Kapitalizm kreuje warunki kontroli i dominacji na poziomie nigdy wcześniej niespotykanym poprzez technologię informacyjną, która nie może być używana do niczego innego, jak utrzymywania władzy.
Alfredo Bonanno

Jean Vigo – początki kina anarchistycznego

Kris

critique-a-propos-de-nice-vigo126 września 2014 w poznańskiej AKK Zemsta odbyła się projekcja dwóch pierwszych filmów Jeana Vigo, reżysera – anarchisty, uznawanego za jednego z najwybitniejszych twórców kina europejskiego. Obejrzeliśmy wspólnie „A propos Nicei” (1930) oraz „Taris” (1931), uznawane za sztandarowe przykłady filmu anarchistycznego. Pokaz, poprzedzony prelekcją na temat okoliczności powstania filmu i jego losów, był wstępem do szerszego spojrzenia na początki kina anarchistycznego” (taki był zresztą podtytuł wydarzenia). Projekcja była częścią cyklu Zemsta Kina ,w ramach którego obejrzeliśmy m.in. „Pałę ze sprawowania” (1933) oraz zestaw „Anarchia na ekranie!”, odwołujący się do wczesno - XXwiecznych stereotypów anarchistów.

W ramach cyklu „Zemsta kina” chcielibyśmy Wam pokazywać filmy zarówno anarchistyczne, jak i pokazujące anarchię i anarchistów – z bardzo różnych perspektyw, od realizmu po fantastykę, od paszkwili po afirmacje. Same projekcje to jednak zaledwie wstęp do dyskusji i późniejszych działań – edukacyjnych, samopomocowych, lokatorskich, pracownicznych. Uważamy, że kino wcale nie musi odciągać od czynnego zaangażowania w walki społeczne, wręcz przeciwnie – może być narzędziem analizy rzeczywistości i tworzenia kultury oporu.

Tym razem obejrzeliśmy dwa filmy ważne zarówno dla historii kina, jak i anarchizmu. Ich twórca, Jean Vigo, to postać wyjątkowo. Zdeklarowany anarchista, dziecko aktywistów zresztą, wierzył, że kino może być motorem i narzędziem rewolucji społecznej. W swej całościowej krytyce kultury burżuazyjnego, kapitalistycznego Zachodu wyprzedził sytuacjonistów. Nie dał się też wpisać w żaden modny nurt np. realizm poetycki czy surrealizm, choć czerpał z nich inspiracje, wyciągając własne, radykalne wnioski. Nie unikał w swych filmach humoru, pamiętając o tym, że rewolucje gubiły zawsze śmiertelna powaga i przekonanie o konieczności istnienia "awangardy rewolucyjnej". Vigo zawsze strącał pomniki, nie pokazywał jednej właściwej drogi, cenił autonomię jednostek, nie zapominając jednak o szerszym interesie społecznym. W swych wcześniejszych dziełach przywracał podmiotowość, ale nie fetyszyzował robotników, wołał o rewoltę w szkołach, badał możliwości kina jako medium anarchistycznego, nie dając się sprowadzić na manowce gotowych recept i wizji "raju na Ziemi".

Vigo rozwijał się z filmu na film. Jego uznawane dziś za arcydzieło i jeden z najważniejszych filmów w dziejach kina „A propos Nicei” to z pozoru jeszcze jedna „symfonia miasta”, gatunek dość popularny w latach 20. i 30. XX wieku. Jednak w przeciwieństwie do Dzigi Wiertowa czy Waltera Ruttmana, francuski reżyser nie wychodzi w miasto by sprzeczności, dziwności czy brnąc w konceptualny eksperyment, zrozumiały dla garstki „wtajemniczonych”. „A propos Nicei”, zrealizowany z Borisem Kaufmanem (bratem Wiertowa, a w przyszłości operatora nagrodzonego Oscarem), to film – manifest. Jean Vigo wyjechał do Nicei w celu podreperowania zdrowia (nie wiele mu to zresztą pomogło – zmarł na gruźlicę w wieku 29 lat), ale szczerze nienawidził tego miasta – kurortu. Tu skupiały się jak w soczewce sprzeczności i nierówności kapitalizmu. Na garstkę znudzonych bogaczy pracują rzesze robotników, starców, dzieci. Są niewidzialni, przezroczyści. Vigo postanowił zwrócić im podmiotowość, jednocześnie kwestionując „tysiącletnie” zabytki czy „splendor” luksusu. Nie chodzi o to, że stają się postaciami pierwszoplanowymi czy tez ich życie jest ciekawsze lub wznioślejsze niż bogaczy. Właściwie to nudzą się, śmieją, szukają okazji do zgrywy tak samo jak burżuazja. Wcale nie chcą zastąpić „klasy panującej”, chociaż gdy już – w błyskotliwy sposób zmontowany – następuje zagłada świata (właściwie jej sugestia – w istocie oglądamy coś z pogranicza zestawu obrazów i snu) radośnie się uśmiechają , machają, cieszą się. Nie jest to pogrzeb starego świata, ani tez narodziny nowego. Vigo unika wzniosłości i prostej dialektyki. Stosując – często pioniersko w 1930 roku – wyrafinowane środki filmowe, wydobywa wszelki fałsz świata przedstawionego, podważając wszelkie jego fundamenty, podmieniając, stosując przenikanie, jednocześnie podążając w kierunku surrealizmu i realizmu poetyckiego, nie ulegając jednak tym prądom. Jean Vigo widział w filmie narzędzie zmiany społecznej, swoistą iskrę rzuconą na podlane benzyną burżuazyjne społeczeństwo, tłumiące wolność tak jednostek, jak i zbiorowości. Nie projektuje jednak wizji przyszłości po rewolucji. Wie dobrze dokąd takie „prognozy” doprowadzały i jako anarchista nie definiuje punktu końcowego. W tym tkwi też wartość jego niezwykłego filmu, unikającego prostych odpowiedzi, obok ponurych obrazów nędzy i nierówności – serwującego humor, dystansującego się od wszelkich struktur hierarchii czy władzy.
   
