, gdzie zapisano zakaz hodowli na futra, utknął w sejmie. Organizacje proanimalistyczne planują ogólnopolską demonstrację w Warszawie, która odbędzie się 13 września.

Obecnie Polska jest trzecim – po Chinach i Danii – producentem skór zwierząt futerkowych na świecie. Produkcja w 2016 r. miała wynieść 8,5 mln. skór i koncentruje się ona przede wszystkim na obszarze dwóch województw: zachodniopomorskiego i wielkopolskiego. Ponad 90% produkcji kierowana jest na eksport.

W przeszłości Polska była ważnym w Europie eksportem żywca, skór zwierząt hodowlanych oraz wieprzowiny. Przez Europę Środkową biegł też szlak handlowy z terenów dzisiejszej Rosji do Europy Zachodniej, którym bardzo często przeważono dużą liczbę skór dzikich zwierząt futerkowych, które pochodziły z lasów borealnych leżących na północnym wschodzie kontynentu. Polskie ośrodki miejskie – jak Lublin, Gniezno, Poznań – pośredniczyły w handlu futrami. Niektóre miasta w Europie Środkowej były też ważnym producentem wyrobów kuśnierskich w okresie „małej epoki lodowcowej” (lata 1300-1850) – m.in. Lipsk.

Futrzarski boom

Tym niemniej z początkiem rozwoju współczesnego rolnictwa, produkcja futrzana nigdy się w Polsce nie rozwinęła. Hodowano co najwyżej w małej liczbie króliki w systemie przyzagrodowym. Pierwsze fermy zwierząt futerkowych powstały pod koniec lat 20. XX wieku. Przed II wojną światową w Polsce działało jednak zaledwie kilkudziesięciu hodowców, kiedy np. w Szwecji było ich wówczas już ponad 1200.

Także po zakończeniu wojny nie przywiązywano do tej branży dużej wagi. Dopiero od mniej więcej połowy lat 90. XX wieku, zainteresowanie nią nieco wzrosło, a boom w polskiej branży futrzarskiej nastąpił w wyniku pojawiania się na terenie kraju firm holenderskich oraz przedstawicielstw NAFA (North American Fur Auctions). W 2009 roku NAFA oddała do użytku w okolicach Goleniowa wielką sortownię skór futerkowych. Inną firmą inwestującą w Polsce była Van Ansem Group. Do rodziny van Ansemów należy obecnie kilka ferm zwierząt futerkowych w Polsce. Z van Ansemami jest też związana firma Norpol z siedzibą w Żdżarach koło Goleniowa. Wg informacji ze strony internetowej przedsiębiorstwa, Norpol „jest największym na świecie centrum obróbki skór z norek. (...) Świadczymy usługę dla wielu hodowców z całej Europy (Holandia, Belgia, Dania, Finlandia, Grecja, Włochy, Łotwa, Litwa i Polska), przerabiając od kilku lat ponad 3,3 mln. skór sezonowo”.

Inwestycje te spowodowały, że polski eksport skór zwierząt futerkowych wzrósł kwotowo czterokrotnie – od 98,6 mln euro w 2009 r. do 402,3 mln euro w 2014 r. Obecnie liczbę ferm zwierząt futerkowych mięsożernych, głównie norek amerykańskich (czyli nie licząc zwykle niewielkich przyzagrodowych hodowli roślinożernych królików czy nutrii), szacować można na 700-750 zakładów.

Protesty przeciw fermom

Wraz ze wzrostem liczby ferm i chowanych zwierząt zaczęło dochodzić do coraz większej liczby protestów lokalnych społeczności, sprzeciwiających się funkcjonowaniu już wybudowanych i powstawaniu nowych obiektów tego typu. Monitoring protestów lokalnych dotyczących ferm zwierząt futerkowych prowadzi systematycznie Stowarzyszenie Otwarte Klatki. W latach 2012-2017 odnotowano 141 przypadków sprzeciwów mieszkańców.

Jak w jednym z opracowań podaje Mikołaj Iwański (ekonomista), Najwyższa Izba Kontroli, po kontrolach w 2011 i 2014 roku sporządziła raporty miażdżące dla właścicieli i zarządzających fermami zwierząt futerkowych. W dokumencie z 2011 roku dotyczącym terenu województwa wielkopolskiego, znajdujemy szereg danych i wniosków wskazujących na bardzo poważne zaniedbania ze strony służb weterynaryjnych, które praktycznie nie wywiązywały się z zadania nadzoru nad fermami zwierząt futerkowych. Tylko jedna z 29 skontrolowanych przez NIK ferm spełniała jednocześnie wymogi ochrony środowiska, weterynaryjne oraz budowlane. Praktycznie połowa ze skontrolowanych wówczas ferm (48%) prowadziła działalność na obiektach nielegalnie wybudowanych lub użytkowanych niezgodnie z przeznaczeniem. 35% wykazywało istotne uchybienia w zakresie spełniania wymogów weterynaryjnych.