O ile „A propos Nicei” było filmem niemym, najczęściej emitowanym ze skomponowaną i dograną później muzyką, o tyle „Taris” to krok dalej. Wykorzystując formułę dokumentu oraz filmu instruktażowego, Vigo jeszcze raz nawiązuje do ducha „wolnej szkoły” - naturalnej potrzeby rozwoju na własnych warunkach, opartego na pasji i radości. Oglądamy utytułowanego pływaka, który udziela nam niejako lekcji swego zawodu. „Taris” płynnie jednak przechodzi od instrukcji w czyste kino – następstwo obrazów, zabawę formą, wolność wynikająca z realizacji swych pragnień, bez kapitalistycznej presji indywidualnego sukcesu. W przeciwieństwie do „sportowych” (np. górskich) filmów nazistowskich, Vigo unika fetyszyzacji ciała i w ogóle wzniosłości. Oto mistrz w swej dziedzinie po pierwsze mówi i pokazuje wszystkim, że każdy może tak pływać i warto dzielić się umiejętnościami. Po drugie – z pozycji „nauczyciela” płynnie przechodzi po prostu w pozycję „praktyka” - czyli po prostu zanurza się w wodne odmęty, a my razem z nim. Tu również, podobnie jak w innych filmach Vigo, zacierają się granice między realizmem, realizmem poetyckim a surrealizmem, a sam film pozostaje wyjątkowy i osobny, czytelny dla każdego wodza, mimo w pewien sposób eksperymentalnej (ale nie eksperckiej) natury. Reżyser, ponownie współpracujący tu z Borisem Kaufmanem, tym razem dla pozostawia całe sekwencje bez żadnego komentarza, także muzycznego, co w przypadku filmu jednak już celowo udźwiękowionego jest raczej niespotykane. Otrzymujemy czystą esencję kina i wolności – tej wyrastającej z ducha Escola Libre. Nie brak więc i humoru – pływak pojawia się i znika, taśma filmowa to zanurza go, to wrzuca w odmęty. A z samej pozycji czy stroju pływaka twórcy najciekawiej i najbardziej zaskakująco żartują na końcu. Nie ma w tym cienia cynizmu. Jest po prostu humor, dystans i radość.

Pokaz zrodził wiele pytań o podobne filmy, o kino anarchistyczne, które wydaje się być traktowane jako margines. Tymczasem jak się okazuje ma również swoje arcydzieła, własną estetykę, rolę polityczną i pozycję w historii kina jako takiego. Podczas kolejnych spotkań, średnio co 2 tygodnie, będziemy prezentować kolejne filmy anarchistyczne, a także do anarchii czy anarchistów się odwołujące. Już 10 października zapraszamy na pokaz „Atalanty” - ostatniego i najpiękniejszego z filmów Jeana Vigo, opowieści syntetyzującej dotychczasowe poszukiwania i stanowiącej krok dalej w rozwoju języka kina anarchistycznego, tu ukrytego pod kostiumem opowieści o miłości, szczęściu i samorealizacji. Zapraszamy!     

Nie masz uprawnień, aby dodawać komentarze. Musisz się zarejestrować

Translate page

Belarusian Bulgarian Chinese (Simplified) Croatian Czech Danish Dutch English Estonian Finnish French German Greek Hungarian Icelandic Italian Japanese Korean Latvian Lithuanian Norwegian Portuguese Romanian Russian Serbian Spanish Swedish Ukrainian