Bardzo podobne wnioski wypływają z raportu NIK wydanego w 2014 r. Badanie objęło lata 2011-2013. Dokument dotyczy całości hodowli zwierząt, której hodowla zwierząt futerkowych jest jedynie niewielką niszą. Wnioski potwierdzają ustalenia wcześniej cytowanego dokumentu – organy administracji rządowej nie są wstanie zapewnić właściwego nadzoru weterynaryjnego i sanitarnego oraz nie dysponują wiarygodnymi danymi na tak elementarnym poziomie, jak liczby samych ferm. W odniesieniu do ferm zwierząt futerkowych na 20 kontrolowanych obiektów w 15 stwierdzono np. naruszenie przepisów ustawy Prawo wodne, co oznacza bezpośrednie zagrożenie zanieczyszczenia wód gruntowych.

Przed pojawianiem się inwestycji zagranicznych dotyczących hodowli zwierząt futerkowych, dokonano w Polsce zmian przepisów, które obniżały wymogi jakie muszą spełnić tego typu zakłady. Dopiero po pewnym czasie ministerstwo środowiska zorientowało się, że np. ociekające z ferm norki amerykańskie, w wieku rezerwatach i terenach chronionych dokonują spustoszenia, a udział uciekinierów w populacji tego gatunku na niektórych obszarach północno-zachodniej Polski wynosi ok. 40%.

Większość przeciwników

W sondażu przeprowadzonym przez CBOS w lutym br. aż 59% mieszkańców kraju popierało zakaz hodowli zwierząt na futra (łącznie odpowiedzi zdecydowanie popieram i raczej popieram), a 31% było przeciwne zakazowi (łącznie odpowiedzi zdecydowanie jestem przeciw i raczej jestem przeciw); 10% badanych odpowiedziało trudno powiedzieć. W innych ogólnokrajowych sondażach opinii publicznej różnice między zwolennikami a przeciwnikami zakazu hodowli zwierząt na futra kształtowały się różnie, ale we wszystkich znanych mi przypadkach liczba zwolenników zakazu zdecydowanie przeważała nad liczbą przeciwników zakazu tego typu chowu. Także w badaniach lokalnych – które prowadziłem – w gminach gdzie funkcjonuje dużo ferm zwierząt futerkowych, przeciwnicy tego typu hodowli górują nad jej zwolennikami.

Ostatecznie trzeba stwierdzić, że fermy są powodem szeregu dolegliwości z tytułu niekontrolowanego rozwoju hodowli zwierząt futerkowych w naszym kraju. Branża futrzarska na czele z takim potentatami jak NAFA czy Van Ansam Group, korzysta na eksternalizacji kosztów, które nie są pokrywane przez firmy, ale przerzucane na całe społeczeństwo lub/i środowisko naturalne. Państwo nie potrafi jednocześnie wyegzekwować istniejących przepisów, a często decyduje się na ich liberalizację pod dyktando hodowców.

Dziś trudno oszacować jak wielkie są eksternalizowane koszty. Odory i plagowe ilości insektów rozmnażających się na fermach, powodują, że jakość życia mieszkańców okolic tego typu zakładów, została poważnie narażona na szwank. Niektórzy twierdzą np. ze rynkowe ceny ich nieruchomości (mieszkań, gospodarstw) są wskutek tego przeciętnie niższe o 30-40%. Nie mogą zatem bez strat sprzedać dobytku i się przenieść – nawet gdyby chcieli. Wywołuje to fale oburzenia i protesty społeczne.

Wreszcie ostatnie, ale wcale nie najmniej ważne – zwierzęta z ferm trzymane są w skandalicznych warunkach, cierpią jedynie po to, aby je zagazować i przeznaczyć na okrycia, których cena waha się przeciętnie od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Z drugiej strony branża futrzarska szuka politycznego wsparcia wśród posłów skrajnej prawicy i u księdza Rydzyka, twierdząc, że jej likwidacja odbije się negatywnie na polskiej gospodarce i lokalnych rynkach pracy. Argument wyraźnie chybiony i przesadzony. Chybiony, bowiem cała hodowla norek w Polsce podporządkowana jest de facto interesom międzynarodowych korporacji. Przesadzona, ponieważ bezpośrednio zatrudnionych jest na fermach ok. 3-4 tys. pracowników, nierzadko na „śmieciowych” umowach i po najniższych z możliwych stawkach. Coraz częściej wykorzystuje się na fermach imigrantów i imigrantki ze Wschodu – z Ukrainy i Białorusi.

Pytanie oczywiście brzmi, czy prawicowy rząd PiS zdecyduje się na likwidację ferm, czy też będzie się „wycofywał rakiem”. Organizowany w Warszawie proanimalistyczny protest ma „pomóc” mu podjąć właściwą decyzję. Warto rozważyć, czy wziąć w nim udział.

 

Tekst ukażę się w najbliższym 9 numerze pisma A-Tak

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian